sobota, 13 maja 2017

Lasagne z warzywami i pesto















































Znam niewiele osób, które nie przepadają za tą włoską, makaronową zapiekanką.
Lasagne lubię za dużą dowolność, jaką daje przy wybieraniu składników. Można do niej włożyć co tylko się zechce i zawsze wychodzi smaczna. Latem lądują w niej bakłażany i papryki, jesienią dynie, zimą ragù bolognese, a wiosną szpinak lub inne zielone warzywa.
Ja tym razem wybrałam szparagi, bób i żółtą cukinię. Oprócz warzyw obowiązkowo sos beszamelowy, zielone pesto i dwa gatunki sera.


Lasagne z zielonymi warzywami i pesto:
12 płatów makaronu lasagne
pęczek szparagów
450g bobu (mrożonego bądź świeżego)
1 żółta cukinia
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz czarny mielony
1 kulka mozzarelli (125g)
80-100g parmezanu

Sos beszamelowy:
2,5 szklanki mleka 0,5 % tłuszczu
50g masła
50g mąki pszennej
sól, czarny pieprz mielony, spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej

Pesto:
50g listków bazylii (1 doniczka XXL)
50g migdałów
50g parmezanu
6-7 łyżek oleju rzepakowego (może być słonecznikowy lub oliwa z oliwek, ja jednak wolę bezwonne oleje)
sól
1 ząbek czosnku

Pesto
Migdały zalewam w miseczce wrzątkiem i odstawiam na 10-15 minut. Namoczone obieram ze skórki i wrzucam do pojemnika blendera. Do migdałów dodaję oberwane i opłukane listki bazylii, obrany i pokrojony czosnek, starty parmezan oraz olej. Miksuję na pastę, na koniec doprawiam odrobiną soli.

Warzywa
Cukinię myję, kroję w cienkie plastry, oprószam solą i pieprzem, dodaję obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek, skrapiam oliwą i odstawiam na 5 minut. Później wrzucam na rozgrzaną patelnię i smażę 3-4 minuty mieszając co jakiś czas. Obsmażoną, nieco już miękką cukinię przekładam na talerz.
W dwóch garnkach zagotowuję osoloną wodę.
Do jednego garnka wrzucam bób i gotuję krótko, do miękkości (ok.7-10 minut). Na opakowaniu mrożonego bobu pisze aby gotować go 15-20 minut, ale zdecydowanie polecam sprawdzać stan ugotowania ziaren wcześniej, moje po 8 minutach były dobre, po 10 zaczynały się rozgotowywać. Ugotowany bób odcedzam i zalewam na chwilę lodowatą wodą, aby przerwać gotowanie. Ponownie odcedzam i obieram.
Szparagi myję, odłamuję zdrewniałe końce i kroję wzdłuż na pół. Wrzucam na wrzątek i blanszuję 2-3 minuty. Odcedzam i przelewam lodowatą wodą by przerwać gotowanie.

Beszamel
W rondlu roztapiam masło, dodaję mąkę i mieszam rózgą. Smażę 1-2 minuty, następnie dolewam mleko i energicznie mieszam by połączyć składniki. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając doprowadzam do wrzenia. Gotuję przez ok. 2 minuty, do czasu gdy nieco zgęstnieje.

Makaron
Choć wybieram makaron, którego nie trzeba wcześniej gotować, zawsze to robię. W szerokim garnku zagotowuję wodę, solę ją odrobinę i wrzucam po 3 płaty, na 2 minuty. Nakładam warstwę i znów gotuję kolejne 3 płaty.

Sery
Mozzarellę ścieram na tarce o grubych oczkach, parmezan na drobnych.

Piekarnik nagrzewam do temperatury 200 stopni C.

Formę do zapiekania smaruję oliwą. Na dnie rozsmarowuję niewielką ilość beszamelu, układam pierwsze trzy płaty makaronu obok siebie.
Smaruję makaron beszamelem, następnie nakładam porcję pesto i rozprowadzam po całej powierzchni. Nakładam równomiernie ugotowany i obrany bób. Posypuję porcją mozzarelli i parmezanu. Wzrokowo dzielę ser i beszamel tak by wystarczyło na całą zapiekankę.
Na bób nakładam kolejne trzy płaty makaronu obok siebie. Smaruję je beszamelem, pesto, nakładam szparagi nie wzdłuż płatów, ale w poprzek. Zostawiam trzy kawałki szparagów do dekoracji.
Szparagi polewam odrobiną beszamelu, niezbyt równomiernie, posypuję mozzarellą i parmezanem. Układam kolejną warstwę makaronu.
Makaron ponownie smaruję beszamelem i resztą pesto. Nakładam plasterki cukinii. Zostawiam kilka plasterków do dekoracji.
Cukinię polewam nierównomiernie odrobiną beszamelu. Posypuję serami.
Nakładam ostatnią, czwartą warstwę makaronu. Smaruję go beszamelem, dekoruję szparagami i przekrojonymi na pół plasterkami cukinii. Posypuję resztą serów.

