czwartek, 31 maja 2018

Grzybowy "bekon" i super kanapka



Kiedy zobaczyłam przepis na grzybowy "bekon", który na swoim instagramie pokazał Derek Sarno, natychmiast chciałam go zrobić i spróbować.
Jednak jak zawsze, nie byłabym sobą, gdybym czegoś w przepisie nie zmieniła, zatem u mnie inne grzyby, własna proporcja przypraw i zamiast pieczenia, smażenie. Efekt piorunujący!
Jeśli porwiecie je później w misce dwoma widelcami i podacie mięsożercom jak rwaną wieprzowinę, gwarantuję Wam ogromny sukces. 

"Bekon" grzybowy:
250g grzybów (u mnie boczniaki ostrygowate w całości, w oryginale grzyby shitake pokrojone w plasterki)
4 łyżki sosu sojowego (w oryginale nisko sodowego, u mnie tradycyjny)
1 łyżeczka słodkiej wędzonej papryki w proszku (w oryginale 3/4 łyżeczki)
1 łyżeczka czosnku granulowanego
1/5-1/4 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego (w oryginale pieprz do smaku)
2 łyżki oleju rzepakowego  (w oryginale oliwy)

Składniki marynaty połączyłam w misce, następnie dodałam grzyby i wymieszałam starannie. Odłożyłam na 15 minut. Rozgrzałam mocno patelnię, skropiłam olejem i nałożyłam grzyby. Smażyłam po 3 minuty z każdej strony, tak by były mocno zrumienione, ale nie przypalone. W oryginalnym przepisie, należało rozłożyć grzyby, na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i piec przez 30 minut w temperaturze 180 stopni C.

Kanapka z grzybowym "bekonem", sałatką coleslaw i czerwoną cebulą:
1 kromka ulubionego chleba (u mnie mieszany na zakwasie) przekrojona na pół
kilka kawałków grzybowego "bekonu"
łyżka ulubionej sałatki coleslaw
1-2 cienkie krążki czerwonej cebuli 

Podgrzałam  pieczywo w piekarniku (można w tosterze), aby było ciepłe ale nie całkiem chrupiące. Na jedną połówkę kromki nałożyłam grzyby, później surówkę, a następnie cebulę. Nakryłam drugą połówką kromki chleba i docisnęłam. 

W tej kanapce wylądowała następująca sałatka coleslaw:
1/2 główki młodej kapusty
pęczek rzodkiewki
1/2 białej części pora
2 łyżki marynaty z kiszonych cytryn (można zastąpić łyżką oleju lub oliwy wymieszaną z łyżką soku z cytryny)
1/2 łyżeczki cukru 
sól, pieprz do smaku

 Kapustę poszatkowałam, dodałam startą na grubych oczkach rzodkiewkę, pokrojonego drobno pora, oprószyłam cukrem, solą, pieprzem dodałam marynatę z kiszonych cytryn i wymieszałam.

poniedziałek, 28 maja 2018

Makaron ze szparagami, szpinakiem i pomidorami


Szybki makaron z warzywami jest zawsze mile widziany, a szczególnie wiosną, gdy nie mamy ochoty stać długo w kuchni.

 
Wiosenny makaron ze szparagami, szpinakiem i pomidorami - 2 porcje:
200g makaronu świderki (może być pełnoziarnisty, gryczany, białkowy, bezglutenowy lub zwykły)
12-14 pomidorów koktajlowych
2 łyżki oleju lub oliwy
1 ząbek czosnku
100g szpinaku baby
6 zielonych szparagów

do podania:
świeża bazylia
parmezan 
2 łyżki orzechów piniowych (mogą być nasiona słonecznika lub płatki migdałowe)

Szparagom odłamuję twarde końce, aby to zrobić wystarczy złapać szparaga za dwa końce i zgiąć, złamie się w odpowiednim miejscu. Szparagi wrzucam na osolony wrzątek i gotuję 4-6 minut w zależności od grubości. Ugotowane szparagi odcedzam, przelewam zimną wodą, kroję każdą sztukę na 3 części, a jeśli są bardzo grube, każdą jeszcze na pół wzdłuż.
Szpinak myję i odrywam twarde łodyżki.
Czosnek obieram i kroję na cienkie plasterki.
Pomidory myję i przekrawam na połówki. 

W garnku zagotowuję osoloną wodę, aby ugotować makaron. Wrzucam go na wrzątek i gotuję według wskazówek na opakowaniu.  Ugotowany makaron odcedzam.
Na dużej patelni rozgrzewam olej z czosnkiem i bardzo krótko podsmażam, dorzucam szpinak i oprószam solą. Po ok. 1 minucie dodaję pomidory, oprószam solą i podsmażam ok. 2 minuty. Na koniec dorzucam szparagi oraz makaron i odparowuję mieszając wszystko razem. 
Rozkładam na talerze, posypuję świeżą bazylią, piniolami oraz świeżo startym parmezanem. Można całość wykończyć odrobiną świeżo mielonego pieprzu. 




piątek, 25 maja 2018

Zdrowe jelita - nakarm swoje bakterie.


Moje zamiłowanie do książek popularnonaukowych nie słabnie. Najchętniej sięgam oczywiście po książki dotykające tematu odżywiania, a ta którą miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie sprawiła, że koniecznie chcę podzielić się z Wami jej tytułem.
"Cicha władza mikrobów" to praca, którą Allana Collen napisała w bardzo przystępny sposób, zawierając w niej jednak sporo naprawdę ciekawych informacji. 
To fascynujące spojrzenie naukowca na ludzkie ciało, jako skomplikowanej, wrażliwej na środowisko i niezwykle tajemniczej farmy drobnoustrojów. Po przeczytaniu tej publikacji z pewnością z większą uwagą będziecie przypatrywać się swojej codziennej diecie, zastanawiając się czy aby na pewno zadowala ona całe wasze ciało, włącznie z mikrobiomem, będącym naszą jak się okazuje integralną częścią.

Analizując prace wielu badaczy oraz dostępną obecnie wiedzę na temat mikrobiomu ludzkich jelit, autorka snuje interesujące i zaskakujące teorie na temat wpływu bytujących w naszym ciele bakterii na występowanie coraz powszechniej takich schorzeń jak otyłość, alergie, choroby autoimmunologiczne, cukrzyca czy autyzm.

Przez wiele ostatnich lat powtarzano nam jak mantrę, jak ważne jest uzupełnianie flory jelitowej po antybiotykoterapii, jednak nikt dotychczas nie mówił specjalnie o tym, jak dbać o tę która już tam żyje. Skład, równowaga oraz siła naszego mikrobiomu, zależy bowiem głównie od tego czym się odżywiamy. Jeśli poszczególne szczepy drobnoustrojów nie otrzymają z pokarmem odpowiedniej pożywki, będą słabsze, dając przy tym pole do rozwoju innym grupom bakterii. Zachwianie tej delikatnej struktury, zaniedbanie jej, powoduje rozmaite problemy zdrowotne, których źródła nikt nie upatruje właśnie w tym punkcie naszego ciała.

Co lubi jeść Twój mikrobiom?
Za czym nie przepada?

Każdy z nas ma swój indywidualny skład mikrobiomu. Faktem jest, że w obrębie rodziny i jednego gospodarstwa domowego mikrobiomy są stosunkowo podobne do siebie. Jednak to nasza dieta oraz zażywane antybiotyki decydują finalnie o indywidualnym składzie mikrobiomu u każdego człowieka. 
Aby wspierać swoje ciało nie wystarczy regularne jadanie kiszonek, kapsułek z probiotykami i picie fermentowanych napojów mlecznych. Aby pożyteczne bakterie mogły w naszych jelitach tworzyć zróżnicowaną, zdrową kolonię, powinniśmy zadbać o to by dać jej paliwo do wzrostu i prawidłowego funkcjonowania.

Mikrobiom uwielbia regularne dostawy błonnika. Chodzi o błonnik prebiotyczny, czyli taki, którym bakterie się karmią i z którym chętnie pracują. Pożądanymi elementami błonnika są np. inulina i beta-glukan. Pewnie można znaleźć je w kapsułkach, ale nasze ciało zostało przecież zaprogramowane na to by otrzymywać te dostawy wraz z pokarmem, a nie pastylkami.
Błonnik o którym mowa, znaleźć można w wielu produktach spożywczych, które powinniśmy włączyć do swojej codziennej diety. Pamiętajcie! Aby Wasze jelita maksymalnie skorzystały z tych produktów, należy je jeść na surowo. Są jednak wyjątki, produkty które również po obróbce termicznej doskonale spełniają swoją rolę. Oprócz samych produktów, podrzucę Wam również kilka pomysłów jak je wykorzystać.
Aby karmienie mikrobiomu było skuteczne, potrzeba co najmniej 5g błonnika prebiotycznego na dobę. Pamiętajcie, że jeśli nie jadacie zbyt wiele produktów bogatych w błonnik, by dokładać je do diety stopniowo. Również w sytuacji jeśli chorujecie na jakiekolwiek schorzenia przewodu pokarmowego, zmianę diety na bogato resztkową należy skonsultować z lekarzem lub dietetykiem, gdyż nie każdemu duża ilość błonnika służy.

1. POR 
Aż 16% błonnika zawartego w porach to inulina, która wspiera namnażanie w naszym jelicie grubym bakterii z rodzaju Bifidobacterium. W 100g por zawiera 2,7 g błonnika, zatem aż 0,43g stanowi inulina.
- surówki
- pasty rybne
- pasty jajeczne

2. CZOSNEK 
Aż 11% całego błonnika w czosnku pochodzi z inuliny, a kolejnych 6% z oligosacharydów, które fantastycznie wspierają rozwój prawidłowego mikrobiomu.
- dodatek do pasty twarogowej
- posiekany do posypania sałatki z pomidorów

3. CEBULA 
Mniej więcej 10% błonnika w cebuli to inulina, natomiast ilość tego składnika w postaci oligosacharydów wynosi ok. 6%
- sałatka z pomidorów
- pasta jajeczna
- pasta rybna

4. BANANY
- samodzielnie jako przekąska
- sałatka owocowa
- koktajle

5. LIŚCIE MNISZKA LEKARSKIEGO 
W 100g listków mniszka znajdziemy aż 4g błonnika, z czego spora część to inulina, która to właśnie tak zbawiennie wpływa na mikrobiom, a w szczególności na bakterie z rodzaju Bifidobacterium.
- sałatki
- pasty twarogowe
- posypywanie zup

6. KASZA JĘCZMIENNA 
W 100g tego ziarna można znaleźć od 3 do aż 8 gramów beta-glukanu, warto zatem wprowadzić ją do diety. Więcej błonnika zawiera kasza perłowa, nieco mniej pęczak, jednak każdy z wymienionych rodzajów odznacza się sporą jego zawartością.
- gotowana jako dodatek do potraw warzywnych lub mięsnych
- gotowana jako baza sałatki
- gotowana w zupach

7. PŁATKI OWSIANE
- koktajle
- owsianka
- posypka do sałatek, smoothie bowl

8. JABŁKA
- samodzielnie jako przekąska
- w sałatkach owocowych
- jako element koktajli

9. SUROWE CIEMNE KAKAO
- mus czekoladowy
- koktajle

10. SIEMIĘ LNIANE
- w wegańskich ciastach, plackach i naleśnikach jako zamiennik jajka
- koktajle
- do pieczywa
- posypywanie kanapek, zup, sałatek, smoothie bowl

11. OTRĘBY
- koktajle
- owsianki
- do pieczywa
- posypywanie kanapek, zup, sałatek, smoothie bowl

12. WODOROSTY
- sushi
- ramen
- ongiri
- posypywanie orientalnych sałatek

Oczywiście produktów jest znacznie więcej, jednak nie wszystkie są dostępne w naszym kraju, zatem pomijam je w tej liście. 
To co równie istotne, to fakt że wymienione tutaj produkty mają zarazem sporo innych walorów zdrowotnych. 
Teraz pewnie padnie pytanie ile zjadać tych produktów, żeby wykarmić swój mikrobiom jak należy.
Wystarczą tak naprawdę drobne zmiany, żeby ciało zaczęło pracować inaczej. Gdy macie ochotę na przekąskę sięgnijcie po jabłko, a nie po batonik. Częściej jadajcie kasze, zamiast makaronów. Gdy najdzie Was ochota na coś słodkiego, niech to będzie np. banan.

Czego nie lubi Wasz mikrobiom? 
Zdecydowanie nie przepada za nadmiarem tłuszczu. 
Oczywiście jest to składnik, z którego rezygnować nie można, chyba że jest ku temu jakiś zdrowotny powód. Ograniczenie tłuszczu jest jednak bardzo dobrym posunięciem, ponieważ duża część z nas zjada go zbyt dużo.
Jak tam Wasze bakterie?
Są szczęśliwe?
 Dostają codziennie choć trochę swojego ulubionego jedzenia?
;-)

Pozdrawiam Was ciepło
Kasia





wtorek, 22 maja 2018

Wegańskie tacos z fasolą w sosie bbq i pieczonym ananasem



Poprzednie tacos, które pokazywałam były dedykowane tym, którzy lubią naprawdę ostre jedzenie. Tym razem propozycja jest skierowana głównie do tych, którzy lubią słodko-dymny smak, bez piekielnego finiszu. 
Oczywiście nie ma przeciwwskazań do tego, by do sosu BBQ z wiśniami dorzucić posiekaną papryczkę chipotle, czy po prostu jalapeno. Wtedy również miłośnicy pikantnej kuchni oszaleją z radości. 
Pamiętajcie, że tacos dają wiele swobody i pozwalają na zabawę smakiem, zatem nie obawiajcie się eksperymentów.
To co odkrywcze (przynajmniej dla mnie) w tym przepisie, to placki z mąki z niebieskiej kukurydzy. Nawet gdy ostygną, wciąż są miękkie i łatwo je podgrzać. Są elastyczne i smakowite, a przy tym zdrowe. W tym cieście na placki jest tylko mąka kukurydziana, sól i woda. Żadnego oleju, zatem tortille są mniej kaloryczne i bezglutenowe.
Fasola w sosie BBQ z wiśniami
1 puszka pomidorów w całości lub krojonych (jeśli się uda kupcie takie bez dodatku kwasku cytrynowego)
1-2 łyżki oleju rzepakowego
1 kopiasta łyżka cukru trzcinowego
50g mrożonych wiśni
1/2 łyżeczki soli
1 kopiasta łyżeczka papryki wędzonej
2 szczypty cynamonu
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1 łyżeczka octu jabłkowego
1 łyżeczka sosu sojowego
1 puszka czarnej fasoli w puszce
1/2 białej cebuli
1 ząbek czosnku

tortille z mąki z niebieskiej kukurydzy (ok. 16- 20 małych placków o średnicy ok.8 cm):
200g mąki z niebieskiej kukurydzy
160g gorącej wody + woda do uzyskania konsystencji plasteliny
1 łyżeczka soli

pieczony ananas
1 mały ananas
2 łyżeczki cukru trzcinowego (można pominąć)
2 spore szczypty cynamonu
2 spore szczypty ostrej papryki w proszku

Dodatkowo:
awokado skropione sokiem z limonki lub cytryny i oprószone solą morską
czerwona cebula pokrojona w piórka
cząstki limonki lub cytryny 
świeża kolendra

Czarna fasola w sosie BBQ z wiśniami
Cebulę obieram i kroję w kosteczkę. Czosnek obieram i kroję w cienkie plastry. Na oleju podsmażam cebulę na złocisto (ok.5-6 minut), następnie dodaję czosnek i podsmażam 15-20 sekund. Do podsmażonych czosnku i cebuli dodaję pomidory oraz mrożone wiśnie i dodaję przyprawy. Gotuję ok. 20-25 minut, następnie miksuję. Fasolę odcedzam i płuczę, dorzucam do sosu i gotuję jeszcze chwile. Całość ma być gęsta, tak by później nie spływała z placka. W przepisie pojawia się 1 puszka fasoli, wtedy ilość fasoli i sosu jest mniej więcej podobna. Jeśli macie ochotę, możecie dorzucić jeszcze jedną puszkę. Wtedy jednak może się okazać, że część fasoli w sosie Wam zostanie. Można wtedy ją zamrozić lub zjeść po prostu z ulubionym pieczywem.

Tortille z niebieskiej kukurydzy:
Mąkę wrzucam do miski, dodaję sól oraz gorącą wodę. Zagniatam ciasto i wyrabiam przez 2-3 minuty. Wkładam do miski, przykrywam i zostawiam na 30 minut. Można je oczywiście zostawić na dłużej. Przed smażeniem placuszków dodaję jeszcze kilka łyżek gorącej wody i zagniatam. Finalnie ciasto nie może się kruszyć. Powinno mieć konsystencję plasteliny. Ta mąka przyjmuje sporo płynu, zatem nie przejmujcie się, że dolewacie kolejne łyżki wody. Gdy ciasto jest już jak plastelina odrywa kawałki i formuję w dłoniach kulki wielkości orzecha włoskiego lub nieco większe. Na blacie rozkładam kawałek folii spożywczej, na niej kładę kulkę z ciasta i przykrywam drugim kawałkiem folii. Przygniatam stanowczo deską do krojenia by rozpłaszczyć kulkę na placek. Poruszam nieco deską na boki i równomiernie rozpłaszczyć ciasto. W ten sposób przygotowuję 3 niezbyt duże placki i smażę je na suchej, dobrze rozgrzanej patelni. Z każdej strony smażę je po 1,5-2 minuty. Nie czekam na pojawienie się ciemnych plam. Gdy się smażą przygotowuję kolejną partię placków i gdy zdejmę pierwszą, natychmiast nakładam kolejne. Smażę do wyczerpania ciasta.

Pieczony (grillowany) ananas:
Ananasa obieram, kroję na plastry, wykrawam twardy środek i każdy klaster kroję na pół. Układam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posypuję cukrem, następnie odrobiną cynamonu i ostrą papryką. Jeśli chcecie by ananas był bardziej wytrawny nie używajcie cukru. 
Piekarnik rozgrzałam do 200 stopni C i wstawiłam do niego blachę z ananasem na 15 minut.
Kawałki ananasa rozłożyłam na talerzu i posypałam posiekaną papryczką chili (optymalnie, jeśli będzie to papryczka jalapeno) oraz porwaną w placach świeżą kolendrą. Można również upiec ananasa w koszyku na grillu lub usmażyć na patelni grillowej.

Dodatki:
Awokado myję, rozkrawam na pół, usuwam pestkę, obieram ze skórki i kroję na kawałki. Skrapiam obficie sokiem z cytryny i oprószam solą. Czerwoną cebulę obieram i kroję w piórka. Liście kolendry zanurzam na 15-20 minut w lodowatej wodzie, następnie wyjmuję, osuszam i rwę w placach lub kroję niezbyt drobno.

piątek, 18 maja 2018

Pieczony kalafior z odlotowym, pikantnym majonezem



Odlotowy, to zdecydowanie najlepsze słowo dla dipu, który Wam dziś pokażę. 
Przyda się gdy na stół wjeżdża pieczony kalafior, ale nie tylko. 
Tym którzy jedzą mięso przyda się podczas grilla. Reszta może posmarować nim kanapkę 
 albo moczyć w nim frytki.
 Sos nie jest wegański, gdyż zawiera miód i tradycyjny majonez. Można jednak zamienić majonez na wegański, a miód na cukier. To samo odnosi się do kalafiora, bo choć mój panierowany jest w jajku i bułce tartej, to weganie z powodzeniem mogą jajko zamienić na niewielką ilość mleka roślinnego.

W przepisie pojawią się natomiast 3 składniki, których na nic zamienić się nie da. 
Wędzona papryka w proszku, tabasco oraz sos, w którym zanurzone są papryczki chipotle. Jednorazowo to na pewno spory wydatek (puszka papryczek chipotle ok. 12 zł, torebka wędzonej papryki ok. 1,8-2 zł, sos tabasco ok. 10 zł), ale są to przyprawy bardzo wydajne i można je długo przechowywać.  Papryczki chipotle razem z sosem po otwarciu puszki przekładam zawsze do suchego, wyparzonego wcześniej słoika i trzymam w lodówce. Sos tabasco po otwarciu również tam przechowuję. Bardzo często korzystam z tych przypraw, więc jeśli je kupicie, bez przeszkód przygotujecie np. moją ognistą meksykańską fasolę.

Pieczony kalafior z pikantnym majonezem:
kalafior:
1 kwiat kalafiora (1 kalafior)
2 jajka (można zamienić na 1/2 szklanki mleka roślinnego)
bułka tarta

odlotowy pikantny majonez:
3 łyżki majonezu (można zamienić na wegański majonez)
1 łyżeczka sosu adobo z puszki z papryczkami chipotle
1 łyżeczka dobrego ketchupu
1 łyżeczka miodu (można zamienić na cukier trzcinowy)
1 łyżeczka octu jabłkowego
1/2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki w proszku
3 krople sosu tabasco
1 łyżka soku z cytryny
 
Kalafior dzielę na różyczki, zalewam w garnku wrzątkiem z czajnika, solę i gotuję 7 minut. Natychmiast odcedzam i przelewam obficie zimną wodą by przerwać gotowanie.
Ja obgotowuję kalafior, gdyż lubię gdy ostatecznie jest naprawdę miękki i dopieczony. Można oczywiście panierować surowe warzywo, wtedy trzeba wydłużyć czas pieczenia do 20-25 minut.

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C. Na blasze rozkładam papier do pieczenia. Jajka wybijam do miski i roztrzepuję widelcem z odrobiną soli. 
Każdy kawałek kalafiora obtaczam w roztrzepanym jajku, a następnie w bułce tartej i układam je na blasze. Skrapiam równomiernie olejem (tutaj sprawdzi się olej w atomizerze, którym można spryskać każdy kawałek dokładnie, nie używając przy tym dużej ilości tłuszczu). Wstawiam do piekarnika i piekę ok. 10-15 minut. W połowie pieczenia obracam kawałki kalafiora, aby ładnie przyrumieniły się z każdej strony. 

Do miseczki nakładam majonez, dodaję pozostałe składniki sosu i mieszam dokładnie łyżką. 

Gorące kalafiorowe kąski podaję natychmiast z miseczką ostrego majonezu. 






czwartek, 17 maja 2018

Hummus z suszonymi pomidorami



Za hummusem jakoś specjalnie nie przepadałam, kiedy jednak zrobiłam go według poniższego przepisu, stał się moim absolutnym ulubieńcem.
Przepis na podstawowy hummus pochodzi z najnowszej książki Dominiki Wójciak "Prosto, pysznie, do pudełka", którą gorąco Wam polecam. To prawdziwe kompendium wiedzy na temat roślinnego jedzenia. 

Wracając do hummusu to ważnym elementem sukcesu, jest w tym przypadku odpowiednie przygotowanie ciecierzycy. Należy wieczorem zalać ją zimną wodą i namoczyć przez noc. Później odcedzić, zalać świeżą wodą z dodatkiem łyżeczki sody oczyszczonej i ugotować. W tym celu doprowadzamy ciecierzycę do wrzenia, gotujemy 2-3 minuty odkrytą na silnym ogniu, zbieramy z powierzchni wody pianę, przykrywamy garnek, zmniejszamy płomień by delikatnie się gotowała i gotujemy 60-90 minut. Pod koniec solimy i studzimy w wodzie. Dopiero gdy wystygnie odcedzamy  i dzielimy na porcje. 
Ja gotuję od razu całe opakowanie, potem ważę porcje, pakuję do pojemników i zamrażam. Zamrożona ciecierzyca idealne sprawdzi się jako baza do kolejnej porcji hummusu.

Hummus z suszonymi pomidorami:
300g ugotowanej ciecierzycy
120g tahiny
1 ząbek czosnku
2-3 łyżki soku z cytryny
90ml zimnej wody mineralnej, niegazowanej
1/2 łyżeczki soli
4-5 kawałków suszonych pomidorów odsączonych z oleju

Czosnek obieram i kroję na mniejsze kawałki. W pojemniku blendera umieszczam wszystkie składniki, oprócz pomidorów i miksuję powoli do czasu uzyskania kremowej pasty. Hummus powinien być gładki, jednak nie może stać się płynny. Gdyby wydawał się zbyt gęsty, dodajemy jeszcze 2-3 łyżki zimnej wody.
Do gotowego hummusu dodaję suszone pomidory pokrojone wcześniej na mniejsze kawałki i raz jeszcze, krótko miksuję.
Hummus można przechowywać przez ok. 3 dni w lodówce.

Przed podaniem rozsmarowuję hummus na talerzu, polewam oliwą i posypuję płatkami suszonych pomidorów.

niedziela, 13 maja 2018

Wegańska lasagne z warzywami i pesto szpinakowym


Dieta oparta wyłącznie na produktach roślinnych ciągle wzbudza moje zaciekawienie. 
Nie przyglądam się biernie, ale szukam inspirujących osób, które taki sposób odżywiania propagują i pokazują przy tym ciekawe przepisy. 
Instagram umożliwił mi w krótkim czasie, znalezienie wielu takich ludzi, którzy pokazują jak nie rezygnować z przyjemności jedzenia, rezygnując z produktów odzwierzęcych.
Kiedy nawiązujemy do radości jedzenia, na myśl przychodzą od razu takie potrawy, których nie sposób wyobrazić sobie w wersji wegańskiej, a jedną z nich z pewnością jest lasagne.
No bo jak zrobić dobrą zapiekankę makaronową bez beszamelu i warstwy sera?
A jednak można! Beszamel da się zrobić z wegańskich składników, a serowy smak, można uzyskać bez trudu, posługując się płatkami drożdżowymi.

Podkreślę po raz wtóry, że nie zamierzam bynajmniej rezygnować z serów, które uwielbiam, jednak podchodzę z ogromną otwartością do bazujących na roślinnych produktach potrawach. 
Są niebanalne, bardzo kreatywne i smaczne.
Ponadto przy dobrym zbilansowaniu jeszcze szalenie zdrowe i mnie przynajmniej wprawiają w bardzo dobry nastrój. 
Miałam ochotę na makaron i natychmiast pod nos wjechała mi prezentowana dzisiaj receptura.

Przepis na tą pyszną lasagne znalazłam na stronie rebelrecipes.com, którą z całego serca Wam polecam. Zmodyfikowałam nieznacznie recepturę, ale nie na tyle istotnie by uznać przepis za moją własną kreację.
Do zrobienia pesto zamiast orzechów włoskich użyłam migdałów, a część pomidorów świeżych zastąpiłam pomidorami z puszki. Zamiast wegańskiego masła, użyłam oleju kokosowego.

Przygotujcie tę potrawę miłośnikom kuchni włoskiej, a nie oderwą się od talerza. Nie zorientują się również, że w środku nie ma ich ulubionego parmezanu. Będą prosić o dokładkę, a Wy nawet nie spostrzeżecie się, kiedy foremka z zapiekanką opustoszeje.
Ta zapiekanka to idealna alternatywa dla tych, którzy nie mogą jeść produktów mlecznych, a chcą poczuć prawdziwy smak lasagne.

Wegańska lasagne z warzywami i pesto - przepis autorstwa Niki Webster, zaczerpnięty z jej strony internetowej (www.rebelrecipes.com):

Farsz z soczewicy i warzyw:
6 płatów makaronu lasagne 
karton pomidorów krojonych
2 świeże, dojrzałe pomidory
6 średnich brązowych pieczarek
2 czerwone papryki
1/2 cukinii
4 ząbki czosnku
2 średnie cebule
szklanka czerwonej soczewicy
szklanka wody
1/2 łyżeczki płatków chili
pieprz czarny mielony
1 łyżeczka soli morskiej 
1/2 łyżeczki cukru kokosowego (może być trzcinowy lub zwykły)
2 łyżki oleju rzepakowego

Pesto z bazylii i szpinaku:
100g migdałów
bazylia z jednej standardowej doniczki
100g świeżego szpinaku
sok z połowy cytryny
3 łyżki nieaktywnych płatków drożdżowych
2-3 łyżki oleju rzepakowego 
1/3 szklanki wody
1/2 łyżeczki soli morskiej
ząbek czosnku

Wegański beszamel:
2 łyżki oleju kokosowego
nieco więcej niż 1/3 szklanki mąki pszennej 
2 szklanki mleka migdałowego
pieprz czarny mielony
1/3 łyżeczki soli
3 łyżki nieaktywnych płatków drożdżowych 

Nadzienie z soczewicy i warzyw:
Cebulę obrałam i pokroiłam w drobną kosteczkę.
Czosnek obrałam i drobno posiekałam.
Pieczarki umyłam i pokroiłam w cienkie plasterki.
Cukinię przekroiłam na pół, wyciągnęłam łyżeczką nasiona i pozostały miąższ, ze skórką pokroiłam na cienkie plasterki.
Paprykę oczyściłam z nasion i pokroiłam w drobną kosteczkę.
Pomidory sparzyłam, obrałam ze skóry, oczyściłam z nasion i pokroiłam w kostkę. 
Soczewicę opłukałam 3 razy bardzo dokładnie.
Do garnka wlałam olej, dorzuciłam cebulę i smażyłam ok. 8 minut na średnim ogniu, co jakiś czas mieszając. Przed dodaniem kolejnych składników cebula powinna stać się złocista. 
Do złocistej cebuli dodałam czosnek i podsmażałam 30 sekund, następnie dodałam pomidory z kartonika, pozostałe warzywa oraz soczewicę. Dolałam szklankę wody, dodałam cukier, przykryłam i gotowałam 25 minut. 
Po tym czasie dodałam pozostałe przyprawy, odkryłam i gotowałam jeszcze 10 minut, co jakiś czas mieszając.

Pesto:
Migdały zalałam wrzątkiem i odstawiłam na 15 minut, następnie obrałam z brązowej skórki. Do pojemnika blendera wrzuciłam migdały, dodałam umyte liście szpinaku, opłukaną bazylię, obrany i pokrojony na kawałki ząbek czosnku. Dodałam przyprawy, wodę, sok z cytryny oraz olej. Zmiksowałam na gładką pastę.

W garnku rozpuściłam olej kokosowy, dodałam mąkę i podsmażałam mieszając rózgą, przez ok. 1,5 minuty następnie dolałam mleko migdałowe, dosypałam przyprawy i zagotowałam. Gotowałam 2-3 minuty do uzyskania dosyć gęstego sosu.

W naczyniu do lasagne rozłożyłam połowę sosu warzywnego z soczewicą, na nim ułożyłam trzy płaty suchego makaronu lasagne. Posmarowałam go połową beszamelu, a następnie połową pesto. Na pesto rozłożyłam pozostały warzywny farsz, następnie ułożyłam kolejne trzy płaty makaronu. Makaron starannie pokryłam resztą beszamelu, a później nałożyłam pozostałe pesto. Przykryłam zapiekankę folią aluminiową i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 175 stopni C. Na 30 minut. Po 20 minutach zwiększyłam temperaturę do 200 stopni C i odkryłam zapiekankę. Wyjęłam z pieca i pozostawiłam na 30 minut do przestudzenia i zestalenia. 
Lasagne można odgrzewać.



sobota, 5 maja 2018

Bakłażan z pastą miso i japoński talerz różności


Dobrze przygotowany bakłażan jest pyszny, a ten z pastą miso, jest rewelacyjny i uzależniający.
Tutaj pojawia się jako część całości, w towarzystwie smażonego tofu, chrupiącego świeżego ogórka oraz ryżowych kanapek onigiri.

Uwielbiam talerze rozmaitości, ponieważ można dzięki nim zjeść kilka różnych małych potraw i  zaspokoić w pełni swój apetyt. Dziś tematem przewodnim na talerzu jest Japonia.

Kto zagląda tutaj regularnie, wie że kuchnia japońska jest mi bardzo bliska i często korzystam z produktów w tej części świata popularnych.  
Jednym z moich ulubionych jest bez wątpienia pasta miso.
Sprawdza się wszędzie tam gdzie chcemy uzyskać pełny, głęboki smak. Jest to spowodowane dużą zawartością umami, w paście miso. Będzie, więc ona dobrym dodatkiem do wegańskiego sosu bolońskiego, czy doskonałą bazą do szybkiej, zdrowej zupy.
To jeden z tych produktów, który naprawdę warto mieć w swojej kuchni.

Bakłażan z pastą miso:
1 bakłażan
1 łyżeczka pasty miso (shiro miso)
1 łyżeczka octu ryżowego
1 łyżeczka sosu sojowego
1 łyżeczka mirin
1 łyżeczka oleju sezamowego
2-4 łyżki oleju rzepakowego

Bakłażana kroję na plastry, oprószam solą i odstawiam na pół godziny, po czym płuczę, osuszam ściereczką i kroję w dużą kostkę.
W słoiczku mieszam składniki sosu (miso, ocet ryżowy, sos sojowy, mirin oraz olej sezamowy).
Na dużą patelnię wlewam olej rzepakowy (1-2 łyżki) i podgrzewam go mocno, wrzucam kawałki bakłażana i smażę na silnym ogniu 2-3 minuty, po czym dodaję kolejną porcję oleju (1-2 łyżki) i smażę do czasu gdy wszystkie kawałki bakłażana będą miękkie i przyrumienione (2-4 minut).
Do miękkich kawałków bakłażana wlewam wymieszany dobrze sos i szybko mieszam podgrzewając jeszcze przez 5-10 sekund. 
Natychmiast podaję.
Choć ja najbardziej lubię gdy bakłażan jest ciepły, to jednak bez przeszkód można go jeść również na zimno.

Takiego bakłażana możecie śmiało przygotować jako samodzielny posiłek, np. na kolację lub jako jedną z  przystawek.
 


czwartek, 3 maja 2018

Ciasto migdałowe z rabarbarem i kruszonką

  
Obejrzałam wczoraj kilka krótkich filmów, z czasu kiedy moja córka była jeszcze bardzo małą osóbką. Czas pędzi, a moja maleńka dziewczynka nosi już buty z numerem 33 i potrafi bardzo dosadnie wyrazić swoją opinię, na różne tematy. Ostatni czas nie jest łatwy ani dla niej, ani dla mnie, ale myślę, że trudności, które nas spotykają, zbliżają nas jeszcze bardziej do siebie. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że chociaż idę teraz przez życie dość wyboistą ścieżką, to jestem w stanie znaleźć w tym całym szaleństwie, jakieś jasne strony.  Chyba nigdy dotąd nie cieszyły mnie tak zwykłe czynności i uśmiech mojej córki, która zjada drugi kawałek domowego ciasta. 

Zostawiam Wam dziś przepis na to ciasto, które wywołuje uśmiech, nie tylko u dzieci.
Bądźcie szczęśliwi i zdrowi!

Ciasto migdałowe z rabarbarem i kruszonką:
Ciasto:
130g mąki pszennej typ 500
25g mąki migdałowej
1 całe jajko
3 żółtka
nieco ponad pół szklanki cukru
90g masła
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
200-220g rabarbaru
Kruszonka:
50g mąki migdałowej
30g mąki pszennej
35g cukru
35g masła

Ciasto:
Tortownicę o średnicy 22-23 cm wykładam papierem do pieczenia.

Mąkę pszenną przesiewam do miski, dodaję proszek do pieczenia oraz mąkę migdałową. Mieszam. W małym garnku roztapiam masło, zdejmuję z palnika i odstawiam do ostudzenia. Do drugiej miski wbijam jajko, dodaję żółtka oraz cukier i ucieram mikserem na puszystą, jasną masę. Do jaj z cukrem dodaję mąki z proszkiem do pieczenia oraz masło i mieszam za pomocą rózgi, do czasu gdy składniki się połączą.
Gotowe ciasto wlewam do przygotowanej tortownicy. 

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 175-180 stopni C, grzanie góra-dół bez termoobiegu.

Rabarbar myję, odcinam listki i kroję w niezbyt dużą kostkę. Rabarbaru nie trzeba obierać.
Kruszonka:
Masło na kruszonkę roztapiam. Do miski wsypuję suche składniki kruszonki i dodaję ciepłe masło. Mieszam łyżką, a następnie palcami, by powstała niezbyt sucha i nie za wilgotna kruszonka.

Na cieście układam równomiernie kawałki rabarbaru i całość posypuję kruszonką. Wstawiam do piekarnika i piekę 50 minut, następnie wyłączam piekarnik i pozostawiam ciasto w stygnącym piekarniku jeszcze na 15-20 minut. Pieczemy do suchego patyczka. Gdyby kruszonka zaczęła się zbyt wcześnie rumienić, należy ciasto przykryć folią aluminiową. 

Kroimy po całkowitym wystudzeniu.