czwartek, 21 września 2017

Placek ze śliwkami i kruszonką




Zimno, deszczowo, pochmurno. 
Nie miałam wyjścia, znów wróciłam do picia kawy. Na szczęście żołądek łaskawiej spojrzał na ten fakt. 
Sama kawa jednak nie wystarcza, musi być "coś do kawy". To słynne "coś do kawy" pamiętam już z dzieciństwa. Zastanawiałam się wtedy po co i na co do tej kawy musi być kawałek ciasta czy choćby kilka kruchych herbatników. Teraz już wiem. Kawa z ciachem smakuje lepiej, a ciacho jest usprawiedliwione kawą. Oto cała filozofia.
Dziś proponuję proste "coś do kawy".

Placek ze śliwkami i kruszonką - przepis:
ciasto: 250g mąki pszennej krupczatki
2 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej
75g cukru trzcinowego
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki śmietany 18 % tłuszczu
150g zimnego masła
1 jajko
szczypta soli
Śliwki:
700g śliwek
50-60 g cukru trzcinowego
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

Do mąki pszennej i ziemniaczanej dodaję sól, cukier i proszek do pieczenia. Kroję masło w kosteczkę i dorzucam do suchych składników. Dodaję śmietanę, jajko i zagniatam szybko ciasto. W razie potrzeby dosypuję odrobinę mąki, ale generalnie ciasto jest dość miękkie i plastyczne.
Ciasto dzielę na dwie części. Jedna to ok. 3/4 ciasta, druga to pozostała ćwiartka. Oba kawałki ciasta zawijam w folię spożywczą i wkładam do lodówki na godzinę.

Śliwki myję, przekrawam na pół, wyjmuję pestki. Wrzucam owoce na patelnię, dodaję cukier, cynamon i smażę na dość silnym ogniu przez 5-8 minut. 
Piekarnik nagrzewam do 175 stopni C. - grzanie góra-dół z termoobiegiem.
Okrągłą foremkę o średnicy 28 cm lub kwadratową o boku 25cm smaruję masłem. Większy kawałek ciasta kładę na folii spożywczej, przykrywam jej drugim kawałkiem i rozwałkowuję. Wylepiam ciastem formę i wkładam na 10 minut do zamrażalnika. Również pozostały kawałek ciasta przekładam do zamrażalnika.
Po wyjęciu formy z ciastem, nakładam na nie śliwki, odrywam w palcach kawałki pozostałego ciasta i rozmieszczam równomiernie na wierzchu placka.
Wstawiam ciasto do piekarnika na 35-40 minut. 
Pierwsze 10 minut piekę w temperaturze 175-180 stopni góra dół z termoobiegiem. Jeśli szybko piecze się od góry to po 10-15 minutach przykrywam wierzch folią aluminiową. Wyjmuję i zostawiam do ostudzenia.


 

wtorek, 12 września 2017

Zupa krem z pieczonej dyni i pomidorów



 Rozpoczął się kolejny rok szkolny i dokładnie po tygodniu, jak zwykle, okazało się że młoda przywlokła katar. Mnie zatem od razu obudziły się zatoki. Trzeba jakoś to przetrwać, bo uchronić się, jak widać nie sposób. Można jednak wspomagać swoje ciało, gdy na dworze zmienne warunki. Najlepiej w tej roli sprawdzają się zupy. Rozgrzewają, można w nich przemycić duże ilości warzyw, a zatem również składników mineralnych i witamin. 
Ponieważ od pewnego czasu nie bardzo jestem w stanie jeść mięsa, to większość posiłków, które przygotowuję jest wegetariańskich, lub wręcz wegańskich. Ta zupa należy do tej drugiej grupy. 

Zupa krem z pieczonej dyni i pomidorów:
500g upieczonego miąższu dyni odmiany hokkaido
5-6 pomidorów odmiany lima
2 ząbki czosnku
1/4 cebuli
2 łyżki oleju słonecznikowego, rzepakowego lub kokosowego
100 ml mleczka kokosowego
300g bulionu warzywnego
0,5-1,5 łyżeczki ostrej papryki w proszku
3/4 płaskiej łyżeczki soli 
do podania:
blanszowane ziarna kukurydzy (ziarna kukurydzy odkrawam od kolby, wrzucam w małym rondlu na wrzątek (nie dodaję soli!!!),gotuję przez 2 minuty i odcedzam)
posiekana papryczka chili
mleko kokosowe
pszenne grzanki

Dynię hokkaido myję, przekrawam na pół, wybieram nasiona, kroję w kostkę (potrzebny jest solidny, ostry nóż). Z pomidorów wycinam szypułkę. Każdy pomidor nakłuwam nożem w kilku miejscach. 
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C (grzanie góra-dół z termoobiegiem).
Naczynie żaroodporne wykładam papierem do pieczenia. Układam w nim pomidory oraz kawałki dyni (te mogą nachodzić na siebie. Oprószam dynię solą, skrapiam łyżką oleju. 
Naczynie z warzywami wstawiam do piekarnika i piekę warzywa do czasu gdy dynia jest miękka (ok.30 minut). Po 20 minutach zmieniam opcję w piekarniku na grzanie od dołu. Gdy warzywa są upieczone wyłączam piekarnik, dokładam dwa ząbki czosnku w łupinie i zostawiam całość w piekarniku jeszcze na 10-15 minut (czosnek całkiem zmięknie, ale nie przypiecze się).

Wyjmuję warzywa i zostawiam do ostudzenia.
 Z dyni zdejmuję skórkę i odważam 500g miąższu. Pomidory obieram ze skórki i w całości wrzucam do dyni. Czosnek wyjmuję z łupin i dodaję do pozostałych warzyw. Cebulę obieram, siekam drobno i podsmażam na oleju. Gdy zaczyna się robić złocista dodaję ją do warzyw. Wszystko razem blenduję, dodając powoli bulion. Gdy zupa jest gładka doprawiam ją do smaku solą oraz ostrą papryką w proszku.
Dodaję 80 ml mleka kokosowego i mieszam. Zupę podaję gorącą z blanszowaną kukurydzą, posiekaną papryczką chili, skropioną mlekiem kokosowym. Dodatkowo przygotowuję jeszcze pszenne grzanki. Kromki z bułki pszennej skrapiam oliwą i opiekam w piekarniku z funkcją grill.  

Wywar warzywny:
2,5 litra wody
2 marchewki
1 pietruszka
kawałek selera
biała część pora
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka oleju
1-2 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu

Warzywa obieram, myję, wrzucam do wody. Dodaję pozostałe składniki i doprowadzam do wrzenia. Gotuję 45-60 minut na średnim ogniu. Odcedzam.


czwartek, 7 września 2017

Tajskie curry ze słodkich ziemniaków, ciecierzycy i zielonego groszku



Zrobiło się jesiennie, chłodno i jakoś tak poważnie. Młoda wróciła do szkoły, życie znów nabiera innego rytmu. 
Mam wielką ochotę na rozgrzewające, jednogarnkowe i pełne warzyw potrawy. Najchętniej kupuję teraz słodkie ziemniaki, dynie, pomidory i papryki. 
Dziś proponuję pyszne i bardzo aromatyczne tajskie curry. Kilka prostych składników, aromatyczne przyprawy i totalny odlot. 

Tajskie curry ze słodkich ziemniaków, ciecierzycy i zielonego groszku - składniki na 3-4 porcje:
1 duży batat lub 2 mniejsze (550g po obraniu)
1/2 szklanki mrożonego zielonego groszku 
200g ugotowanej ciecierzycy
100ml mleczka kokosowego
1 kopiasta łyżka czerwonej tajskiej pasty curry
1 łyżka oleju kokosowego lub rzepakowego
1-1,5 filiżanki wody
do podania:
200g ryżu jaśminowego (50g na porcję)
świeża kolendra 
cząstki limonki

Zawsze jednorazowo gotuję całą paczkę ciecierzycy. Ugotowaną i ostudzoną dzielę na porcje i mrożę, dzięki czemu oszczędzam czas i mam zawsze dostępną ugotowaną cieciorkę.
Wieczorem wsypuję ciecierzycę do miski, zalewam sporą ilością zimnej wody (przynajmniej 2 razy tyle wody co ciecierzycy), dodaję łyżeczkę sody oczyszczonej i zostawiam do namoczenia. Rano odcedzam wodę, przelewam na sicie bieżącą zimną wodą, wrzucam do garnka, zalewam czystą zimną wodą, dodaję łyżeczkę sody oczyszczonej i doprowadzam do wrzenia. Gotuję odkryte na mocnym ogniu przez 5 minut, po czym przykrywam tak by pokrywka była nieco uchylona, zmniejszam płomień i gotuję na wolnym ogniu 40-60 minut (do miękkości). Pod koniec gotowania solę wodę (3/4-1 płaskiej łyżeczki soli).

Batata obrać ze skórki i pokroić w dużą kostkę. W średnim garnku rozgrzewam olej, dodaję pastę curry i podsmażam na średnim ogniu przez 1-2 minuty. Do pasty curry dodaję pokrojone słodkie ziemniaki i podsmażam razem 1-2 minuty, dolewam filiżankę wody, przykrywam tak by pokrywka była nieco uchylona i gotuję ok. 10-15 minut, do czasu gdy bataty zmiękną. Odkrywam garnek, dodaję ugotowaną cieciorkę, mrożony groszek oraz mleko kokosowe i gotuję odkryte jeszcze przez ok. 5 minut. Podaję z ugotowanym ryżem jaśminowym, świeżą kolendrą oraz ewentualnie limonką. 
Można przygotować większą ilość curry i przechowywać przez 2-3 dni w lodówce.

środa, 30 sierpnia 2017

Hummus z kukurydzy



Lubicie kukurydzę? 
Ja jestem wielką fanką, dlatego gdy przychodzi na nią sezon, przygotowuję różności z jej dodatkiem. Jednym z moich ulubionych kukurydzianych przepisów jest prezentowany dziś hummus. W połowie z ciecierzycy, a w połowie z kukurydzy. 
Ciecierzycę wieczorem zalewam zimną wodą z dodatkiem łyżeczki sody oczyszczonej i zostawiam do na moczenia. Następnego dnia odlewam wodę, płuczę namoczone ziarna, zalewam świeżą, zimną wodą, dodaję ponownie 1 łyżeczkę sody oczyszczonej, doprowadzam do wrzenia i gotuję do miękkości (40-60 minut). Ja gotuję od razu większą ilość ciecierzycy. Nadwyżkę mrożę w porcjach. Mogę później dodać ją do curry czy sałatki. 

Hummus kukurydziany - przepis:
150g ugotowanej ciecierzycy
1 płaska łyżeczka wędzonej słodkiej papryki w proszku
1 mały ząbek czosnku
2 kolby kukurydzy
1 łyżka oliwy z oliwek lub ulubionego oleju
1 łyżka tahiny
3/4 łyżeczki soli
1/4 szklanki lodowatej wody 
 ewentualnie sok z cytryny do smaku

Kolby kukurydzy umyć, ostrym nożem odkroić nasiona. Aby to zrobić najlepiej przekroić każdą kolbę na pół w poprzek, tak by można było ją postawić na desce rozkrojoną powierzchnią. Wtedy jedną ręką trzymamy kukurydzę dociśniętą do deski, a drugą możemy operować nożem, sprawnie odkrawając nasiona. 
Ziarna kukurydzy wrzucam na wrzątek (nie solimy wody!!!) i gotuję ok. 3-4 minuty. Odkładam łyżkę ziaren do dekoracji.
W pojemniku do blendowania umieszczam ciecierzycę, kukurydzę, obrany czosnek, tahinę oraz sól i miksuję blenderem. Gdy masa jest już w miarę jednolita powoli dolewam lodowatą wodę i miksuję do uzyskania pożądanej konsystencji (używam wody mineralnej, albo przegotowanej i schłodzonej wody z kranu). Hummus ma być gładki.
Próbuję i ewentualnie doprawiam solą i sokiem z cytryny.
Podaję z dobrą oliwą (czasem olejem słonecznikowym), posypany obficie wędzoną papryką.



sobota, 12 sierpnia 2017

Sałatka z ziemniaków, bobu i cukinii



Ślub. Nowe pomysły. 
Każdego dnia dzieje się coraz więcej.
 Kiedyś nie przepadałam za zmianami, a teraz kiedy patrzę na moją córkę, którą każda zmiana niezmiernie cieszy, również ja zaczynam się z nimi oswajać, a nawet darzyć je sympatią. 
Jedno jednak jest niezmienne.

Kocham ziemniaki.

Młode w sałatkach czy podawane z koperkiem, jajem sadzonym i warzywami. "Stare" przerobione na kluski, placki czy babki ziemniaczane. W pierogach i jako frytki. 
Opcji bez liku, a efekt zawsze smaczny. 

Ziemniaki o tej porze roku idealnie nadają się na sałatki. 
Wystarczy ugotować je w mundurkach, dodać ulubione dodatki i sos.
Dziś sałatka z ziemniaków z bobem, grillowaną cukinią, koperkiem i czosnkowym winegretem.

 Sałatka z ziemniaków, bobu i cukinii - przepis:
500g ziemniaków średniej wielkości
300-400g bobu
1 żółta cukinia + 1 ząbek czosnku + 1 łyżeczka oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1/3 pęczka koperku
4 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka miodu (ja używam gryczanego)
1 ząbek czosnku
sól, czarny pieprz mielony

Ziemniaki myję, zalewam zimną wodą, doprowadzam do wrzenia i gotuję do miękkości. Odcedzam, studzę i obieram ze skórki. Kroję na duże kawałki.
Cukinię myję, kroję na plastry, oprószam solą, dodaję obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek oraz olej, mieszam i odstawiam na 10 minut. Rozgrzewam patelnię grillową, układam na niej plastry cukinii i smażę po 1-2 minuty z każdej strony (do czasu pojawienia się ciemnych pasków).
Bób wrzucam na osolony wrzątek i gotuję ok 8-9 minut, do miękkości. Odcedzam, przelewam zimną wodą, obieram ze skórki. 
Koperek myję i drobno siekam.
Do słoiczka wlewam miód, olej, sok z cytryny. Dodaję obrany i posiekany drobno czosnek, sól oraz pieprz. Zakręcam i potrząsając mieszam, do czasu gdy wszystkie składniki sosu dobrze się połączą.
W misce umieszczam warzywa, koper, polewam sosem i mieszam delikatnie dłońmi wszystkie składniki.  

Ta sałatka może być samodzielnym posiłkiem lub dodatkiem do mięs lub ryb.

wtorek, 25 lipca 2017

Spaghetti z pastą pietruszkowo-orzechową, bakłażanem i granatem


"Mamo, co dziś na obiad?" - słyszę codziennie rano, kiedy tylko moje dziecko doczłapie do kuchni i wdrapie mi się na kolana. Odgarniam burzę loków z jej twarzy, przytulam i wciągam mocno jej zapach. Potem mogę przejść do odpowiedzi i tutaj ciąg dalszy zależy od tego czy ona zna już tę potrawę, czy będzie ją jadła po raz pierwszy. 
Jeśli ma to być nowość podchodzę do tematu ostrożnie. Wymieniam składniki, poczynając od tych, które lubi najbardziej. 
Tutaj na szczęście nie było problemu, mogłam wymieniać jak leci, bo wiedziałam, że każdy z elementów z osobna lubi. Pozostawała jednak niewiadoma. Kiedy wszystkie razem wylądują na talerzu, czy dalej będą atrakcyjne? 
Pierwszy kęs. To najważniejszy moment.
Nie patrzę na nią. Nie mam dziś ochoty na grymas niezadowolenia czy wątpliwości, nie dziś...jednak ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu widelec nie przestaje pracować. 
No! Wreszcie wydobyła z siebie, że pyszne i że koniecznie wchodzi do menu.
Sukces!!!  
Inspiracją do powstania tej potrawy była gruzińska przystawka z bakłażanów, którą bardzo lubię. Przygotowałam, więc prostą pastę z pietruszki, orzechów włoskich i czosnku. Makaron z takim pesto smakuje idealnie. Do tego smażony bakłażan oraz granat i idealny obiad gotowy. 

Spaghetti z pastą pietruszkowo-orzechową, bakłażanem i granatem - przepis na 2 duże porcje:
1 niezbyt duży bakłażan
pół pęczka natki pietruszki
2 spore ząbki czosnku
100g łuskanych orzechów włoskich
1 granat
2 łyżki oleju rzepakowego
sól, pieprz czarny mielony
200g makaronu spaghetti 

Pietruszkę płuczę i tnę w kilku miejscach na mniejsze fragmenty. Wkładam do pojemnika blendera, dodaję orzechy oraz obrane z pokrojone na mniejsze części ząbki czosnku. Dolewać kilka łyżek wrzątku, dodaję 1/2 płaskiej łyżeczki soli i blenduję do czasu gdy uzyskam gładką pastę. W razie potrzeby dolewam nieco wrzątku by pasta nie była bardzo zbita.
Bakłażana kroję w plastry o grubości 4-5mm. Oprószam solą i zostawiam na 20 minut. Płuczę, osuszam i kroję w dużą kostkę. Na patelni rozgrzewam dobrze 2 łyżki oleju. Na mocno rozgrzany tłuszcz wrzucam bakłażana i smażę go 4-5 minut, aż miejscami się zarumieni. Powinien być miękkie i smaczny. Doprawiam dodatkowo niewielką ilością soli oraz pieprzu. 
Granat myję, przekrawam na pół i wyjmuję nasiona. 
Makaron gotuję według wskazówek na opakowaniu. Gotowy odcedzam zachowując nieco wody. Mieszam go na patelni z bakłażanem i pastą z pietruszki, orzechów i czosnku. Jeśli trudno się miesza i jest zbyt zwarta dolewam nieco wody z gotowania makaronu. Podgrzewam całość delikatnie i mieszam, aż wszystko się połączy. Nakładam, posypuję nasionami granatu.
 


niedziela, 23 lipca 2017

Sałatka z buraków, sera feta i świeżej mięty


Wystarczył jeden deszczowy dzień, żebym upiekła buraki. 
Prawdę mówiąc miałam od dawna chęć na tę sałatkę, tylko nie było okazji. No bo przecież kiedy na dworze skwar i zaduch nie będę włączać na godzinę piekarnika. Wolę te upalnie dni spędzać poza kuchnią, najlepiej na świeżym powietrzu. 
Teraz kiedy często temperatura sięga blisko 30 stopni, chętnie wybieram się z Pauliną nad jezioro. 
Pakujemy koc i kilka niezbędnych rzeczy, ubieramy kostiumy plażowe i ruszamy. Ona wesoło pluska się w wodzie, a ja mogę godzinami patrzeć jak ona beztrosko się bawi. Nie potrzebuję wtedy jeść, czytać, rozmyślać...taka najprostsza medytacja - widzieć radość kochanego człowieka. 

Jeśli trafi się Wam chłodniejszy dzień wrzućcie za jednym zamachem do piekarnika więcej buraków. Można trzymać je do tygodnia w lodówce, a jak już zjecie porcję tej sałatki, to z pewnością zamarzycie o kolejnej.  

Sałatka z buraków, sera feta i świeżej mięty - przepis na 2 porcje:
4 niezbyt duże upieczone buraki
120g sera feta (polecam użycie prawdziwej greckiej fety)
4 listki świeżej mięty
2 łyżki oleju rzepakowego lub słonecznikowego
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka domowego syropu z czarnej porzeczki (można zastąpić 1 łyżeczką miodu wymieszaną z 1 łyżeczką nektaru z czarnej porzeczki lub po prostu łyżeczką miodu) 
sól, pieprz czarny mielony

Buraki myję, osuszam papierowym ręcznikiem, każdy z osobna zawijam szczelnie w folę aluminiową. Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C, układam buraki na kratce w piekarniku i piekę 40-70 minut. Aby mieć pewność czy są dobrze upieczone po 40 minutach wyjmuję buraka, odwijam, wbijam widelec i tym samym sprawdzam czy jest już upieczony. Dobrze upieczone buraki są miękkie.  Upieczone buraki studzę. Jeśli mam zamiar przechowywać je w lodówce to studzę w folii i nie zdejmując jej wkładam do chłodziarki. 
Buraki do sałatki obieram i kroję w kostkę.
Miętę opłukuję i kroję w paseczki
Ser feta kroję w kostkę tej samej wielkości co buraki.

Do słoiczka wlewam olej, ocet balsamiczny i syrop z czarnej porzeczki (lub zamiennik), dodaję sporą szczyptę soli oraz sporą szczyptę pieprzu.

Wszystkie składniki sałatki mieszam w misce i polewam sosem. 



czwartek, 20 lipca 2017

Lato...czas beztroski

Ostatnio częściej wspominam dzieciństwo i przekonują się, że było dosyć beztroskie. Zwłaszcza lato obfitowało zawsze w wiele atrakcji, które do dziś wspominam z ogromną tęsknotą. I to jedna z przyczyn dla których fajnie być rodzicem. Można przypomnieć sobie te najlepsze momenty i starać się wykreować podobne swoim dzieciakom.

Wczoraj jadłam maliny i natychmiast przypomniałam sobie las, który jako mała dziewczynka przemierzałam gdy wyjeżdżałam latem na wieś. Takich wspomnień jest setki, a może i tysiące. Zbieranie polnych kwiatów, zabawy nad rzeką, wieczorne ogniska, wycieczki nad jezioro, grzybobrania, szukanie jajek w stodole.

Biegając wtedy po polu nie przypuszczałam, że kiedykolwiek dorosnę, w każdym razie była to bardzo odległa perspektywa.

Teraz moja córka ma prawie 8 lat i chciałabym dać je te piękne wspomnienia w prezencie.
Oczywiście nie moje! Jej własne.
Jej zbiór uśmiechów z dzieciństwa, które zapamięta na zawsze. Nawet gdy mnie już nie będzie, a świat będzie całkiem inny, chcę żeby umiała wrócić pamięcią to tych najlepszych, beztroskich wakacji.
Część tego pakietu już ma, ale coraz częściej, świadomie obieram pewne kierunki, by przeżyła coś prostego i zwykłego, co jednak dla dziecka ma zawsze wymiar magiczny.
W zeszłym roku miałyśmy swoją wyprawę. Była długa podróż pociągiem, ognisko, nocne oglądanie świetlików. W tym roku namiętnie zbieramy polne kwiaty i robimy z nich najpiękniejsze bukiety. Co rok w sierpniu w trójkę szukamy odpowiedniego miejsca i oglądamy rój perseidów, które mają spełnić nasze marzenia. Choć na co dzień mam sporo pracy, to jednak zawsze staram się wygospodarować jakiś czas dla nas.

Jeszcze jeden aspekt tego tematu jest dość ciekawy, a mianowicie uwiecznianie tych momentów na zdjęciach.
Fotografuję sporo bo przecież to moja wielka pasja, ale kiedy mamy coś faktycznie przeżyć i zapamiętać, staram się odłożyć aparat i po prostu cieszyć się chwilą. Moi rodzicie nie towarzyszyli każdej z moich pięknych chwil, nie mam pamiątkowych zdjęć z większości tych wspaniałych momentów, a jednak są żywe w mojej pamięci. Skąd więc taki pęd współczesnych ludzi do tego, aby każde najdrobniejsze wydarzenie dokumentować?
Równo rok temu czytałam ciekawy artykuł, właśnie na temat wszędobylskich aparatów. Znalazły się w nim odniesienia do badań, które wykazują, że czym więcej uwieczniamy na zdjęciach, tym mniej pamiętamy. Może więc warto czasem odpuścić?

Gdziekolwiek znajdziemy się w przestrzeni publicznej, natychmiast możemy dostrzec mnóstwo ludzi robiących zdjęcia. Byłam w zoo świadkiem sytuacji, kiedy matka zrugała swoją 6-letnią córkę, bo ta nie chciała ładnie ustawić się do kolejnego pamiątkowego zdjęcia. Ile z tych zdjęć nigdy nawet nie ujrzy światła dziennego, a dziecko zamiast słonia, zapamięta najmocniej to, że nie potrafiło sprostać oczekiwaniom mamy?

Czasem warto schować telefon w kieszeń, aparat do torby i cieszyć się chwilą.
Tego Wam życzę.


ps. Prezentowane poniżej fotografie powstały, kiedy już każda z nas wróciła do swoich zajęć. Córka do rysowania, a ja do pracy, czyli do fotografowania.




sobota, 15 lipca 2017

Sorbet porzeczkowy


Mamy w domu taki rytuał, że kiedy kończy się rok szkolny, a zaczynają wakacje, moja córka codziennie zjada porcję lodów. Jednak nie zawsze mamy dostęp do naprawdę dobrych, więc nie pozostaje mi nic innego, jak przygotować je w domu. 
Jestem fanką sorbetów i jeśli mam robić w domu lody, to najczęściej wybieram właśnie takie, mocno owocowe, bez zbędnych dodatków. 
Wykonanie tego sorbetu zajmie wam niewiele czasu. Oczywiście musicie doliczyć czas, który jest potrzebny do jego zamrożenia, ale kiedy już wstawicie pojemnik z sorbetem do zamrażalnika, możecie o nim na kilka godzin zapomnieć. Żadnego mieszania, zaglądania i dodatkowych czynności.

Sorbet z czerwonej porzeczki:
500g czerwonej porzeczki
160g cukru kryształu
300g wody + 3 łyżki

Porzeczki płuczę, przebieram i odrywam ogonki. Przekładam je do garnka, dolewam 3 łyżki wody i doprowadzam do wrzenia. Przykrywam i gotuję 5-6 minut, następnie przecieram starannie przez gęste sitko.
Odstawiam i zabieram się za przygotowanie syropu. Cukier wsypuję do garnka, dodaję wodę i zagotowuję. Gotuję odkryty przez ok. 10 minut. 
Gotowy syrop wlewam do przetartych porzeczek, mieszam dokładnie, doprowadzam do wrzenia i gotuję 1-2 minuty. 
Całość wlewam do pojemnika w którym będę zamrażała sorbet i zostawiam do całkowitego ostudzenia. Wkładam do zamrażalnika i pozwalam sorbetowi dobrze zamarznąć. Zajmuje to 4-5 godzin. 


środa, 12 lipca 2017

Zupa krem z pieczonej papryki



Krem paprykowy to zaraz po rosole i pomidorowej, najbardziej lubiana zupa w naszym domu. Sycąca, pełna witamin i pyszna. Przepadam za takimi daniami, które każdy domownik może wykończyć tak jak lubi najbardziej. Ta zupa jest jedną z takich potraw. Ja posypuję wierzch pokruszoną fetą, córka pestkami dyni, a narzeczony zagryza pszenną grzanką, natartą czosnkiem. Czasami oprócz fety dokładam trochę świeżego oregano i pokrojoną w kostkę pieczoną paprykę. Zróbcie jak ja, albo całkiem inaczej. Ważne żebyście wypróbowali tę zupę, bo jest naprawdę smaczna!

Zupa krem z pieczonej papryki - przepis na  4 porcje:
6 pomidorów malinowych
6 średnich czerwonych papryk
1/2 średniej cukinii
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
sól, pieprz czarny mielony
dodatkowo:
feta lub ser kozi twarogowy
pestki dyni
świeże oregano
grzanki z bagietki natarte czosnkiem

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni. Papryki myję, układam w naczyniu żaroodpornym wyłożonym papierem do pieczenia. Naczynie z papryką wstawiam do piekarnika i piekę ok. 30 minut,do czasu gdy na strąkach zaczną pojawiać się czarne plamy. Wyłączam piekarnik i pozwalam paprykom leżeć w środku jeszcze ok. 15-20 minut. Wyjmuję naczynie z pieca i zostawiam papryki do ostudzenia. Gdy są letnie zdejmuję z nich skórkę, oczyszczam je z nasion i białych błon i kroję upieczony miąższ w dużą kostkę.

Pomidory sparzam wrzątkiem, obieram, pozbawiam nasion i kroję w kostkę. 
Czosnek i cebulę obieram i z grubsza kroję na mniejsze kawałki.
 Cukinię myję i kroję na plasterki.
Na oleju podsmażam cebulę z czosnkiem przez ok. 1 minutę, następnie dodaję cukinię i pomidory. Doprawiam solą i pieprzem. Duszę pod przykryciem przez ok. 15-20 minut. Odkrywam, dodaję pokrojoną pieczoną paprykę i gotuję kolejne 2-3 minuty. 
Zupę blenduję do czasu gdy uzyskam niemal gładki krem. Podaję gorący z ulubionym przybraniem. 


czwartek, 6 lipca 2017

Spaghetti w sosie pomidorowym z soczewicą



Pyszny i sycący wegański obiad, czy to możliwe? Oczywiście, że tak! Jeśli nie jesteście przekonani to koniecznie przygotujcie to co dziś proponuję. Będziecie mile zaskoczeni.  

Spaghetti w sosie pomidorowym z soczewicą - przepis na 2 porcje:
160-200g spaghetti
80g zielonej soczewicy
5 pomidorów malinowych
1/2 strąka czerwonej papryki
1/2 średniej cebuli
2 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 łyżeczka papryki słodkiej w proszku
1 łyżeczka czubrycy (ewentualnie cząbru)
sól do smaku
posiekana natka pietruszki

Pomidory parzę wrzątkiem, obieram ze skóry, wyjmuję nasiona i kroję miąższ w kosteczkę. Cebulę obieram i drobno kroję. Paprykę myję, usuwam nasiona i białe błony, miąższ wraz ze skórką kroję w drobną kostkę.

W garnku rozgrzewam olej, wrzucam do niego cebulę i smażę co jakiś czas mieszając do czasu gdy stanie się złocista. Do cebuli dodaję paprykę, oprószam solą i podsmażam 1-2 minuty. o cebuli i papryki dorzucam pokrojone pomidory, dodaję sól, czubrycę, zmniejszam płomień i gotuję 15 minut pod przykryciem. Odkrywam garnek z sosem i odparowuję na wolnym ogniu przez ok. 20-25 minut. 

Soczewicę płuczę na sitku zimną wodą. Wrzucam ją do garnka i dodaję 300g gorącej wody oraz 3/4 łyżeczki soli. Przykrywam, doprowadzam do wrzenia i gotuję na wolnym ogniu przez 20-25 minut. Soczewica powinna być miękka. Na koniec odkrywam garnek by odparować ewentualny nadmiar wody. Jeśli soczewica jest miękka, a w garnku wciąż jest jeszcze płyn wtedy odlewam go. 
Ugotowaną soczewicę dodaję do sosu pomidorowego.

Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu. Ugotowany makaron odcedzam i mieszam w garnku z gorącym sosem. Podaję natychmiast posypane posiekaną natką pietruszki.

środa, 5 lipca 2017

Lasagne ze szpinakiem


Od kilku miesięcy namiętnie przygotowują lasagne, z różnego rodzaju farszami. Pisałam już jakiś czas temu dlaczego ta potrawa jest jedną z bardziej przeze mnie lubianych, więc nie będę się powtarzała. 
Dziś lasagne ze szpinakiem. Większość zna, niektórzy pewnie robili, część powie że przepis dobrze znany i banalny. Z pewnością jednak, znajdą się tacy, którzy jeszcze jej nie przygotowywali, tacy którzy nie wiedzą jak się za to zabrać, boją się że coś pójdzie nie tak. Dla nich jest ten przepis, najlepszy przepis na lasagne ze szpinakiem. 
Gotową lasagnę gdy ostygnie można podzielić na porcje, każdą zapakować w folię aluminiową i schować w zamrażalniku. Będzie w sam raz na dzień, w którym zapałacie ochotą na lasagne, a zabraknie ochoty bądź czasu do jej przygotowania. 

Lasagne ze szpinakiem - przepis na 6 porcji:
12 płatów makaronu lasagne (nie chcę tutaj reklamować, ale w moim odczuciu najlepszy jest makaron marki Barilla)
1100-1200g mrożonego szpinaku w liściach
6-7 ząbków czosnku (jeśli nie lubicie go tak jak, możecie dać go mniej)
1 opakowanie sera saałtkowego typu feta - z premedytacją piszę słowo "typu", bo choć jestem zwolennikiem oryginałów, to w tym wypadku zawsze używam tzw. sera sałatkowego. 
2 łyżki oleju słonecznikowego
sól, pieprz czarny, gałka muszkatołowa i 1-2 łyżeczki soku z cytryny
beszamel:
50g masła 
50g mąki pszennej
600ml mleka 0,5% tłuszczu
2 szczypty mielonej gałki muszkatołowej
2 spore szczypty mielonego czarnego pieprzu
sól do smaku
dodatkowo:
1 kulka mozzarelli
100-120g starego parmezanu (może być ewentualnie grana padano)
6 plastrów pomidora malinowego

Czosnek obieram i drobno siekam. Na oleju podsmażam chwilę czosnek, następnie dorzucam mrożony szpinak, dodaję szczyptę soli, przykrywam i rozmrażam na wolnym ogniu. Gdy szpinak jest już częściowo rozmrożony, odkrywam rondel, zwiększam nieco płomień i rozmrażam nadal, odparowując przy okazji.
Do całkiem rozmrożonego szpinaku dodaję ser i rozgniatam go starannie mieszając ze szpinakiem. Odparowuję całość by pozbyć się nadmiaru wody. Doprawiam szpinak sokiem z cytryny i solą do smaku. Dodaję po dwie szczypty pieprzy i gałki muszkatołowej. 

Parmezan ścieram na tarce o drobnych oczkach. Mozzarellę odsączam z zalewy i ścieram na tarce o grubych oczkach.
W szerokim garnku zagotowuję lekko posoloną wodę.
W rondlu rozpuszczam masło, dodaję mąkę i smażę mieszając przez minutę. Dolewam mleko i szybko mieszam rózgą. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wolnym ogniu doprowadzam do wrzenia, pamiętając o tym by często mieszać sos. Gdy zawrze, gotować do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Beszamel powinien być gęsty, ale nie jak budyń. Powinien wciąż zachowywać stosunkowo płynną konsystencję, by łatwo go było rozprowadzić.
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C, grzanie góra-dół.
Formę do lasagne smaruję olejem, nakładam na spód cienką warstwę beszamelu.
Na wrzątek wrzucam 3 płaty lasagne i gotuję 2 minuty. Wyjmuję, wykładam nimi foremkę. Nakładam cienką warstwę szpinaku, smaruję niezbyt grubo beszamelem, posypuję częścią serów. Obgotowuję przez 2 minuty kolejne trzy płaty lasagne. Nakładam je na farsz, dociskam. Rozkładam kolejną warstwę szpinaku, beszamelu i serów. Gotuję kolejną, trzecią partię makaronu. Układam go na farszu. Nakładam na niego ostatnią porcję szpinaku, połowę pozostałego beszamelu i połowę pozostałego sera. Gotuję ostatnie trzy płaty makaronu, nakładam je na wierzch. Smaruję je resztą beszamelu, układam plastry pomidorów, oprószam je solą i całość posypuję resztą mozzarelli i parmezanu.
Lasagne wstawiam do pieca i piekę 30 minut. Po 10 minutach zmniejszam temperaturę do 180 stopni C. 

Upieczoną zapiekankę wyjmujemy i zostawiamy na 30 minut. Jeśli zaczniemy kroić ją wcześniej będzie się najpewniej rozpadała. Bez obaw. Wewnątrz dania panuje taka temperatura, że w ciągu 30 minut danie nie stanie się zimne, a jedynie lepiej się zespoli i będzie w odpowiedniej do jedzenia temperaturze.

 

wtorek, 4 lipca 2017

Idealne bułki do hamburgerów


Domowe bułki hamburgerowe są bardzo proste w wykonaniu, a są o niebo lepsze od tych sklepowych. Nie chodzi jedynie o smak, ale konsystencję. Kupne bułki są gumowe, sypią się, rozpadają. W ich składzie są różne dziwne substancje, dlatego staram się ich unikać. Jeśli robicie w domu burgery, mięsne czy wegetariańskie, koniecznie zabawcie się w piekarza i przygotujcie własne bułki do hamburgerów. Gwarantuję, że już nigdy nie wrócicie do kupnych.
Ważna uwaga. Nie skracajcie czasu wyrastania bułek, ma to kluczowy wpływ na jakość ich miąższu. Jeśli będą rosły zbyt krótko to będą ciężkie i gliniaste. 
 
Bułeczki hamburgerowe - przepis na 4 duże bułki:
280g mąki pszennej chlebowej lub typ 650
12g świeżych drożdży
3/4 szklanki letniego mleka 2% tłuszczu
2 płaskie łyżki masła roztopionego i ostudzonego
1/2 łyżeczki cukru
3/4 łyżeczki soli
jajko + 1 łyżka mleka do posmarowania bułek
sezam


Do letniego mleka dodaję cukier oraz drożdże i dobrze mieszam. Odstawiam na 5-7 minut, aby drożdże się rozbudziły. 
Mąkę przesiewam do miski, dodaję sól, następnie wlewam rozczyn i mieszam delikatnie łyżką. Dodaję masło i zagniatam ciasto. Wyrabiam je przez około 5 minut, do momentu kiedy kulka ciasta stanie się elastyczna i gładka. Tak wyrobione ciasto przekładam do miski, przykrywam czystą, wilgotną ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1-1,5 godziny.  
Blachę wykładam papierem do pieczenia.n
Wyrośnięte ciasto odgazowuję jednym uderzeniem pięścią w jego środek. Wybieram je z miski i dzielę na 4 części. Z każdej robię płaski placek i zakładam jego brzegi do środka jak kopertę. Robię tak dwa razy, przy drugim formując bułkę i zbierając w całość zlepione brzegi. Odwracam łączeniem do dołu. Bułeczkę spłaszczam i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Postępuję tak z resztą przygotowanego ciasta. Kawałek papieru do pieczenia zwilżam kilkoma kroplami oleju, zgniatam, ponownie rozprostowuję i nakrywam nim bułeczki. Czasem jeszcze na to kładę wilgotną ściereczkę. Odkładam do wyrastania na 45 minut do 1 godziny. 
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni (grzanie góra-dół).  
Przed pieczeniem roztrzepuję w misce jajko z mlekiem, zdejmuję bardzo delikatnie papier którym przykryłam bułki i również delikatnie smaruję  mieszaniną wierzch bułek. Na koniec posypuję sezamem. 
Wstawiam blachę z bułkami do rozgrzanego pieca i piekę przez 8-12 minut. Mają być rumiane. 
Studzę na kratce.


niedziela, 2 lipca 2017

Tarta serowa z czerwonym pesto i pomidorami



Czy Wy też ciągle gdzieś biegniecie?  Bo ja zdecydowanie tak! Nawet gdybym chciała zwolnić, to ostatnio się nie da. Cieszę się, bo lubię gdy sporo się dzieje, ale już obmyślam po cichu plan jak wyrwać się na łono natury. Nie musi to być ucieczka na długo. Wystarczy kilka godzin. Koc, koszyk z czymś smacznym i książka. Jeśli tylko mi się uda, na pewno zabiorę ze sobą tę tartę. Wam też polecam włożyć ją do koszyka piknikowego lub przygotować po prostu na szybki obiad czy kolację. Robi się ją błyskawicznie i jest bardzo smaczna.

Tarta serowa z czerwonym pesto i pomidorami:
płat ciasta francuskiego, najlepiej maślanego do wyłożenia foremki o średnicy 28cm lub nieco mniejszej (jeśli używamy mrożonego ciasta, należy odpowiednio wcześniej przełożyć je z zamrażalnika do chłodziarki)
150g niebieskiego sera pleśniowego (może być np. lazur błękitny lub gorgonzola)
1 kulka mozzarelli (125g)
2 podłużne pomidory lima lub mniejsze malinówki
pieprz czarny świeżo mielony
czerwone pesto:
10 suszonych pomidorów w oleju (dobrze odsączonych z zalewy)
4 łyżki oleju ze słoika z pomidorami
1/2 ząbka czosnku
30g startego sera parmezan
30g migdałów
dodatkowo:
rukola
oliwa z oliwek
masło do wysmarowania foremki

Zaczynam od przygotowania pesto z suszonych pomidorów. Migdały wrzucam do miseczki i zalewam wrzątkiem. Odstawiam na 10 minut, po czym obieram ze skórki. Obrane migdały wrzucam do pojemnika, w którym będę blendowała pesto. Suszone pomidory kroję na paski i dorzucam do migdałów. Czosnek obieram i dorzucam pół ząbka do pojemnika blendera. Dodaję starty parmezan oraz olej  ze słoika z suszonymi pomidorami. Blenduję wszystkie składniki starannie na pastę.

Pomidory myję i kroję na niezbyt grube plastry. Mozzarellę dobrze odsączam z zalewy i kroję na cienkie plastry.

Formę na tartę smaruję masłem. Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni.

Gdy piekarnik jest już nagrzany, wyjmuję z lodówki ciasto francuskie. Rozwijam, odcinam potrzebną ilość ciasta i wykładam nim spód oraz boki foremki. Na ciasto nakładam papier do pieczenia i obciążam ziarnami fasoli. Wstawiam do rozgrzanego piekarnika na 8 minut, by spód się podpiekł. Zdejmuję obciążenie, po czym znów wstawiam do pieca, na kolejne 4 minuty.
Gdy spód jest już podpieczony, wyjmuję formę  piekarnika i nakładam farsz. Na cieście rozsmarowuję pesto z suszonych pomidorów (brzegi ciasta które wyrosły pozostawiam bez farszu), następnie równomiernie rozkładam pokruszony w palcach niebieski ser. Na tej warstwie układam plasterki mozzarelli. Gdy już pesto i sery pokrywają tartę, na wierzchu układam plasterki pomidorów. Oprószam świeżo mielonym czarnym pieprzem i wkładam ponownie do piekarnika. Piekę kolejne 7-8 minut, do momentu gdy sery się zapieką.
Podaję ze świeżą rukolą, skropioną oliwą z oliwek.

Tartę można odgrzewać w piekarniku, na patelni, bądź jeść na zimno.

piątek, 23 czerwca 2017

Piersi kurczaka zapiekane z pesto, pomidorami i mozzarellą


Jedno z tych dań, które udaje się zawsze, o ile użyje się do niego świeżych i dobrej jakości składników. Czemu o tym wspominam, skoro to tak oczywiste?
Dlatego, że będąc w zeszłym tygodniu w Trójmieście, skusiłam się zamówić tak przygotowaną pierś kurczaka w restauracji.
Niestety, choć wszystkie składniki były świeże, a całość przyrządzona poprawnie, to danie było kiepskie.
Winę za to poniosły oczywiście niskiej jakości składniki. Najtańsze kupne pesto rozcieńczone olejem, a zamiast mozzarelli, plaster niezbyt smacznego sera żółtego.
I tak oto w prosty sposób z naprawdę fajnej potrawy, powstała jej nędzna karykatura. Jeśli chcecie uniknąć rozczarowania tą potrawą, przygotujcie własne pesto, kupcie mozzarellę i dojrzałe pomidory.  Gwarantuję satysfakcję!

Piersi kurczaka zapiekane z pesto, pomidorami i mozzarellą (składniki na 2 porcje):
1 pierś kurczaka (250-300g)
sól
pieprz czarny mielony
pesto:
bazylia z 1 dużej doniczki (xxl) - 65g
55g sparzonych i obranych ze skórki migdałów
1 spory ząbek czosnku
40g startego parmezanu
spora szczypta soli
65g oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego, słonecznikowego - ktoś może się oburzyć, ale wolę bezwonne oleje
do zapiekania:
1/2 kulki mozzarelli
1-2 pomidory malinowe pokrojone w plastry
dodatki:
150-200g ulubionego makaronu 
świeża bazylia

Bazylię płuczę, obrywam odpowiednią ilość listków i umieszczam je w pojemniku do blendowania.
Migdały zalewam wrzątkiem i odstawiam na 15 minut. Po tym czasie obieram ze skórki i dorzucam do bazylii. Dodaję obrany i pokrojony na większe kawałki ząbek czosnku, szczyptę soli oraz oliwę. Blenduję do czasu uzyskania pasty. Pesto przekładam do słoika i chowam w lodówce.

Piekarnik nagrzewam do 180 stopni, grzanie góra-dół.

Pierś kurczaka myję, oczyszczam z błon, przekrawam wzdłuż na dwa kotlety. Polędwiczki również odkrawam i oczyszczam. Mięso oprószam z dwóch stron solą oraz pieprzem. Naczynie żaroodporne wykładam papierem do pieczenia. Mięso skrapiam oliwą z dwóch stron, następnie układam w naczyniu żaroodpornym. Mięso wstawiam do piekarnika i piekę przez 10-11 minut.

Pomidory myję i kroję na niezbyt grube plastry. Mozzarellę ścieram na grubych oczkach tarki lub rwę w palcach na drobne cząstki.
Nastawiam garnek z lekko osoloną wodą, aby ugotować makaron.
Na wrzącą wodę wrzucam makaron i gotuję zgodnie z przepisem na opakowaniu.Ugoto
Wyjmuję naczynie żaroodporne z podpieczonym mięsem.  Na każdym kawałku mięsa rozsmarowuję 1-2 łyżeczki pesto, nakładam 2 plastry pomidora. Ponownie wkładam do piekarnika na kolejne 10-11 minut.
Po tym czasie znów wyjmuję naczynie z pieca, posypuję każdy kawałek mozzarellą i wstawiam do piekarnika na kolejne 5-6 minut. To idealny moment by wrzucić makaron do wrzątku.

Na wrzącą wodę wrzucam makaron i gotuję zgodnie z przepisem na opakowaniu.Ugotowany makaron odcedzam i gorący mieszam z solidną porcją pesto. Ta ilość pesto, którą przygotowaliśmy będzie zbyt duża na całą tę potrawę, z pewnością jakaś jego część Wam zostanie.

Po nałożeniu na talerze posypujemy całość świeżą bazylią.
Tak przygotowane piersi kurczaka można podać nie tylko z makaronem. Mogą być ziemniaki z wody, ziemniaczki młode z pesto, pieczywo pszenne, ryż, ulubiona kasza lub frytki.


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Makaron w sosie pomidorowym z mulami
















































Kto lubi owoce morza będzie zachwycony.
Ci, którzy nie mają z nimi doświadczenia, nie będą żałowali że spróbowali.
Tym, którzy jeszcze nie jedli, a chcieli by wyobrazić sobie jak smakują omułki, powiem że są delikatne w smaku, lekko morskie, odrobinę słodkawe i nieco słone. Ich konsystencja wbrew wyobrażeniom nie jest gumowata, ani zwarta. Są miękkie i rozpływają się w ustach.
Są dodatki, które w przypadku omułków sprawdzają się zawsze. To czosnek, białe wino, masło, pomidory i natka pietruszki. Jeśli wzbogacam sos o pomidory wybieram makaron, jeśli wykorzystuję tylko masło, czosnek, wino i natkę, wolę bagietkę. 

Makaron w sosie pomidorowym z małżami (składniki na 2 porcje):
500g małży (omułków) - mrożonych lub świeżych
50g masła
3 ząbki czosnku
100ml białego wytrawnego wina
4 spore, dojrzałe pomidory malinowe
1/2 łyżeczki cukru
sól, pieprz
180g makaronu spaghetti
natka pietruszki

Mule przebieram (jeśli korzystam ze świeżych odrzucam otwarte sztuki. Każdą otwartą sztuką stykam o blat i daję jej chwilę, jeśli się zamknie, oznacza to że omułek nadaje się do przyrządzenia. Zasada ta nie obowiązuje w przypadku mrożonych omułków.) i usuwam bisiory. Myję pod bieżącą wodą.

Pomidory sparzam, obieram i usuwam z nich nasiona. Miąższ kroję w kostkę.
Czosnek obieram i drobno siekam.
Natkę myję i drobno siekam jej listki.
W garnku zagotowuję osoloną wodę na makaron.
Na maśle podsmażam delikatnie czosnek, przez około minutę. Dolewam wino, dodaję pomidory i doprowadzam do wrzenia. Sos solę, dodaję ewentualnie nieco cukru i gotuję odkryty przez ok. 10-15 minut, następnie dorzucam  małże i przykrywam garnek. Gotuję 5 minut bez względu na to czy korzystam z małży świeżych czy mrożonych. Co jakiś czas potrząsam garnkiem aby wymieszać małże z sosem. Po ugotowaniu odrzucam mule, które nie otwarły się. Podczas przygotowywania muli do garnka z gotującą się wodą wrzucam makaron i gotuję według czasu podanego na opakowaniu.
Ugotowany makaron odcedzam i natychmiast mieszam z sosem oraz małżami.
Podaję gorące, posypane posiekaną natką pietruszki.




czwartek, 8 czerwca 2017

Chłodnik litewski















































Witam wszystkich po przerwie. Kto obserwuje moje konto na instagramie wie, że nie próżnowałam. Sporo się dzieje, a natłok zajęć sprawił, że starczyło czasu na nowe wpisy. Ale już się poprawiam i wracam z przepisem na klasyk, czyli chłodnik litewski.
Jedni robią na bulionie, ja gotuję buraczki w wodzie, a później wszystkie składniki łączę z mlecznymi dodatkami. Są tacy, którzy używają wyłącznie kefiru, są tacy którzy jogurtu, ja łączę kilka takich produktów. Ważne żeby dobrze doprawić chłodnik, schłodzić go jak należy i podać z jajkiem.

Chłodnik litewski (4-6 porcji):
1 pęczek botwiny z buraczkami
1 pęczek rzodkiewki
1 ogórek gruntowy (twardy)
1 ząbek czosnku
pęczek szczypiorku
1/2 pęczka koperku
200g jogurtu naturalnego
150g kefiru
250g śmietany kwaśnej 12% tłuszczu 
sok z cytryny, cukier, sól, i pieprz czarny do smaku
Do podania:
po 1 jajku ugotowanym na twardo do każdej porcji

Buraki obieram, myję i ścieram na tarce o grubych oczkach. Łodygi botwiny myję, kroję drobno. Liście botwiny płuczę i drobno siekam.
Buraczki przekładam do garnka, zalewam niewielką ilością wody, tak by były zakryte, przykrywam pokrywką tak by była odrobinę uchylona i doprowadzam do wrzenia. Gotuję (od momentu zagotowania) 8 minut, następnie dodaję pokrojone łodygi oraz liście i gotuję olejnych 7-8 minut. Odkrywam, skrapiam 1-2 łyżkami soku z cytryny. Przekładam garnek do miski z zimną wodą i schładzam zawartość.

Warzywa myję starannie. Ogórka obieram niezbyt dokładnie ze skórki. Rzodkiewki oraz ogórka kroję w kostkę (nie za drobną, ale również nie dużą). Listki koperku oberwane z łodyżek siekam drobno. Drobno kroję także szczypiorek. Czosnek obieram i przeciskam przez praskę.

Do dużej miski przekładam wszystkie warzywa, dodaję dobrze schłodzone, ugotowane wcześniej buraki (razem z płynem, który jest w garnku), jogurt, śmietanę i kefir. Doprawiam solą, czarnym mielonym pieprzem oraz odrobiną cukru. Mieszam starannie i próbuję. W razie potrzeby dodaję niezbędnych przypraw i soku z cytryny. Raz jeszcze mieszam, przykrywam i wstawiam do lodówki na 2 godziny.

Podaję schłodzony z ugotowanym na twardo jajkiem.

sobota, 13 maja 2017

Lasagne z warzywami i pesto















































Znam niewiele osób, które nie przepadają za tą włoską, makaronową zapiekanką.
Lasagne lubię za dużą dowolność, jaką daje przy wybieraniu składników. Można do niej włożyć co tylko się zechce i zawsze wychodzi smaczna. Latem lądują w niej bakłażany i papryki, jesienią dynie, zimą ragù bolognese, a wiosną szpinak lub inne zielone warzywa.
Ja tym razem wybrałam szparagi, bób i żółtą cukinię. Oprócz warzyw obowiązkowo sos beszamelowy, zielone pesto i dwa gatunki sera.


Lasagne z zielonymi warzywami i pesto:
12 płatów makaronu lasagne
pęczek szparagów
450g bobu (mrożonego bądź świeżego)
1 żółta cukinia
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz czarny mielony
1 kulka mozzarelli (125g)
80-100g parmezanu

Sos beszamelowy:
2,5 szklanki mleka 0,5 % tłuszczu
50g masła
50g mąki pszennej
sól, czarny pieprz mielony, spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej

Pesto:
50g listków bazylii (1 doniczka XXL)
50g migdałów
50g parmezanu
6-7 łyżek oleju rzepakowego (może być słonecznikowy lub oliwa z oliwek, ja jednak wolę bezwonne oleje)
sól
1 ząbek czosnku

Pesto
Migdały zalewam w miseczce wrzątkiem i odstawiam na 10-15 minut. Namoczone obieram ze skórki i wrzucam do pojemnika blendera. Do migdałów dodaję oberwane i opłukane listki bazylii, obrany i pokrojony czosnek, starty parmezan oraz olej. Miksuję na pastę, na koniec doprawiam odrobiną soli.

Warzywa
Cukinię myję, kroję w cienkie plastry, oprószam solą i pieprzem, dodaję obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek, skrapiam oliwą i odstawiam na 5 minut. Później wrzucam na rozgrzaną patelnię i smażę 3-4 minuty mieszając co jakiś czas. Obsmażoną, nieco już miękką cukinię przekładam na talerz.
W dwóch garnkach zagotowuję osoloną wodę.
Do jednego garnka wrzucam bób i gotuję krótko, do miękkości (ok.7-10 minut). Na opakowaniu mrożonego bobu pisze aby gotować go 15-20 minut, ale zdecydowanie polecam sprawdzać stan ugotowania ziaren wcześniej, moje po 8 minutach były dobre, po 10 zaczynały się rozgotowywać. Ugotowany bób odcedzam i zalewam na chwilę lodowatą wodą, aby przerwać gotowanie. Ponownie odcedzam i obieram.
Szparagi myję, odłamuję zdrewniałe końce i kroję wzdłuż na pół. Wrzucam na wrzątek i blanszuję 2-3 minuty. Odcedzam i przelewam lodowatą wodą by przerwać gotowanie.

Beszamel
W rondlu roztapiam masło, dodaję mąkę i mieszam rózgą. Smażę 1-2 minuty, następnie dolewam mleko i energicznie mieszam by połączyć składniki. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając doprowadzam do wrzenia. Gotuję przez ok. 2 minuty, do czasu gdy nieco zgęstnieje.

Makaron
Choć wybieram makaron, którego nie trzeba wcześniej gotować, zawsze to robię. W szerokim garnku zagotowuję wodę, solę ją odrobinę i wrzucam po 3 płaty, na 2 minuty. Nakładam warstwę i znów gotuję kolejne 3 płaty.

Sery
Mozzarellę ścieram na tarce o grubych oczkach, parmezan na drobnych.

Piekarnik nagrzewam do temperatury 200 stopni C.

Formę do zapiekania smaruję oliwą. Na dnie rozsmarowuję niewielką ilość beszamelu, układam pierwsze trzy płaty makaronu obok siebie.
Smaruję makaron beszamelem, następnie nakładam porcję pesto i rozprowadzam po całej powierzchni. Nakładam równomiernie ugotowany i obrany bób. Posypuję porcją mozzarelli i parmezanu. Wzrokowo dzielę ser i beszamel tak by wystarczyło na całą zapiekankę.
Na bób nakładam kolejne trzy płaty makaronu obok siebie. Smaruję je beszamelem, pesto, nakładam szparagi nie wzdłuż płatów, ale w poprzek. Zostawiam trzy kawałki szparagów do dekoracji.
Szparagi polewam odrobiną beszamelu, niezbyt równomiernie, posypuję mozzarellą i parmezanem. Układam kolejną warstwę makaronu.
Makaron ponownie smaruję beszamelem i resztą pesto. Nakładam plasterki cukinii. Zostawiam kilka plasterków do dekoracji.
Cukinię polewam nierównomiernie odrobiną beszamelu. Posypuję serami.
Nakładam ostatnią, czwartą warstwę makaronu. Smaruję go beszamelem, dekoruję szparagami i przekrojonymi na pół plasterkami cukinii. Posypuję resztą serów.

Formę z zapiekanką wstawiam do piekarnika i piekę 20-30 minut, zależnie od zaleceń producenta na opakowaniu makaronu. Piekę z funkcją grzania góra-dół bez termoobiegu. Monitoruję na bieżąco wierzch lasagne. Jeśli zbyt szybko się przypieka przykrywam wierzch folią aluminiową na jakiś czas. Jeśli za słabo to pod koniec pieczenia włączam na 5 minut termoobieg.
Po upieczeniu zostawiam lasagne jeszcze na 5 minut w otwartym, wyłączonym piekarniku, następnie wyjmuję i z krojeniem czekam minimum 30 minut. Najlepiej jednak poczekać ok. 45. Zapiekanka wciąż będzie w środku ciepła.
Można też później odgrzewać ją w piekarniku.
Ja również mrożę gotową lasagne. Kiedy całkiem wystygnie kroję na porcje, każdą pakuję w folię aluminiową i wkładam do zamrażalnika. Wyjmuję dzień wcześniej popołudniu do lodówki, następnego dnia krótko podgrzewam w dobrze rozgrzanym piekarniku.

środa, 10 maja 2017

Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami


Wiosna choć chłodna i mokra, to jednak przyniosła ze sobą przynajmniej część tego, czego oczekiwaliśmy. Na straganach jest rabarbar, są również nieśmiałe zagraniczne truskawki. Gdy na dworze ziąb, pozwala to stworzyć choć w kuchni przyjemny klimat na cały dzień. A jeśli przytrafi się piękna pogoda, można spakować drożdżówki do papierowej torby, wetknąć ją do kosza piknikowego i popędzić na łąkę, do lasu lub nad jezioro.


Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami - przepis na 6 sztuk:
310g mąki pszennej typ 650
25g świeżych drożdży
140g mleka 0,5% tłuszczu
60g cukru kryształu 

1 średnie jajko
50g masła roztopionego i ostudzonego
szczypta soli
1,5 łodygi rabarbaru
3 duże truskawki  
dodatkowe 2-3 łyżeczki cukru do posypania owoców
Dodatkowo: 
1 jajko + 1 łyżka mleka do posmarowania brzegów drożdżówek
lukier:
1 łyżeczka wody
cukier puder

Do miski przesiewam mąkę, dodaję szczyptę soli. Mleko podgrzewam tak by było letnie, dodaję łyżeczkę cukru i rozpuszczam w nim drożdże. Odstawiam na 5 minut w ciepłe miejsce. Resztę cukru dosypuję do mąki. Jajko wybijam do miseczki i roztrzepuję widelcem.
Gdy drożdże się rozbudzą wlewam rozczyn do mąki z cukrem i mieszam delikatnie łyżką, następnie dodaję jajko oraz ostudzone, płynne masło i dalej mieszam. Ciasto jest dość luźne i kleiste, nie dodajemy mąki, takie ma pozostać.
Zwilżonymi palcami zakładam ciasto od spodu do góry, wyrabiam je w ten sposób 2-3 minuty. Przykrywam miskę z ciastem czystą ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1-1,5 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.

Wyrośnięte ciasto dzielę na 6 części. Na solidnie obsypanym mąką blacie formuję bułeczki, zakładając ciasto do góry. Uformowaną bułeczkę odwracam i układam na przygotowanej blasze, zachowując odstępy dzięki, którym wyrastające drożdżówki nie zlepią się ze sobą.

Uformowane drożdżówki zostawiam nie przykryte, w cieple do ponownego wyrośnięcia na 20-30 minut.
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni. Grzanie góra-dół bez termoobiegu.

Rabarbar myję, odcinam liście i kroję łodygę na niezbyt grube plasterki. Truskawki myję, odcinam szypułki i każdą kroję na 4 części.

Gdy bułki wyrosną, w każdej robię bardzo delikatnie wgłębienie w środku, Wtykam do niego kawałki rabarbaru oraz truskawek. Owoce posypuję cukrem. Do miseczki wybijam jajko, dodaję mleko i roztrzepuję widelcem. Smaruję mieszaniną brzegi drożdżówek. Tak przygotowane wstawiam na środkową półkę piekarnika  i piekę 13-18 minut. Trzeba pilnować bo czas pieczenia jest zależny od piekarnika.

Upieczone drożdżówki wyjmuję i studzę na kratce.  Wystudzone polewam lukrem przygotowanym z wody wymieszanej z cukrem pudrem. Aby przygotować lukier biorę 1 łyżeczkę ciepłej, przegotowanej wody i dodaję do niej tyle cukru pudru by otrzymać gęsty, ale jeszcze nieco lejący się lukier.
Przechowuję przykryte ściereczką lub w papierowych torebkach. Upiekłam je rano, a wieczorem były dalej bardzo puszyste i smaczne.


czwartek, 4 maja 2017

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką

































Wiosna...drzewa obsypane kwiatami, cudowny zapach mokrej ziemi po deszczu, pierwsze cieplejsze promienie słońca (wciąż na nie czekamy) i szparagi. Czekam cały rok, na ten najpiękniejszy czas. Nawet kiedy leje deszcz, otwieram szeroko okna i upajam się zapachem tej niezwykłej pory roku. O trzeciej nad ranem za oknem zaczyna się ptasi koncert. Niecierpliwie wyczekuję ciepłych nocy, żeby móc uchylić okno i spać kołysana tym czarodziejskim śpiewem.
Kiedy przychodzi wiosna mam natychmiast ochotę na zielone i różowe warzywa. Łaknę szparagów, szpinaku, botwinki, rabarbaru, rzodkiewek, zielonego groszku.
Zauważcie jakie to niezwykłe, że właśnie wiosną dominują w warzywniakach te kolory.
Po długiej zimie natura obsypuje nas cudownymi barwami, jakby chciała nam zrekompensować ten trudny czas, który za nami.
Kto lubi szparagi, pokocha tę sałatkę.
Idealnie sprawdzi się ona jako dodatek do mięsa, może stanowić samodzielny posiłek, być lunchem zabranym do pracy, szybką kolacją, jednym z przysmaków na pikniku czy podczas grillowania.

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką (składniki na 2 porcje):
100g kaszy pęczak
12 zielonych szparagów
4-6 sporych rzodkiewek
30 g sera feta
 sos:
3 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 mały ząbek czosnku
2/3łyżeczki miodu (u mnie gryczany)
1-1,5 łyżki soku z cytryny
sól do smaku

Kaszę płuczę w zimnej wodzie, zalewam wrzątkiem, dodaję 1/2-1 łyżeczki soli, przykrywam i gotuję na wolnym ogniu, przy uchylonej pokrywce przez ok. 18-20 minut. Ugotowaną kaszę odcedzam.
Do wysokiego garnka wlewam wrzątek, solę. Szparagi chwytam z dwóch stron i odłamuję zdrewniałe końce. Gdy wygniemy szparag, przełamie się on w odpowiednim miejscu.
W osolonym wrzątku ustawiam szparagi główkami do góry, tak by wystawały one nieco ponad poziom wody. Gotuję szparagi 4-6 minut, zależnie od grubości. Odcedzam i przelewam zimną wodą.
Rzodkiewki myję i kroję w plasterki.
Do słoika wlewam sok z cytryny, miód, olej, dodaję posiekany drobno czosnek i sól. Zamykam słoik i potrząsając energicznie przygotowuję sos.
Na półmisku mieszam kaszę, szparagi i plasterki rzodkiewek, posypuję pokruszoną w palcach fetą i na końcu polewam całość sosem.

środa, 3 maja 2017

Fajitas z kurczakiem

















































Meksykańska uczta, czyli fajitas z kurczakiem i mnóstwo pysznych dodatków.
Najważniejsze tutaj jest mięso. W zasadzie najczęściej przygotowuje się tę potrawę z wołowiny, ale kurczak też jest wykorzystywany.
My najbardziej lubimy wersję z kurczakiem.
Ważne jest by mięso było dobrze doprawione. Marynata odgrywa kluczową rolę. Kiedy gorące aromatyczne mięso z warzywami jest gotowe wystarczy przygotować pozostałe dodatki.

Później już każdy komponuje swojego zawijasa tak jak chce. Na stole obok mięsa z cebulą i papryką, pojawia się guacamole, salsa pomidorowa, kwaśna śmietana, starty ser, czarna fasola, cząstki limonki i jak się uda świeża kolendra (mnie się tym razem nie udało).

Fajitas z kurczakiem:
1 pierś kurczaka (ok.200-250g)
1 duża cebula
1/2 czerwonej papryki
1/2 zielonej papryki
1/2 żółtej papryki
1-2 łyżki oleju rzepakowego
składniki marynaty do mięsa:
2 ząbki czosnku obrane i przeciśnięte przez praskę
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego) roztartego w moździeżu
1 i 1/2 łyżeczki suszonego oregano
1 i 1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszki
1/2 słodkiej wędzonej papryki w proszku
3/4 łyżeczki soli
3-4 skropienia tabasco
2 łyżki oleju rzepakowego

Wszystkie składniki marynaty mieszam dokładnie. Mięso myję, oczyszczam i kroję w paski. Mieszam z marynatą i odstawiam na przynajmniej 30 minut do lodówki. Na 30 minut przed smażeniem wyjmuję z lodówki do ocieplenia.
Cebulę myję i kroję w cienkie piórka. Paprykę myję, oczyszczam z nasion i kroję w paski.
W dużym rondlu z grubym dnem rozgrzewam olej. Na gorący tłuszcz wkładam mięso i obsmażam z dwóch stron. Zdejmuję i odkładam na talerz, a na rozgrzany tłuszcz z pozostałościami marynaty wrzucam cebulę. Podsmażam przez około minutę, po czym dodaję paprykę, oprószam solą i mieszam. Smażę 1-2 minuty co kilka chwil mieszając. Dodaję 1/2 szklanki wody i gotuję na średnim ogniu w odkrytym rondlu. Po ok. 10-12 minutach kiedy papryka zmięknie, a woda niemal całkiem odparuje dodaję podsmażone mięso i podsmażam wszystko raz jeszcze razem przez 2-4 minut.

Podaję z pszennymi tortillami i wymienionymi wcześniej dodatkami.

Pico de gallo (salsa z pomidorów):
1 duży pomidor malinowy 
1/4 białej cebuli
1/2 zielonej papryczki chili
sól
sok z limonki lub cytryny

Pomidora myję, usuwam szypułkę i nasiona. Miąższ ze skórką kroję w niedużą kostkę. Obraną cebulę i oczyszczone z nasion chili kroję w drobną kostkę. Jeśli lubicie ostrzejsze smaki nasionka zostawiamy. Oprószam solą, skrapia sokiem z cytryny lub limonki i mieszam.

Guacamole:
1 dojrzałe awokado
1 mały ząbek czosnku
1/3 średniej czerwonej cebuli
sól
sok z limonki lub cytryny

Umyte awokado przekrawam na pół. Wyjmuję pestkę, miąższ nacinam w kratę i wybieram łyżeczką do miski. Skrapiam sokiem z cytryny lub limonki, oprószam solą. Cebulę i czosnek obieram i bardzo drobno siekam. Dodaję do awokado, rozgniatam widelcem do momentu gdy uzyskam papkę. Mieszam wszystko i ewentualnie raz jeszcze do smaku doprawiam solą i sokiem z cytryny.


Tortille pszenne domowe (składniki na 8 placków):
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wrzątku
1/4 szklanki oleju rzepakowego
1 i 1/3 łyżeczki soli

Mąkę wsypuję do miski, dodaję sól. W szklance mieszam wrzątek z olejem, wlewam do mąki z solą i mieszam łyżką. Zagniatam ciasto, a później wyrabiam je 3-5 minut. Ten etap jest bardzo ważny i pominięcie go jest wielkim błędem. Dłużej wyrabiane ciasto daje w efekcie bardziej miękkie placki.

Gotowe ciasto wkładam do miski, nakrywam ściereczką i odstawiam na 20 minut.
Ciasto dzielę na 8 części, każdą wałkuję na cienki placek i smażę na suchej, dobrze rozgrzanej patelni po 1-2 minuty z każdej strony (do czasu pojawienia się sporych pęcherzy powietrza i ciemnych plam na spodzie).
Domowe tortille nie pozostają wiecznie miękkie jak te sklepowe. Robimy je tuż przed podaniem. Gotowe wystarczy podgrzać przed podaniem, być może wystygną, ale z pewnością pozostaną sprężyste.