piątek, 21 września 2018

Pieczone ziemniaki z guacamole


Przyznajcie się!
 Lubicie ziemniaczki, co? 
Wiem, że tak. 
I najlepiej, żeby miały złocistą skórkę i puszyste wnętrze. 
Te, które Wam proponuję są gorące, lekko chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Do tego zimne, kremowe guacamole i odlot gwarantowany. 
 

Pieczone ziemniaki:
4 średniej wielkości ziemniaki do pieczenia (typ A, ewentualnie B)
1 łyżka oleju rzepakowego
1/2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki w proszku
1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
1/3 łyżeczki soli


Guacamole:
1 dojrzałe awokado
sok z cytryny
1 łyżka posiekanej drobno czerwonej cebuli
1 mały ząbek czosnku, drobno pokrojony
sól

Ziemniaki obieram, kroję na pół, a później każdą połowę na dwie lub 3 części. Do dużej miski wlewam wodę, dodaję 1/2 łyżeczki cukru i mieszam. Do wody z cukrem wrzucam pokrojone ziemniaki i zostawiam na 30 minut.
Przyprawy mieszam z olejem. 
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C (grzanie góra-dół  z termoobiegiem).
Ziemniaki odcedzam, osuszam, wrzucam do oleju z przyprawami i dobrze nimi nacieram. Blachę wykładam papierem do pieczenia, wrzucam na nią ziemniaki i wstawiam do rozgrzanego pieca. Piekę ok. 45 minut, pamiętając by po 20 minutach obrócić ziemniaki.
Gdy ziemniaki są w piekarniku, przygotowuję guacamole.
Awokado myję, przekrawam na pół, wyjmuję pestkę. Pestkę zostawiam i wkładam do miski. Miąższ awokado wybieram łyżeczką i wrzucam do miski z pestką. Dodaję posiekaną cebulę i czosnek, oprószam solą i skrapiam dość obficie sokiem z cytryny. 
Rozgniatam i mieszam z pomocą widelca. Próbuję i ewentualnie, w razie potrzeby doprawiam jeszcze solą lub sokiem cytrynowym. Przykrywam i odkładam do lodówki.

Upieczone ziemniaki podaję natychmiast, z lekko schłodzonym guacamole.

poniedziałek, 17 września 2018

Tarta z wiśniami




Oglądaliście "Miasteczko Twin Peaks"? 
Jeśli tak, to na pewno znacie słynny placek z wiśniami, którym zajadał się agent Dale Cooper. 
Trzeba przyznać, że miał dobry gust, bo to naprawdę, przepraszam za wyrażenie, cholernie dobry placek. 
Wiem, że czas wiśni już za nami i wypadało by bardziej, pokazać ciasto ze śliwkami, czy szarlotkę, ale co ja poradzę, że mnie się zachciało właśnie tarty z wiśniami.
Piekłam podobną tartę już wiele razy, ale tym razem wreszcie była idealna. Perfekcyjne kruche ciasto i stabilne nadzienie. Szkoda tylko, że tak szybko zniknęła.
 

Tarta z wiśniami:
Ciasto:
240g mąki pszennej krupczatki
120 zimnego masła
100g cukru kryształu
2 żółtka
2 łyżki śmietanki słodkiej 12 % tłuszczu
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
spora szczypta soli

Nadzienie:
600g mrożonych lub świeżych wypestkowanych wiśni
6 łyżek cukru trzcinowego
2/3 łyżeczki cynamonu
2 i 2/3 łyżki mąki kukurydzianej

Dodatkowo:
2 łyżki mleka, roztrzepane z 1 jajkiem do posmarowania kratki z ciasta

Mąkę wsypuję do miski, dodaję pokrojone w kostkę zimne masło, żółtka i cukier. Siekam nożem, następnie rękami zagniatam ciasto. Podczas zagniatania, dodaję zimną śmietankę. Zagniatam krótko, tylko do czasu uzyskania jednolitej kulki ciasta, Zawijam ją w folię spożywczą i wkładam na 30 minut do lodówki.
Wiśnie wrzucam do garnka, dodaję cukier i cynamon. Doprowadzam do wrzenia, następnie gotuję ok. 5 minut. Dosypuję mąkę kukurydzianą i dokładnie mieszam. Wyłączam płomień. 
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C. Wybieram grzanie góra-dół. 
2/3 ciasta odrywam i formuję w kulkę. Resztę zawijam i ponownie wkładam do lodówki. Rozkładam na blacie kawałek folii spożywczej, kładę na nim ciasto, następnie przykrywam drugim kawałkiem i wałkuję na placek o średnicy ok. 2-3cm większej niż tortownica. Zdejmuję warstwę folii, następnie razem z folią przenoszę ciasto, odwracam ciastem w kierunku tortownicy (tortownica o średnicy 22-23cm) i układam w niej płat ciasta, zdejmując jednocześnie drugą warstwę folii. Wylepiam ciastem spód i choć część wysokości brzegów. Nakłuwam widelcem spód w kilku miejscach i wstawiam do rozgrzanego pieca na 10 minut. 
Wyjmuję drugi kawałek ciasta, znów rozwałkowuję go między dwoma kawałkami folii spożywczej. Odsłaniam jeden z nich i radełkiem wykrawam paski. Znów przykrywam folią i delikatnie całość przekładam do zamrażalnika na kilka minut.
Wyjmuję podpieczony spód, wykładam na niego nadzienie i wyrównuję. Wyjmuję z zamrażalnika pozostałe ciasto i układam na cieście kratkę. Smaruję ją roztrzepanym jajkiem z dodatkiem mleka i wkładam do pieca na 20-30minut. Kratka ma być ładnie zrumieniona.
Wyjmuję ciasto z piekarnika i zostawiam do całkowitego ostudzenia.

czwartek, 13 września 2018

Falafel


Zachciało mi się wypełnionego po brzegi warzywami chlebka pita. Niby nic prostszego, ale zapragnęłam czegoś więcej. Dopadła nas pierwsza wrześniowa infekcja, gonitwa do szkoły, wyczekiwanie na autobus i kolejne wizyty u okulisty, sprawiły, że zechciałam sobie jakoś umilić życie, chociaż na talerzu. Wybrałam falafel. Ciepłe, aromatyczne i bardzo sycące kotleciki, chlebek pita i warzywa tworzą razem posiłek doskonały.

Falafel - składniki na ok. 16 kotlecików:
200g suchej ciecierzycy namoczonej na noc
1/3 dużej cebuli
2 ząbki czosnku
3/4 płaskiej łyżeczki sody oczyszczonej
1/3 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki suszonej mięty
1/2 łyżeczki kuminu roztartego w moździerzu
1/2 łyżeczki nasion kolendry roztartych w moździerzu
1/5 łyżeczki kardamonu mielonego
szczypta gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1 łyżeczka soli
olej rzepakowy do smażenia

Ciecierzycę zalewam zimną wodą i odstawiam na 12 godzin do namoczenia. Wody musi być sporo, ponieważ ciecierzyca bardzo pęcznieje.
Namoczoną ciecierzycę odcedzam, płuczę i razem z cebulą mielę w maszynce do mięsa. Dodaję starty na tarce o drobnych oczkach czosnek oraz przyprawy.  Mieszam dokładnie, przykrywam szczelnie i wkładam do lodówki na minimum godzinę. 

Gdy masa odpocznie wyjmuję ją z lodówki. Na patelnię wlewam olej i podgrzewam na dość dużym, ale nie maksymalnym ogniu. Formuję małe płaskie kotleciki, mocno ściskając w dłoniach masę. Smażę po ok. 1-2 minuty z każdej strony, na złocisto. Odsączam na ściereczce z nadmiaru tłuszczu i podaję z ulubionymi dodatkami.

Ja podałam falafel z następującymi dodatkami:
- domowa pasta tahini
- chlebki pita
- ogórek zielony pokrojony obieraczką julienne
- ćwiartki pomidorków koktajlowych
- sos ze śmietanki kokosowej z dodatkiem czosnku, posiekanej skórki kiszonej cytryny i świeżego chili
- świeża mięta i natka pietruszki

środa, 12 września 2018

Sos marchewkowo - cytrusowy z habanero



Kiedyś nie przepadałam za ostrym jedzeniem, a w zasadzie niewiele o nim wiedziałam. Kiedy poznałam mojego męża, największego na świecie fana chili, dowiedziałam się jaki ogień może kryć się w jedzeniu. Teraz śmiało przygotowuję pikantne potrawy dla całej rodziny, mając na uwadze by najmłodsza jej członkini, nie otrzymała na talerzu zbyt ostrego posiłku. 
Ten sos to kolejny przepis, znaleziony w książce "The Wicked Healthy Cookboob" aut. Chad Sarno, Derek Sarno and David Joachim. 
Ten sos przyda się przy tworzeniu kanapek, zarówno wegańskich jak i mięsnych. Będzie idealny do kurczaka lub indyka, tofu, świeżych warzyw i roślinnych kotlecików. Kupując habanero, pewnie będziecie zmuszeni nabyć cały pojemnik, w którym jest 6, a czasem 8 papryczek. Resztę można wyczyścić z pestek i zamrozić. Postaram się w najbliższym czasie dorzucić jeszcze jakiś ognisty przepis z ich wykorzystaniem.

Składniki na dwa nieduże słoiczki sosu:
1 i 1/3 średniej marchewki
sok z 4 tangerynek (mogą być większe mandarynki)
sok z 1/4 cytryny (w oryginalnym przepisie sok z limonki)
4 papryczki habanero bez nasion (odważni mogą zostawić)
1/2 średniej białej cebuli
odrobina oleju
2/5 szklanki octu jabłkowego 
1,5 ząbka czosnku
1 łyżka cukru trzcinowego
1 łyżka soli morskiej
skórka z 1 cytryny

Cebulę obrałam i pokroiłam w grubą kostkę. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia, nasmarowałam odrobiną oleju i starłam jego nadmiar. Pokrojoną cebulę równomiernie rozłożyłam na blasze. Piekarnik nagrzałam do temperatury 220 stopni C. Wstawiłam do piekarnika blachę z cebulą i przypaliłam ją, piekąc 13 minut. Wyjęłam i przerzuciłam do garnka. Obrałam marchewkę i pokroiłam w kostkę. Wycisnęłam sok z tangerynek i cytryny.
Czosnek obrałam ze skorupki, wrzuciłam na suchą patelnię i na średnim ogniu prażyłam go obracając co jakiś czas przez ok. 5 minut. Pokroiłam na mniejsze kawałki i dorzuciłam do garnka z cebulą. Dodałam też do niego sok z tangerynek oraz cytryny, skórkę cytrynową, pokrojoną marchewkę, ocet, cukier oraz sól.
Przed obróbką habanero koniecznie należy założyć rękawiczki, bądź chociaż foliowe woreczki na dłonie. Ja swoje papryki pozbawiłam nasion i pokroiłam w kostkę. Dorzuciłam do garnka z pozostałymi składnikami. 
Całość należy zagotować, a następnie na małym ogniu gotować ok 45 minut. Ja gotowałam przez 35 minut odkryte, następnie przykryłam by nie stracić całego płynu. 
Gotowy sos zmiksowałam na niemal gładką masę.


sobota, 8 września 2018

Kremowy wegański sos grzybowy


Wyda Wam się trudny, bo wegański parmezan trzeba zrobić, bo serek z nerkowców, bo mleko migdałowe. Każdą z tych rzeczy przygotowałam sama. Wieczorem namoczyłam osobno migdały, grzyby i nerkowce. Rano ugotowałam grzyby, a w tym czasie gdy toczył się ten proces przygotowałam parmezan, zmiksowałam i doprawiłam serek, a następnie zmiksowałam migdały i odzyskałam mleko migdałowe. Ten sos był totalnym eksperymentem. Pomyślałam, że jeśli nawet konsystencja mnie nie zachwyci, to smak z pewnością będzie świetny. Sos jednak pozytywnie mnie zaskoczył, bo jest nie tylko pyszny, ale również idealnie kremowy.
Jeśli nie chcecie, bądź nie możecie jeść nabiału, a macie ochotę na serowo-śmietanowo-grzybowy sos, to ten w 100% Was usatysfakcjonuje.

Wegański sos grzybowy - 1 duża porcja lub 2 mniejsze:
20g suszonych podgrzybków (mogą być świeże grzyby, wtedy bierzemy ok. 200-300g)
4 świeże brązowe pieczarki (mogą być zwykłe pieczarki)
2 łyżki wegańskiego sera z nerkowców (klik) - Można go też kupić gotowy przez internet. W wersji wegetariańskiej można użyć 2 łyżki startego parmezanu
1 szklanka mleka migdałowego (w wersji wegetariańskiej można użyć śmietany kremówki)
1 łyżeczka mąki kukurydzianej
sól, świeżo mielony czarny pieprz
1-2 łyżki oleju rzepakowego
1/2 średniej cebuli

Do podania:
125-160g makaronu spaghetti lub tagliatelle
posiekana natka pietruszki
wegański lub tradycyjny parmezan

Grzyby suszone płuczę, następnie zalewam przegotowaną, ostudzoną wodą i ostawiam na noc. Rano zagotowuję i pod przykryciem gotuję przez godzinę. Odcedzam, a wywar zachowuję. Można go użyć np. do pokręcenia smaku zupy grzybowej, czy ramenu, można też osolić go, dodać wody i ugotować w nim makaron, z którym będziemy jeść sos grzybowy.
Jeśli macie dostęp do świeżych grzybów to należy je oczyścić, pokroić w paski, następnie wrzucić na patelnię, podlać niewielką ilością wody i dusić 15-20 minut, w razie potrzeby uzupełniając wodę. Na koniec odparować płyn i dalej postępować jak z ugotowanymi suszonymi grzybami. 

Ugotowane grzyby kroję w paski.
Pieczarki płuczę, osuszam na ściereczce i kroję w grube plastry.
Cebulę obieram i kroję w drobną kostkę.
Natkę pietruszki myję, osuszam, obieram listki i siekam je drobno.

W dużym garnku zagotowuję osoloną wodę na makaron.


Na patelnię wlewam olej, wrzucam cebulę i podsmażam przez ok minutę, następnie dorzucam pieczarki i na silnym ogniu smażę na złoto z obu stron. Pieczarki zdejmuję z patelni i natychmiast wrzucam na nią grzyby pokrojowe w paski. Oprószam solą, dolewam mleko migdałowe, dodaję ser z nerkowców oraz mąkę kukurydzianą. Gotuję na średnim ogniu ok. 10 minut co jakiś czas mieszając. Na koniec dodaję do smaku świeżo mielonego pieprzu. Podczas gdy sos się gotuje, na wrzątek wrzucam makaron i gotuję według wskazówek na opakowaniu. Ugotowany makaron odcedzam, wrzucam do sosu grzybowego i podgrzewając na średnim ogniu dokładnie mieszam. Ostudzone pieczarki oprószam solą. Makaron z sosem grzybowym nakładam na talerze, posypuję każdą porcję pieczarkami, oprószam świeżo mielonym pieprzem oraz ewentualnie wegańskim parmezanem.

Na wegański parmezan potrzeba:
100g orzechów nerkowca
1,5 łyżki nieaktywnych płatków drożdżowych
0,5 łyżeczki granulowanego czosnku
spora szczypta soli morskiej

Wszystkie składniki razem miksujemy krótko z pomocą blendera. Orzechy nie mają być zmiksowane na pastę, ale proszek o grubszej strukturze. Przygotowaną posypkę przerzucamy do słoika, zakręcamy i trzymamy w kuchennej szafce. Przyda się do posypania makaronu, grzanek, pizzy.


niedziela, 2 września 2018

Spisz mój kochany...

Ostatni tydzień wakacji, był zaplanowany już od bardzo dawna. 
Spakowałyśmy walizkę i ruszyłyśmy pociągiem do Zakopanego. Nie przepadam za tym miastem. Nie dziś. 
Ukochane przez turystów Krupówki, stały się przykrą mozaiką, kolorowego badziewia z plastiku. Podróbki popularnych zabawek, gipsowe aniołki, szczekające i merdające ogonem pieski na baterie, tandetne ciupagi i "serki tradycyjne". 
Z trudem znajduję na targu pod Gubałówką, ukryte gdzieś na uboczu dwa stragany z warzywami i owocami. Kupuję cudnie pachnące maliny i kilka pomidorów. 
W podwórku na Krupówkach zjadamy najlepsze lody różane i ruszamy z powrotem w kierunku dworca, bo Zakopane to tylko nasz króciutki przystanek na trasie. 
Bus odwozi nas na granicę naszej wsi, skąd dalej musimy iść piechotą. Po drodze przechodzimy przez most, który znów został uszkodzony, podczas intensywnych opadów deszczu, które nawiedziły Podhale w lipcu. Przypatruję się z góry i widzę jak znów zmieniło się koryto Białki. 
Psy naszej gospodyni witają nas z wielkim entuzjazmem, a na ostatnim piętrze domu, czekają już na nas wygodne łóżka. Pospiesznie rozpakowujemy walizkę, wkładamy cieplejsze ubrania i ruszamy na "obchód".
Spacerom nie było końca, bo pogoda nam dopisała. Ostatnie powiewy lata, splatały się ze śmiałymi uśmiechami jesieni. 
Pięknie było.
To co najbardziej lubię w tej magicznej krainie, to oczywiście moje wspomnienia, beztroskiego dzieciństwa. Tam spędzałam zawsze sporą część wakacji, więc tych pięknych wspomnień jest naprawdę wiele. 
Jednak magia tego miejsca, kryje się również w niezwykłych detalach. Dzika przyroda, przenikająca się w niezwykły sposób z przestrzeniami zagospodarowanymi ludzką ręką, daje niezwykły pejzaż. Pola uprawne i pastwiska, graniczą tutaj ze świerkowymi lasami, które latem pełne są jagód i malin, a jesienią grzybów. Wszystkie te przestrzenie poprzetykane są nićmi szemrzących cicho, krystalicznie czystych potoków, w których pragnienie zaspokajają krowy, prowadzone z wysoko położonych łąk, gdzie pasą się w letnie dni. 
Spisz to także miejsce pełne starych gospodarstw, które powoli i w kompletnej ciszy, zaczynają jedno po drugim znikać. Są takie, które zostaną jedynie w mojej pamięci, są też takie, które udało mi się sfotografować, zanim odeszły. 
Moja ukochana spiska wieś, zmienia się z każdym rokiem coraz bardziej, a ja staram się zachować w wyobraźni jej dawny obraz.


 dawny budynek biblioteki - Czarna Góra


gospodarstwo - Czarna Góra

 dawny budynek biblioteki - Czarna Góra