czwartek, 20 lipca 2017

Lato...czas beztroski

Ostatnio częściej wspominam dzieciństwo i przekonują się, że było dosyć beztroskie. Zwłaszcza lato obfitowało zawsze w wiele atrakcji, które do dziś wspominam z ogromną tęsknotą. I to jedna z przyczyn dla których fajnie być rodzicem. Można przypomnieć sobie te najlepsze momenty i starać się wykreować podobne swoim dzieciakom.

Wczoraj jadłam maliny i natychmiast przypomniałam sobie las, który jako mała dziewczynka przemierzałam gdy wyjeżdżałam latem na wieś. Takich wspomnień jest setki, a może i tysiące. Zbieranie polnych kwiatów, zabawy nad rzeką, wieczorne ogniska, wycieczki nad jezioro, grzybobrania, szukanie jajek w stodole.

Biegając wtedy po polu nie przypuszczałam, że kiedykolwiek dorosnę, w każdym razie była to bardzo odległa perspektywa.

Teraz moja córka ma prawie 8 lat i chciałabym dać je te piękne wspomnienia w prezencie.
Oczywiście nie moje! Jej własne.
Jej zbiór uśmiechów z dzieciństwa, które zapamięta na zawsze. Nawet gdy mnie już nie będzie, a świat będzie całkiem inny, chcę żeby umiała wrócić pamięcią to tych najlepszych, beztroskich wakacji.
Część tego pakietu już ma, ale coraz częściej, świadomie obieram pewne kierunki, by przeżyła coś prostego i zwykłego, co jednak dla dziecka ma zawsze wymiar magiczny.
W zeszłym roku miałyśmy swoją wyprawę. Była długa podróż pociągiem, ognisko, nocne oglądanie świetlików. W tym roku namiętnie zbieramy polne kwiaty i robimy z nich najpiękniejsze bukiety. Co rok w sierpniu w trójkę szukamy odpowiedniego miejsca i oglądamy rój perseidów, które mają spełnić nasze marzenia. Choć na co dzień mam sporo pracy, to jednak zawsze staram się wygospodarować jakiś czas dla nas.

Jeszcze jeden aspekt tego tematu jest dość ciekawy, a mianowicie uwiecznianie tych momentów na zdjęciach.
Fotografuję sporo bo przecież to moja wielka pasja, ale kiedy mamy coś faktycznie przeżyć i zapamiętać, staram się odłożyć aparat i po prostu cieszyć się chwilą. Moi rodzicie nie towarzyszyli każdej z moich pięknych chwil, nie mam pamiątkowych zdjęć z większości tych wspaniałych momentów, a jednak są żywe w mojej pamięci. Skąd więc taki pęd współczesnych ludzi do tego, aby każde najdrobniejsze wydarzenie dokumentować?
Równo rok temu czytałam ciekawy artykuł, właśnie na temat wszędobylskich aparatów. Znalazły się w nim odniesienia do badań, które wykazują, że czym więcej uwieczniamy na zdjęciach, tym mniej pamiętamy. Może więc warto czasem odpuścić?

Gdziekolwiek znajdziemy się w przestrzeni publicznej, natychmiast możemy dostrzec mnóstwo ludzi robiących zdjęcia. Byłam w zoo świadkiem sytuacji, kiedy matka zrugała swoją 6-letnią córkę, bo ta nie chciała ładnie ustawić się do kolejnego pamiątkowego zdjęcia. Ile z tych zdjęć nigdy nawet nie ujrzy światła dziennego, a dziecko zamiast słonia, zapamięta najmocniej to, że nie potrafiło sprostać oczekiwaniom mamy?

Czasem warto schować telefon w kieszeń, aparat do torby i cieszyć się chwilą.
Tego Wam życzę.


ps. Prezentowane poniżej fotografie powstały, kiedy już każda z nas wróciła do swoich zajęć. Córka do rysowania, a ja do pracy, czyli do fotografowania.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz