poniedziałek, 30 kwietnia 2018

#ZeroWaste - kosmetyki

Przy okazji rozważań o tym jak zmniejszyć ilość plastiku w naszym domu, pokazałam Wam kilka kosmetyków naturalnych, które w ostatnim czasie kupiłam. Jest tych nowych mydeł w moim domu dość sporo, a dziś na życzenie moich obserwatorek i obserwatorów, którzy śledzą mnie na instagramie, przygotowałam swoją opinię na temat poszczególnych zakupionych przeze mnie produktów.




1. Peeling melisa i dynia - Mydlarnia Cztery Szpaki
Od lat peelingi zajmują szczególne miejsce w mojej łazience. Używam często, ponieważ uwielbiam uczucie drapania. Przetestowałam w życiu mnóstwo peelingów. Były cukrowe, solne, w kostce, żelu, dosłownie wszystkie rodzaje jakie można znaleźć w drogeriach. Bywały one naprawdę różne pod względem jakości. Teraz jednak udało mi się znaleźć peeling idealny. Mydło z peelingiem po pierwsze jest w całości naturalne. Również drobiny ścierające są pochodzenia roślinnego. Mydło jest  więc przyjazne weganom, bowiem nie ma w nim żadnych produktów odzwierzęcych. Pięknie pachnie, orzeźwiająco, świeżo i cytrusowo. Dla mnie ideał, ponieważ nie lubię zapachów słodkich, ciężkich i mdłych. Jednak tym co najbardziej mnie urzekło jest to, w jaki sposób ten peeling ściera. Nie będę ukrywała, że lubię peelingi ostre i mocno ścierające. Ten produkt jest pierwszym, który w pełni sprostał moim oczekiwaniom.

2. Mydło do włosów w kostce na konopnym sznurku - Mydlarnia Cztery Szpaki
Zdania na temat tego kosmetyku są podzielone. Jedni twierdzą, że włosy po nim są piękne, są też tacy którzy mówią, że jest wręcz przeciwnie.
Powiem najpierw, że moje włosy są trudne. Nie są ani proste, ani kręcone. Puszą się, sterczą i generalnie bez prostowania lub kręcenia, nie wyglądają zbyt efektownie. Ten szampon zdecydowanie moim włosom służy, choć pewnie będę musiała pomyśleć o uzupełnieniu go np. jakimś olejkiem do końcówek. Włosy uniosły się po nim od nasady, stały się błyszczące i nieco mniej się puszą. Są odrobinę sztywniejsze, ale to dopiero pierwsze mycie. Zgodnie z tym co poleciła mi moja instagramowa obserwatorka, po umyciu tym kosmetykiem, zastosowałam kwaśną płukankę. Bardzo podoba mi się to mydło i z pewnością będę z niego regularnie korzystała. Jednak czy zostanie na stałe zdecyduję dopiero po kilku tygodniach używania. Decydując się na to mydło, musicie być jednak przygotowani na to, że Wasze włosy mogą nie zareagować tak dobrze jak moje. Myślę jednak, że to zdanie spokojnie można by postawić na końcu recenzji każdego szamponu, bo to co służy jednej osobie, może zadziałać odmiennie u kogoś innego i odwrotnie. Najlepiej zatem samemu spróbować.

3. Mydło z algami od Herbs & Hydro
To mydło ofiarowałam w prezencie mojej mamie, która jest jedną z najbardziej wymagających osób jeśli chodzi o kosmetyki. Ma swoje przyzwyczajenia, ma swój gust i raczej trudno przekonać ją do czegoś nowego. Owszem chętnie próbuje nowych rzeczy, ale raczej rzadko zostają z nią na stałe. To mydło wciąż jednak chwali za doskonałą funkcjonalność i fajny zapach. Już zagaduje do mnie na temat kolejnych zakupów, bo chciałaby wybrać sobie jakieś mydła z tej mydlarni. Zatem z czystym sumieniem mogę Wam to mydło polecić. 

4. Mydło różane Herbs & Hydro
Hit mojej córki. Dobrze się mydli, cudownie pachnie i jest wydajne. Dla mojej córki podczas kąpieli, zdecydowanie najistotniejszy jest zapach kosmetyku. Kiedy pierwszy raz skorzystała z tego mydła, cały dom wypełnił się cudownym zapachem róży i od tamtej pory, każdego wieczora ten zapach kołysze nas do snu. To co dla mnie jako mamy jest fajne, to fakt, że kiedy córka wraca po kilku godzinach z podwórka, totalnie brudna, jest w stanie szybko się tym mydłem domyć. Zatem jest nie tylko przyjemne, ale również skuteczne w działaniu.

5. Mydło borowinowe Herbs & Hydro
Jak dla mnie świetny zapach, piękny kolor i doskonała funkcjonalność. 

6. Mydło rewitalizujące IMBIR, PIEPRZ, GREJPFRUT od Herbs & Hydro
To mydło urzeka przede wszystkim pobudzającym i dość nieoczywistym zapachem. Jeśli tak jak ja lubicie zapachy ciekawe, intrygujące i niecodzienne to jest to mydło idealne dla Was. 

Mam jeszcze kilka typów, które wrzucę do wirtualnego koszyka przy następnych zakupach. 
Z pewnością też podzielę się swoją opinią na ich temat, kiedy już zacznę z nich korzystać. 
Teraz mogę Wam z czystym sumieniem polecić produkty, które wyżej wymieniłam. Kolejność wymieniania kosmetyków jest przypadkowa, a cały post nie jest reklamą, a jedynie moją osobistą refleksją na temat dokonanych przeze mnie zakupów.
 

piątek, 20 kwietnia 2018

#ZeroWaste - plastik

Zero Waste, co to jest?
Nowo moda pomyślą niektórzy, ale wcale nie. 
Kiedy sięgnę pamięcią do wczesnego dzieciństwa nie było w nim foliowych torebek i plastikowych opakowań. Śmietana i mleko były w szklanych butelkach, tak samo jak woda sodowa i oranżada. Chleb w piekarni smakował chlebem, a mydło kupowało się w kostce. W domu było zawsze przynajmniej jedno mydło szare (biały jeleń), z którego mama robiła kąpiel z mydlinami, gdy się skaleczyłam. Dziecięce ubrania prało się w płatkach mydlanych itd. 
Mniej było alergii i różnych innych wstrętnych dolegliwości, które uprzykrzają codzienne życie.

Odkąd zaczęliśmy kilka lat temu segregować odpady, dotarło do mnie, jaka mnogość jest tego co należy wyrzucić do śmietnika z odpadami plastikowymi. Odpadami, które nie rozłożą się pewnie nigdy...Aby uzmysłowić sobie, że nie jest to problem wirtualny, ani wymyślony polecam zobaczyć zdjęcie wielkiej plamy plastiku znajdującej się na wodach oceanu. Bez trudu znajdziecie ich w sieci całe mnóstwo.
Nie chodzi bynajmniej o problem estetyczny, ale o fakt, że zwierzęta giną w cierpieniach, przez naszą bezmyślność i wygodnictwo. Tracimy piękno naszej planety i naturalną różnorodność.

Kolejnym problemem związanym z wszechobecnym plastikiem, jest jego wpływ na nasze zdrowie. Proszę nie łudźcie się, że plastikowe torby, pudełka, pojemniki są całkiem obojętne dla naszego ciała.
Dlatego ja od dłuższego czasu wypowiadam wojnę plastikowi.
 Jest to walka nierówna, ale przynajmniej częściowo możliwa do wygrania, a czym więcej nas jest tym lepiej.
Nie mam zamiaru stać się teraz eko-maniaczką, ale mam świadomość, że mogę znacznie ograniczyć ilość kupowanych produktów w plastikowych opakowaniach. Mogę też liczyć, że choć dwie osoby po przeczytaniu tego tekstu zainspiruję do pozytywnych zmian. Każda z tych osób też ma szansę zainspirować ludzi w swoim otoczeniu. Zatem kilka zmian u mnie, może zmienić naprawdę wiele.

Jak zatem ograniczyć zużycie plastiku?

1. Własne torby na zakupy.
Ja mam osobną torbę na warzywa, osobną na pieczywo oraz jeszcze jedną na inne produkty. Po rozpakowaniu zakupów, natychmiast składam je i wkładam do torebki z którą najczęściej chodzę. Dzięki temu, nawet jeśli spontanicznie dokonam jakiegoś zakupu, nie muszę kupować foliowej torby.

2. Ograniczenie kupowania warzyw i owoców w hipermarketach i dyskontach
Wystarczy chwila refleksji by zauważyć ile folii możemy zaoszczędzić, jeśli przestaniemy kupować warzywa i owoce w dużych sieciach spożywczych.
Warzywa jak brokuł, kapusta pekińska, bakłażan, natka pietruszki, koper itd. pakowane są tam w folię, która jest absolutnie niepotrzebna. Na targowisku czy w warzywniaku każda sprzedawczyni z uśmiechem zapakuje wam warzywa bez folii, do waszej lnianej torby. Oprócz tego na targowisku można kupić na wagę nasiona warzyw strączkowych, a czasem również kasze i inne ziarna. Aby nie wylądowały w foliowym woreczku wystarczy mieć ze sobą papierowe torebki lub lniane woreczki, do których sprzedawca nasypie wybrane produkty.
Ja kupiłam w sklepie internetowym zestaw pięciu woreczków lnianych, średniej wielkości za nie całe 20 zł z przesyłką.

3. Kosmetyki
W sklepach nawet mydło w kostce jest w papierze, którzy tak naprawdę klasyfikowany jest jako opakowanie plastikowe. Nie mówiąc już o mydłach w płynie, żelach pod prysznic itd.
Mydło, szampon i kosmetyki kąpielowe to te, których zużywamy najwięcej. Można kupić takie, które nie są zapakowane w plastik, a przy tym mają doskonały, prosty skład. 

W kraju mamy wielu małych producentów, którzy opracowują własne receptury i tradycyjnymi metodami wyrabiają cudowne kosmetyki, dobre dla naszego ciała.
Ja polecam Wam z całego serca produkty Herbs & Hydro produkowane przez firmę z mojego miasta, czyli z Katowic. Moim zdecydowanym faworytem jest mydło IMBIR, PIEPRZ, GREJPFRUT, za to moja córka oszalała na punkcie RÓŻY.




Polecam także mydlarnię Cztery Szpaki gdzie można kupić np. szampon w kostce na konopnym sznurku.
Zwróćcie proszę uwagę na to, jak zapakowane zostało moje mydło. Każda kostka ma albo kartonik, albo papierową saszetkę. Mydła mają obłędne zapachy, świetnie się mydlą i są bezpieczne dla naszej skóry.

4. Papierowe worki na śmieci, papierowe torby śniadaniowe.
Porzućcie foliowe worki na śmiecie i woreczki śniadaniowe. Kanapki pakujemy w papier śniadaniowy lub papierowe torby, które można kupić np. przez internet. Również duże papierowe worki na odpady, są dostępne w sieci, ale tak naprawdę co Wam szkodzi wrzucać śmiecie wprost do pojemnika na odpadki, z niego wprost do kontenera? 
Jedyne co później musicie zrobić to wymyć kosz na śmiecie i wytrzeć go do sucha, co zajmuje nie więcej niż 2-3 minuty.

5. Ekologiczny papier toaletowy, rezygnacja z papierowych ręczników kuchennych.
Nie wygląda co prawda tak elegancko jak kolorowy i we wzory, ale jest znacznie bardziej przyjazny dla środowiska. Wybieram pojedyncze rolki, wykonane z czerpanego papieru. Każda rolka owinięta jest papierem z nadrukiem producenta. Kupując taki papier unikam także foliowej paczki, w które zazwyczaj umieszczone są inne papiery.
Papierowych ręczników w kuchni nie używam prawie wcale. Służyły mi dotychczas wyłącznie do odsączania frytek z tłuszczu. Do wszystkiego używam ścierek bawełnianych.

6. Szklane i papierowe opakowania
Wybieranie produktów spożywczych w szklanych i papierowych opakowaniach wcale nie jest takie trudne, jak może z pozoru się wydawać. Ceny oczywiście są nieco wyższe, ale jeśli możecie, stawiajcie na szkło i papier.
Szkło:
Można znaleźć wodę mineralną w szklanych butelkach (Kinga Pienińska, Cisowianka), jogurty  (Ehrmann), mleko (Robico, Ostrowska Spółdzielnia Mleczarska), śmietanę (Robico), dobre syropy owocowe do rozrabiania z wodą mineralną (Orzeł Polska). W szklanych butelkach kupuję również wszystkie oleje roślinne.
Jeśli w okolicy nie macie takich produktów, a chcecie, znajdźcie osiedlowy sklep spożywczy i zaproponujcie właścicielowi sprowadzanie ich. Wiem jednak z doświadczenia, że w dużych hipermarketach bez trudu można dostać mleko, dobre syropy owocowe, wodę mineralną i jogurty w szklanych opakowaniach.
Co do papieru to bez trudu znajdziemy np. klasyczny ryż, czy płatki owsiane w papierowych opakowaniach. Włoscy producenci makaronu jak np. Barilla, mają w ofercie spory wybór makaronów w kartonach.
Po herbatę i kawę chodzę do sprawdzonego sklepu, który sprzedaje te produkty na wagę. 
Przychodzę ze swoimi słoiczkami, do których sprzedawca wsypuje wybrane przeze mnie gatunki kaw i herbat. 





7. Akcesoria do domu
Nie mam na myśli szybkiej wymiany wszystkiego co plastikowe na inne, gdyż byłoby to szczytem marnowania, ale jeśli będziecie planować zakup nowych przyborów z poniższej listy, zachęcam Was do wybrania innych niż plastikowe. Poniższa lista uzupełniona jest o tworzywa, spośród których możemy wybierać.
mydelniczka - ceramika, szkło
chlebak - drewno, bambus, ceramika
donice, skrzynie na kwiaty - ceramika
pojemniki do przechowywania żywności - szkło 
deski do krojenia - drewno (sposoby na efektywne czyszczenie drewnianych desek pokażę Wam wkrótce), szkło 

Propozycje produktów nie są reklamą, a jedynie wynikiem moich osobistych poszukiwań i przemyśleń. Będę wdzięczna jeśli będziecie ze mną współdziałać. Jeśli tylko wpadniecie na jakiś ciekawy pomysł, znajdziecie godny uwagi produkt, to proszę podzielcie się tym ze mną, będę miała wtedy możliwość aktualizowania tego postu.




wtorek, 17 kwietnia 2018

Kimchi


Czuję się szczęściarą, bo urodziłam się w miejscu, gdzie fermentowane produkty są czymś codziennym. Myślę sobie, że tym którzy urodzili się w kraju, gdzie nie ma tradycji przygotowywania i jadania kiszonek, mogą mieć nie lada kłopot z zaakceptowaniem ich smaku i wprowadzeniem do codziennej diety. A wszyscy wiemy, jak ważnym elementem odżywiania są bogate w dobre bakterie, fermentowane pokarmy.
Temat kiszenia oraz mikrobiomu ludzkich jelit rozwinę w najbliższym czasie, a dziś chcę zostawić Wam przepis na coraz bardziej popularną i niezwykle smaczną koreańską kiszoną kapustę. 
Kimchi - bo o tym daniu mowa, to pikantna i wyrazista w smaku koreańska kiszonka, doprawiona sowicie czosnkiem, imbirem i papryczką chili. Ten ostatni składnik nie może być byle jaki, bowiem chodzi tutaj o szczególną paprykę, a mianowicie gochugaru. Można ją kupić w sklepach internetowych. Jest pikantna i ma swój niepowtarzalny aromat, zatem próżno zastępować ją czymś innym.



Proste Kimchi przepis na 1 spory słoik:
1 spora główka kapusty pekińskiej
2,8l wody
5 łyżek soli niejodowanej gruboziarnistej

3 łyżki papryki gochugaru
1 łyżeczka soli niejodowanej gruboziarnistej
2 łyżeczki drobno startego świeżego imbiru
3 ząbki czosnku obrane i starte na tarce

1/2 marchewki
pęczek cebulki dymki
1/2 małej białej rzodkwi (można zastąpić kalarepą lub zwykłą rzodkiewką)

Wodę zagotowuję, dodaję sól, mieszam do jej rozpuszczenia, wodę studzę do temperatury pokojowej.
Kapustę kroję na 4 części, następnie w średniej wielkości kawałki. Wrzucam do garnka, zalewam wodą z solą, dociskam talerzem obciążonym dodatkowo słoikiem z wodą. Zostawiam na 1-1,5 godziny.
Kapustę odcedzam i odciskam z wody. 
W miseczce mieszam sól, paprykę, imbir oraz czosnek. 
Marchewkę i białą rzodkiew obieram, myję i kroję najpierw na cienkie plastry, a później na paseczki. Dymkę płuczę, następnie kroję niezbyt drobno.
Do kapusty dodaję pokrojone warzywa oraz pastę z przypraw i wcieram ją dłońmi w kapustę, mieszając dokładnie wszystkie składniki.

Kapustę upycham w czystym, wyparzonym i wysuszonym słoju, dociskając dokładnie. Zakręcam i odstawiam na kuchenny blat na 48 godzin. Po kilku lub kilkunastu godzinach, gdy rozpocznie się fermentacja odkręcam słoik i pięścią ugniatam kapustę by sok, który zaczął powstawać wydostał się na powierzchnię i przykrył choć częściowo kapustę. Pamiętam też by co kilka godzin odkręcić słoik, aby wypuścić powstający w dużych ilościach gaz. Słoik z ukiszonym kimchi przechowuję w lodówce.

Większość przepisów zaleca dodanie kleiku ryżowego, czego ja nie zrobiłam. Są bowiem receptury, które uważają ten krok za opcjonalny.
Gotowe kimchi można przechowywać w lodówce naprawdę długo.



niedziela, 8 kwietnia 2018

Makaron ryżowy z tofu i pieczarkami


Są takie dni, kiedy obiad musi pojawić się na stole błyskawicznie. Wtedy sięgam zazwyczaj za produkty azjatyckie, które z natury stworzone są tak, by ich obróbka nie trwała zbyt długo. W takich daniach nie obowiązują sztywne zasady. Można dodać co się lubi, czy to co aktualnie znajduje się w lodówce. Potrawa nie musi składać się z niezliczonej ilości składników. Kilka produktów, w zupełności wystarczy by stworzyć pyszny i wartościowy posiłek.

Makaron ryżowy z tofu i pieczarkami (1 porcja):
180g tofu naturalnego
1 ząbek czosnku obrany i przeciśnięty przez praskę
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka oleju sezamowego
1/2 łyżeczki cukru lub 1 łyżeczka sosu teriyaki
100g makaronu ryżowego wstążki (można też użyć makaronu soba)
2 brązowe pieczarki
łyżeczka czarnego sezamu
1 łyżeczka oleju do smażenia 

przed podaniem:
1/2 łyżeczki octu ryżowego
1/2 łyżeczki oleju sezamowego
1 łyżeczka sosu sojowego

Tofu kroję w kostkę. W dużym słoiku mieszam czosnek, sos sojowy, sok z cytryny, olej sezamowy, cukier (lub sos teriyaki). Do marynaty wrzucam tofu i odstawiam na minimum 15 minut. Co jakiś czas warto potrząsnąć słojem, żeby wymieszać ponownie tofu z przyprawami.

Pieczarki płuczę, osuszam ściereczką i kroję na grube plastry.
Zagotowuję wodę na makaron, i gotuję go zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. 
Wody na azjatyckie makaronu nie solimy, ponieważ makaron zostanie doprawiony słonym sosem sojowym.

Patelnię skrapiam olejem rzepakowym, rozgrzewam i wrzucam na nią tofu wraz z pozostałą marynatą. Smażę ok.2-2,5 minuty z każdej strony. Tofu ma być złociste, ale nie przypalone.
Gdy odwracam tofu na drugą stronę, dorzucam plastry grzybów. Smażę na silnym ogniu przez dwie minuty obracając w połowie tego czasu.

Na koniec dodaję odcedzony makaron, mieszam, skrapiam octem ryżowym, sosem sojowym i olejem sezamowym i raz jeszcze mieszam. Nakładam do miseczki, posypuję sezamem i chwytam za pałeczki.


piątek, 6 kwietnia 2018

Wypasione wegańskie naleśniki


Jeśli szukacie najlepszych, najbardziej wypasionych i super słodkich wegańskich naleśników, to właśnie pora przestać szukać. 
Trafiliście na przepis niezawodny, smakowity i ...co tu dużo mówić...kaloryczny. 

Wegańskie naleśniki (6 naleśników):
1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki mąki gryczanej
1/3 szklanki mąki owianej
1,5 szklanki mleka migdałowego
1 łyżka cukru
szczypta soli
szczypta proszku do pieczenia
szczypta sody czyszczonej 
+1/2 szklanki wody gazowanej

Błyskawiczny dżem jagodowy:
280g mrożonych jagód
3 kopiaste łyżki cukru

Bita śmietana kokosowa:
puszka mleka kokosowego
3 łyżki cukru pudru

do dekoracji:
świeże jagody lub borówki amerykańskie oraz świeże maliny
wiórki kokosowe

Puszkę z mlekiem kokosowym należy dobę wcześniej włożyć do lodówki.

Do miski wlewam mleko migdałowe (ja użyłam domowego), dodaję mąki, cukier,  sól, proszek do pieczenia i sodę. Mieszam rózgą bardzo dokładnie, tak by nie zostały grudki. Odstawiam na 15 minut.

Do garnka wrzucam mrożone jagody, dodaję cukier i gotuję na sporym ogniu przez 10-15 minut, co jakiś czas mieszając. Gotowy, niezbyt gęsty dżem przelewam do słoika.

Tuż przed smażeniem dodaję do ciasta gazowaną wodę i dokładnie mieszam. Patelnię natłuszczam olejem (rzepakowym, słonecznikowym lub kokosowym) i dobrze nagrzewam. Płomień musi być dość duży. Kiedy już korci Was, żeby wlewać ciasto na patelnię to moment, żeby spojrzeć na zegarek i odmierzyć jeszcze minutę, żeby patelnia osiągnęła naprawdę dużą temperaturę.
Sukces podczas smażenia naleśników bez jajka to odpowiednie składniki, dobra konsystencja i mocno nagrzana patelnia. 
Na środek nagrzanej patelni wlewam porcję ciasta i rozprowadzam po całej patelni, przechylając ją na różne strony. To ciasto jest gęstsze niż zwykłe, spływa trochę gorzej, należy być cierpliwym. Następnie smażymy je na silnym ogniu nieco dłużej niż zwykłe naleśniki. Po 1-2 minutach można poruszyć patelnią i sprawdzić czy naleśnik jest jeszcze przylepiony do dna, czy już luźno przemieszcza się po jej powierzchni. Jeśli jest luźny, delikatnie, ale zdecydowanym ruchem, przewracam go na drugą stronę. Smażę kolejne 1-2 minuty. Zdejmuję, natłuszczam patelnię i nalewam kolejną porcję ciasta. Smażę jak wcześniej. Podczas gdy naleśnik się smaży na ten usmażony nakładam porcję dżemu i zwijam. Postępuję tak ze wszystkimi usmażonymi naleśnikami.

Otwieram puszkę z mlekiem kokosowym i łyżką wybieram tłuszcz kokosowy, który w lodówce przybrał formę bardzo gęstej pasty. Dodaję cukier puder i ubijam mikserem przez ok. 1 minutę.

Naleśniki nakładam na talerze, dodaję bitą śmietanę kokosową, posypuję wiórkami kokosowymi i świeżymi owocami.





środa, 4 kwietnia 2018

Pappardelle z cytrynową cukinią i pesto pietruszkowo-orzechowym


 Podczas świąt strasznie brakowało mi codziennej aktywności. Nie lubię obżarstwa i bezczynności. Święta, po prostu mnie męczą. Dla niektórych to wypoczynek, dla mnie trudny czas, kiedy trzeba na siłę zwolnić. Ja lubię zwalniać wtedy, gdy podpowiada mi to moje ciało, a niestety rzadko zbiega się to z powszechnie ustalonymi wolnymi dniami. Te zazwyczaj przypadają wtedy, gdy jestem najbardziej rozpędzona. Jeśli jednak nie ma się na coś wpływu, należy to zaakceptować.

Święta już za nami, a ja szczęśliwie nie rozleniwiłam się zbytnio. 

Od kilku dni staram się ogarnąć kurs na prawo jazdy, a wybrana przeze mnie szkoła, okazała się mieć już komplet na nadchodzący kurs. Jest jeszcze nadzieja, że ktoś zrezygnuje, zatem czekam cierpliwie na telefon. Jeśli jednak wszyscy potwierdzą swoją obecność przyjdzie mi czekać do maja. Nie zrażam się jednak, bo bardzo zależy mi na tej konkretnej szkole. 
Prawo jazdy to jeden z ważniejszych celów w tym roku, ale nie jedyny. 
Co do pozostałych, to na razie niech pozostaną moją słodką tajemnicą.

Zostawiam dziś dla Was fantastyczny przepis na proste danie z makaronem. 
Bardzo zdrowe, bardzo smaczne i wegańskie.

Makaron z pesto pietruszkowo - orzechowym i cytrynową cukinią:
 1 średnia cukinia
200g makaronu pappardelle lub tagliatelle
 skórka otarta z jednej cytryny
4 łyżki soku z cytryny
3 niezbyt duże ząbki czosnku
2 łyżki oleju rzepakowego lub słonecznikowego
pesto:
pęczek natki pietruszki
100g łuskanych orzechów włoskich
1 niezbyt duży ząbek czosnku
sól
wrzątek (wstępnie 4-5 łyżek)

Cytrynę wyszorowałam starannie pod bieżącą wodą gąbką z kropelką płynu do naczyń, następnie starannie opłukałam i zalałam w miseczce wrzątkiem. Moczyłam minutę. 
Po wyjęciu otarłam żółtą skórkę na tarce o drobnych oczkach.
Cukinię umyłam, przekroiłam na pół. Połowę pokroiłam w plasterki, a drugą pocięłam przy użyciu obieraczki julienne. Jeśli takiej nie posiadacie, możecie pokroić część cukinii zwykłą obieraczką na długie i cienkie plastry. 3 nieduże ząbki czosnku obrałam i przecisnęłam przez praskę. Do czosnku dodałam 2 łyżki oleju, sok z cytryny oraz skórkę cytrynową.Wszystko wymieszałam razem z cukinią i odstawiłam na 15 minut.

Do pojemnika blendera wrzuciłam pocięty na kilka części, umyty wcześniej pęczek pietruszki, dodałam orzechy, obrany czosnek oraz wrzątek i zmiksowałam na pastę. Gotową pastę doprawiłam solą. 
Makaron ugotowałam al dente w osolonej wodzie według wskazówek na opakowaniu. Podczas gdy makaron się gotował, na skropioną olejem patelnię wrzuciłam marynowaną cukinię i podsmażałam przez 3-4 minuty, aż stała się miękka, a miejscami mocno przysmażona.

Ugotowany makaron odcedziłam zachowując nieco wody z jego gotowania. Do dużej miski przełożyłam makaron oraz pastę, dodałam kilka łyżek wody z gotowania makaronu i starannie wymieszałam. Na koniec dodałam cukinię, a po nałożeniu na talerze posypałam odrobiną różowego pieprzu. 
Jeśli nie macie różowego, może być również grubo mielony pieprz czarny.