niedziela, 2 września 2018

Spisz mój kochany...

Ostatni tydzień wakacji, był zaplanowany już od bardzo dawna. 
Spakowałyśmy walizkę i ruszyłyśmy pociągiem do Zakopanego. Nie przepadam za tym miastem. Nie dziś. 
Ukochane przez turystów Krupówki, stały się przykrą mozaiką, kolorowego badziewia z plastiku. Podróbki popularnych zabawek, gipsowe aniołki, szczekające i merdające ogonem pieski na baterie, tandetne ciupagi i "serki tradycyjne". 
Z trudem znajduję na targu pod Gubałówką, ukryte gdzieś na uboczu dwa stragany z warzywami i owocami. Kupuję cudnie pachnące maliny i kilka pomidorów. 
W podwórku na Krupówkach zjadamy najlepsze lody różane i ruszamy z powrotem w kierunku dworca, bo Zakopane to tylko nasz króciutki przystanek na trasie. 
Bus odwozi nas na granicę naszej wsi, skąd dalej musimy iść piechotą. Po drodze przechodzimy przez most, który znów został uszkodzony, podczas intensywnych opadów deszczu, które nawiedziły Podhale w lipcu. Przypatruję się z góry i widzę jak znów zmieniło się koryto Białki. 
Psy naszej gospodyni witają nas z wielkim entuzjazmem, a na ostatnim piętrze domu, czekają już na nas wygodne łóżka. Pospiesznie rozpakowujemy walizkę, wkładamy cieplejsze ubrania i ruszamy na "obchód".
Spacerom nie było końca, bo pogoda nam dopisała. Ostatnie powiewy lata, splatały się ze śmiałymi uśmiechami jesieni. 
Pięknie było.
To co najbardziej lubię w tej magicznej krainie, to oczywiście moje wspomnienia, beztroskiego dzieciństwa. Tam spędzałam zawsze sporą część wakacji, więc tych pięknych wspomnień jest naprawdę wiele. 
Jednak magia tego miejsca, kryje się również w niezwykłych detalach. Dzika przyroda, przenikająca się w niezwykły sposób z przestrzeniami zagospodarowanymi ludzką ręką, daje niezwykły pejzaż. Pola uprawne i pastwiska, graniczą tutaj ze świerkowymi lasami, które latem pełne są jagód i malin, a jesienią grzybów. Wszystkie te przestrzenie poprzetykane są nićmi szemrzących cicho, krystalicznie czystych potoków, w których pragnienie zaspokajają krowy, prowadzone z wysoko położonych łąk, gdzie pasą się w letnie dni. 
Spisz to także miejsce pełne starych gospodarstw, które powoli i w kompletnej ciszy, zaczynają jedno po drugim znikać. Są takie, które zostaną jedynie w mojej pamięci, są też takie, które udało mi się sfotografować, zanim odeszły. 
Moja ukochana spiska wieś, zmienia się z każdym rokiem coraz bardziej, a ja staram się zachować w wyobraźni jej dawny obraz.


 dawny budynek biblioteki - Czarna Góra


gospodarstwo - Czarna Góra

 dawny budynek biblioteki - Czarna Góra






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza