niedziela, 30 grudnia 2018

Wegańskie chaczapuri


Chaczapuri w wersji wegańskiej wbrew pozorom, nie jest wcale trudne do zrobienia. Oczywiście możecie zrobić go również w wersji tradycyjnej. Ja jadłam obydwie opcje i każda z nich jest równie pyszna.


Chaczapuri (4 placki):
Ciasto:
250g mąki pszennej
3/4 łyżeczki soli
1/2 szklanki letniej wody
12g świeżych drożdży
1/3 łyżeczki cukru
2 łyżki jogurtu naturalnego kokosowego (w wersji tradycyjnej zwykłego jogurtu naturalnego)
1 łyżka oliwy z oliwek

Mąkę wsypałam do miski i dodałam sól. W letniej wodzie rozpuściłam cukier oraz drożdże i odstawiłam na 5 minut, by drożdże się rozbudziły.

Do mąki wlałam rozbudzone drożdże, dodałam jogurt, łyżkę oliwy z oliwek i zagniotłam ciasto. Wyrabiałam je przez ok. 3 minuty, następnie włożyłam do miski, przykryłam wilgotną ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na 30 minut.

Nadzienie:
Wegański ser z nerkowców może być kupiony, może być zrobiony samodzielnie → klik
Jeśli nie zależy wam na wegańskiej wersji możecie użyć tradycyjnego sera np. sera korycińskiego, bryndzy, mozzarelli czy cheddara.

Do podania:
jogurt naturalny kokosowy  (może być tradycyjny jogurt naturalny) doprawiony przeciśniętymi przez praskę 2 ząbkami czosnku, pieprzem i solą
posiekana natka pietruszki
posiekane orzechy włoskie

Ciasto podzieliłam na 4 części, każdą rozwałkowałam na placek o średnicy 14-15 cm, następnie na środek nakładałam łyżkę pokruszonego sera korycińskiego lub łyżeczkę serka z nerkowców. zamykałam zakładając brzegi ciasta na ser, zlepiałam starannie i na podsypanym blacie wałkowałam raz jeszcze z serem w środku. Wegańskie chaczapuri, należy wałkować w jedną stronę, jak ciasto francuskie, dzięki czemu unikniemy wyciśnięcia serka z ciasta. 
Patelnię nasmarowałam olejem, następnie rozgrzałam mocno i smażyłam placki po ok. 2 minuty z każdej strony. 
Podałam gorące z jogurtem czosnkowym, posiekaną pietruszką oraz orzechami włoskimi.

Zrobiłam dwie wersje. Wegańską i tradycyjną. Każda z nich była pyszna. 


czwartek, 20 grudnia 2018

Wegański makowiec zawijany



Może ten mój makowiec nie wygląda jak z cukierni. Może jest krzywy i słabo udekorowany. Jednak ma jeden niepodważalny walor. Jest pyszny!

Makowiec zawijany (wegański):
Ciasto drożdżowe:
300g mąki pszennej
10g drożdży świeżych
100g mleka sojowego
50g wody
1 łyżeczka cukru
30 g cukru
szczypta soli
1 łyżka oleju kokosowego lub rzepakowego

Nadzienie:
3/4 porcji masy makowej z tego przepisu klik
bakalie lub 1/2 porcji wiśni z tego przepisu → klik

Polewa:
Sok z 1/2 pomarańczy
2-3 łyżki cukru pudru
kandyzowana skórka pomarańczowa

Mąkę wsypuję do miski, dodaję szczyptę soli oraz 30g cukru. Mleko sojowe wraz z wodą podgrzewam tak, by płyn był letni. Dodaję łyżeczkę cukru oraz drożdże, mieszam i zostawiam na 5 minut w cieple. Do mąki z cukrem wlewam rozczyn drożdży i mleka z wodą i zagniatam ciasto. Do zagniecionej kulki ciasta dodaję rozpuszczony i ostudzony olej kokosowy (może być po prostu olej rzepakowy) i wyrabiam ciasto przez 2-3 minuty. Przekładam je do miski, przykrywam czystą, zwilżoną ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 75 minut. 

Masa makowa do makowca powinna być przynajmniej w temperaturze pokojowej. Jeśli więc wyjmujecie wcześniej przygotowaną masę z lodówki, podgrzejcie ją z dodatkiem łyżki wody w garnku, tak by była letnia. Moja podstawowa masa makowa, której używaliśmy do drożdżówek nie zawiera żadnych dodatkowych składników. W przypadku makowca, dobrze by była wzbogacona o bakalie. Wyjmuję ją więc z lodówki, wrzucam na patelnię, dodaję łyżkę lub dwie wody, namoczone rodzynki, skórkę pomarańczową i zagotowuję raz jeszcze. Tak w szybki sposób możecie podrasować podstawową masę makową z poprzedniego przepisu.
Można również wykorzystać podstawową masę makową i przesmażone z cukrem wiśnie, jak w przepisie na drożdżówki. Wtedy jak w przypadku drożdżówek, usmażone wiśnie odsączamy z syropu i dodajemy w tym przypadku do masy makowej.

Wyrośnięte ciasto rozwałkować na prostokąt o bokach mierzących ok. 38/20cm. Na blasze wykładam arkusz papieru do pieczenia.
Układam ciasto na arkuszu papieru dopieczenia dłuższym bokiem do siebie. 
Letnią masę makową rozprowadzam na całej powierzchni, zostawiając dłuższy brzeg po przeciwnej stronie wolny, na szerokości ok. 2cm. Zawijam makowiec od siebie dosyć ściśle. Na koniec brzeg bez maku zlepiam delikatnie ze zwiniętą częścią rolady tak by zamknąć roladę. Podwijam krawędzie z boku, by tam również zamknąć całość. Zawijam w papier i delikatnie obracam zlepieniem w dół. Zawiniętą w papier roladę ostrożnie przenoszę na blachę wyłożoną papierem i zostawiam jeszcze na chwilę do wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 190 stopni C. Wstawiam przygotowany makowiec i piekę 30-35 minut. Wyjmuję, przekładam na deskę i rozcinam papier od góry. Pozostawiam do przestudzenia. Jeszcze ciepłe ciasto polewam lukrem przygotowanym z soku pomarańczowego i cukru pudru oraz posypuję skórką pomarańczową.


sobota, 15 grudnia 2018

Wegańskie drożdżówki z makiem i wiśniami


Święta nieodłącznie kojarzą mi się z makiem. Uwielbiam makowe wypieki, a najchętniej takie, w których wykorzystuje się ciasto drożdżowe. Wiadomo jednak, że słodkie ciasto drożdżowe do wypieku bułeczek, powinno być maślane i z dodatkiem mleka. 
Pokusiłam się więc o przygotowanie wegańskiej wersji z olejem kokosowym oraz mlekiem sojowym. Do środka drożdżówek powędrował ugotowany mak oraz usmażone z cukrem wiśnie. Na wierzch oczywiście lukier, tym razem wiśniowo-cynamonowy. 
Ten wypiek jest świetny nie tylko dla wegan, ale również dla osób, które muszą z przyczyn zdrowotnych unikać nabiału.

Drożdżówki z makiem i wiśniami:
Ciasto:
500g mąki pszennej typ 500
150g mleka sojowego
20g świeżych drożdży
3 łyżki cukru  + 1 do rozrobienia drożdży
ok. 100g letniej wody
2 łyżki oleju kokosowego (można zamienić na rzepakowy)
spora szczypta soli

Nadzienie makowe:
200g zmielonego maku
2 szklanki wrzątku
1 szklanka ciepłego mleka sojowego
50g cukru
1 laska wanilii

Wiśnie:
200g wiśni mrożonych
100g cukru trzcinowego

dodatkowo :
cukier puder do lukru 
cynamon do lukru
2 łyżki płatków migdałowych uprażonych krótko na suchej patelni, wystudzonych i posiekanych

Ciasto:
Mąkę przesiałam do miski, dodałam sól oraz cukier. Olej kokosowy rozpuściłam w garnku. Mleko sojowe podgrzałam tak by było letnie, dodałam łyżeczkę cukru, drożdże i rozmieszałam. Pozostawiłam na 7 minut.
Wlałam rozczyn do mąki z cukrem i solą, dodałam wodę, wymieszałam łyżką,  następnie zagniotłam ciasto, dodałam olej kokosowy i zaczęłam wyrabiać. Wyrabiałam je przez 2-3 minuty, następnie odłożyłam do miski, przykryłam czystą, wilgotną ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na 75 minut.

Mak:
Laskę wanilii rozcięłam wzdłuż na pół ostry, nożem. Wybrałam czubkiem noża nasiona.
Mak wyspałam do garnka, zalałam wrzątkiem, dodałam nasiona wyskrobane z wnętrza laski wanilii oraz opróżniony z nich strączek  i gotowałam na wolnym ogniu przez 15 minut. Dolałam ciepłego mleka sojowego i gotowałam kolejne 15 minut. Podczas całego procesu gotowania, należy pamiętać o regularnym mieszaniu maku, by się nie przypalił.
Na koniec dodałam cukier i gotowałam jeszcze ok. 10 minut. Ugotowana masa powinna być bardzo gęsta, ale nie całkiem sucha. Dzielimy ją na dwie części. Jedną połowę wlewamy do słoika i zakręcamy, drugą do miseczki. Obie chłodzimy. Tę w słoiku wstawiamy do lodówki. Można ją wykorzystać w ciągu tygodnia. 

Wiśnie:
Wiśnie wrzuciłam na patelnię, dodałam cukier i smażyłam co jakiś czas mieszając przez 8-10 minut.  Usmażone owoce wlałam wraz z sokiem na sitko, odcedzając sok do miseczki. Powstanie z niego lukier.

Ciasto podzieliłam na dwie części, każdą rozwałkowałam na prostokąt o bokach 30/20 cm.

Pierwszy prostokąt ustawiłam dłuższym bokiem ze swojej strony. Na niemal całej powierzchni rozsmarowałam połowę  pozostawionej w misce masy makowej, zostawiając 1 cm margines na dłuższym boku od swojej strony  oraz 2,5 cm margines na przeciwnym dłuższym boku. Na maku rozłożyłam połowę wiśni. Zwinęłam ostrożnie w dość ścisłą roladę, poczynając od bliższego mi boku. Przeniosłam ostrożnie na deskę do krojenia i ostrym nożem pocięłam na plastry o grubości 1-1,5 cm. Plastry brała delikatnie w dłonie i układałam przeciętą powierzchnią do góry, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, zachowując spore odstępy między nimi. Każdą drożdżówkę spłaszczałam nieco otwartą dłonią. Z drugą porcją ciasta postąpiłam identycznie. Pozostawiłam ciastka w ciepłym miejscu na 45 minut do wyrastania. 

Piekarnik rozgrzałam do  200 stopni C, wstawiałam blachę do pieca i piekłam po 8-12 minut każdą partię. 

Sok z wiśni doprawiłam 1/5 łyżeczki cynamonu, dodałam  1 łyżkę wody oraz 2 łyżki cukru pudru i dobrze wymieszałam. Lukrem dekorowałam jeszcze ciepłe drożdżówki, następnie posypując je posiekanymi płatkami migdałów.


środa, 12 grudnia 2018

Wegańskie pulpety grzybowe z sosem tymiankowym


  

Pewnie są wśród Was osoby, które albo nie jedzą mięsa, albo też w święta będą w swoim domu podejmować gości, którzy są wegetarianami bądź weganami.
Większość pewnie głowi się nad menu, bo chcielibyście podać coś eleganckiego, odświętnego, pysznego i kojarzącego się wyraźnie ze świętami.
Jeśli już próbowaliście moich wegańskich propozycji na grzeszne jedzenie, to wiecie że daję radę ogarnąć temat.
Naprawdę długo myślałam nad tym świątecznym przepisem, bo chciałam żeby można było z dumą podać go nawet babci, która w święta przyzwyczajona jest do jadania np. pieczonej kaczki. Chciałam uzyskać prawdziwy, domowy, świąteczny posiłek. Myślę, że zadanie zostało wykonane wzorowo.
Grzybowe pulpety, a do tego koniecznie gęsty i aromatyczny sos tymiankowy z białym winem oraz puree ziemniaczane. Jestem naprawdę dumna z tego przepisu.

To co ważne, to moment przygotowania masy na pulpety. Należy ją zrobić dzień wcześniej. Powinna leżeć przez noc w lodówce, by stężeć. Pamiętajcie, że nie ma tu jajka, a grzyby są dość wilgotne. Uprzedzam pytanie i tak, nie trzeba kupować mąki owsianej jeśli macie możliwość zmielenia płatków na pył, np, w młynku do kawy. Jednak dodatek osianej mąki jest konieczny, by uzyskać pożądaną konsystencję pulpetów i zapobiec ich rozpadaniu się podczas smażenia lub pieczenia. Po uformowaniu nie pomijajcie, ani nie skracajcie czasu chłodzenia w zamrażalniku (20 minut). To bardzo ważny dla zachowania kształtu pulpetów etap.

To co ważne pulpety są nie tylko wegańskie, ale też bezglutenowe. Jeśli chcecie je podać dzieciom, zrezygnujcie z grzybów suszonych. Dzieci do 11 roku życia, nie powinny w zasadzie jadać grzybów. Od święta mogą zjeść ewentualnie pieczarki. Jeśli zrezygnujecie z grzybów suszonych, niestety pulpety stracą swój elegancki charakter i będą już tylko pulpetami pieczarkowymi, które można zjeść np. z makaronem i sosem pomidorowym ;-)


Jeśli gotujecie większą ilość grzybów to mała podpowiedź. 7g to mniej więcej 2 spore kapelusze podgrzybka. Trochę mało, żeby odpalać kuchenkę. Ale przed świętami gotujecie pewnie więcej grzybów. Wtedy wystarczy wyjąć po 45 minutach dwa kapelusze z garnka z gotującymi się grzybami. odlać 3/4 szklanki wywaru grzybowego i w osobnym garnku dogotować te dwa grzybki z kaszą. 

Pulpety grzybowe - 6 sporych pulpetów:
7g suszonych podgrzybków lub borowików
35g suchej kaszy jaglanej
spora szczypta soli do gotowania kaszy jaglanej
spora szczypta lubczyku suszonego
1/3 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1/3 łyżeczki pasty miso
1 łyżka sosu sojowego do pieczarek
1/2 małej cebuli
1 łyżeczka oleju rzepakowego
4 łyżeczki mąki owsianej
450g brązowych pieczarek
1/4 łyżeczki soli


Grzyby suszone zalałam wrzątkiem i moczyłam dwie godziny, ale najlepiej namoczyć je dzień wcześniej. Wlałam ostrożnie grzyby z wodą z moczenia do garnka, zostawiając paprochy które zebrały się na dnie. Można też przełożyć grzyby do garnka, a następnie całą wodę z moczenia przelać do garnka przez złożoną gazę.
Dodać jeszcze wody, doprowadzić do wrzenia i gotować 60 minut przy uchylonej pokrywce.

Na 15-17 minut przed końcem gotowania dodać do grzybów opłukaną kilkukrotnie kaszę jaglaną i gotować wszystko razem pod przykryciem. Jeśli jest zbyt dużo płynu, należy na kilka minut przed końcem gotowania odkryć całkiem garnek i gotować co jakiś czas mieszając tak by płyn całkiem odparował. Kaszę i grzyby zostawiam do ostudzenia w odkrytym garnku. Gdy wrzucam kaszę oceniam oczywiście wstępnie ilość płynu, którego w przypadku kaszy jaglanej powinno być mniej więcej 2-2,5 raza tyle co kaszy.

Pieczarki oczyściłam, pokroiłam w duże kawałki. Cebulę obrałam i pokroiłamw duże kawałki. Na oleju podsmażyłam cebulę do czasu, gdy zaczęła robić się złocista. Dodałam pieczarki, sos sojowy i szczyptę soli. Podsmażałam do czasu gdy puściły nieco wody, następnie całkiem odparowałam co jakiś czas mieszając. Pozostawiłam do całkowitego ostudzenia. Zmieliłam wszystkie składniki (ugotowane grzyby, kaszę oraz pieczarki z cebulą) w maszynce do mielenia mięsa, dodałam sól, pastę miso, pieprz, lubczyk oraz mąkę owsianą. Dobrze wymieszałam, przykryłam i wstawiłam do lodówki na noc.


Z masy uformowałam pulpety. Na desce do krojenia położyłam papier do pieczenia, ułożyłam w ostępach pulpety i wstawiłam je na 20 minut do zamrażalnika. Piekarnik rozgrzałam do temperatury 200 stopni C (grzanie góra-dół bez termoobiegu). Wyjęłam pulpety z zamrażalnika, przełożyłam z papierem do naczynia żaroodpornego, skropiłam olejem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam przez ok. 30 minut, a w połowie pieczenia, delikatnie obróciłam pulpety na drugą stronę i włączyłam dodatkowo termoobieg.

Podałam gorące z puree ziemniaczanym, sosem tymiankowym i świeżym tymiankiem.

Sos tymiankowy - 2-4 porcje:
3,5 szklanki domowego bulionu warzywnego
1 łyżka oleju rzepakowego
2 szalotki lub 1/2 średniej cebuli
2 ząbki czosnku
4 łyżki białego wina
2 łyżeczki mąki pszennej
6 gałązek świeżego tymianku
2/5 łyżeczki białego pieprzu mielonego
2 spore szczypty soli 

Cebulę i czosnek obrałam i drobno posiekałam. Na oleju podsmażałam cebulę przez ok.2 minuty. Następnie dodałam czosnek i podsmażałam jeszcze chwilę, wlałam wino i zamieszałam. Dodałam bulion, tymianek oraz sól i gotowałam 15 minut na wolnym ogniu. Wyjęłam gałązki tymianku i zmiksowałam blenderem. Aby zagęścić sos oprószałam go kilkukrotnie mąką (użyłam 2 łyżeczek mąki) i mieszałam w tym samym czasie energicznie rózgą, aby nie powstały grudki. Doprawiłam pieprzem  i gotowałam jeszcze 5 minut. Jeśli sos ma być bezglutenowy, można użyć do jego zagęszczenia mąki ryżowej.

Puree ziemniaczane (wegańskie) - 2 porcje:
500g ugotowanych ziemniaków
1/2 szklanki mleka sojowego
1 łyżka oleju rzepakowego
spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
sól

Ziemniaki obrać, opłukać, pokroić na duże kawałki i ugotować do miękkości w osolonej wodzie. Odcedzić starannie i pozostawić chwilę by odparowały. Mleko sojowe nieco dodać do ugotowanych ziemniaków, dolać olej, oprószyć gałką muszkatołową i ugnieść starannie tłuczkiem do ziemniaków na gładkie puree.


Oczywiście podczas świątecznego obiadu, nie może zabraknąć jakiegoś odświętnego dodatku warzywnego. Możecie postawić na brukselkę, pieczone buraki, albo duszoną czerwoną kapustę. Klasyczna kapusta z grzybami, również będzie idealnie pasowała.

niedziela, 9 grudnia 2018

Wegański bigos


Dobry bigos to ideał na sylwestrową imprezę oraz pierwszy dzień nowego roku. 
Niektórzy mogą się oburzyć, bo przecież jak bigos, to tylko z mięsem. Jeśli jednak prześledzicie historię bigosu, tak jak zrobiłam to kiedyś ja, to znajdziecie najwcześniejsze przepisy, w których nie dość że nie ma kapusty, to bywa że głównym składnikiem jest ryba. 
U mnie głównym składnikiem są boczniaki, które odpowiednio doprawione i posiekane doskonale udają mięso, a może nawet są od niego smaczniejsze. 

Wegański bigos:

500g boczniaków
1 kopiasta łyżeczka pasty miso (miso shiro)
1 łyżeczka czosnku granulowanego
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
2 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
2 łyżki oleju + 1 łyżka do smażenia
5 łyżek dobrego jasnego sosu sojowego
2 szalotki lub 1 mała cebula

10g suszonych podgrzybków lub borowików
300g kiszonej kapusty
400g poszatkowanej białej kapusty
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
10 ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka dobrych powideł śliwkowych

W dużej misce mieszam pastę miso, sos sojowy, wędzoną paprykę, czosnek granulowany, pieprz mielony i 2 łyżki oleju. Do marynaty wrzucam boczniaki i rękoma mieszam bardzo dokładnie, wcierając przyprawy w grzyby. Odstawiam na minimum godzinę.
Cebulę lub szalotki obieram i kroję drobno.
Suszone grzyby zalewam wrzątkiem i namaczam przez godzinę, następnie przelewam do garnka wraz z wodą w której się moczyły, zostawiając odrobinę na dnie, gdyż znajdują się tam drobinki piasku itp.
Do grzybów dolewam szklankę wody, zagotowuję i gotuję pod przykryciem przez godzinę. Odcedzm zachowując wodę z gotowania. Grzyby kroję na kawałki.

Kapustę kiszoną kroję, wrzucam do garnka, zalewam szklanką wody, przykrywam i zagotowuję. Gdy woda zaczyna wrzeć odlewam ją, płuczę kapustę raz jeszcze zimną wodą, dolewam szklankę czystej zimnej wody oraz wywar z gotowania grzybów. Dorzucam liście laurowe, ziarna pieprzu i ziela angielskiego. Gotuję pod przykryciem przez 40 minut. Białą kapustę szatkuję, wrzucam do drugiego garnka, zalewam szklanką wody, doprawiam 1/2 łyżeczki soli i przy uchylonej pokrywce zagotowuję. Gotuję do miękkości ok.20-25 minut. Ugotowaną białą kapustę dorzucam do ugotowanej kiszonej kapusty, dodaję też ugotowane suszone grzyby.
Na dużej patelni rozgrzewam łyżkę oleju, wrzucam zamarynowane boczniaki oraz cebulę i smażę na silnym ogniu przez 7-8 minut co jakiś czas mieszając. Usmażone boczniaki przekładam na talerz, a gdy ostygną siekam ostrym nożem niezbyt drobno. Dorzucam do garnka z kapustami, dodaję powidła śliwkowe i mieszam starannie. Zagotowuję wszystko razem i przy uchylonej pokrywce gotuję jeszcze 15 minut, co jakiś czas mieszając. Wyłączam, przekładam do słoików, zakręcam i zostawiam do ostudzenia. Schładzam w lodówce, a następnego dnia przekładam znów do garnka, podgrzewam, zagotowuję i gotuję ok 15-20 minut. Wtedy też bigos jest gotów do jedzenia.


środa, 5 grudnia 2018

Sałatka z pieczonych buraków z pomarańczą


 Dla mnie już w zasadzie nastała zima, zatem od jakiegoś czasu sięgam po typowe dla tej pory roku warzywa i owoce. Pieczone buraki to zdecydowanie jedna z najlepszych opcji na bazę do zimowej sałatki. Jeśli jak ja jesteście fanami buraków, to upieczcie ich więcej za jednym razem. Można je przechowywać kilka dni w lodówce i w dowolnym momencie zrobić sobie z nich coś pysznego.

Dziś przepis na prostą sałatkę, która smakowała nawet mojej córce.

Sałatka z pieczonego buraka z pomarańczą - składniki na 2 porcje:
2 buraki upieczone w piekarniku
1 pomarańcza
1 awokado
odrobina ulubionej sałaty np. 2 liście radicchio lub sałaty rzymskiej, garść roszponki lub rukoli, ewentualnie garść mieszanych sałat
garść listków świeżej kolendry
1 łyżka oleju słonecznikowego
2 łyżki soku z pomarańczy
sól do smaku
sok z cytryny do skropienia awokado

Małe buraki myję, osuszam, każdą sztukę owijam folią aluminiową i układam na kratce, w piekarniku. Kratka powinna być ustawiona na środkowym poziomie. Włączam piekarnik, ustawiam temperaturę 200 stopni C i piekę od momentu włączenia przez 60 minut. Wyłączam i zostawiam jeszcze na 10 minut w stygnącym piekarniku. Wyjmuję i zostawiam do ostudzenia.

Dwa buraki obieram ze skórki i kroję na duże kawałki. Pomarańczę myję starannie, obieram ze skóry i kroję na pół wzdłuż, tak jak przebiega szypułka, następnie każdą część kroję na pół plastry.  Najwygodniej używa się noża do chleba. 
Listki kolendry wrzucam do miseczki z lodowatą wodą.

Dojrzałe awokado myję, przekrawam na pół, wyjmuję pestkę, obieram ze skóry. Kroję na kawałki, następnie obficie skrapiam sokiem z cytryny i oprószam solą.
Sałatę myję i osuszam.

Na talerzach rozkładam sałatę, dodaję buraki, oprószam odrobiną soli, dodaję pomarańczę oraz awokado. 
W słoiczku mieszam sok z pomarańczy z oliwą. Można dodać 1/4 łyżeczki miodu lub szczyptę cukru trzcinowego oraz szczyptę pieprzu.
Sosem polewam sałatkę, następnie wyjmuję kolendrę z zimnej wody. odsączam delikatnie na ściereczce i posypuję nią sałatkę.

środa, 28 listopada 2018

Sałatka z pieczonym topinamburem


Topinambur. Brzmi trochę jak Rumburak, topór, rumor i brambor. Myślałam sobie, o co tyle hałasu? Wszyscy tylko topinambur i topinambur. Tu jednak nie ma co za dużo myśleć, tylko trzeba działać. Oskrobać trochę bulw, wrzucić do pieca, poczekać i zjeść.
 Najlepiej jeszcze letnie. 
Najfajniej z dużą ilością natki pietruszki, skórki cytrynowej i włoskimi orzechami. 
Koniecznie z sosem z oliwy i soku cytrynowego z odrobiną czosnku i miodu (syropu z agawy). 
Optymalnie z ulubioną sałatą. 
Zaleca się jeść bez zbędnego wahania i zastanawiania nad podobieństwem smakowym do innych produktów. 
Bo to nie ziemniak.
To nie karczoch. 
To jest po prostu topinambur.

Sałatka z pieczonym topinamburem - 2 porcje:
450g topinamburu
4-5 liści sałaty radicchio lub 3 garście mieszanych sałat
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
skórka otarta z 1 cytryny
1,5-2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki soku z cytryny
3/4 łyżeczki miodu lub w wersji wegańskiej syropu z agawy
1 mały ząbek czosnku
2 spore szczypty soli
spora szczypta mielonego czarnego pieprzu

Topinambur obrałam ze skórki, można nawet powiedzieć że oskrobałam, ponieważ jego skórka jest bardzo cienka. Umyłam, wrzuciłam do naczynia żaroodpornego wyłożonego papierem do pieczenia. Skropiłam odrobiną oliwy z oliwek, przykryłam wystającymi brzegami papieru i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni C. Piekłam 25 minut. Moje bulwy były bardzo małe, na zdjęciu możecie zobaczyć jakiej były wielkości. Piekłam je w całości. Jeśli jednak kupicie większe bulwy, po obraniu potnijcie je odpowiednio na 2 lub 4 części, w zależności od wielkości.
Topinambur po upieczeniu ma być miękki.

Sałatę umyłam i osuszyłam. Liście porwałam na mniejsze kawałki. Ja użyła radicchio, która może być dość gorzka. Tak było w moim przypadku. Jeśli nie przepadacie za gorzkimi sałatami, pomieszajcie ją z sałatą rzymską, albo użyjcie samej sałaty rzymskiej. 

Do słoiczka wlałam oliwę, miód, sok cytrynowy. Dodałam posiekany ząbek czosnku, sól oraz pieprz. Zakręciłam słoik i energicznie potrząsając, wymieszałam dokładnie sos.

Na talerzach rozłożyłam sałatę, posypałam posiekaną natką pietruszki, skórką cytrynową, ułożyłam upieczony topinambur i posypałam orzechami włoskimi. Całość polałam sosem.

wtorek, 27 listopada 2018

Brukselka z grzybowym bekonem


Brukselka to jedno z moich ulubionych zimowych warzyw, zresztą nie tylko ja za nią szaleję. Moja córka może jeść brukselkę codziennie i najchętniej jada ją w najprostszej wersji, czyli z masłem i bułką tartą. Niektórzy twierdzą, że brukselka jest gorzka, ale prawdę mówiąc tylko raz trafiłam na totalnie gorzką, której nie dało się zjeść. Było to pod koniec sezonu i była miejscami żółtawa, co powinno skłonić mnie do zastanowienia jeszcze przed jej zakupem. Jeśli jednak kupicie świeżą brukselkę o pięknych, zdrowych, zielonych listkach, możecie być pewni, że goryczy nie będzie, a jeśli nawet się zdarzy, to będzie ledwie wyczuwalna.
Są podobno różne metody na poprawę smaku brukselki. Jedni zalecają przemrozić, albo kupować ją po pierwszych przymrozkach. Niektórzy każą dodawać cukru do gotowania. Ja gotuję w osolonej wodzie, a później kombinuję z dodatkami.
Jednym z popularnych dodatków do brukselki jest boczek wędzony. Jeśli staracie się unikać mięsa, to wbrew pozorom nie musicie całkiem rezygnować z tego połączenia. Jest bowiem wegański grzybowy "bekon", który idealnie zastąpi ten prawdziwy.

Brukselka z grzybowym bekonem:
300g brukselki
50g boczniaków
1 łyżka sosu sojowego
1/4 łyżeczki wędzonej papryki w proszku
1/4 łyżeczki czosnku granulowanego
1,5 łyżki oleju rzepakowego
1/4 małej czerwonej cebuli drobno posiekanej
1 łyżka posiekanych orzechów włoskich
sól, pieprz
opcjonalnie odrobina świeżego tymianku do posypania

W garnku zagotowałam osoloną wodę. Brukselkę umyłam, wrzuciłam na wrzątek i gotowałam 12 minut. Czasami gotowanie trwa krócej, czasami nieco dłużej. Po 8 minutach warto wyjąć jedną brukselkę i sprawdzić. Ugotowane brukselki odcedziłam, przelałam zimną wodą i każdą przekroiłam na pół.
W miseczce wymieszałam sos sojowy, paprykę wędzoną, szczyptę pieprzu, czosnek granulowany i 1 łyżkę oleju. Do miseczki z marynatą włożyłam grzyby i natarłam je solidnie przyprawami. Odstawiłam na 15 minut. Rozgrzałam na patelni 1/2 łyżki oleju, ułożyłam na niej grzyby, wlałam resztkę marynaty i smażyłam na złoto, po ok. 1 minucie z każdej strony. Zdjęłam z patelni aby się ostudziły, następnie pokroiłam drobno w kostkę. Na patelni z pozostałościami marynaty podsmażyłam kilka sekund cebulę, następnie dodałam posiekane grzyby i podsmażałam razem ok 30 sekund. Dodałam pokrojone, ugotowane brukselki i smażyłam kolejne 2 minuty, co jakiś czas mieszając.
Gotową brukselkę przed podaniem posypałam posiekanymi orzechami włoskimi.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Bucatini z bułką tartą, pietruszką i suszonymi pomidorami


Nowa książka Jamiego Olivera "Jamie gotuje po włosku", na powrót wyzwoliła u mnie naturalne i swobodne gotowanie. Ostatnio wciąż obmyślałam przepisy, tworząc je w głowie od podstaw, z dbałością o to żeby wszystko w nich pasowało. Tworzenie wegańskich receptur, które pozwalają dla przykładu poczuć smak i konsystencję sera jest wyzwaniem i wymaga nieco zastanowienia, przed rozpoczęciem pracy. Bynajmniej nie chcę twierdzić, że to wybitnie trudne zajęcie, bo tak nie jest, ale miło jest czasem poczuć, że nie obowiązują żadne zasady.
Tak było z tym makaronem.
Przeczytałam najnowszą książkę Jamiego i natychmiast kilka przepisów zapragnęłam odtworzyć. Zrobiłam więc pizzę z winogronami i rozmarynem, a potem zaplanowałam makaron. Jednak nie jestem stworzona do tego, by wiernie trzymać się przepisu. 
Z oryginalnego został, więc tylko makaron i bułka tarta.
Wyszło niesamowicie smacznie, więc nie mogłam nie podzielić się tym przepisem.


Bucatini z bułką tartą, pietruszką i suszonymi pomidorami - 2 porcje:
1 łyżka masła
1 łyżka oliwy
3 łyżki bułki tartej (najlepiej domowej)
skórka z 1 cytryny
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
2 łyżki orzeszków pinii (mogą być obrane ze skórek i drobno posiekane migdały)
szczypta pieprzu
50g sera grana padano (może być parmezan)
1 łyżeczka oliwy
1/4 szklanki wody z gotowania makaronu
250g makaronu bucatini lub spaghetti
6-8 połówek suchych suszonych pomidorów


W garnku zagotowałam osoloną wodę na makaron.
Gdy woda się podgrzewała, przygotowałam pozostałe składniki.
Suche suszone pomidory są dość miękkie, więc pokroiłam je w kosteczkę. Można je wcześniej namoczyć przez 10 minut w odrobinie wrzątku, ale ja tego nie zrobiłam.
Orzeszki pinii podprażyłam na suchej patelni przez ok. 50 sekund po czym przestudziłam i posiekałam z grubsza.
Natkę pietruszki posiekałam niezbyt drobno. Ser starłam bardzo drobno.
Niewoskowaną cytrynę umyłam starannie i starłam z niej żółtą część skórki, na tarce o drobnych oczkach.
Na patelni rozgrzałam 1 łyżkę oliwy oraz 1 łyżeczkę masła, wrzuciłam bułkę tartą i podsmażałam przez 2 minuty, następnie dodałam pokrojone pomidory i podsmażałam jeszcze 1-2 minuty razem. Przesypałam do miseczki. 
Makaron wrzuciłam na wrzątek i ugotowałam zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Odcedzając zachowałam 1/4 szklanki wody z jego gotowania.
Na patelnię po smażeniu bułki tartej wlałam łyżeczkę oliwy z oliwek, rozgrzałam na średnim ogniu, dorzuciłam makaron, posypałam równomiernie startym serem i wlałam zachowaną wodę. Zwiększyłam nieco płomień i mieszałam chwilę do rozpuszczenia sera. Dodałam posiekane orzechy oraz natkę, szczyptę pieprzu i wymieszałam raz jeszcze. Wyłączyłam płomień, dodałam skórkę cytrynową, zamieszałam i natychmiast nałożyłam na talerze. Posypałam każdą porcję bułką tartą z suszonymi pomidorami i natychmiast podałam.

sobota, 17 listopada 2018

Gofry serowe ze smażonymi pomidorami



No dobra! 
Udowodniliście, że też lubicie gofry z wytrawnymi dodatkami. 
Tłumne odwiedziny wpisu z ostatnim przepisem na gofry, przekonały mnie do dalszych eksperymentów.
Dziś postawiłam na ulubiony ser mojej córki.
Paulina nie lubi sera. Od zawsze gardziła wszelkimi odmianami, a ja wciąż bez ustanku próbuję ją przekonać. Znalazł się wreszcie jeden gatunek, który jada chętnie i bez oporu.
To nasz rodzimy Bursztyn. Nie jest to żadna reklama, a jedynie dowód na to, że jeśli Wasze dzieci też deklarują awersję do sera, to jest jednak cień nadziei, że kiedyś jakiś ser im zasmakuje.
Zatem nie poddawajcie się i testujcie kolejne. 
Możliwe jednak, że jest tak, że wszyscy domownicy kochają ser. Wtedy z pewnością ucieszą się z tych gofrów.

Gofry - ok.10 sztuk:
250g mąki pszennej 
315g mleka
3 średnie jajka
90g masła
1 łyżeczka cukru
1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
spora szczypta soli
80-90 g startego sera bursztyn lub innego ulubionego twardego sera
1/4 - 1/3 pęczka dymki  drobno posiekanej

Dodatkowo: 
ok. 25 pomidorów koktajlowych
odrobina oleju rzepakowego
sól, pieprz czarny świeżo mielony
2 łyżki posiekanej natki pietruszki


Mąką wymieszałam z proszkiem do pieczenia. Masło rozpuściłam w rondelku i odstawiłam do ostudzenia. Jajka wybiłam rozdzielając białka od żółtek. Białka ubiłam ze szczyptą soli na niezbyt sztywną pianę. Używając rózgi rozmieszałam żółtka z mlekiem i cukrem, następnie dodałam ostudzone masło i dalej mieszając dodawałam stopniowo mąkę z proszkiem do pieczenia. Gdy wszystko dobrze się połączyło, wmieszałam do masy pianę z białek. Na koniec dodałam starty ser oraz posiekaną dymkę i bardzo delikatnie wymieszałam całość.
Rozgrzałam dobrze gofrownicę. Nakładałam porcje ciasta, ale nie tak by było go dużo. Trzeba pamiętać, że proszek do pieczenia spowoduje wyrastanie ciasta. 
Piekłam gofry przez 3-4 minuty na złoty kolor.

 Pomidory umyłam, osuszyłam, każdy przekroiłam na pół. Na patelni rozgrzałam odrobinę oleju, wrzuciłam na mocno rozgrzaną pomidory i smażyłam na mocnym ogniu przez 2-3 minuty, co jakiś czas mieszając. Mają być miękkie, a niektóre nawet przypieczone. Na koniec oprószyłam solą, pieprzem oraz pietruszką.
Gotowe gofry podałam z ciepłymi pomidorami.

czwartek, 15 listopada 2018

Gofry z jajkiem na miękko i pieczarkami


Wszyscy kochają gofry na słodko, a ja jak zwykle muszę iść pod prąd, bo zdecydowanie bardziej lubię gofry z wytrawnymi dodatkami. Nie żebym gardziła tymi na słodko, ale 9 na 10 razy kiedy robię gofry dla siebie, okazują się być bazą do stworzenia czegoś na kształt kanapki. Mój ulubiony zestaw do gofrów to grzyby i jajko. Robi się błyskawicznie, a prezentuje bardzo efektownie. 
No i ten smak. 
Jeśli macie ochotę na zestaw ze zdjęcia, to nie rezerwujcie całego popołudnia na gotowanie. Wystarczy Wam kilkanaście minut i to cudo wyląduje na Waszym talerzu. 
Przekonałam Was?

Gofry - ok.10 sztuk:
250g mąki pszennej 
315g mleka
3 średnie jajka
90g masła
1 łyżeczka cukru
1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
spora szczypta soli

Mąką wymieszałam z proszkiem do pieczenia. Masło rozpuściłam w rondelku i odstawiłam do ostudzenia. Jajka wybiłam rozdzielając białka od żółtek. Białka ubiłam ze szczyptą soli na niezbyt sztywną pianę. Używając rózgi rozmieszałam żółtka z mlekiem i cukrem, następnie dodałam ostudzone masło i dalej mieszając dodawałam stopniowo mąkę z proszkiem do pieczenia. Gdy wszystko dobrze się połączyło, wmieszałam do masy pianę z białek. 
Rozgrzałam dobrze gofrownicę. Nakładałam porcje ciasta, ale nie tak by było go dużo. Trzeba pamiętać, że proszek do pieczenia spowoduje wyrastanie ciasta. 
Piekłam gofry przez 3-4 minuty na złoty kolor. 

Dodatki:
10 pieczarek
odrobina oleju do smażenia
4-5 jajek
cebulka dymka
świeżo mielony pieprz czarny 

Pieczarki umyłam, osuszyłam i obrałam. Pokroiłam je w grube plastry i na skropionej olejem patelni usmażyłam na złocisty kolor z obu stron. Usmażone oprószyłam solą.

W garnku zagotowałam wodę. Na wrzątek powoli włożyłam zimne jajka i gotowałam 5 minut. Odlałam wrzątek i zalałam jajka zimną wodą. Po dwóch minutach odlałam wodę i obrałam ostrożnie jajka. 

Dymkę posiekałam drobno. 

Na gofrach ułożyłam usmażone pieczarki, po 1 jajku na dwa gofry i posypałam posiekaną dymką oraz świeżo mielonym czarnym pieprzem. 

niedziela, 11 listopada 2018

Migdałowo-kokosowe batony z ananasem


Od razu zaznaczam, że słaby blender nie da rady, a nawet mocny przycina. Mozolne jest miksowanie tego przysmaku, ale jest możliwe. Najlepiej jednak namoczone migdały solidnie posiekać przed miksowaniem, przynajmniej teraz bym tak zrobiła. Miksowałam w całości, więc blender zatrzymywał się co kilka sekund i musiałam mozolnie go oczyszczać, by móc kontynuować. Było jednak warto.
Chciałam coś słodkiego, coś wegańskiego i żeby jeszcze było ciekawe. No i chyba się udało. Nie trzeba piec, ale trzeba się wysilić. Za to miłośnicy łakoci zadowoleni jak nie wiem co. Kolejny walor, że to batony bez pieczenia z dosłownie kilku składników, a w dodatku są wegańskie.

Kostka migdałowo-kokosowa z ananasem:

170g migdałów
60g wiórków kokosowych
6 łyżek gorącej wody
1 łyżeczka oleju kokosowego (można pominąć)
3 łyżki cukru
2 łyżki liofilizowanego ananasa
1 łyżka płatków migdałowych

Wieczorem zalać migdały przegotowaną gorącą wodą i zostawić na noc do namoczenia. Rano obrać ze skórki, posiekać i wrzucić do pojemnika blendera. Dodać wiórki kokosowe, wodę, cukier oraz olej kokosowy i miksować do czasu uzyskania w miarę gładkiej, gęstej pasty. Moja ostatecznie nie była całkiem gładka i też wyszło super.
Małą foremkę  wyłożyłam folią spożywczą, włożyłam do niej masę i równomiernie rozprowadziłam dociskając. Posypałam wierzch pokruszonym, liofilizowany ananasem i płatkami migdałowymi. Docisnęłam je palcami, zakryłam pojemnik folią aluminiową i wstawiłam do lodówki na 8 godzin. Może tam leżeć sporo dłużej.
Przed podaniem pokroiłam nożem w kostkę. 

środa, 7 listopada 2018

Kopytka z dynią



Jak wiecie robiłam ostatnio sos serowy bez sera, za to z dynią. Zostało mi nieco ponad pół dyni piżmowej, więc wrzuciłam ją do piekarnika z piekącymi się ziemniakami, a po ostudzeniu wylądowała w lodówce. Wytrzymała tam dzielnie trzy dni, ale nie chciałam czekać dłużej, bo mogłaby się rozmyślić i zepsuć. Tylko co zrobić z taką dynią pomyślałam?
No dobra, wcale tak nie pomyślałam, bo niby czemu kupiłam wcześniej szałwię. 
Już zanim przekroiłam dynię, wiedziałam że z części zrobię kopytka. Dyni było zbyt mało, więc dołożyłam trochę ziemniaków, sera i wyszły super pyszne kluski dla dużych i małych.

Moje dziecko choć uwielbia zioła, to na szałwię patrzy raczej podejrzliwie, więc dla niej do kopytek odgrzałam sos pomidorowy, który jest "resztką" Gdy robię pizzę to zawsze zostaje mi mały słoiczek gotowego sosu , który wkładam po prostu do zamrażalnika, a w takich  sytuacjach wyciągam. Uśmiecham się później do siebie z satysfakcją.

Dla mnie kopytka z dyni, koniecznie z masłem szałwiowym i dodatkowym serem. 

Tak w skrócie prezentuje się moje szanowanie jedzenia. Dla kogoś trzy łyżki sosu pomidorowego na dnie garnka, to tylko śmieć, który po prostu się wylewa. Dla mnie to coś, co można wykorzystać właśnie w takiej sytuacji. I nie chodzi tylko o szacunek do jedzenia, czy wykorzystanej energii, ale ja zyskuję też czas, a moi bliscy dostają jedzenie, które lubią najbardziej. 
Pomyślcie też o pieczonych warzywach, gdy planujecie piec coś innego, korzystajcie z faktu, że piekarnik pracuje. Piekłam ziemniaki, więc obok nich w folii piekła się dynia na kopytka. Oszczędzajcie czas oraz energię i przede wszystkim nie marnujcie jedzenia.

Kopytka z dynią - składniki na 3-4 porcje:
300g upieczonej dyni piżmowej
400g ziemniaków ugotowanych w mundurkach (zważone po obraniu)
1 średnie jajko
30g startego sera grana padano lub parmezanu
2 szczypty gałki muszkatołowej
szczypta czarnego pieprzu mielonego
1/2 łyżeczki soli 
1 łyżka mąki ziemniaczanej
120g mąki pszennej + mąka do podsypywania

Dynię przekroiłam na pół, wybrałam nasiona łyżką, zawinęłam kawałki dyni w folię aluminiową. Piekarnik rozgrzałam do temperatury 200 stopni C. Dynię wstawiłam na kratkę piekarnika i piekłam ok. 40 minut, następnie wyłączyłam piekarnik i zostawiłam dynię w stygnącym piecu jeszcze przez 25 minut.
Upieczoną dynię obrałam i pokroiłam w kostkę. Ugotowane, jeszcze ciepłe ziemniaki obrałam i pokroiłam na kawałki. Dynię i ziemniaki rozgniotłam starannie praską do ziemniaków, na gładkie puree. Pozostawiłam do ostudzenia. Dodałam przyprawy, ser, jajko oraz mąkę pszenną oraz ziemniaczaną i wymieszałam starannie. 

W dużym garnku zagotowałam osoloną wodę.

Blat oprószyłam mąką i nabierałam po dużej, kopiastej łyżce masy, obtaczałam w mące formując niezbyt gruby wałek. Kroiłam na krótkie 1-1,5 cm odcinki. Ja swoje rolowałam zewnętrzną powierzchnią ząbków widelca, ale nie trzeba. 
Wrzucałam do gotującej wody, gdy wypłynęły gotowałam jeszcze przez ok.10-15 sekund. Z pozostałym ciastem postąpiłam w taki sam sposób. 

Podałam gorące z sosem pomidorowym, a kolejną porcję palonym masłem szałwiowym i startym parmezanem. 
Aby przygotować masło szałwiowe wystarczy na patelnię wrzucić 1-2 łyżki masła, podgrzać, następnie wrzucić na rozpuszczone masło listki szałwii i podsmażać ok. 30 sekund do 1 minuty. Po tym czasie wyłączam źródło ciepła i przygotowanym masłem z szałwią polewam kluski.

wtorek, 6 listopada 2018

Wegański mac & cheese


 
Tłumnie odwiedzacie stronę z przepisem na wegański sos serowy, więc jesteście już pewnie gotowi na kolejny przepis z jego udziałem. Danie jest banalnie proste, pyszne i niezwykle sycące.
Klasyczny mac & cheese to po prostu makaron z sosem serowym. 
Ten smakuje równie dobrze jak oryginał, więc jeśli z musu lub wyboru nie jadacie nabiału, to ten makaron z serem bardzo Was ucieszy.

Wegański mac & cheese - przepis na 2-3 porcje:
300g makaronu kolanka 
7 łyżek wegańskiego sosu serowego 
2 pomidory malinowe
2 łyżki oleju rzepakowego, kokosowego lub oliwy z oliwek
3-4 łyżki bułki tartej

Jednego pomidora przekrawam na pół, oczyszczam z nasion, a miąższ ze skórką kroję w kosteczkę. Drugiego pomidora pozbawiam szypułki i wraz ze skórką kroję na cienkie plasterki. Makaron gotuję al dente w lekko osolonej wodzie. 
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C.
Odcedzam makaron, mieszam z sosem i pokrojonym w kostkę pomidorem. Przekładam całość do żaroodpornego naczynia. Na wierzchu układam plastry pomidora i wkładam do piekarnika na 10-12 minut.
Na patelni rozgrzewam olej, dorzucam bułkę tartą i podsmażam przez 2-3 minuty, do czasu gdy się nieco zrumieni. 
Gotową zapiekankę posypuję zrumienioną bułką tartą.

sobota, 3 listopada 2018

Wegański sos serowy


  

Marzy Wam się gęsty i kremowy serowy sos do makaronu, albo do maczania frytek, ale jesteście na diecie wegańskiej lub nie możecie jeść nabiału.
Czy to już koniec marzeń o serowym sosie?
Absolutnie nie!
Jeśli już gotowaliście razem ze mną wegańskie jedzenie, to wiecie że są niezawodne składniki, dzięki którym zyskujemy mnóstwo smaku umami oraz jeden magiczny dodatek, dzięki któremu dania smakują serem, choć nie ma go w nich ani grama.
Dziś znów sięgam po mój arsenał sprawdzonych przypraw, by pokazać Wam że serowy sos bez sera jest na wyciągnięcie ręki.
Nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła meksykańskiego akcentu, więc odlałam na koniec trochę sosu i dorzuciłam nieco chipotle. Trochę pikanterii nie zaszkodzi, ale jeśli nie macie tej cudnej papryczki, albo po prostu nie chcecie by Wasz sos był pikantny, to wystarczy, że pominiecie ten składnik i po prostu wykorzystacie bazowy sos.

Inspirację do powstania tego przepisu zaczerpnęłam z książki "The Wicked Healthy Cookbook" aut. Chad Sarno, Derek Sarno & David Joachim.


Wegański sos serowy z dynią:
2 szklanki miąższu dyni piżmowej pokrojonego w kostkę
100 g orzechów nerkowca namoczonych na noc
2 łyżki octu ryżowego
5 ząbków czosnku
2 kopiaste łyżeczki pasty miso
3 łyżki nieaktywnych płatków drożdżowych
1 i 3/4 płaskiej łyżeczki soli
2 szklanki mleka sojowego
1 łyżeczka czarnego pieprzu mielonego
1/2 łyżeczki białego pieprzu mielonego
1 łyżeczka wędzonej papryki w proszku
1/5 łyżeczki ostrej papryki w proszku

Połowę dyni obrałam i pokroiłam w kostkę. Odmierzyłam 2 szklanki miąższu. Drugą połowę dyni upiekłam razem z ziemniakami, będzie jak znalazł np. do zrobienia kopytek. 

Orzechy wieczorem zalałam przegotowaną i ostudzoną wodą. 
Rano odsączyłam je z wody, wrzuciłam do garnka razem z odmierzoną dynią i obranymi ząbkami czosnku, dodałam dwie łyżki octu ryżowego, 4 szklanki wody, przykryłam i zagotowałam. 
Gotowałam pod przykryciem na wolnym ogniu przez 20 minut, następnie odcedziłam i wrzuciłam dynię z orzechami i czosnkiem do pojemnika blendera. Dodałam przyprawy i zmiksowałam powoli na papkę, następnie dolałam szklankę mleka sojowego i dalej miksowałam przez ok. 1 minutę. Dolałam kolejną szklankę mleka sojowego i miksowałam 1,5 minuty do uzyskania bardzo gładkiego, jednolitego sosu. Gotowy sos można przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku, w lodówce, do jednego tygodnia.

Ja przelałam większość do dużego słoja, zostawiając 3/4 szklanki sosu w pojemniku blendera. Dorzuciłam 1/4 papryczki chipotle i zmiksowałam pozostały sos. Przelałam go do słoiczka i podałam do pieczonych ziemniaków. To oczywiście wariacja na temat sosu. Można chipotle dodać do całości, można nie dodawać wcale i zajadać się sosem podstawowym, który jest absolutnie przepyszny.

Do czego przyda się taki sos?

Do lasagne, do makaronów, w tym do słynnego mac & cheese, do frytek i pieczonych ziemniaków, do cheeseburgera fasolowego lub grzybowego. Opcji jest całe mnóstwo. Sosu zostało tak dużo, że pewnie w najbliższych dnia pojawi się kolejny pomysł na jego wykorzystanie.

Jeśli chcecie zrobić pieczone ziemniaki ze zdjęcia, to przepis znajdziecie tutaj

niedziela, 28 października 2018

Makaron soba w pikantnym sosie orzechowym


Pralka sygnalizuje głośnym pipczeniem, że właśnie skończyła prać. Po chwili zmywarka, również dźwięcznie się odzywa. Pospiesznie rozkładam suszarkę i rozwieszam pranie. Na kuchence dochodzi makaron, a w salonie na podłodze leży przygotowana stylizacja do zdjęcia. Rozwieszam dwie koszulki i biegnę zamieszać makaron. 
"Mamo!" - dochodzi w międzyczasie z pokoju na drugim końcu mieszkania - "Mamo! Choć!"
Rozwieszam 3 skarpetki, zamieszam w garnku i idę do niej. Prosi o pomoc w zadaniu domowym, więc prędko, ale spokojnie tłumaczę co i jak. 
Makaron gotowy, więc wszystko szybko mieszam, układam, robię zdjęcia. Woda kotłuje się w czajniku elektrycznym, słychać cyknięcie i woda powoli się uspokaja. Zalewam w misce pomidory wrzątkiem i czekam chwilę, żeby skórka odeszła.
Nie wiem czemu, ale rano zapytałam co by zjadła, a w odpowiedzi niezmiennie usłyszałam makaron z pomidorami. Obieram, kroję, wrzucam na patelnię i odpalam kuchenkę. Jeszcze tylko parę swetrów i koszulek, i pranie będzie rozwieszone. Otwieram na oścież okno, żeby przewietrzyć. Obrabiam szybko zdjęcie i słyszę, że sos za mocno się gotuje. Redukuję temperaturę, doprawiam i mieszam.
Otwieram zmywarkę, niech gary się suszą. Chwytam za telefon, żeby wrzucić zdjęcie na instagram. Zaraz po tym jak łączę się z siecią, zaczynają schodzić maile. Jeden z nich informuje, że ktoś docenił moją pracę i proponuje coś bardzo ciekawego. Inny jest ofertą promocyjną. Są jeszcze dwa newslettery, z czego jeden ważny oraz automatyczne przypomnienie o zwrocie dokumentu do biblioteki. To tylko maleńki skrawek mojej codzienności, która nie biegnie, nie płynie, tylko pędzi.  
Czasem marzę o tym, żeby mieć czarodziejską moc, która zatrzyma na chwilę świat tu i teraz. Póki jednak jej nie mam, staram się chociaż jedząc nie spieszyć. Siadam do mojego orientalnego makaronu i na chwilę świat w koło trochę wyhamowuje. 


Makron soba w pikantnym sosie orzechowym z tofu i pieczoną papryką - składniki na 2 porcje:
Przepis na ten sos pochodzi z książki "The Wicked Healthy Cookbook" aut. Chad Sarno, Derek Sarno, David Joachim. Autorzy proponują go jako dodatek do grillowanej czerwonej kapusty.

Pikantny sos orzechowy:
100g pasty orzechowej (masła orzechowego) bez soli
3/4 łyżki sosu sriracha
1/2 ząbka czosnku startego na tarce o drobnych oczkach
1/2 łyżeczki startego świeżego imbiru
1 łyżka sosu sojowego
sok z 1 limonki
1/4 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
40g przegotowanej ostudzonej wody

Wszystkie składniki sosu przełożyć do pojemnika blendera i zmiksować. Przełożyć do słoika i przechowywać w lodówce.

ok.150-160g makaronu soba

Tofu
180g tofu pokrojonego w kostkę
3 łyżki sosu sojowego
1/2 łyżeczki oleju sezamowego
1 łyżka soku z limonki
1/2 ząbka czosnku startego na tartce

Składniki marynaty wymieszać w słoiku, dodać pokrojone tofu, zakręcić i potrząsając wymieszać. Wstawić do lodówki na minimum godzinę.
Zamarynowane tofu usmażyć na odrobinie oleju na złoty kolor z obu stron.

Pieczone warzywa
1/4 kapusty czerwonej
1/4 łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
1 łyżeczka oleju sezamowego
3 spore szczypty czosnku granulowanego
2 spore szczypty soli
1/2 czerwonej papryki
posiekana natka pietruszki i posiekana świeża mięta

Kapustę opłukać, pokroić na kawałki, ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Natrzeć kapustę olejem sezamowym, posypać równomiernie przyprawami. Obok kapusty położyć kawałki papryki skórką do góry.Piekarnik włączyć, ustawić opcję grill, nagrzać do 200 stopni C. Wstawić blachę z warzywami i piec 20 minut.
Warzywa wyjąć. Paprykę obrać ze skórki i pokroić na wąskie paski.
Kapustę posypać posiekaną natką pietruszki i odrobiną posiekanej mięty jeśli macie. 

W dużym garnku zagotować wodę na makaron. Dodać do niej jedynie szczyptę soli, gdyż makaron soba posiada w swoim składzie sól.
Ugotować go według wskazówek na opakowaniu. Odcedzić, wrzucić na patelnię z tofu, dodać sos orzechowy i 2 łyżki wrzątku, dokładnie wymieszać podgrzewając przez ok 30 sekund. Na talerze nakładać porcje makaronu i tofu, udekorować pieczoną papryką oraz sezamem. Obok makaronu ułożyć pieczoną kapustę posypaną świeżymi ziołami. 

niedziela, 21 października 2018

Kotleciki z czarnej fasoli





Kotleciki z czarnej fasoli - składniki na 10-12 kotlecików:
1 puszka czarnej fasoli
1/2 małej cebuli
1 ząbek czosnku
1-2 łyżeczki sosu sojowego (Zależy jak dużo solicie na codzień. Ja dodałam 3,  ale solę sporo) 
1/2 płaskiej łyżeczki pasty miso
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszku
1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1,5 łyżki mąki owsianej
 olej do smażenia 

Cebulę obieram i kroję w kostkę. Podsmażam na złocisto na 1 łyżeczce oleju rzepakowego. Na minutę przed końcem smażenia wrzucam na patelnię obrany ząbek czosnku. Podsmażoną cebulę i czosnek odkładam do ostudzenia. Fasolę odcedzam z zalewy na sicie i płuczę sporą ilością czystej wody. W maszynce do mielenia rozdrabniam fasolę oraz cebulę i czosnek. 
Doprawiam masę przyprawami, dodaję mąkę owsianą (mogą być zmielone na proszek płatki owsiane) i mieszam bardzo dokładnie. Przykrywam miskę z masą i odkładam do lodówki na minimum 2 godziny. Najlepiej jednak masę przygotować dzień wcześniej. Z tak przygotowanej masy formuję małe kotleciki i smażę na dobrze rozgrzanym oleju po 1-1,5 minuty z każdej strony. 

Do tak doprawionych kotlecików idealnie pasuje ajvar oraz jogurtowy sos czosnkowy (z tradycyjnego jogurtu naturalnego lub wegańskiego kokosowego jogurtu naturalnego).

Tym razem podałam kotleciki w domowych pitach z ajvarem, wegańskim sosem czosnkowym, miętą, natką pietruszki oraz czarnuszką.

czwartek, 18 października 2018

Tofu po pekińsku wersja 2.0



Podobny przepis kiedyś już się tu pojawił, a to w zasadzie jest ulepszona wersja, którą każdy miłośnik azjatyckiej kuchni powinien wypróbować.  
Tofu po pekińsku, czyli kaczka po pekińsku, tyle że bez kaczki.
Można pomyśleć, że to totalne wariactwo i nieporozumienie, ale zamiast dumać, lepiej przyrządzić, spróbować i zakochać się na zabój w tym cudnym smaku.

 TOFU PO PEKIŃSKU:
360 g tofu naturalnego
6 łyżek sosu sojowego
 2 łyżeczki oleju sezamowego
2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
2 łyżeczki drobno startego świeżego imbiru
spora szczypta białego pieprzu
1 gwiazdka anyżu


Tofu pokroić w kostkę.
W dużym słoiku wymieszać składniki marynaty, dorzucić tofu,
zakręcić i wymieszać potrząsając słojem. Słoik odstawić do lodówki na minimum godzinę.
Patelnię skropić olejem (rzepakowym lub słonecznikowym). Natłuszczoną patelnię rozgrzać, a następnie smażyć na niej tofu przez ok. 2 minuty z każdej strony, na złoty kolor.

SOS ŚLIWKOWY:
4 łyżki powideł śliwkowych
3 łyżki sosu sojowego
1/4 łyżeczki drobno startego świeżego imbiru
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
1/3 łyżeczki ostrej papryki w proszku
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka soku z cytryny


Wszystkie składniki sosu umieścić w małym garnuszku. Podgrzewać na wolnym ogniu do momentu zagotowania, sos przelać do słoika, ostudzić i schłodzić w lodówce.

PLACKI MANDARYŃSKIE:
260 g mąki pszennej
160 g wrzącej wody
1/3 łyżeczki soli
olej sezamowy


Mąkę wymieszać z solą, dolać wrzątek, wymieszać łyżką, a następnie zagnieść ciasto. Wyrabiać na podsypanym mąką blacie przez 4 minuty. Gotowe ciasto odłożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić na 30 minut, aby odpoczęło.

Gotowe ciasto pociąć na 20 równych części, a z każdej uformować kulkę. Brać po 2 kulki, wałkować na kółka o średnicy 3-4 cm. Na jednym placuszku rozsmarować 1-2 krople oleju sezamowego, przykryć drugim i delikatnie rozwałkować razem na placek o średnicy 9-10 cm.  W ten sposób postąpić z całym ciastem. 
Średnią patelnię rozgrzać bez dodatku tłuszczu, układać na niej po 3 placki i smażyć 1-2 minuty z każdej trony. Placki można odwracać, gdy na spodniej stronie pojawią się ciemne plamy. Usmażone placki natychmiast rozdzielić, ułożyć na talerzu i przykryć ściereczką. W ten sposób usmażyć wszystkie placki.

DODATKI:
1 średni ogórek zielony obrany, oczyszczony z nasion i pokrojony w cienkie paski o długości kilku cm.
1/3 pęczka zielonej cebulki, pokrojonej na kawałki o długości kilku cm




JAK JEŚĆ?
Na placku rozsmarować nieco sosu śliwkowego, położyć kilka kawałków tofu, ogórka i zielonej cebulki. Można dodatkowo posypać czarnym sezamem.

piątek, 12 października 2018

Soczewica w meksykańskim stylu


Jadacie nasiona roślin strączkowych? 
Jeśli nie to pora zacząć! 
Nie dość, że zdrowe to jeszcze smaczne, o ile będziecie wiedzieli co z nimi zrobić.

Soczewica w pewnych kręgach kojarzy się z czymś nieapetycznym, co trudno przygotować i właściwie nie wiadomo co z tym zrobić, żeby nie smakowało za "zdrowo". Ja mam na to swoje sposoby.
Możecie spytać "No dobra, ale właściwie po co to wszystko? Niech każdy je co chce! Nie wszyscy muszą jeść soczewicę"

Mówię - Spoko!Jasne!
Wiem że są ludzie, dla których jedzenie nie jest czynnością wyłącznie fizjologiczną, a dbałość o pozytywne wrażenia kulinarne, jest ważniejsza niż zdrowie. Dla nich jedzenie ma być przede wszystkim pyszne, rozpustne i oszałamiać,a to czy jest zdrowe jest sprawą drugorzędną.
 Jednak można osiągnąć w tej materii kompromis i przygotować coś, co daje odlot kubkom smakowym, a przy tym pozytywnie działa na nasze ciało. I właśnie dlatego powstało to danie.

Pikantna i dymna od chipotle oraz wędzonej papryki, gęsta od przypraw i słodkich duszonych pomidorów, gorąca czarna soczewica zadowoli nawet mięsożercę. 
Do tego miękkie tacos z niebieskiej kukurydzy i trochę świeżych dodatków. 
Obok tego jedzenia nie da się przejść obojętnie.

Meksykańska soczewica
składniki na 3-4 porcje - jeśli będziemy wykorzystywać to danie jako nadzienie do tacos:
80g suchej czarnej soczewicy
2,5 średniego pomidora malinowego
1/3 papryczki chipotle
1/3 łyżeczki sosu adobo
1/4 czerwonej cebuli
1 duży ząbek czosnku
1 łyżeczka sosu sojowego
1/4 łyżeczki ostrej papryki w proszku
1/4 łyżeczki mielonego kuminu
1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki w proszku
1/4 łyżeczki soli do sosu + 1/4 łyżeczki soli do gotowania soczewicy
1/3 łyżeczki oregano
szczypta cynamonu
1 łyżka oleju rzepakowego 

Soczewicę wypłukałam 3 razy w ciepłej wodzie, zalałam gorącą wodą i zostawiłam na 45 minut. Następnie wylałam wodę, wlałam świeżą zimną i zagotowałam. Gotowałam 45 minut, pod lekko uchyloną pokrywką. Na 5 minut przed końcem gotowania wsypałam do garnka z soczewicą 1/4 łyżeczki soli.

Pomidory sparzyłam i obrałam, oczyściłam z nasion, a miąższ pokroiłam w kostkę. Cebulę i czosnek obrałam i drobno pokroiłam. Na oleju podsmażyłam cebulę przez ok. 1 minutę, następnie dorzuciłam czosnek oraz kumin i podsmażałam kolejne 30 sekund. Dodałam pomidory, posiekaną papryczkę chipotle, pozostałe przyprawy i gotowałam odkryte na wolnym ogniu przez ok. 15 minut. Dodałam soczewicę i gotowałam kolejne 10 minut, do czasu gdy całość mocno zgęstniała. Przykryłam i zostawiłam na 2 godziny, aby smaki dobrze się połączyły. Można to danie zrobić dzień wcześniej, ostudzić, wstawić do lodówki, z pewnością zyska na smaku. 
Gotową soczewicę nakładam na kukurydziane tacos i dorzucam ulubione dodatki. Można polać jogurtem naturalnym lum śmietaną (może być wegańska, niedługo wrzucę fajny przepis na wegańską kwaśną śmietanę).
Można dodać pomidory, pokrojonego w kosteczkę ananasa, świeże chili, miętę, kolendrę, a nawet bazylię, czerwoną cebulę, awokado. 

Przepis na tacos z niebieskiej kukurydzy znajdziecie tutaj.






poniedziałek, 1 października 2018

Pieczony batat na wypasie


Co jest najlepszego w jesieni? 
Oczywiście, że pieczone warzywa!
Można je podawać z nadzieniem, robić z nich sycące zupy i ciekawe sałatki. Duży wybór i ogromne pole do eksperymentów, a to lubię najbardziej.

Dziś zdecydowałam się na słodkiego ziemniaka. 
Zazwyczaj robię z niego pieczone frytki, ale dziś zamarzyło mi się coś wyjątkowego. 
Pomysł był początkowo bardzo prosty, ale kiedy już zaczęłam "składać" moje danie, do głowy wpadło mi jeszcze kilka drobnych dodatków, które tak podkręciły tego ziemniaka, że żal było gdy się skończył.
Ciepły, miękki i obłędnie słodki batat, do tego chłodne, kremowe guacamole, orzeźwiająca mięta i ostry sos adobo z dymnym finiszem. 
Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego początku tygodnia.



Pieczony batat z guacamole - 1 porcja
1 średniej wielkości batat
1 dojrzałe awokado
1/4 czerwonej cebuli
1 mały ząbek czosnku
sok z cytryny lub limonki
sól morska
świeża mięta
sos adobo*

Słodki ziemniak umyłam starannie pod bieżącą wodą. Przekroiłam na pół i nasmarowałam olejem. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia i ułożyłam na nie bataty, a następnie przykryłam niezmyt ściśle folią aluminiową. Piekarnik rozgrzałam do temperatury 180 stopni C. Wstawiłam blachę z batatami i piekłam ok. 60 minut. W połowie tego czasu obróciłam bataty.  Na 10 minut przed końcem pieczenia odkryłam folię. 

Awokado umyłam, przekroiłam na pół, wyjęłam pestkę, a miąższ wybrałam łyżeczką do miski. Cebulę i czosnek obrałam i posiekałam drobno. Do awokado dodałam posiekany czosnek i cebulę, sok z cytryny oraz sól do smaku. Pogniotłam całość widelcem, w środek wsadziła pestkę, przykryłam i wstawiłam do lodówki.

Ziemniaki ułożyłam rozcięciem do góry nałożyłam na wierzch guacamole, posypałam świeżą miętą i skropiłam sosem adobo. 

*Sos adobo, to gęsty sos, w którym zanurzone są papryczki chipotle. Jest bardzo ostry i ma dymny aromat. Pisałam już o tych papryczkach, we wcześniejszych postach.