sobota, 10 lutego 2018

#veganweek dzień 7

Cześć!!!

Ostatni dzień wegańskiego tygodnia zaczął się od badań. Dziś akurat musiałam zrobić dość szczegółowe badania krwi, zatem wyszłam z domu głodna i spragniona.
Na szczęście obok poradni są delikatesy, więc od razu po badaniu ruszyłam szukać śniadania. Chciałam przetestować sojowe parówki. Słowo parówka wywołuje u mnie dreszcz obrzydzenia. Prawdziwej "mięsnej" parówki nie dotknęłabym nawet kijem, dlatego choć wyrób którego szukałam w sklepie jest sojowy to jego nazwa sprawiała, że czułam nico oporu. Przemogłam się jednak po przeczytaniu składu. Marka w naszym kraju znana jest z produkcji sojowych serków tofu oraz wędlin sojowych. Choć w składzie produktu znalazłam substancję, która jest kontrowersyjna, to jednak w końcowej części listy składników. Jak na produkt przetworzony, skład parówek był więc przyzwoity. Gdybym miała jeść je często wahałabym się, ale skoro to ostatni dzień, warto było spróbować. 
Były smaczne, a soj-dog którego sobie z taką parówką przygotowałam był pyszny. 
Takie produkty dobrze mieć w lodówce na awaryjne sytuacje. Sprawdzą się kiedy nie mamy sił przygotować zdrowej pasty kanapkowej, albo wtedy gdy nie mamy czasu wyskoczyć po nic zdrowego, a lodówka świeci pustkami.  
Mojego soj-doga przygotowałam w bułce pełnoziarnistej z musztardą, ketchupem, sałatą, surówką z czerwonej kapusty i dymki oraz prażoną cebulką. 
To była nagroda dla dzielnego pacjenta.

Mój ostatni wegański dzień przypadł w dniu pizzy, więc na obiad nie mogłam przygotować nic innego jak tylko pizzę. Oczywiście bez sera. Na wierzchu wylądowały czarne oliwki oraz pieczarki. Nie mogło zabraknąć też pysznego domowego sosu do pizzy z oregano oraz zwieńczenia gotowego placka, w postaci płatków drożdżowych.


Niestety ostatniego dnia, moje ciało zaczęło sygnalizować braki. I nie chodzi bynajmniej o wzmożony apetyt na jakiekolwiek niedozwolone produkty, a raczej objawy, które sugerują, że zaczyna w ustroju brakować ważnego składnika. Chodzi o WAPŃ.

Gdy wieczorem wgryzałam się w mojego ostatniego tego dnia soj-doga nagle pojawiło się uczucie, którego ostatni raz doświadczyłam w 2009 roku, gdy urodziła się moja córka. Zęby wydawały się być chwiejne i czułam jakby miały zostać w tej bułce. Nie było to uczucie na taką skalę jak wtedy, gdy urodziła się Paulinka, a moje ciało szykowało się do produkcji pokarmu, natomiast było to dokładnie to uczucie tylko w nieco mniejszym natężeniu. Oczywiście moje zęby są na miejscu, natomiast wyraźnie zaczął się zaznaczać niedobór ważnego pierwiastka w mojej diecie. 

Nie prowadziłam suplementacji, ponieważ sugerowałam się tym co znalazłam w internecie polskojęzycznym. Taka decyzja wynikała z faktu, że wielu ludzi przechodząc na dietę wegańską nie konsultuje się ze specjalistami z zakresu odżywiania, a poszukuje wiedzy w sieci najczęściej na forach i blogach. Choć ja tę wiedzę posiadam (z wykształcenia jestem dietetykiem) to chciałam w tym eksperymencie postawić się w ich sytuacji. Nie znalazłam w sieci zbyt wielu informacji o wapniu w wegańskiej diecie. Jego rola jest bagatelizowana, a większość osób wyciąga  liczby z tabeli wartości odżywczych, nie mając wiedzy o wchłanianiu składników odżywczych.

Jeśli w naszej diecie nie dostarczymy odpowiedniej ilości wapnia, to nasze ciało zacznie uwalniać go z kośćca. Wpływa to na zmniejszenie jego gęstości. Konsekwencją przewlekłego niedoboru wapnia w ustroju może więc być utrata zębów oraz osteoporoza, ale nie tylko.
Z internetów dowiecie się, że owszem są produkty roślinne bogate w wapń, ale niestety nikt już nie kwapi się powiedzieć o tym, że przez wzgląd na obecność w tych produktach związków fitynowych, kwasu szczawiowego czy błonnika, przyswajalność wapnia jest sporo mniejsza, aniżeli w przypadku produktów mlecznych. Te z kolei mają sporo substancji, które to wchłanianie usprawniają, dlatego są tak dobrym jego źródłem. Prezentowanie tabeli z zawartością wapnia w produktach mija się więc z celem. 
 Z kolei suplementacja wapnia bez nadzoru, może mieć przykre konsekwencje zdrowotne do których należą między innymi kamienie nerkowe.

 Dlatego jedynym słusznym rozwiązaniem jest wizyta u lekarza lub dietetyka, do której gorąco namawiam każdego kto zechce zmienić swoją dietę na wegańską.



5 komentarzy:

  1. Mogłabyś coś więcej napisac o wapniu w diecie - to byłoby przydatne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie przygotuję post na temat wapnia. Na początku przyszłego tygodnia powinien pojawić się na blogu. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dziękuję:)

      Usuń
  2. Dziwi mnie fakt, że osoba będąca dietetykiem znająca skutki niedoboru wapnia w diecie decyduje się na własnym ciele przeprowadzic eksperyment zastosowania diety wegańskiej, skoro to takie niebezpieczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę zauważyć, że eksperyment trwał 7 dni, zatem nie stwarzał on niebezpieczeństwa dla mojego zdrowia, czy życia. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy niedobór wapnia jest długotrwały.

      Usuń