czwartek, 8 lutego 2018

#veganweek dzień 5

Cześć!

Dzień piąty rozpoczęłam z infekcją. Miałam popędzić rano na zakupy, ale niestety nie miałam siły. Dobrze, że w lodówce była ćwiartka ananasa, a na kuchennej szafce leżał banan i grejpfrut. Wycisnęłam sok z grejpfruta, dodałam obrany i pokrojony banan, pokrojonego w kostkę ananasa i łyżeczkę cukru trzcinowego (zazwyczaj używam miodu, ale tym razem zamieniłam go na cukier z oczywistych przyczyn). Zmiksowałam i w 2 minuty wyczarowałam sobie pożywne i pełne witamin śniadanie.


Mogę też mówić o ogromnym szczęściu w związku z tym, że w lodówce została  porcja mojej ognistej fasoli, ananasowej salsy i kawałek awokado. Wystarczyło zrobić tortille i obiad w zasadzie był gotów. Po obiedzie czułam się już znacznie lepiej. 



Na kolację były pieczone frytki z batatów, które zjadłam po prostu z ulubionym ketchupem. Prawdę mówiąc od dawna miałam na nie ochotę.

Wieczorem po porannej infekcji nie było śladu. Pozytywna energia towarzyszyła mi przez cały dzień.  Czułam się również syta przez długi czas po każdym posiłku. 
Mam wrażenie, że zaczynam w inny sposób odczuwać niektóre smaki i zapachy. Przykładem może być kolendra, która do tej pory nie była moim szczególnie ulubionym ziołem, a w tym dniu nagle zaczęła smakować mi tak szalenie, że każde taco było nią niemal zakryte. 

Jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie! 

Pozdrawiam
Kasia



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza