niedziela, 25 lutego 2018

Ragù bolognese


Pamiętacie jeszcze modę na kuchnię włoską? 
Wszyscy gotowali sos boloński, piekli prawdziwą włoską pizzę i nasączali biszkopty do tiramisu. Teraz trendy są już inne, ale ja nie zapomniałam.
 Klasyczne ragu bolognese to jedna z tych potraw, w których jadam mięso. 
Przygotowuję czasem sos wegański, z dodatkiem soczewicy, ale kiedy chcę dogodzić mojej córce, na stole ląduje ten z wołowiną.  

Wiem że są tacy, którzy mieszają wołowinę z wieprzowiną, tacy którzy absolutnie nie dodają czosnku, podlewają czerwonym winem, dodają oregano itd. 
STOP!
Każda włoska mamma, ma swoją pilnie strzeżoną recepturę, która jest jedyna i słuszna. 
Każdy z nas ma swój przepis na bigos, rosół czy mielone.
I nie ma mowy o tym, że którykolwiek z tych przepisów jest bardziej czy mniej!
Zatem nie oceniajcie. 
Ugotujcie!
Zjedzcie!
I osądźcie!

Ragù bolognese - przepis na 4 porcje:

300g wołowiny
1 kartonik passaty pomidorowej
1 świeży pomidor
1 średnia cebula
1,5 łodygi selera naciowego
1 średnia marchewka
3 plastry surowego wędzonego boczku
1 mały ząbek czosnku
1,5 szklanki wody (można użyć bulionu warzywnego lub wołowego) 
1 łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz 

dodatkowo:
starty parmezan
świeża bazylia
makaron

Mięso myję, kroję i mielę. Nigdy nie kupuję gotowego mięsa mielonego. Nie przekonują mnie żadne argumenty. Aby Was przekonać do swojej racji, powiem tylko że zmielone mięso psuje się w błyskawicznym tempie (ze względu na zwiększoną powierzchnię). W domu mięso po zmieleniu nie powinno być przechowywane dłużej niż dobę w warunkach chłodniczych oczywiście. Odpowiedzcie sobie zatem na pytanie, co producent zmuszony jest dodać do swojego "pysznego mielonego mięska", żeby mogło sobie w chłodni leżeć dwa dni i dłużej. 

Zatem mielę mięso. Boczek kroję w kostkę.
Myję cebulę i marchewkę, następnie obieram. Obierki układam na czystej ściereczce i zostawiam by wysuszyły się (nie na wiór, ale aby odparowała woda po ich myciu).
Seler naciowy myję, jeśli ma liście odcinam je i dodaję do obierzyn.
Seler, marchewkę oraz cebulę kroję w drobną kostkę. 
Pomidora obieram, oczyszczam z nasion, a miąższ kroję w kostkę.
Czosnek myję, obieram (obierki odkładam) i również drobno siekam.
W rondlu rozgrzewam oliwę, wrzucam boczek, cebulę, seler i marchewkę. Podsmażam na silnym ogniu do czasu, aż całość zacznie apetycznie przywierać do dna. Mieszam co jakiś czas aby warzywa się nie przypaliły. 
Gdy zaczną przywierać do dna, wsypuję sporą szczyptę soli i dorzucam mielone mięso. Podsmażam mieszając by obsmażyło się jak należy. Trwa to 1-2 minuty. Nie musi być całkiem usmażone, ponieważ sos boloński gotuje się naprawdę długo.
Dolewam passatę, dorzucam pokrojonego pomidora, czosnek i dolewam wodę (bulion). Sypię szczodrą szczyptę soli, a nawet dwie, zmniejszam ogień i gotuję powoli przez 1-1,5 godziny. Sos ostatecznie ma być bardzo gęsty.

W razie potrzeby na koniec doprawiam jeszcze do smaku solą oraz oczywiście świeżo mielonym czarnym pieprzem.
Podaję wymieszane z ugotowany, makaronem, świeżo startym parmezanem i listkami bazylii.


Najlepiej wybrać tagliatelle lub ewentualnie spaghetti. 

Ps. A co z obierkami?
Obierki gdy już nie są mokre, wrzucam do pojemnika, który ląduje w zamrażalniku. Zbieram do niego obierki z marchewki, pietruszki, cebuli, czosnku, selera, zielone części pora i łodyżki natki pietruszki.
Gdy mam cały pojemnik ugotuję z jego zawartości "resztkowy" bulion.
To nie skąpstwo! To nie oszczędność! To szacunek!
Szacunek do jedzenia, którego obecnie na świecie, rocznie marnuje się 1,3 miliarda ton!!!
Potraficie sobie w ogóle wyobrazić taką ilość jedzenia?
Ja też nie.
Sama Unia Europejska co rok produkuje 88 milionów ton odpadów żywnościowych, natomiast
statystyczny mieszkaniec Polski  wyrzuca rocznie 52 kg jedzenia.

Mam nadzieję, że wspólnie ze mną zaczniecie uczyć się szacunku do jedzenia. 
Już wkrótce napiszę dla Was post, który podpowie jak gospodarować jedzeniem, by marnowało się go jak najmniej.

Pozdrawiam Was ciepło,
Kasia




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza