niedziela, 30 kwietnia 2017

Herbatniki waniliowe
















































Kawa czy herbata?

W moim wypadku zdecydowanie herbata. Był krótki okres fascynacji kawą, ale herbata zawsze wygrywa.
Faktem jest, że przyszedł dzień w którym mój żołądek zbuntował się przeciw kawie i do tej pory kiedy podejmuję próbę wypicia takowej, brzuch natychmiast sygnalizuje niezadowolenie.
Na całe szczęście herbata mu odpowiada.

Mówiąc o herbacie nie mam bynajmniej na myśli wszechobecnych torebek. Pył, który się w nich znajduje to resztki pozostające z obróbki herbacianych listków. W pośpiechu mogą być ledwie namiastką prawdziwego herbacianego naparu.
Ci którzy kochają herbatę przywiązują dużą wagę zarówno do jakości listków, jak również do sposobu jej przygotowania. Nie inaczej jest ze mną. Rytuały związane z zaparzaniem herbaty są dla mnie przyjemnością samą w sobie, a napar ich uwieńczeniem.

W sklepach specjalistycznych mamy do wyboru tyle gatunków herbat, że aż może się zakręcić w głowie.
Ja jestem zdecydowaną miłośniczką herbat czarnych. Częściej sięgam po te bez dodatków, ale oczywiście nie zawsze. Przykładem może być tutaj "earl grey" czyli czarna herbata aromatyzowana olejkiem bergamotowym.
Cenię bardzo herbatę Darjeeling, ale nie jestem wierna jednej herbacie. Tak jak w kuchni, cenię możliwość smakowania różnych jej rodzajów, pochodzących z różnych miejsc.

Aby z dobrej jakości listków wydobyć to co najlepsze trzeba nauczyć się sztuki parzeni herbaty. Różne herbaty potrzebują odmiennej temperatury wody. Ważna jest również ilość listków, której użyjemy do jej przygotowania, czas parzenia, a nawet miękkość wody. Najlepiej wodę filtrować, chyba że Wasza woda w kranie jest miękka.
Potrzebny będzie także zaparzać i porcelanowa lub szklana filiżanka. Nie wyobrażam sobie po zaparzeniu wyjątkowego naparu, wypić go z kubka.
Filiżanki do herbaty wyróżniają się tym, że przy dnie są węższe, a ku górze rozszerzają się. Do zaparzania natomiast służą niedrogie metalowe zaparzacze, albo dzbanki z zaparzaczem.

Aby mieć pewność idealne temperatury parzenia, można skorzystać z termometru ze szpikulcem (mam taki w związku z domową produkcją sera).
Duża ilość herbat czarnych parzy się w temperaturze od 90-96 stopni. Gdy woda w waszym czajniku zawrze, a wy wlejecie ją natychmiast po tym do kubka to w ciągu kilku-kilkunastu sekund osiągnie temperaturę 95-95 stopni C. Po minucie lub półtorej spadnie ona do 90 stopni C.
Przeciętnie na filiżankę (ok.150 ml wody) potrzebujemy 2-3g listków.

Kupując herbatę na wagę w dobrym sklepie, od sprzedawcy uzyskacie szczegółową informację o tym skąd pochodzi herbata i jak ją zaparzyć, by zrobić to perfekcyjnie.

Herbata towarzyszy mi przy śniadaniu, gdzie zastępując kawę, pozwala mi się obudzić. W ciągu dnia wypijam kilka filiżanek, często różnych rodzajów, zależnie od nastroju. Popołudniu często herbacie towarzyszy jakaś słodkość, a najlepiej żeby były to herbatniki.

Kiedy mam czas i najdzie mnie chęć do pieczenia, prędko robię szybkie domowe herbatniki waniliowe.
Są aromatyczne, maślane, kruche i można przechowywać je w puszcze lub słoiku do tygodnia. Nikt jednak nie zweryfikował tego do końca, gdyż jeszcze nigdy nie dotrwały do wieczora.

Pozdrawiam Was słonecznie i zostawiam z przepisem na ulubione herbatniki
K

Herbatniki waniliowe:
180g mąki pszennej typ 500 lub 550
90g zimnego masła
100g cukru
1 jajko
nasiona z 1 laski wanilii (należy przekroić strączek wanilii wzdłuż, rozchylić i zeskrobać z pomocą noża nasiona znajdujące się we wnętrzu)
szczypta soli

Mąkę przesiewam do miski. Dodaję do niej sól, cukier oraz nasiona wanilii.
Masło kroję w kosteczkę, dodaję do mąki, siekam nożem bardzo starannie.
Kiedy masło jest dobrze posiekane z mąką, rozdrabniam jeszcze bardziej grudki masła palcami tworząc coś na kształt kruszonki, dodaję jajko i szybki zagniatam ciasto. Kulkę ciasta zawijam w folię spożywczą i wkładam na 30 minut do lodówki.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni C.
Blachę wykładam papierem do pieczenie.
Schłodzone ciasto wałkuję dość cienko (2-3 mm) w razie potrzeby podsypuję odrobiną mąki, by nie kleiło się do blatu.
Wykrawam ciasteczka i układam na blasze.
Piekę 10-12 minut, na środkowej półce piekarnika, najlepiej grzanie góra-dół, bez termoobiegu.
Ciasteczka mają się lekko zezłocić z wierzchu.
Wyjmuję ciasteczka z pieca i przekładam na talerz do wystudzenia (kiedy zdejmujemy z blaszki są jeszcze lekko miękkie, ale po wystudzeniu staną się chrupiące i kruche).
Ostudzone herbatniki wkładam do słoika lub puszki.
 



1 komentarz:

  1. U mnie też herbata wygrywa:) A do herbaty takie ciasteczka jak znalazł!

    OdpowiedzUsuń