wtorek, 25 lipca 2017

Spaghetti z pastą pietruszkowo-orzechową, bakłażanem i granatem


"Mamo, co dziś na obiad?" - słyszę codziennie rano, kiedy tylko moje dziecko doczłapie do kuchni i wdrapie mi się na kolana. Odgarniam burzę loków z jej twarzy, przytulam i wciągam mocno jej zapach. Potem mogę przejść do odpowiedzi i tutaj ciąg dalszy zależy od tego czy ona zna już tę potrawę, czy będzie ją jadła po raz pierwszy. 
Jeśli ma to być nowość podchodzę do tematu ostrożnie. Wymieniam składniki, poczynając od tych, które lubi najbardziej. 
Tutaj na szczęście nie było problemu, mogłam wymieniać jak leci, bo wiedziałam, że każdy z elementów z osobna lubi. Pozostawała jednak niewiadoma. Kiedy wszystkie razem wylądują na talerzu, czy dalej będą atrakcyjne? 
Pierwszy kęs. To najważniejszy moment.
Nie patrzę na nią. Nie mam dziś ochoty na grymas niezadowolenia czy wątpliwości, nie dziś...jednak ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu widelec nie przestaje pracować. 
No! Wreszcie wydobyła z siebie, że pyszne i że koniecznie wchodzi do menu.
Sukces!!!  
Inspiracją do powstania tej potrawy była gruzińska przystawka z bakłażanów, którą bardzo lubię. Przygotowałam, więc prostą pastę z pietruszki, orzechów włoskich i czosnku. Makaron z takim pesto smakuje idealnie. Do tego smażony bakłażan oraz granat i idealny obiad gotowy. 

Spaghetti z pastą pietruszkowo-orzechową, bakłażanem i granatem - przepis na 2 duże porcje:
1 niezbyt duży bakłażan
pół pęczka natki pietruszki
2 spore ząbki czosnku
100g łuskanych orzechów włoskich
1 granat
2 łyżki oleju rzepakowego
sól, pieprz czarny mielony
200g makaronu spaghetti 

Pietruszkę płuczę i tnę w kilku miejscach na mniejsze fragmenty. Wkładam do pojemnika blendera, dodaję orzechy oraz obrane z pokrojone na mniejsze części ząbki czosnku. Dolewać kilka łyżek wrzątku, dodaję 1/2 płaskiej łyżeczki soli i blenduję do czasu gdy uzyskam gładką pastę. W razie potrzeby dolewam nieco wrzątku by pasta nie była bardzo zbita.
Bakłażana kroję w plastry o grubości 4-5mm. Oprószam solą i zostawiam na 20 minut. Płuczę, osuszam i kroję w dużą kostkę. Na patelni rozgrzewam dobrze 2 łyżki oleju. Na mocno rozgrzany tłuszcz wrzucam bakłażana i smażę go 4-5 minut, aż miejscami się zarumieni. Powinien być miękkie i smaczny. Doprawiam dodatkowo niewielką ilością soli oraz pieprzu. 
Granat myję, przekrawam na pół i wyjmuję nasiona. 
Makaron gotuję według wskazówek na opakowaniu. Gotowy odcedzam zachowując nieco wody. Mieszam go na patelni z bakłażanem i pastą z pietruszki, orzechów i czosnku. Jeśli trudno się miesza i jest zbyt zwarta dolewam nieco wody z gotowania makaronu. Podgrzewam całość delikatnie i mieszam, aż wszystko się połączy. Nakładam, posypuję nasionami granatu.
 


niedziela, 23 lipca 2017

Sałatka z buraków, sera feta i świeżej mięty


Wystarczył jeden deszczowy dzień, żebym upiekła buraki. 
Prawdę mówiąc miałam od dawna chęć na tę sałatkę, tylko nie było okazji. No bo przecież kiedy na dworze skwar i zaduch nie będę włączać na godzinę piekarnika. Wolę te upalnie dni spędzać poza kuchnią, najlepiej na świeżym powietrzu. 
Teraz kiedy często temperatura sięga blisko 30 stopni, chętnie wybieram się z Pauliną nad jezioro. 
Pakujemy koc i kilka niezbędnych rzeczy, ubieramy kostiumy plażowe i ruszamy. Ona wesoło pluska się w wodzie, a ja mogę godzinami patrzeć jak ona beztrosko się bawi. Nie potrzebuję wtedy jeść, czytać, rozmyślać...taka najprostsza medytacja - widzieć radość kochanego człowieka. 

Jeśli trafi się Wam chłodniejszy dzień wrzućcie za jednym zamachem do piekarnika więcej buraków. Można trzymać je do tygodnia w lodówce, a jak już zjecie porcję tej sałatki, to z pewnością zamarzycie o kolejnej.  

Sałatka z buraków, sera feta i świeżej mięty - przepis na 2 porcje:
4 niezbyt duże upieczone buraki
120g sera feta (polecam użycie prawdziwej greckiej fety)
4 listki świeżej mięty
2 łyżki oleju rzepakowego lub słonecznikowego
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka domowego syropu z czarnej porzeczki (można zastąpić 1 łyżeczką miodu wymieszaną z 1 łyżeczką nektaru z czarnej porzeczki lub po prostu łyżeczką miodu) 
sól, pieprz czarny mielony

Buraki myję, osuszam papierowym ręcznikiem, każdy z osobna zawijam szczelnie w folę aluminiową. Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C, układam buraki na kratce w piekarniku i piekę 40-70 minut. Aby mieć pewność czy są dobrze upieczone po 40 minutach wyjmuję buraka, odwijam, wbijam widelec i tym samym sprawdzam czy jest już upieczony. Dobrze upieczone buraki są miękkie.  Upieczone buraki studzę. Jeśli mam zamiar przechowywać je w lodówce to studzę w folii i nie zdejmując jej wkładam do chłodziarki. 
Buraki do sałatki obieram i kroję w kostkę.
Miętę opłukuję i kroję w paseczki
Ser feta kroję w kostkę tej samej wielkości co buraki.

Do słoiczka wlewam olej, ocet balsamiczny i syrop z czarnej porzeczki (lub zamiennik), dodaję sporą szczyptę soli oraz sporą szczyptę pieprzu.

Wszystkie składniki sałatki mieszam w misce i polewam sosem. 



czwartek, 20 lipca 2017

Lato...czas beztroski

Ostatnio częściej wspominam dzieciństwo i przekonują się, że było dosyć beztroskie. Zwłaszcza lato obfitowało zawsze w wiele atrakcji, które do dziś wspominam z ogromną tęsknotą. I to jedna z przyczyn dla których fajnie być rodzicem. Można przypomnieć sobie te najlepsze momenty i starać się wykreować podobne swoim dzieciakom.

Wczoraj jadłam maliny i natychmiast przypomniałam sobie las, który jako mała dziewczynka przemierzałam gdy wyjeżdżałam latem na wieś. Takich wspomnień jest setki, a może i tysiące. Zbieranie polnych kwiatów, zabawy nad rzeką, wieczorne ogniska, wycieczki nad jezioro, grzybobrania, szukanie jajek w stodole.

Biegając wtedy po polu nie przypuszczałam, że kiedykolwiek dorosnę, w każdym razie była to bardzo odległa perspektywa.

Teraz moja córka ma prawie 8 lat i chciałabym dać je te piękne wspomnienia w prezencie.
Oczywiście nie moje! Jej własne.
Jej zbiór uśmiechów z dzieciństwa, które zapamięta na zawsze. Nawet gdy mnie już nie będzie, a świat będzie całkiem inny, chcę żeby umiała wrócić pamięcią to tych najlepszych, beztroskich wakacji.
Część tego pakietu już ma, ale coraz częściej, świadomie obieram pewne kierunki, by przeżyła coś prostego i zwykłego, co jednak dla dziecka ma zawsze wymiar magiczny.
W zeszłym roku miałyśmy swoją wyprawę. Była długa podróż pociągiem, ognisko, nocne oglądanie świetlików. W tym roku namiętnie zbieramy polne kwiaty i robimy z nich najpiękniejsze bukiety. Co rok w sierpniu w trójkę szukamy odpowiedniego miejsca i oglądamy rój perseidów, które mają spełnić nasze marzenia. Choć na co dzień mam sporo pracy, to jednak zawsze staram się wygospodarować jakiś czas dla nas.

Jeszcze jeden aspekt tego tematu jest dość ciekawy, a mianowicie uwiecznianie tych momentów na zdjęciach.
Fotografuję sporo bo przecież to moja wielka pasja, ale kiedy mamy coś faktycznie przeżyć i zapamiętać, staram się odłożyć aparat i po prostu cieszyć się chwilą. Moi rodzicie nie towarzyszyli każdej z moich pięknych chwil, nie mam pamiątkowych zdjęć z większości tych wspaniałych momentów, a jednak są żywe w mojej pamięci. Skąd więc taki pęd współczesnych ludzi do tego, aby każde najdrobniejsze wydarzenie dokumentować?
Równo rok temu czytałam ciekawy artykuł, właśnie na temat wszędobylskich aparatów. Znalazły się w nim odniesienia do badań, które wykazują, że czym więcej uwieczniamy na zdjęciach, tym mniej pamiętamy. Może więc warto czasem odpuścić?

Gdziekolwiek znajdziemy się w przestrzeni publicznej, natychmiast możemy dostrzec mnóstwo ludzi robiących zdjęcia. Byłam w zoo świadkiem sytuacji, kiedy matka zrugała swoją 6-letnią córkę, bo ta nie chciała ładnie ustawić się do kolejnego pamiątkowego zdjęcia. Ile z tych zdjęć nigdy nawet nie ujrzy światła dziennego, a dziecko zamiast słonia, zapamięta najmocniej to, że nie potrafiło sprostać oczekiwaniom mamy?

Czasem warto schować telefon w kieszeń, aparat do torby i cieszyć się chwilą.
Tego Wam życzę.


ps. Prezentowane poniżej fotografie powstały, kiedy już każda z nas wróciła do swoich zajęć. Córka do rysowania, a ja do pracy, czyli do fotografowania.




sobota, 15 lipca 2017

Sorbet porzeczkowy


Mamy w domu taki rytuał, że kiedy kończy się rok szkolny, a zaczynają wakacje, moja córka codziennie zjada porcję lodów. Jednak nie zawsze mamy dostęp do naprawdę dobrych, więc nie pozostaje mi nic innego, jak przygotować je w domu. 
Jestem fanką sorbetów i jeśli mam robić w domu lody, to najczęściej wybieram właśnie takie, mocno owocowe, bez zbędnych dodatków. 
Wykonanie tego sorbetu zajmie wam niewiele czasu. Oczywiście musicie doliczyć czas, który jest potrzebny do jego zamrożenia, ale kiedy już wstawicie pojemnik z sorbetem do zamrażalnika, możecie o nim na kilka godzin zapomnieć. Żadnego mieszania, zaglądania i dodatkowych czynności.

Sorbet z czerwonej porzeczki:
500g czerwonej porzeczki
160g cukru kryształu
300g wody + 3 łyżki

Porzeczki płuczę, przebieram i odrywam ogonki. Przekładam je do garnka, dolewam 3 łyżki wody i doprowadzam do wrzenia. Przykrywam i gotuję 5-6 minut, następnie przecieram starannie przez gęste sitko.
Odstawiam i zabieram się za przygotowanie syropu. Cukier wsypuję do garnka, dodaję wodę i zagotowuję. Gotuję odkryty przez ok. 10 minut. 
Gotowy syrop wlewam do przetartych porzeczek, mieszam dokładnie, doprowadzam do wrzenia i gotuję 1-2 minuty. 
Całość wlewam do pojemnika w którym będę zamrażała sorbet i zostawiam do całkowitego ostudzenia. Wkładam do zamrażalnika i pozwalam sorbetowi dobrze zamarznąć. Zajmuje to 4-5 godzin. 


środa, 12 lipca 2017

Zupa krem z pieczonej papryki



Krem paprykowy to zaraz po rosole i pomidorowej, najbardziej lubiana zupa w naszym domu. Sycąca, pełna witamin i pyszna. Przepadam za takimi daniami, które każdy domownik może wykończyć tak jak lubi najbardziej. Ta zupa jest jedną z takich potraw. Ja posypuję wierzch pokruszoną fetą, córka pestkami dyni, a narzeczony zagryza pszenną grzanką, natartą czosnkiem. Czasami oprócz fety dokładam trochę świeżego oregano i pokrojoną w kostkę pieczoną paprykę. Zróbcie jak ja, albo całkiem inaczej. Ważne żebyście wypróbowali tę zupę, bo jest naprawdę smaczna!

Zupa krem z pieczonej papryki - przepis na  4 porcje:
6 pomidorów malinowych
6 średnich czerwonych papryk
1/2 średniej cukinii
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
sól, pieprz czarny mielony
dodatkowo:
feta lub ser kozi twarogowy
pestki dyni
świeże oregano
grzanki z bagietki natarte czosnkiem

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni. Papryki myję, układam w naczyniu żaroodpornym wyłożonym papierem do pieczenia. Naczynie z papryką wstawiam do piekarnika i piekę ok. 30 minut,do czasu gdy na strąkach zaczną pojawiać się czarne plamy. Wyłączam piekarnik i pozwalam paprykom leżeć w środku jeszcze ok. 15-20 minut. Wyjmuję naczynie z pieca i zostawiam papryki do ostudzenia. Gdy są letnie zdejmuję z nich skórkę, oczyszczam je z nasion i białych błon i kroję upieczony miąższ w dużą kostkę.

Pomidory sparzam wrzątkiem, obieram, pozbawiam nasion i kroję w kostkę. 
Czosnek i cebulę obieram i z grubsza kroję na mniejsze kawałki.
 Cukinię myję i kroję na plasterki.
Na oleju podsmażam cebulę z czosnkiem przez ok. 1 minutę, następnie dodaję cukinię i pomidory. Doprawiam solą i pieprzem. Duszę pod przykryciem przez ok. 15-20 minut. Odkrywam, dodaję pokrojoną pieczoną paprykę i gotuję kolejne 2-3 minuty. 
Zupę blenduję do czasu gdy uzyskam niemal gładki krem. Podaję gorący z ulubionym przybraniem. 


czwartek, 6 lipca 2017

Spaghetti w sosie pomidorowym z soczewicą



Pyszny i sycący wegański obiad, czy to możliwe? Oczywiście, że tak! Jeśli nie jesteście przekonani to koniecznie przygotujcie to co dziś proponuję. Będziecie mile zaskoczeni.  

Spaghetti w sosie pomidorowym z soczewicą - przepis na 2 porcje:
160-200g spaghetti
80g zielonej soczewicy
5 pomidorów malinowych
1/2 strąka czerwonej papryki
1/2 średniej cebuli
2 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 łyżeczka papryki słodkiej w proszku
1 łyżeczka czubrycy (ewentualnie cząbru)
sól do smaku
posiekana natka pietruszki

Pomidory parzę wrzątkiem, obieram ze skóry, wyjmuję nasiona i kroję miąższ w kosteczkę. Cebulę obieram i drobno kroję. Paprykę myję, usuwam nasiona i białe błony, miąższ wraz ze skórką kroję w drobną kostkę.

W garnku rozgrzewam olej, wrzucam do niego cebulę i smażę co jakiś czas mieszając do czasu gdy stanie się złocista. Do cebuli dodaję paprykę, oprószam solą i podsmażam 1-2 minuty. o cebuli i papryki dorzucam pokrojone pomidory, dodaję sól, czubrycę, zmniejszam płomień i gotuję 15 minut pod przykryciem. Odkrywam garnek z sosem i odparowuję na wolnym ogniu przez ok. 20-25 minut. 

Soczewicę płuczę na sitku zimną wodą. Wrzucam ją do garnka i dodaję 300g gorącej wody oraz 3/4 łyżeczki soli. Przykrywam, doprowadzam do wrzenia i gotuję na wolnym ogniu przez 20-25 minut. Soczewica powinna być miękka. Na koniec odkrywam garnek by odparować ewentualny nadmiar wody. Jeśli soczewica jest miękka, a w garnku wciąż jest jeszcze płyn wtedy odlewam go. 
Ugotowaną soczewicę dodaję do sosu pomidorowego.

Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu. Ugotowany makaron odcedzam i mieszam w garnku z gorącym sosem. Podaję natychmiast posypane posiekaną natką pietruszki.

środa, 5 lipca 2017

Lasagne ze szpinakiem


Od kilku miesięcy namiętnie przygotowują lasagne, z różnego rodzaju farszami. Pisałam już jakiś czas temu dlaczego ta potrawa jest jedną z bardziej przeze mnie lubianych, więc nie będę się powtarzała. 
Dziś lasagne ze szpinakiem. Większość zna, niektórzy pewnie robili, część powie że przepis dobrze znany i banalny. Z pewnością jednak, znajdą się tacy, którzy jeszcze jej nie przygotowywali, tacy którzy nie wiedzą jak się za to zabrać, boją się że coś pójdzie nie tak. Dla nich jest ten przepis, najlepszy przepis na lasagne ze szpinakiem. 
Gotową lasagnę gdy ostygnie można podzielić na porcje, każdą zapakować w folię aluminiową i schować w zamrażalniku. Będzie w sam raz na dzień, w którym zapałacie ochotą na lasagne, a zabraknie ochoty bądź czasu do jej przygotowania. 

Lasagne ze szpinakiem - przepis na 6 porcji:
12 płatów makaronu lasagne (nie chcę tutaj reklamować, ale w moim odczuciu najlepszy jest makaron marki Barilla)
1100-1200g mrożonego szpinaku w liściach
6-7 ząbków czosnku (jeśli nie lubicie go tak jak, możecie dać go mniej)
1 opakowanie sera saałtkowego typu feta - z premedytacją piszę słowo "typu", bo choć jestem zwolennikiem oryginałów, to w tym wypadku zawsze używam tzw. sera sałatkowego. 
2 łyżki oleju słonecznikowego
sól, pieprz czarny, gałka muszkatołowa i 1-2 łyżeczki soku z cytryny
beszamel:
50g masła 
50g mąki pszennej
600ml mleka 0,5% tłuszczu
2 szczypty mielonej gałki muszkatołowej
2 spore szczypty mielonego czarnego pieprzu
sól do smaku
dodatkowo:
1 kulka mozzarelli
100-120g starego parmezanu (może być ewentualnie grana padano)
6 plastrów pomidora malinowego

Czosnek obieram i drobno siekam. Na oleju podsmażam chwilę czosnek, następnie dorzucam mrożony szpinak, dodaję szczyptę soli, przykrywam i rozmrażam na wolnym ogniu. Gdy szpinak jest już częściowo rozmrożony, odkrywam rondel, zwiększam nieco płomień i rozmrażam nadal, odparowując przy okazji.
Do całkiem rozmrożonego szpinaku dodaję ser i rozgniatam go starannie mieszając ze szpinakiem. Odparowuję całość by pozbyć się nadmiaru wody. Doprawiam szpinak sokiem z cytryny i solą do smaku. Dodaję po dwie szczypty pieprzy i gałki muszkatołowej. 

Parmezan ścieram na tarce o drobnych oczkach. Mozzarellę odsączam z zalewy i ścieram na tarce o grubych oczkach.
W szerokim garnku zagotowuję lekko posoloną wodę.
W rondlu rozpuszczam masło, dodaję mąkę i smażę mieszając przez minutę. Dolewam mleko i szybko mieszam rózgą. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wolnym ogniu doprowadzam do wrzenia, pamiętając o tym by często mieszać sos. Gdy zawrze, gotować do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Beszamel powinien być gęsty, ale nie jak budyń. Powinien wciąż zachowywać stosunkowo płynną konsystencję, by łatwo go było rozprowadzić.
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C, grzanie góra-dół.
Formę do lasagne smaruję olejem, nakładam na spód cienką warstwę beszamelu.
Na wrzątek wrzucam 3 płaty lasagne i gotuję 2 minuty. Wyjmuję, wykładam nimi foremkę. Nakładam cienką warstwę szpinaku, smaruję niezbyt grubo beszamelem, posypuję częścią serów. Obgotowuję przez 2 minuty kolejne trzy płaty lasagne. Nakładam je na farsz, dociskam. Rozkładam kolejną warstwę szpinaku, beszamelu i serów. Gotuję kolejną, trzecią partię makaronu. Układam go na farszu. Nakładam na niego ostatnią porcję szpinaku, połowę pozostałego beszamelu i połowę pozostałego sera. Gotuję ostatnie trzy płaty makaronu, nakładam je na wierzch. Smaruję je resztą beszamelu, układam plastry pomidorów, oprószam je solą i całość posypuję resztą mozzarelli i parmezanu.
Lasagne wstawiam do pieca i piekę 30 minut. Po 10 minutach zmniejszam temperaturę do 180 stopni C. 

Upieczoną zapiekankę wyjmujemy i zostawiamy na 30 minut. Jeśli zaczniemy kroić ją wcześniej będzie się najpewniej rozpadała. Bez obaw. Wewnątrz dania panuje taka temperatura, że w ciągu 30 minut danie nie stanie się zimne, a jedynie lepiej się zespoli i będzie w odpowiedniej do jedzenia temperaturze.

 

wtorek, 4 lipca 2017

Idealne bułki do hamburgerów


Domowe bułki hamburgerowe są bardzo proste w wykonaniu, a są o niebo lepsze od tych sklepowych. Nie chodzi jedynie o smak, ale konsystencję. Kupne bułki są gumowe, sypią się, rozpadają. W ich składzie są różne dziwne substancje, dlatego staram się ich unikać. Jeśli robicie w domu burgery, mięsne czy wegetariańskie, koniecznie zabawcie się w piekarza i przygotujcie własne bułki do hamburgerów. Gwarantuję, że już nigdy nie wrócicie do kupnych.
Ważna uwaga. Nie skracajcie czasu wyrastania bułek, ma to kluczowy wpływ na jakość ich miąższu. Jeśli będą rosły zbyt krótko to będą ciężkie i gliniaste. 
 
Bułeczki hamburgerowe - przepis na 4 duże bułki:
280g mąki pszennej chlebowej lub typ 650
12g świeżych drożdży
3/4 szklanki letniego mleka 2% tłuszczu
2 płaskie łyżki masła roztopionego i ostudzonego
1/2 łyżeczki cukru
3/4 łyżeczki soli
jajko + 1 łyżka mleka do posmarowania bułek
sezam


Do letniego mleka dodaję cukier oraz drożdże i dobrze mieszam. Odstawiam na 5-7 minut, aby drożdże się rozbudziły. 
Mąkę przesiewam do miski, dodaję sól, następnie wlewam rozczyn i mieszam delikatnie łyżką. Dodaję masło i zagniatam ciasto. Wyrabiam je przez około 5 minut, do momentu kiedy kulka ciasta stanie się elastyczna i gładka. Tak wyrobione ciasto przekładam do miski, przykrywam czystą, wilgotną ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1-1,5 godziny.  
Blachę wykładam papierem do pieczenia.n
Wyrośnięte ciasto odgazowuję jednym uderzeniem pięścią w jego środek. Wybieram je z miski i dzielę na 4 części. Z każdej robię płaski placek i zakładam jego brzegi do środka jak kopertę. Robię tak dwa razy, przy drugim formując bułkę i zbierając w całość zlepione brzegi. Odwracam łączeniem do dołu. Bułeczkę spłaszczam i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Postępuję tak z resztą przygotowanego ciasta. Kawałek papieru do pieczenia zwilżam kilkoma kroplami oleju, zgniatam, ponownie rozprostowuję i nakrywam nim bułeczki. Czasem jeszcze na to kładę wilgotną ściereczkę. Odkładam do wyrastania na 45 minut do 1 godziny. 
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni (grzanie góra-dół).  
Przed pieczeniem roztrzepuję w misce jajko z mlekiem, zdejmuję bardzo delikatnie papier którym przykryłam bułki i również delikatnie smaruję  mieszaniną wierzch bułek. Na koniec posypuję sezamem. 
Wstawiam blachę z bułkami do rozgrzanego pieca i piekę przez 8-12 minut. Mają być rumiane. 
Studzę na kratce.


niedziela, 2 lipca 2017

Tarta serowa z czerwonym pesto i pomidorami



Czy Wy też ciągle gdzieś biegniecie?  Bo ja zdecydowanie tak! Nawet gdybym chciała zwolnić, to ostatnio się nie da. Cieszę się, bo lubię gdy sporo się dzieje, ale już obmyślam po cichu plan jak wyrwać się na łono natury. Nie musi to być ucieczka na długo. Wystarczy kilka godzin. Koc, koszyk z czymś smacznym i książka. Jeśli tylko mi się uda, na pewno zabiorę ze sobą tę tartę. Wam też polecam włożyć ją do koszyka piknikowego lub przygotować po prostu na szybki obiad czy kolację. Robi się ją błyskawicznie i jest bardzo smaczna.

Tarta serowa z czerwonym pesto i pomidorami:
płat ciasta francuskiego, najlepiej maślanego do wyłożenia foremki o średnicy 28cm lub nieco mniejszej (jeśli używamy mrożonego ciasta, należy odpowiednio wcześniej przełożyć je z zamrażalnika do chłodziarki)
150g niebieskiego sera pleśniowego (może być np. lazur błękitny lub gorgonzola)
1 kulka mozzarelli (125g)
2 podłużne pomidory lima lub mniejsze malinówki
pieprz czarny świeżo mielony
czerwone pesto:
10 suszonych pomidorów w oleju (dobrze odsączonych z zalewy)
4 łyżki oleju ze słoika z pomidorami
1/2 ząbka czosnku
30g startego sera parmezan
30g migdałów
dodatkowo:
rukola
oliwa z oliwek
masło do wysmarowania foremki

Zaczynam od przygotowania pesto z suszonych pomidorów. Migdały wrzucam do miseczki i zalewam wrzątkiem. Odstawiam na 10 minut, po czym obieram ze skórki. Obrane migdały wrzucam do pojemnika, w którym będę blendowała pesto. Suszone pomidory kroję na paski i dorzucam do migdałów. Czosnek obieram i dorzucam pół ząbka do pojemnika blendera. Dodaję starty parmezan oraz olej  ze słoika z suszonymi pomidorami. Blenduję wszystkie składniki starannie na pastę.

Pomidory myję i kroję na niezbyt grube plastry. Mozzarellę dobrze odsączam z zalewy i kroję na cienkie plastry.

Formę na tartę smaruję masłem. Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni.

Gdy piekarnik jest już nagrzany, wyjmuję z lodówki ciasto francuskie. Rozwijam, odcinam potrzebną ilość ciasta i wykładam nim spód oraz boki foremki. Na ciasto nakładam papier do pieczenia i obciążam ziarnami fasoli. Wstawiam do rozgrzanego piekarnika na 8 minut, by spód się podpiekł. Zdejmuję obciążenie, po czym znów wstawiam do pieca, na kolejne 4 minuty.
Gdy spód jest już podpieczony, wyjmuję formę  piekarnika i nakładam farsz. Na cieście rozsmarowuję pesto z suszonych pomidorów (brzegi ciasta które wyrosły pozostawiam bez farszu), następnie równomiernie rozkładam pokruszony w palcach niebieski ser. Na tej warstwie układam plasterki mozzarelli. Gdy już pesto i sery pokrywają tartę, na wierzchu układam plasterki pomidorów. Oprószam świeżo mielonym czarnym pieprzem i wkładam ponownie do piekarnika. Piekę kolejne 7-8 minut, do momentu gdy sery się zapieką.
Podaję ze świeżą rukolą, skropioną oliwą z oliwek.

Tartę można odgrzewać w piekarniku, na patelni, bądź jeść na zimno.

piątek, 23 czerwca 2017

Piersi kurczaka zapiekane z pesto, pomidorami i mozzarellą


Jedno z tych dań, które udaje się zawsze, o ile użyje się do niego świeżych i dobrej jakości składników. Czemu o tym wspominam, skoro to tak oczywiste?
Dlatego, że będąc w zeszłym tygodniu w Trójmieście, skusiłam się zamówić tak przygotowaną pierś kurczaka w restauracji.
Niestety, choć wszystkie składniki były świeże, a całość przyrządzona poprawnie, to danie było kiepskie.
Winę za to poniosły oczywiście niskiej jakości składniki. Najtańsze kupne pesto rozcieńczone olejem, a zamiast mozzarelli, plaster niezbyt smacznego sera żółtego.
I tak oto w prosty sposób z naprawdę fajnej potrawy, powstała jej nędzna karykatura. Jeśli chcecie uniknąć rozczarowania tą potrawą, przygotujcie własne pesto, kupcie mozzarellę i dojrzałe pomidory.  Gwarantuję satysfakcję!

Piersi kurczaka zapiekane z pesto, pomidorami i mozzarellą (składniki na 2 porcje):
1 pierś kurczaka (250-300g)
sól
pieprz czarny mielony
pesto:
bazylia z 1 dużej doniczki (xxl) - 65g
55g sparzonych i obranych ze skórki migdałów
1 spory ząbek czosnku
40g startego parmezanu
spora szczypta soli
65g oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego, słonecznikowego - ktoś może się oburzyć, ale wolę bezwonne oleje
do zapiekania:
1/2 kulki mozzarelli
1-2 pomidory malinowe pokrojone w plastry
dodatki:
150-200g ulubionego makaronu 
świeża bazylia

Bazylię płuczę, obrywam odpowiednią ilość listków i umieszczam je w pojemniku do blendowania.
Migdały zalewam wrzątkiem i odstawiam na 15 minut. Po tym czasie obieram ze skórki i dorzucam do bazylii. Dodaję obrany i pokrojony na większe kawałki ząbek czosnku, szczyptę soli oraz oliwę. Blenduję do czasu uzyskania pasty. Pesto przekładam do słoika i chowam w lodówce.

Piekarnik nagrzewam do 180 stopni, grzanie góra-dół.

Pierś kurczaka myję, oczyszczam z błon, przekrawam wzdłuż na dwa kotlety. Polędwiczki również odkrawam i oczyszczam. Mięso oprószam z dwóch stron solą oraz pieprzem. Naczynie żaroodporne wykładam papierem do pieczenia. Mięso skrapiam oliwą z dwóch stron, następnie układam w naczyniu żaroodpornym. Mięso wstawiam do piekarnika i piekę przez 10-11 minut.

Pomidory myję i kroję na niezbyt grube plastry. Mozzarellę ścieram na grubych oczkach tarki lub rwę w palcach na drobne cząstki.
Nastawiam garnek z lekko osoloną wodą, aby ugotować makaron.
Na wrzącą wodę wrzucam makaron i gotuję zgodnie z przepisem na opakowaniu.Ugoto
Wyjmuję naczynie żaroodporne z podpieczonym mięsem.  Na każdym kawałku mięsa rozsmarowuję 1-2 łyżeczki pesto, nakładam 2 plastry pomidora. Ponownie wkładam do piekarnika na kolejne 10-11 minut.
Po tym czasie znów wyjmuję naczynie z pieca, posypuję każdy kawałek mozzarellą i wstawiam do piekarnika na kolejne 5-6 minut. To idealny moment by wrzucić makaron do wrzątku.

Na wrzącą wodę wrzucam makaron i gotuję zgodnie z przepisem na opakowaniu.Ugotowany makaron odcedzam i gorący mieszam z solidną porcją pesto. Ta ilość pesto, którą przygotowaliśmy będzie zbyt duża na całą tę potrawę, z pewnością jakaś jego część Wam zostanie.

Po nałożeniu na talerze posypujemy całość świeżą bazylią.
Tak przygotowane piersi kurczaka można podać nie tylko z makaronem. Mogą być ziemniaki z wody, ziemniaczki młode z pesto, pieczywo pszenne, ryż, ulubiona kasza lub frytki.


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Makaron w sosie pomidorowym z mulami
















































Kto lubi owoce morza będzie zachwycony.
Ci, którzy nie mają z nimi doświadczenia, nie będą żałowali że spróbowali.
Tym, którzy jeszcze nie jedli, a chcieli by wyobrazić sobie jak smakują omułki, powiem że są delikatne w smaku, lekko morskie, odrobinę słodkawe i nieco słone. Ich konsystencja wbrew wyobrażeniom nie jest gumowata, ani zwarta. Są miękkie i rozpływają się w ustach.
Są dodatki, które w przypadku omułków sprawdzają się zawsze. To czosnek, białe wino, masło, pomidory i natka pietruszki. Jeśli wzbogacam sos o pomidory wybieram makaron, jeśli wykorzystuję tylko masło, czosnek, wino i natkę, wolę bagietkę. 

Makaron w sosie pomidorowym z małżami (składniki na 2 porcje):
500g małży (omułków) - mrożonych lub świeżych
50g masła
3 ząbki czosnku
100ml białego wytrawnego wina
4 spore, dojrzałe pomidory malinowe
1/2 łyżeczki cukru
sól, pieprz
180g makaronu spaghetti
natka pietruszki

Mule przebieram (jeśli korzystam ze świeżych odrzucam otwarte sztuki. Każdą otwartą sztuką stykam o blat i daję jej chwilę, jeśli się zamknie, oznacza to że omułek nadaje się do przyrządzenia. Zasada ta nie obowiązuje w przypadku mrożonych omułków.) i usuwam bisiory. Myję pod bieżącą wodą.

Pomidory sparzam, obieram i usuwam z nich nasiona. Miąższ kroję w kostkę.
Czosnek obieram i drobno siekam.
Natkę myję i drobno siekam jej listki.
W garnku zagotowuję osoloną wodę na makaron.
Na maśle podsmażam delikatnie czosnek, przez około minutę. Dolewam wino, dodaję pomidory i doprowadzam do wrzenia. Sos solę, dodaję ewentualnie nieco cukru i gotuję odkryty przez ok. 10-15 minut, następnie dorzucam  małże i przykrywam garnek. Gotuję 5 minut bez względu na to czy korzystam z małży świeżych czy mrożonych. Co jakiś czas potrząsam garnkiem aby wymieszać małże z sosem. Po ugotowaniu odrzucam mule, które nie otwarły się. Podczas przygotowywania muli do garnka z gotującą się wodą wrzucam makaron i gotuję według czasu podanego na opakowaniu.
Ugotowany makaron odcedzam i natychmiast mieszam z sosem oraz małżami.
Podaję gorące, posypane posiekaną natką pietruszki.




czwartek, 8 czerwca 2017

Chłodnik litewski















































Witam wszystkich po przerwie. Kto obserwuje moje konto na instagramie wie, że nie próżnowałam. Sporo pracowałam, a natłok zajęć sprawił, że starczyło czasu na nowe wpisy. Ale już się poprawiam i wracam z przepisem na klasyk, czyli chłodnik litewski.
Jedni robią na bulionie, ja gotuję buraczki w wodzie, a później wszystkie składniki łączę z mlecznymi dodatkami. Są tacy, którzy używają wyłącznie kefiru, są tacy którzy jogurtu, ja łączę kilka takich produktów. Ważne żeby dobrze doprawić chłodnik, schłodzić go jak należy i podać z jajkiem.

Chłodnik litewski (4-6 porcji):
1 pęczek botwiny z buraczkami
1 pęczek rzodkiewki
1 ogórek gruntowy (twardy)
1 ząbek czosnku
pęczek szczypiorku
1/2 pęczka koperku
200g jogurtu naturalnego
150g kefiru
250g śmietany kwaśnej 12% tłuszczu 
sok z cytryny, cukier, sól, i pieprz czarny do smaku
Do podania:
po 1 jajku ugotowanym na twardo do każdej porcji

Buraki obieram, myję i ścieram na tarce o grubych oczkach. Łodygi botwiny myję, kroję drobno. Liście botwiny płuczę i drobno siekam.
Buraczki przekładam do garnka, zalewam niewielką ilością wody, tak by były zakryte, przykrywam pokrywką tak by była odrobinę uchylona i doprowadzam do wrzenia. Gotuję (od momentu zagotowania) 8 minut, następnie dodaję pokrojone łodygi oraz liście i gotuję olejnych 7-8 minut. Odkrywam, skrapiam 1-2 łyżkami soku z cytryny. Przekładam garnek do miski z zimną wodą i schładzam zawartość.

Warzywa myję starannie. Ogórka obieram niezbyt dokładnie ze skórki. Rzodkiewki oraz ogórka kroję w kostkę (nie za drobną, ale również nie dużą). Listki koperku oberwane z łodyżek siekam drobno. Drobno kroję także szczypiorek. Czosnek obieram i przeciskam przez praskę.

Do dużej miski przekładam wszystkie warzywa, dodaję dobrze schłodzone, ugotowane wcześniej buraki (razem z płynem, który jest w garnku), jogurt, śmietanę i kefir. Doprawiam solą, czarnym mielonym pieprzem oraz odrobiną cukru. Mieszam starannie i próbuję. W razie potrzeby dodaję niezbędnych przypraw i soku z cytryny. Raz jeszcze mieszam, przykrywam i wstawiam do lodówki na 2 godziny.

Podaję schłodzony z ugotowanym na twardo jajkiem.

sobota, 13 maja 2017

Lasagne z warzywami i pesto















































Znam niewiele osób, które nie przepadają za tą włoską, makaronową zapiekanką.
Lasagne lubię za dużą dowolność, jaką daje przy wybieraniu składników. Można do niej włożyć co tylko się zechce i zawsze wychodzi smaczna. Latem lądują w niej bakłażany i papryki, jesienią dynie, zimą ragù bolognese, a wiosną szpinak lub inne zielone warzywa.
Ja tym razem wybrałam szparagi, bób i żółtą cukinię. Oprócz warzyw obowiązkowo sos beszamelowy, zielone pesto i dwa gatunki sera.


Lasagne z zielonymi warzywami i pesto:
12 płatów makaronu lasagne
pęczek szparagów
450g bobu (mrożonego bądź świeżego)
1 żółta cukinia
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz czarny mielony
1 kulka mozzarelli (125g)
80-100g parmezanu

Sos beszamelowy:
2,5 szklanki mleka 0,5 % tłuszczu
50g masła
50g mąki pszennej
sól, czarny pieprz mielony, spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej

Pesto:
50g listków bazylii (1 doniczka XXL)
50g migdałów
50g parmezanu
6-7 łyżek oleju rzepakowego (może być słonecznikowy lub oliwa z oliwek, ja jednak wolę bezwonne oleje)
sól
1 ząbek czosnku

Pesto
Migdały zalewam w miseczce wrzątkiem i odstawiam na 10-15 minut. Namoczone obieram ze skórki i wrzucam do pojemnika blendera. Do migdałów dodaję oberwane i opłukane listki bazylii, obrany i pokrojony czosnek, starty parmezan oraz olej. Miksuję na pastę, na koniec doprawiam odrobiną soli.

Warzywa
Cukinię myję, kroję w cienkie plastry, oprószam solą i pieprzem, dodaję obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek, skrapiam oliwą i odstawiam na 5 minut. Później wrzucam na rozgrzaną patelnię i smażę 3-4 minuty mieszając co jakiś czas. Obsmażoną, nieco już miękką cukinię przekładam na talerz.
W dwóch garnkach zagotowuję osoloną wodę.
Do jednego garnka wrzucam bób i gotuję krótko, do miękkości (ok.7-10 minut). Na opakowaniu mrożonego bobu pisze aby gotować go 15-20 minut, ale zdecydowanie polecam sprawdzać stan ugotowania ziaren wcześniej, moje po 8 minutach były dobre, po 10 zaczynały się rozgotowywać. Ugotowany bób odcedzam i zalewam na chwilę lodowatą wodą, aby przerwać gotowanie. Ponownie odcedzam i obieram.
Szparagi myję, odłamuję zdrewniałe końce i kroję wzdłuż na pół. Wrzucam na wrzątek i blanszuję 2-3 minuty. Odcedzam i przelewam lodowatą wodą by przerwać gotowanie.

Beszamel
W rondlu roztapiam masło, dodaję mąkę i mieszam rózgą. Smażę 1-2 minuty, następnie dolewam mleko i energicznie mieszam by połączyć składniki. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając doprowadzam do wrzenia. Gotuję przez ok. 2 minuty, do czasu gdy nieco zgęstnieje.

Makaron
Choć wybieram makaron, którego nie trzeba wcześniej gotować, zawsze to robię. W szerokim garnku zagotowuję wodę, solę ją odrobinę i wrzucam po 3 płaty, na 2 minuty. Nakładam warstwę i znów gotuję kolejne 3 płaty.

Sery
Mozzarellę ścieram na tarce o grubych oczkach, parmezan na drobnych.

Piekarnik nagrzewam do temperatury 200 stopni C.

Formę do zapiekania smaruję oliwą. Na dnie rozsmarowuję niewielką ilość beszamelu, układam pierwsze trzy płaty makaronu obok siebie.
Smaruję makaron beszamelem, następnie nakładam porcję pesto i rozprowadzam po całej powierzchni. Nakładam równomiernie ugotowany i obrany bób. Posypuję porcją mozzarelli i parmezanu. Wzrokowo dzielę ser i beszamel tak by wystarczyło na całą zapiekankę.
Na bób nakładam kolejne trzy płaty makaronu obok siebie. Smaruję je beszamelem, pesto, nakładam szparagi nie wzdłuż płatów, ale w poprzek. Zostawiam trzy kawałki szparagów do dekoracji.
Szparagi polewam odrobiną beszamelu, niezbyt równomiernie, posypuję mozzarellą i parmezanem. Układam kolejną warstwę makaronu.
Makaron ponownie smaruję beszamelem i resztą pesto. Nakładam plasterki cukinii. Zostawiam kilka plasterków do dekoracji.
Cukinię polewam nierównomiernie odrobiną beszamelu. Posypuję serami.
Nakładam ostatnią, czwartą warstwę makaronu. Smaruję go beszamelem, dekoruję szparagami i przekrojonymi na pół plasterkami cukinii. Posypuję resztą serów.

Formę z zapiekanką wstawiam do piekarnika i piekę 20-30 minut, zależnie od zaleceń producenta na opakowaniu makaronu. Piekę z funkcją grzania góra-dół bez termoobiegu. Monitoruję na bieżąco wierzch lasagne. Jeśli zbyt szybko się przypieka przykrywam wierzch folią aluminiową na jakiś czas. Jeśli za słabo to pod koniec pieczenia włączam na 5 minut termoobieg.
Po upieczeniu zostawiam lasagne jeszcze na 5 minut w otwartym, wyłączonym piekarniku, następnie wyjmuję i z krojeniem czekam minimum 30 minut. Najlepiej jednak poczekać ok. 45. Zapiekanka wciąż będzie w środku ciepła.
Można też później odgrzewać ją w piekarniku.
Ja również mrożę gotową lasagne. Kiedy całkiem wystygnie kroję na porcje, każdą pakuję w folię aluminiową i wkładam do zamrażalnika. Wyjmuję dzień wcześniej popołudniu do lodówki, następnego dnia krótko podgrzewam w dobrze rozgrzanym piekarniku.

środa, 10 maja 2017

Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami


Wiosna choć chłodna i mokra, to jednak przyniosła ze sobą przynajmniej część tego, czego oczekiwaliśmy. Na straganach jest rabarbar, są również nieśmiałe zagraniczne truskawki. Gdy na dworze ziąb, pozwala to stworzyć choć w kuchni przyjemny klimat na cały dzień. A jeśli przytrafi się piękna pogoda, można spakować drożdżówki do papierowej torby, wetknąć ją do kosza piknikowego i popędzić na łąkę, do lasu lub nad jezioro.


Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami - przepis na 6 sztuk:
310g mąki pszennej typ 650
25g świeżych drożdży
140g mleka 0,5% tłuszczu
60g cukru kryształu 

1 średnie jajko
50g masła roztopionego i ostudzonego
szczypta soli
1,5 łodygi rabarbaru
3 duże truskawki  
dodatkowe 2-3 łyżeczki cukru do posypania owoców
Dodatkowo: 
1 jajko + 1 łyżka mleka do posmarowania brzegów drożdżówek
lukier:
1 łyżeczka wody
cukier puder

Do miski przesiewam mąkę, dodaję szczyptę soli. Mleko podgrzewam tak by było letnie, dodaję łyżeczkę cukru i rozpuszczam w nim drożdże. Odstawiam na 5 minut w ciepłe miejsce. Resztę cukru dosypuję do mąki. Jajko wybijam do miseczki i roztrzepuję widelcem.
Gdy drożdże się rozbudzą wlewam rozczyn do mąki z cukrem i mieszam delikatnie łyżką, następnie dodaję jajko oraz ostudzone, płynne masło i dalej mieszam. Ciasto jest dość luźne i kleiste, nie dodajemy mąki, takie ma pozostać.
Zwilżonymi palcami zakładam ciasto od spodu do góry, wyrabiam je w ten sposób 2-3 minuty. Przykrywam miskę z ciastem czystą ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1-1,5 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.

Wyrośnięte ciasto dzielę na 6 części. Na solidnie obsypanym mąką blacie formuję bułeczki, zakładając ciasto do góry. Uformowaną bułeczkę odwracam i układam na przygotowanej blasze, zachowując odstępy dzięki, którym wyrastające drożdżówki nie zlepią się ze sobą.

Uformowane drożdżówki zostawiam nie przykryte, w cieple do ponownego wyrośnięcia na 20-30 minut.
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni. Grzanie góra-dół bez termoobiegu.

Rabarbar myję, odcinam liście i kroję łodygę na niezbyt grube plasterki. Truskawki myję, odcinam szypułki i każdą kroję na 4 części.

Gdy bułki wyrosną, w każdej robię bardzo delikatnie wgłębienie w środku, Wtykam do niego kawałki rabarbaru oraz truskawek. Owoce posypuję cukrem. Do miseczki wybijam jajko, dodaję mleko i roztrzepuję widelcem. Smaruję mieszaniną brzegi drożdżówek. Tak przygotowane wstawiam na środkową półkę piekarnika  i piekę 13-18 minut. Trzeba pilnować bo czas pieczenia jest zależny od piekarnika.

Upieczone drożdżówki wyjmuję i studzę na kratce.  Wystudzone polewam lukrem przygotowanym z wody wymieszanej z cukrem pudrem. Aby przygotować lukier biorę 1 łyżeczkę ciepłej, przegotowanej wody i dodaję do niej tyle cukru pudru by otrzymać gęsty, ale jeszcze nieco lejący się lukier.
Przechowuję przykryte ściereczką lub w papierowych torebkach. Upiekłam je rano, a wieczorem były dalej bardzo puszyste i smaczne.


czwartek, 4 maja 2017

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką

































Wiosna...drzewa obsypane kwiatami, cudowny zapach mokrej ziemi po deszczu, pierwsze cieplejsze promienie słońca (wciąż na nie czekamy) i szparagi. Czekam cały rok, na ten najpiękniejszy czas. Nawet kiedy leje deszcz, otwieram szeroko okna i upajam się zapachem tej niezwykłej pory roku. O trzeciej nad ranem za oknem zaczyna się ptasi koncert. Niecierpliwie wyczekuję ciepłych nocy, żeby móc uchylić okno i spać kołysana tym czarodziejskim śpiewem.
Kiedy przychodzi wiosna mam natychmiast ochotę na zielone i różowe warzywa. Łaknę szparagów, szpinaku, botwinki, rabarbaru, rzodkiewek, zielonego groszku.
Zauważcie jakie to niezwykłe, że właśnie wiosną dominują w warzywniakach te kolory.
Po długiej zimie natura obsypuje nas cudownymi barwami, jakby chciała nam zrekompensować ten trudny czas, który za nami.
Kto lubi szparagi, pokocha tę sałatkę.
Idealnie sprawdzi się ona jako dodatek do mięsa, może stanowić samodzielny posiłek, być lunchem zabranym do pracy, szybką kolacją, jednym z przysmaków na pikniku czy podczas grillowania.

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką (składniki na 2 porcje):
100g kaszy pęczak
12 zielonych szparagów
4-6 sporych rzodkiewek
30 g sera feta
 sos:
3 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 mały ząbek czosnku
2/3łyżeczki miodu (u mnie gryczany)
1-1,5 łyżki soku z cytryny
sól do smaku

Kaszę płuczę w zimnej wodzie, zalewam wrzątkiem, dodaję 1/2-1 łyżeczki soli, przykrywam i gotuję na wolnym ogniu, przy uchylonej pokrywce przez ok. 18-20 minut. Ugotowaną kaszę odcedzam.
Do wysokiego garnka wlewam wrzątek, solę. Szparagi chwytam z dwóch stron i odłamuję zdrewniałe końce. Gdy wygniemy szparag, przełamie się on w odpowiednim miejscu.
W osolonym wrzątku ustawiam szparagi główkami do góry, tak by wystawały one nieco ponad poziom wody. Gotuję szparagi 4-6 minut, zależnie od grubości. Odcedzam i przelewam zimną wodą.
Rzodkiewki myję i kroję w plasterki.
Do słoika wlewam sok z cytryny, miód, olej, dodaję posiekany drobno czosnek i sól. Zamykam słoik i potrząsając energicznie przygotowuję sos.
Na półmisku mieszam kaszę, szparagi i plasterki rzodkiewek, posypuję pokruszoną w palcach fetą i na końcu polewam całość sosem.

środa, 3 maja 2017

Fajitas z kurczakiem

















































Meksykańska uczta, czyli fajitas z kurczakiem i mnóstwo pysznych dodatków.
Najważniejsze tutaj jest mięso. W zasadzie najczęściej przygotowuje się tę potrawę z wołowiny, ale kurczak też jest wykorzystywany.
My najbardziej lubimy wersję z kurczakiem.
Ważne jest by mięso było dobrze doprawione. Marynata odgrywa kluczową rolę. Kiedy gorące aromatyczne mięso z warzywami jest gotowe wystarczy przygotować pozostałe dodatki.

Później już każdy komponuje swojego zawijasa tak jak chce. Na stole obok mięsa z cebulą i papryką, pojawia się guacamole, salsa pomidorowa, kwaśna śmietana, starty ser, czarna fasola, cząstki limonki i jak się uda świeża kolendra (mnie się tym razem nie udało).

Fajitas z kurczakiem:
1 pierś kurczaka (ok.200-250g)
1 duża cebula
1/2 czerwonej papryki
1/2 zielonej papryki
1/2 żółtej papryki
1-2 łyżki oleju rzepakowego
składniki marynaty do mięsa:
2 ząbki czosnku obrane i przeciśnięte przez praskę
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego) roztartego w moździeżu
1 i 1/2 łyżeczki suszonego oregano
1 i 1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszki
1/2 słodkiej wędzonej papryki w proszku
3/4 łyżeczki soli
3-4 skropienia tabasco
2 łyżki oleju rzepakowego

Wszystkie składniki marynaty mieszam dokładnie. Mięso myję, oczyszczam i kroję w paski. Mieszam z marynatą i odstawiam na przynajmniej 30 minut do lodówki. Na 30 minut przed smażeniem wyjmuję z lodówki do ocieplenia.
Cebulę myję i kroję w cienkie piórka. Paprykę myję, oczyszczam z nasion i kroję w paski.
W dużym rondlu z grubym dnem rozgrzewam olej. Na gorący tłuszcz wkładam mięso i obsmażam z dwóch stron. Zdejmuję i odkładam na talerz, a na rozgrzany tłuszcz z pozostałościami marynaty wrzucam cebulę. Podsmażam przez około minutę, po czym dodaję paprykę, oprószam solą i mieszam. Smażę 1-2 minuty co kilka chwil mieszając. Dodaję 1/2 szklanki wody i gotuję na średnim ogniu w odkrytym rondlu. Po ok. 10-12 minutach kiedy papryka zmięknie, a woda niemal całkiem odparuje dodaję podsmażone mięso i podsmażam wszystko raz jeszcze razem przez 2-4 minut.

Podaję z pszennymi tortillami i wymienionymi wcześniej dodatkami.

Pico de gallo (salsa z pomidorów):
1 duży pomidor malinowy 
1/4 białej cebuli
1/2 zielonej papryczki chili
sól
sok z limonki lub cytryny

Pomidora myję, usuwam szypułkę i nasiona. Miąższ ze skórką kroję w niedużą kostkę. Obraną cebulę i oczyszczone z nasion chili kroję w drobną kostkę. Jeśli lubicie ostrzejsze smaki nasionka zostawiamy. Oprószam solą, skrapia sokiem z cytryny lub limonki i mieszam.

Guacamole:
1 dojrzałe awokado
1 mały ząbek czosnku
1/3 średniej czerwonej cebuli
sól
sok z limonki lub cytryny

Umyte awokado przekrawam na pół. Wyjmuję pestkę, miąższ nacinam w kratę i wybieram łyżeczką do miski. Skrapiam sokiem z cytryny lub limonki, oprószam solą. Cebulę i czosnek obieram i bardzo drobno siekam. Dodaję do awokado, rozgniatam widelcem do momentu gdy uzyskam papkę. Mieszam wszystko i ewentualnie raz jeszcze do smaku doprawiam solą i sokiem z cytryny.


Tortille pszenne domowe (składniki na 8 placków):
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wrzątku
1/4 szklanki oleju rzepakowego
1 i 1/3 łyżeczki soli

Mąkę wsypuję do miski, dodaję sól. W szklance mieszam wrzątek z olejem, wlewam do mąki z solą i mieszam łyżką. Zagniatam ciasto, a później wyrabiam je 3-5 minut. Ten etap jest bardzo ważny i pominięcie go jest wielkim błędem. Dłużej wyrabiane ciasto daje w efekcie bardziej miękkie placki.

Gotowe ciasto wkładam do miski, nakrywam ściereczką i odstawiam na 20 minut.
Ciasto dzielę na 8 części, każdą wałkuję na cienki placek i smażę na suchej, dobrze rozgrzanej patelni po 1-2 minuty z każdej strony (do czasu pojawienia się sporych pęcherzy powietrza i ciemnych plam na spodzie).
Domowe tortille nie pozostają wiecznie miękkie jak te sklepowe. Robimy je tuż przed podaniem. Gotowe wystarczy podgrzać przed podaniem, być może wystygną, ale z pewnością pozostaną sprężyste. 



niedziela, 30 kwietnia 2017

Herbatniki waniliowe
















































Kawa czy herbata?

W moim wypadku zdecydowanie herbata. Był krótki okres fascynacji kawą, ale herbata zawsze wygrywa.
Faktem jest, że przyszedł dzień w którym mój żołądek zbuntował się przeciw kawie i do tej pory kiedy podejmuję próbę wypicia takowej, brzuch natychmiast sygnalizuje niezadowolenie.
Na całe szczęście herbata mu odpowiada.

Mówiąc o herbacie nie mam bynajmniej na myśli wszechobecnych torebek. Pył, który się w nich znajduje to resztki pozostające z obróbki herbacianych listków. W pośpiechu mogą być ledwie namiastką prawdziwego herbacianego naparu.
Ci którzy kochają herbatę przywiązują dużą wagę zarówno do jakości listków, jak również do sposobu jej przygotowania. Nie inaczej jest ze mną. Rytuały związane z zaparzaniem herbaty są dla mnie przyjemnością samą w sobie, a napar ich uwieńczeniem.

W sklepach specjalistycznych mamy do wyboru tyle gatunków herbat, że aż może się zakręcić w głowie.
Ja jestem zdecydowaną miłośniczką herbat czarnych. Częściej sięgam po te bez dodatków, ale oczywiście nie zawsze. Przykładem może być tutaj "earl grey" czyli czarna herbata aromatyzowana olejkiem bergamotowym.
Cenię bardzo herbatę Darjeeling, ale nie jestem wierna jednej herbacie. Tak jak w kuchni, cenię możliwość smakowania różnych jej rodzajów, pochodzących z różnych miejsc.

Aby z dobrej jakości listków wydobyć to co najlepsze trzeba nauczyć się sztuki parzeni herbaty. Różne herbaty potrzebują odmiennej temperatury wody. Ważna jest również ilość listków, której użyjemy do jej przygotowania, czas parzenia, a nawet miękkość wody. Najlepiej wodę filtrować, chyba że Wasza woda w kranie jest miękka.
Potrzebny będzie także zaparzać i porcelanowa lub szklana filiżanka. Nie wyobrażam sobie po zaparzeniu wyjątkowego naparu, wypić go z kubka.
Filiżanki do herbaty wyróżniają się tym, że przy dnie są węższe, a ku górze rozszerzają się. Do zaparzania natomiast służą niedrogie metalowe zaparzacze, albo dzbanki z zaparzaczem.

Aby mieć pewność idealne temperatury parzenia, można skorzystać z termometru ze szpikulcem (mam taki w związku z domową produkcją sera).
Duża ilość herbat czarnych parzy się w temperaturze od 90-96 stopni. Gdy woda w waszym czajniku zawrze, a wy wlejecie ją natychmiast po tym do kubka to w ciągu kilku-kilkunastu sekund osiągnie temperaturę 95-95 stopni C. Po minucie lub półtorej spadnie ona do 90 stopni C.
Przeciętnie na filiżankę (ok.150 ml wody) potrzebujemy 2-3g listków.

Kupując herbatę na wagę w dobrym sklepie, od sprzedawcy uzyskacie szczegółową informację o tym skąd pochodzi herbata i jak ją zaparzyć, by zrobić to perfekcyjnie.

Herbata towarzyszy mi przy śniadaniu, gdzie zastępując kawę, pozwala mi się obudzić. W ciągu dnia wypijam kilka filiżanek, często różnych rodzajów, zależnie od nastroju. Popołudniu często herbacie towarzyszy jakaś słodkość, a najlepiej żeby były to herbatniki.

Kiedy mam czas i najdzie mnie chęć do pieczenia, prędko robię szybkie domowe herbatniki waniliowe.
Są aromatyczne, maślane, kruche i można przechowywać je w puszcze lub słoiku do tygodnia. Nikt jednak nie zweryfikował tego do końca, gdyż jeszcze nigdy nie dotrwały do wieczora.

Pozdrawiam Was słonecznie i zostawiam z przepisem na ulubione herbatniki
K

Herbatniki waniliowe:
180g mąki pszennej typ 500 lub 550
90g zimnego masła
100g cukru
1 jajko
nasiona z 1 laski wanilii (należy przekroić strączek wanilii wzdłuż, rozchylić i zeskrobać z pomocą noża nasiona znajdujące się we wnętrzu)
szczypta soli

Mąkę przesiewam do miski. Dodaję do niej sól, cukier oraz nasiona wanilii.
Masło kroję w kosteczkę, dodaję do mąki, siekam nożem bardzo starannie.
Kiedy masło jest dobrze posiekane z mąką, rozdrabniam jeszcze bardziej grudki masła palcami tworząc coś na kształt kruszonki, dodaję jajko i szybki zagniatam ciasto. Kulkę ciasta zawijam w folię spożywczą i wkładam na 30 minut do lodówki.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni C.
Blachę wykładam papierem do pieczenie.
Schłodzone ciasto wałkuję dość cienko (2-3 mm) w razie potrzeby podsypuję odrobiną mąki, by nie kleiło się do blatu.
Wykrawam ciasteczka i układam na blasze.
Piekę 10-12 minut, na środkowej półce piekarnika, najlepiej grzanie góra-dół, bez termoobiegu.
Ciasteczka mają się lekko zezłocić z wierzchu.
Wyjmuję ciasteczka z pieca i przekładam na talerz do wystudzenia (kiedy zdejmujemy z blaszki są jeszcze lekko miękkie, ale po wystudzeniu staną się chrupiące i kruche).
Ostudzone herbatniki wkładam do słoika lub puszki.
 



piątek, 28 kwietnia 2017

Kompot z rabarbaru i truskawek
















































Uwielbiam domowy kompot.
W ciepłe dni, dobrze mieć dzbanek kompotu w lodówce. Świetnie gasi pragnienie, wszyscy go lubią i można go przygotować w kilka chwil.

Kompot rabarbarowo - truskawkowy:
250g rabarbaru
200g truskawek (w sezonie świeżych, teraz mrożonych)
50-60g cukru
1,1 l wody + 100 ml wody mineralnej niegazowanej


Do dużego garnka wrzucić truskawki. Rabarbar umyć, odciąć liście i pokroić łodygi na 1-2 cm kawałki. Rabarbar dodać do truskawek, dodać cukier (najpierw 50g, jeśli gotowy kompot będzie za mało słodki można go dosłodzić), zalać 1,1 litra zimnej wody. Doprowadzić do wrzenia, gotować 5 minut od czasu zagotowania. Przecedzić na gęstym sicie, przelać do dzbanka,dolać 100ml wody niegazowanej, całość ostudzić i schłodzić w lodówce. Gdyby kompot okazał się dla Was zbyt słodki można dodać do niego łyżkę soku z cytryny.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kotlety ziemniaczano-szpinakowe
















































Niewiele jest bezmięsnych kotletów tak dobrych jak te.
Zdarza się pewnie, że zostają Wam ugotowane ziemniaki z obiadu. Wystarczy pognieść je póki ciepłe i po ostudzeniu odstawić do lodówki. Następnego dnia będą idealną bazą do przygotowania obiadu. Można też specjalnie na okoliczność przygotowywania tych kotletów ugotować potrzebną ilość ziemniaków.
Jedno jest pewne, ten przepis koniecznie trzeba wypróbować.

Kotlety ziemniaczano-szpinakowe (składniki na 8 kotletów):
500g ziemniaków (waga po obraniu)
200g świeżego szpinaku
2 spore ząbki czosnku
60g sera feta (jeśli chcecie może być twaróg skropiony odrobioną soku z cytryny, albo bryndza)
1 średnie jajko
2 kopiaste łyżki mąki pszennej oraz dodatkowo mąka do obtoczenia kotletów
sól, czarny pieprz
olej do smażenia

Dodatkowo:
ulubione warzywa (u mnie jak zawsze gotowany groszek, podany z odrobiną masła) 
kwaśna śmietana, jogurt naturalny lub kefir

Ziemniaki obieram, myję, kroję na mniejsze kawałki. Zalewam zimną wodą, solę i doprowadzam do wrzenia. Gotuję do miękkości. Ugotowane odcedzam i natychmiast przeciskam praską do ziemniaków.
Odstawiam do ostudzenia.

Szpinak płuczę, siekam dość drobno. Czosnek obieram i również drobno kroję. Do szerokiego rondla  wrzucam szpinak z czosnkiem, obficie oprószam solą i podsmażam na średnim ogniu co jakiś czas mieszając. Gdy szpinak zwiędnie, zwiększam płomień i odparowuję nadmiar płynu przez 3-4 minuty. Podsmażony szpinak wykładam na gęste sito i odciskam resztę wody. Dorzucam szpinak do ziemniaków.

Do przygotowanych warzyw dodaję również przeciśnięty przez praskę ser feta.

Do wystudzonych składników dodaję jajko, odrobinę soli do smaku (pamiętamy, że feta jest słona, szpinak został osolony, jak również ziemniaki gotowały się w wodzie z solą) Dosypuję pieprzu do smaku.
Na końcu dodaję mąkę i mieszam wszystko bardzo starannie.
Masę na kotlety wstawiam do lodówki przynajmniej na jedną godzinę.

Na patelni rozgrzewam olej. Z masy formuję niezbyt duże kotlety, obtaczam je w mące i smażę na złoto, po 2-4 minut z każdej strony. Podaję z kefirem lub jogurtem i ugotowanym zielonym groszkiem. 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Podpłomyk z gruszką, niebieskim serem i malinami


















































Z wiekiem coraz więcej mnie cieszy. Drobiazgi potrafią wprowadzić mnie w dobry nastrój, zachwycić, rozweselić. Celebrowanie życia to trudna sztuka, ale odkąd udało mi się ją opanować zdecydowanie częściej się uśmiecham.
Ważne są małe rzeczy, krótkie chwile, które trzeba dostrzec i ucieszyć się nimi.
Czasami już rano robię sobie piękny prezent, który dobrze nastraja na cały dzień. To śniadanie.
Takie bez pośpiechu. Takie z ulubionymi składnikami.
Podaję je na ulubionym talerzu, bo przedmioty których codziennie używamy też są ważne.

Lubię piękne serwetki, sztućce, talerze czy filiżanki i czym jestem starsza tym z większą uwagą dobieram poszczególne przedmioty. Myślałam nawet przez moment, że jestem kapryśna, ale nie w tym rzecz. Jestem wymagająca. Chcę otaczać się przedmiotami, które są nie tylko funkcjonalne, ale także cieszą oko. Podejrzewam, że nie jestem odosobniona w tej kwestii.

Nie chodzi tutaj jednak o to by wydać majątek na nową zastawę. Zdarza mi się nierzadko, że na pchlim targu kupuję coś niezwykłego, co staje się moim talizmanem. Kiedyś kupiłam za całą złotówkę piękny kubek, który nikomu już do niczego nie potrzebny. Mnie natomiast, odkąd weszłam w jego posiadanie, w żadnym innym gorąca czekolada nie smakuje tak dobrze. Macie swoje ukochane przedmioty, które umilają Wam codzienność?


Wracając do śniadania.
Wczoraj  przygotowałam swoje śniadanie idealne.
Podpłomyk z gruszką, niebieskim serem, malinami i rukolą. Do tego miseczka rukoli z malinami, miodem, oliwą  i octem balsamicznym. Pełnia szczęścia.

Podpłomyk z gruszką, niebieskim serem i malinami (składniki na 2 podpłomyki):
100g mąki pszennej chlebowej 
50g jogurtu naturalnego
1 łyżeczka soli
ewentualnie 1-2 łyżki zimnej wody

Dodatki:
60g niebieskiego sera 
1 dojrzała gruszka
8-10 malin świeżych lub mrożonych
listki rukoli

Mąkę przesiać do miski, dodać sól, jogurt i zagnieść ciasto. Jeśli jest zbyt suche dodać wody. Ciasto wygniatać przez 3-4 minuty, następnie przełożyć do miski, przykryć wilgotną ściereczką i odstawić na 10 minut.
Gruszę umyć, przekroić na pół, wyciąć gniazdo nasienne, a miąższ pokroić na cienkie plasterki.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 150 stopni, najlepiej grzanie od góry lub opcja grill.
Ciasto podzielić na 2 części, każdą rozwałkować na cienki placek. Suchą patelnię rozgrzać mocno. Na rozgrzaną patelnię położyć pierwszy placek i smażyć do czasu gdy na spodzie pojawią się ciemne plamy (2 minuty). Obrócić podpłomyk i na wypieczonej stronie ułożyć połowę plastrów gruszki,pokruszyć niebieski ser i ułożyć kilka malin. Smażyć ok. dwie minuty, następnie ostrożnie zdjąć placek z patelni i przełożyć go na kratkę w piekarniku. Piec 1-2 minuty, aż ser się roztopi.
Z pozostałymi składnikami postąpić w ten sam sposób.
Podawać ciepłe, posypane rukolą.


piątek, 21 kwietnia 2017

Wegańskie ciasto bez pieczenia



Ciasto bez pieczenia, całkowicie wegańskie i obłędnie pyszne. Słodkie, kremowe...och...długo by mówić. Lepiej zrobić i zjeść.
Choć jego przygotowanie nie wymaga wiele pracy, to jednak zabiera sporo czasu, bo orzechy z których powstaje masa trzeba dość długo namaczać, a całość przed podaniem musi stężeć w lodówce.
Zaręczam jednak, że warto!

Wegańskie ciasto bez pieczenia:
spód:
300g suszonych daktyli
100g orzechów nerkowca
25g oleju kokosowego 

Masa:
250g orzechów nerkowca
1 bardzo dojrzałe mango (można zamienić na mrożone maliny, jagody lub truskawki, wtedy bierzemy ok 200g owoców)
90g oleju kokosowego
2 łyżki syropu z agawy (może być miód jeśli nie zależy Wam na tym by ciasto było wegańskie)

Do dekoracji:
Co tylko zechcecie.
Mogą być jadalne płatki kwiatów, posiekane pistacje, migdały, wiórki kokosowe, maliny, jagody, kawałki mango itd. Ogranicza Was jedynie wyobraźnia. 

Masa:
Orzechy potrzebne do zrobienia masy zalać przegotowaną wodą i odstawić na minimum 4 godziny.
Namoczone orzechy odcedzić. Mango umyć, obrać, miąższ pokroić na kawałki. Olej kokosowy roztopić.
W pojemniku blendera umieścić orzechy, pokrojony miąższ mango, syrop z agawy oraz roztopiony olej kokosowy. Miksować do czasu uzyskania gładkiej masy.
Ja mam pojemnik, który nie zmieścił całej masy. Blendowałam partiami, a potem w misce jeszcze raz wszystko razem.

Spód:
Daktyle zalać wrzątkiem i zostawić na 10 minut, odcedzić, przełożyć do pojemnika blendera. Olej kokosowy rozpuścić. Dodać orzechy oraz roztopiony olej kokosowy. Zmiksować wszystko razem z pomocą blendera, ale nie na całkiem gładką pastę.

Tortownicę o średnicy max.22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wystarczy nałożyć kawałek papieru na spód, zamknąć tortownicę i oberwać reszty papieru wystające z boków.
Na spód tortownicy nałożyć masę z daktyli i orzechów. Rozprowadzić ją na całej powierzchni, a na nią nałożyć masę z orzechów i mango. Rozsmarować dokładnie, wyrównać powierzchnię i wstawić do lodówki na przynajmniej 6 godzin. Moje ciasto stało całą noc i wtedy najlepiej się kroi.






sobota, 15 kwietnia 2017

Dorsz z sosem ziołowym



Życzę Wam spokojnych, zdrowych i rodzinnych świąt. Niech będą wyjątkowe, 
pełne ciepła i bliskości. 

A dziś prosty przepis na obiad z rybą.
Staram się, żeby ryby jak najczęściej pojawiały się na naszym stole, ale przyznam szczerze, że w moim domu tylko ja szaleję za dorszem. Reszta zdecydowanie woli łososia, który dla mnie daleki jest od ideału.
Z ryb najchętniej jadam tuńczyka, dorsza, halibuta, makrelę i śledzie.
Jak dla mnie polędwica z dorsza nie potrzebuje nawet żadnych szczególnych dodatków. Wystarczy by była oprószona solą morską i usmażona bądź upieczona. Czasem jednak lubię gdy w rybnym obiedzie coś ciekawego się dzieje. Ten sposób na rybę z pewnością nie jest nudny.


Dorsz z sosem ziołowym - przepis na 3 porcje:
polędwica z dorsza 450g
sól morska
1-1,5 łyżki mąki pszennej
olej rzepakowy do smażenia

Sos ziołowy:
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny
1 ząbek czosnku
pół pęczka natki pietruszki
listki z 3 gałązek bazylii
sól

Czosnek obrać i drobno posiekać. Zioła umyć, oberwać listki i posiekać bardzo drobno. Do miseczki wrzucić czosnek i zioła. Oprószyć solą, dolać sok z cytryny i oliwę. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką, przykryć i odstawić na przynajmniej 30 minut.

Rybę pokroić na kawałki, umyć, osuszyć, oprószyć solą i obtoczyć w mące. Na patelni rozgrzać olej.
Na gorący tłuszcz kłaść kawałki ryby i smażyć po ok. 3-4 minut z każdej strony. Zdejmować z patelni i natychmiast podawać.

Ja do swojej ryby podałam pieczone ziemniaki i szparagi. Jeśli chcecie zjeść obiad jak ten ze zdjęcia już mówię jak zrobić dodatki.
Ziemniaki ugotować w mundurkach, ostudzić, następnie obrać i pokroić na kawałki. ułożyć je na blasze, polać oliwą i wymieszać poprzez potrząsanie naczyniem. Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 stopni C. Najlepiej ustawić funkcję grill, jeśli jej nie ma wybieramy grzanie góra-dół, może być z termoobiegiem.
Do rozgrzanego piekarnika wstawiamy blachę lub naczynie żaroodporne z ziemniakami i pieczemy
ok. 20 minut, aż się zrumienią. W trakcie można wyjąć raz blachę i przemieszać potrząsając by ziemniaki upiekły się równomiernie.

W wysokim garnku zagotować osoloną wodę. Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końce. Kiedy złapiemy szparag z dwóch stron i wygniemy odłamie się w odpowiednim miejscu. Szparagi wstawić do garnka z gotującą się wodą i gotować przez 4-6 minut zależnie od grubości. Ugotowane szparagi odcedzić i dodać do nich kawałek świeżego masła.

Optymalnie gdy ziemniaki się dopiekają, wstawić szparagi i zacząć smażenie ryby. Wtedy wszystkie części obiadu powinny być gotowe w odpowiedni momencie.







czwartek, 13 kwietnia 2017

Zupa chrzanowa z plackiem


Wielkanoc coraz bliżej.
W tym roku udało mi się zakupić sprzęt i wreszcie będziemy mogły z P przygotować prawdziwe pisanki. Wcześniej wydawało mi się to bardzo skomplikowane, do momentu kiedy na Katowickim rynku nie natrafiłyśmy podczas jarmarku wielkanocnego na małe warsztaty pisania pisanek. Okazało się, że nie tylko jest to dosyć proste, ale również bardzo przyjemne zajęcie.
Z każdym rokiem, kiedy moja córka jest coraz starsza, przygotowania do wszelkich świąt są coraz ciekawsze, pełniejsze i radośniejsze. Chciałabym, żeby zachowała magiczne wspomnienia i oczekiwała na ten czas z niecierpliwością.
A przepis...jest i przepis.
Skoro Wielkanoc to mnóstwo chrzanu. Propozycja ode mnie na wielkanocny stół - zupa chrzanowa.
Nie podaję jej ani z jajami, ani z kiełbasą, ale w sposób który podpatrzyłam w mojej ulubionej restauracji na Podhalu. Tam podają gęstą i gorącą chrzanową z plackiem ziemniaczanym zatopionym w zupie, a całość jest okraszona zrumienionym boczkiem.
U mnie bez boczku, a placki dla odmiany bardzo grubo starte podałam obok, jako dodatek do zupy. Polecam bo to naprawdę świetna zupa, nie tylko na święta. Zupa nie potrzebuje wielu składników, ale to bez czego na pewno się nie obędzie to dobry, domowy wywar warzywny. Oto sposób na jego przygotowanie:

Wywar warzywny:
1,7l zimnej wody
2 duże marchewki
1 duża pietruszka korzeń
1/6 średniego selera
biała część pora
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka soli morskiej
1/2 łyżeczki oleju rzepakowego
 

Wodę wlać do dużego garnka. Marchew, pietruszkę, seler i czosnek obrać. Warzywa umyć, pokroić na mniejsze części i wrzucić do wody. Por przekroić wzdłuż i umyć staranie między wszystkimi warstwami. Dodać do wody. Dorzucić pieprz, sól, a następnie dolać odrobinę oleju. Na średnim ogniu doprowadzić do wrzenia i gotować przez ok. godzinę.

Gotowy wywar odcedzić, powinno go być mniej więcej litr.

Zupa chrzanowa przepis na 4-6 porcji:
1 litr wywaru warzywnego
4 kopiaste łyżki startego chrzanu ze słoiczka
320g obranych ziemniaków
1 łyżeczka masła
4 łyżki śmietany kremówki
sól
gdyby chrzan okazał się być bardzo kwaśny 1 łyżeczka cukru

Ziemniaki obrać, umyć, odważyć potrzebną ilość. Pokroić w talarki i podsmażać 4-5 minut na łyżeczce masła. Zalać podsmażone ziemniaki wywarem i zagotować. Gotować ok. 15 minut do czasu gdy ziemniaki będę całkiem miękkie. Wyłączyć palnik, dodać chrzan i zmiksować zupę blenderem na gładki krem. Gotową zupę doprawić solą, ewentualnie cukrem. Dodać śmietanę i dokładnie wymieszać.
Podawać gorącą, oprószoną świeżo mielonym czarnym pieprzem, posiekanym szczypiorkiem i plackami.


Placki ziemniaczane:
900g obranych ziemniaków
2 małe cebule
4 kopiaste łyżki mąki pszennej
2 małe jajka
sól
świeżo mielony czarny pieprz
olej do smażenia

Ziemniaki obrać, umyć i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Cebulę obrać i zetrzeć na tarce o drobniejszych oczkach. Dodać sól, pieprz, jajka i mąkę. Wymieszać masę bardzo dokładnie.
Na patelni rozgrzać dobrze olej, następnie nakładać nieduże porcje ciasta (1-1,5 łyżki) i smażyć niewielkie placki na złoty kolor z obu stron.Usmażone placki odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.