wtorek, 14 lutego 2017

Domowy parmezan - część 2

















































Oto on! Pół roku temu trafił na górną półkę lodówki, żeby dojrzeć. Przyznam szczerze, że pierwszy krążek  już pożarłam. Drugi, który widać na zdjęciu jest jeszcze w całości.
Dziś przyszedł czas na to by podzielić się pierwszymi wnioskami.
Po pierwsze wysalanie.
Nie próbowałam jeszcze drugiego krążka, który wysalałam krótko. Ale jadłam ten, który z powodu pewnych nieporozumień wysalałam 24 godziny. Choć niektórzy łapali się za głowę, mówiąc, że nic z niego nie będzie to on na przekór wszystkim i wszystkiemu postanowił nie być za słony. Wyszedł dość twardy o strukturze umożliwiającej odłupywanie kawałków, tak jak jest to w przypadku parmezanu.
Smak pierwszego krążka oceniam bardzo dobrze, choć dojrzewał tylko 4 miesiące. Nie był mocno pikantny w smaku, ale na tyle wyrazisty by nadawać się do posypania ulubionych dań z makaronu czy kaszy. Używałam go również wraz z mozzarellą do pizzy. Nie topi się rewelacyjnie, ale w niczym to nie przeszkadza. Drugi krążek lada dzień zostanie otwarty i wtedy z pewnością podzielę się wrażeniami.
To co jest pewne to fakt, że trochę zbyt długo zwlekałam z naoliwieniem skórki, przez co ser stracił moim zdaniem zbyt dużo wilgoci. To z kolei wpłynęło na to, że trudno go trzeć. Takie małe krążki najlepiej byłoby naoliwić po góra 3-4 tygodniach, ja czekałam 6 tygodni, co w moim odczuciu jest zbyt długim czasem. Następnym razem spróbuję skrócić ten etap i przekonam się czy dobrze kombinuję.
Generalnie jednak uznaję eksperyment za udany i zamierzam powtórzyć cała procedurę.

1 komentarz:

  1. Imponujące, czekam na jakiś post z podsumowaniem całości! ;-)

    OdpowiedzUsuń