Formę z zapiekanką wstawiam do piekarnika i piekę 20-30 minut, zależnie od zaleceń producenta na opakowaniu makaronu. Piekę z funkcją grzania góra-dół bez termoobiegu. Monitoruję na bieżąco wierzch lasagne. Jeśli zbyt szybko się przypieka przykrywam wierzch folią aluminiową na jakiś czas. Jeśli za słabo to pod koniec pieczenia włączam na 5 minut termoobieg.
Po upieczeniu zostawiam lasagne jeszcze na 5 minut w otwartym, wyłączonym piekarniku, następnie wyjmuję i z krojeniem czekam minimum 30 minut. Najlepiej jednak poczekać ok. 45. Zapiekanka wciąż będzie w środku ciepła.
Można też później odgrzewać ją w piekarniku.
Ja również mrożę gotową lasagne. Kiedy całkiem wystygnie kroję na porcje, każdą pakuję w folię aluminiową i wkładam do zamrażalnika. Wyjmuję dzień wcześniej popołudniu do lodówki, następnego dnia krótko podgrzewam w dobrze rozgrzanym piekarniku.

środa, 10 maja 2017

Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami


Wiosna choć chłodna i mokra, to jednak przyniosła ze sobą przynajmniej część tego, czego oczekiwaliśmy. Na straganach jest rabarbar, są również nieśmiałe zagraniczne truskawki. Gdy na dworze ziąb, pozwala to stworzyć choć w kuchni przyjemny klimat na cały dzień. A jeśli przytrafi się piękna pogoda, można spakować drożdżówki do papierowej torby, wetknąć ją do kosza piknikowego i popędzić na łąkę, do lasu lub nad jezioro.


Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami - przepis na 6 sztuk:
310g mąki pszennej typ 650
25g świeżych drożdży
140g mleka 0,5% tłuszczu
60g cukru kryształu 

1 średnie jajko
50g masła roztopionego i ostudzonego
szczypta soli
1,5 łodygi rabarbaru
3 duże truskawki  
dodatkowe 2-3 łyżeczki cukru do posypania owoców
Dodatkowo: 
1 jajko + 1 łyżka mleka do posmarowania brzegów drożdżówek
lukier:
1 łyżeczka wody
cukier puder

Do miski przesiewam mąkę, dodaję szczyptę soli. Mleko podgrzewam tak by było letnie, dodaję łyżeczkę cukru i rozpuszczam w nim drożdże. Odstawiam na 5 minut w ciepłe miejsce. Resztę cukru dosypuję do mąki. Jajko wybijam do miseczki i roztrzepuję widelcem.
Gdy drożdże się rozbudzą wlewam rozczyn do mąki z cukrem i mieszam delikatnie łyżką, następnie dodaję jajko oraz ostudzone, płynne masło i dalej mieszam. Ciasto jest dość luźne i kleiste, nie dodajemy mąki, takie ma pozostać.
Zwilżonymi palcami zakładam ciasto od spodu do góry, wyrabiam je w ten sposób 2-3 minuty. Przykrywam miskę z ciastem czystą ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1-1,5 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.

Wyrośnięte ciasto dzielę na 6 części. Na solidnie obsypanym mąką blacie formuję bułeczki, zakładając ciasto do góry. Uformowaną bułeczkę odwracam i układam na przygotowanej blasze, zachowując odstępy dzięki, którym wyrastające drożdżówki nie zlepią się ze sobą.

Uformowane drożdżówki zostawiam nie przykryte, w cieple do ponownego wyrośnięcia na 20-30 minut.
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni. Grzanie góra-dół bez termoobiegu.

Rabarbar myję, odcinam liście i kroję łodygę na niezbyt grube plasterki. Truskawki myję, odcinam szypułki i każdą kroję na 4 części.

Gdy bułki wyrosną, w każdej robię bardzo delikatnie wgłębienie w środku, Wtykam do niego kawałki rabarbaru oraz truskawek. Owoce posypuję cukrem. Do miseczki wybijam jajko, dodaję mleko i roztrzepuję widelcem. Smaruję mieszaniną brzegi drożdżówek. Tak przygotowane wstawiam na środkową półkę piekarnika  i piekę 13-18 minut. Trzeba pilnować bo czas pieczenia jest zależny od piekarnika.

Upieczone drożdżówki wyjmuję i studzę na kratce.  Wystudzone polewam lukrem przygotowanym z wody wymieszanej z cukrem pudrem. Aby przygotować lukier biorę 1 łyżeczkę ciepłej, przegotowanej wody i dodaję do niej tyle cukru pudru by otrzymać gęsty, ale jeszcze nieco lejący się lukier.
Przechowuję przykryte ściereczką lub w papierowych torebkach. Upiekłam je rano, a wieczorem były dalej bardzo puszyste i smaczne.


czwartek, 4 maja 2017

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką

































Wiosna...drzewa obsypane kwiatami, cudowny zapach mokrej ziemi po deszczu, pierwsze cieplejsze promienie słońca (wciąż na nie czekamy) i szparagi. Czekam cały rok, na ten najpiękniejszy czas. Nawet kiedy leje deszcz, otwieram szeroko okna i upajam się zapachem tej niezwykłej pory roku. O trzeciej nad ranem za oknem zaczyna się ptasi koncert. Niecierpliwie wyczekuję ciepłych nocy, żeby móc uchylić okno i spać kołysana tym czarodziejskim śpiewem.
Kiedy przychodzi wiosna mam natychmiast ochotę na zielone i różowe warzywa. Łaknę szparagów, szpinaku, botwinki, rabarbaru, rzodkiewek, zielonego groszku.
Zauważcie jakie to niezwykłe, że właśnie wiosną dominują w warzywniakach te kolory.
Po długiej zimie natura obsypuje nas cudownymi barwami, jakby chciała nam zrekompensować ten trudny czas, który za nami.
Kto lubi szparagi, pokocha tę sałatkę.
Idealnie sprawdzi się ona jako dodatek do mięsa, może stanowić samodzielny posiłek, być lunchem zabranym do pracy, szybką kolacją, jednym z przysmaków na pikniku czy podczas grillowania.

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką (składniki na 2 porcje):
100g kaszy pęczak
12 zielonych szparagów
4-6 sporych rzodkiewek
30 g sera feta
 sos:
3 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 mały ząbek czosnku
2/3łyżeczki miodu (u mnie gryczany)
1-1,5 łyżki soku z cytryny
sól do smaku

Kaszę płuczę w zimnej wodzie, zalewam wrzątkiem, dodaję 1/2-1 łyżeczki soli, przykrywam i gotuję na wolnym ogniu, przy uchylonej pokrywce przez ok. 18-20 minut. Ugotowaną kaszę odcedzam.
Do wysokiego garnka wlewam wrzątek, solę. Szparagi chwytam z dwóch stron i odłamuję zdrewniałe końce. Gdy wygniemy szparag, przełamie się on w odpowiednim miejscu.
W osolonym wrzątku ustawiam szparagi główkami do góry, tak by wystawały one nieco ponad poziom wody. Gotuję szparagi 4-6 minut, zależnie od grubości. Odcedzam i przelewam zimną wodą.
Rzodkiewki myję i kroję w plasterki.
Do słoika wlewam sok z cytryny, miód, olej, dodaję posiekany drobno czosnek i sól. Zamykam słoik i potrząsając energicznie przygotowuję sos.
Na półmisku mieszam kaszę, szparagi i plasterki rzodkiewek, posypuję pokruszoną w palcach fetą i na końcu polewam całość sosem.

środa, 3 maja 2017

Fajitas z kurczakiem

















































Meksykańska uczta, czyli fajitas z kurczakiem i mnóstwo pysznych dodatków.
Najważniejsze tutaj jest mięso. W zasadzie najczęściej przygotowuje się tę potrawę z wołowiny, ale kurczak też jest wykorzystywany.
My najbardziej lubimy wersję z kurczakiem.
Ważne jest by mięso było dobrze doprawione. Marynata odgrywa kluczową rolę. Kiedy gorące aromatyczne mięso z warzywami jest gotowe wystarczy przygotować pozostałe dodatki.

Później już każdy komponuje swojego zawijasa tak jak chce. Na stole obok mięsa z cebulą i papryką, pojawia się guacamole, salsa pomidorowa, kwaśna śmietana, starty ser, czarna fasola, cząstki limonki i jak się uda świeża kolendra (mnie się tym razem nie udało).

Fajitas z kurczakiem:
1 pierś kurczaka (ok.200-250g)
1 duża cebula
1/2 czerwonej papryki
1/2 zielonej papryki
1/2 żółtej papryki
1-2 łyżki oleju rzepakowego
składniki marynaty do mięsa:
2 ząbki czosnku obrane i przeciśnięte przez praskę
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego) roztartego w moździeżu
1 i 1/2 łyżeczki suszonego oregano
1 i 1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszki
1/2 słodkiej wędzonej papryki w proszku
3/4 łyżeczki soli
3-4 skropienia tabasco
2 łyżki oleju rzepakowego

Wszystkie składniki marynaty mieszam dokładnie. Mięso myję, oczyszczam i kroję w paski. Mieszam z marynatą i odstawiam na przynajmniej 30 minut do lodówki. Na 30 minut przed smażeniem wyjmuję z lodówki do ocieplenia.
Cebulę myję i kroję w cienkie piórka. Paprykę myję, oczyszczam z nasion i kroję w paski.
W dużym rondlu z grubym dnem rozgrzewam olej. Na gorący tłuszcz wkładam mięso i obsmażam z dwóch stron. Zdejmuję i odkładam na talerz, a na rozgrzany tłuszcz z pozostałościami marynaty wrzucam cebulę. Podsmażam przez około minutę, po czym dodaję paprykę, oprószam solą i mieszam. Smażę 1-2 minuty co kilka chwil mieszając. Dodaję 1/2 szklanki wody i gotuję na średnim ogniu w odkrytym rondlu. Po ok. 10-12 minutach kiedy papryka zmięknie, a woda niemal całkiem odparuje dodaję podsmażone mięso i podsmażam wszystko raz jeszcze razem przez 2-4 minut.

Podaję z pszennymi tortillami i wymienionymi wcześniej dodatkami.

Pico de gallo (salsa z pomidorów):
1 duży pomidor malinowy 
1/4 białej cebuli
1/2 zielonej papryczki chili
sól
sok z limonki lub cytryny

Pomidora myję, usuwam szypułkę i nasiona. Miąższ ze skórką kroję w niedużą kostkę. Obraną cebulę i oczyszczone z nasion chili kroję w drobną kostkę. Jeśli lubicie ostrzejsze smaki nasionka zostawiamy. Oprószam solą, skrapia sokiem z cytryny lub limonki i mieszam.

Guacamole:
1 dojrzałe awokado
1 mały ząbek czosnku
1/3 średniej czerwonej cebuli
sól
sok z limonki lub cytryny

Umyte awokado przekrawam na pół. Wyjmuję pestkę, miąższ nacinam w kratę i wybieram łyżeczką do miski. Skrapiam sokiem z cytryny lub limonki, oprószam solą. Cebulę i czosnek obieram i bardzo drobno siekam. Dodaję do awokado, rozgniatam widelcem do momentu gdy uzyskam papkę. Mieszam wszystko i ewentualnie raz jeszcze do smaku doprawiam solą i sokiem z cytryny.


Tortille pszenne domowe (składniki na 8 placków):
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wrzątku
1/4 szklanki oleju rzepakowego
1 i 1/3 łyżeczki soli

Mąkę wsypuję do miski, dodaję sól. W szklance mieszam wrzątek z olejem, wlewam do mąki z solą i mieszam łyżką. Zagniatam ciasto, a później wyrabiam je 3-5 minut. Ten etap jest bardzo ważny i pominięcie go jest wielkim błędem. Dłużej wyrabiane ciasto daje w efekcie bardziej miękkie placki.

Gotowe ciasto wkładam do miski, nakrywam ściereczką i odstawiam na 20 minut.
Ciasto dzielę na 8 części, każdą wałkuję na cienki placek i smażę na suchej, dobrze rozgrzanej patelni po 1-2 minuty z każdej strony (do czasu pojawienia się sporych pęcherzy powietrza i ciemnych plam na spodzie).
Domowe tortille nie pozostają wiecznie miękkie jak te sklepowe. Robimy je tuż przed podaniem. Gotowe wystarczy podgrzać przed podaniem, być może wystygną, ale z pewnością pozostaną sprężyste. 



niedziela, 30 kwietnia 2017

Herbatniki waniliowe
















































Kawa czy herbata?

W moim wypadku zdecydowanie herbata. Był krótki okres fascynacji kawą, ale herbata zawsze wygrywa.
Faktem jest, że przyszedł dzień w którym mój żołądek zbuntował się przeciw kawie i do tej pory kiedy podejmuję próbę wypicia takowej, brzuch natychmiast sygnalizuje niezadowolenie.
Na całe szczęście herbata mu odpowiada.

Mówiąc o herbacie nie mam bynajmniej na myśli wszechobecnych torebek. Pył, który się w nich znajduje to resztki pozostające z obróbki herbacianych listków. W pośpiechu mogą być ledwie namiastką prawdziwego herbacianego naparu.
Ci którzy kochają herbatę przywiązują dużą wagę zarówno do jakości listków, jak również do sposobu jej przygotowania. Nie inaczej jest ze mną. Rytuały związane z zaparzaniem herbaty są dla mnie przyjemnością samą w sobie, a napar ich uwieńczeniem.

W sklepach specjalistycznych mamy do wyboru tyle gatunków herbat, że aż może się zakręcić w głowie.
Ja jestem zdecydowaną miłośniczką herbat czarnych. Częściej sięgam po te bez dodatków, ale oczywiście nie zawsze. Przykładem może być tutaj "earl grey" czyli czarna herbata aromatyzowana olejkiem bergamotowym.
Cenię bardzo herbatę Darjeeling, ale nie jestem wierna jednej herbacie. Tak jak w kuchni, cenię możliwość smakowania różnych jej rodzajów, pochodzących z różnych miejsc.

Aby z dobrej jakości listków wydobyć to co najlepsze trzeba nauczyć się sztuki parzeni herbaty. Różne herbaty potrzebują odmiennej temperatury wody. Ważna jest również ilość listków, której użyjemy do jej przygotowania, czas parzenia, a nawet miękkość wody. Najlepiej wodę filtrować, chyba że Wasza woda w kranie jest miękka.
Potrzebny będzie także zaparzać i porcelanowa lub szklana filiżanka. Nie wyobrażam sobie po zaparzeniu wyjątkowego naparu, wypić go z kubka.
Filiżanki do herbaty wyróżniają się tym, że przy dnie są węższe, a ku górze rozszerzają się. Do zaparzania natomiast służą niedrogie metalowe zaparzacze, albo dzbanki z zaparzaczem.

Aby mieć pewność idealne temperatury parzenia, można skorzystać z termometru ze szpikulcem (mam taki w związku z domową produkcją sera).
Duża ilość herbat czarnych parzy się w temperaturze od 90-96 stopni. Gdy woda w waszym czajniku zawrze, a wy wlejecie ją natychmiast po tym do kubka to w ciągu kilku-kilkunastu sekund osiągnie temperaturę 95-95 stopni C. Po minucie lub półtorej spadnie ona do 90 stopni C.
Przeciętnie na filiżankę (ok.150 ml wody) potrzebujemy 2-3g listków.

Kupując herbatę na wagę w dobrym sklepie, od sprzedawcy uzyskacie szczegółową informację o tym skąd pochodzi herbata i jak ją zaparzyć, by zrobić to perfekcyjnie.

Herbata towarzyszy mi przy śniadaniu, gdzie zastępując kawę, pozwala mi się obudzić. W ciągu dnia wypijam kilka filiżanek, często różnych rodzajów, zależnie od nastroju. Popołudniu często herbacie towarzyszy jakaś słodkość, a najlepiej żeby były to herbatniki.

Kiedy mam czas i najdzie mnie chęć do pieczenia, prędko robię szybkie domowe herbatniki waniliowe.
Są aromatyczne, maślane, kruche i można przechowywać je w puszcze lub słoiku do tygodnia. Nikt jednak nie zweryfikował tego do końca, gdyż jeszcze nigdy nie dotrwały do wieczora.

Pozdrawiam Was słonecznie i zostawiam z przepisem na ulubione herbatniki
K

Herbatniki waniliowe:
180g mąki pszennej typ 500 lub 550
90g zimnego masła
100g cukru
1 jajko
nasiona z 1 laski wanilii (należy przekroić strączek wanilii wzdłuż, rozchylić i zeskrobać z pomocą noża nasiona znajdujące się we wnętrzu)
szczypta soli

Mąkę przesiewam do miski. Dodaję do niej sól, cukier oraz nasiona wanilii.
Masło kroję w kosteczkę, dodaję do mąki, siekam nożem bardzo starannie.
Kiedy masło jest dobrze posiekane z mąką, rozdrabniam jeszcze bardziej grudki masła palcami tworząc coś na kształt kruszonki, dodaję jajko i szybki zagniatam ciasto. Kulkę ciasta zawijam w folię spożywczą i wkładam na 30 minut do lodówki.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni C.
Blachę wykładam papierem do pieczenie.
Schłodzone ciasto wałkuję dość cienko (2-3 mm) w razie potrzeby podsypuję odrobiną mąki, by nie kleiło się do blatu.
Wykrawam ciasteczka i układam na blasze.
Piekę 10-12 minut, na środkowej półce piekarnika, najlepiej grzanie góra-dół, bez termoobiegu.
Ciasteczka mają się lekko zezłocić z wierzchu.
Wyjmuję ciasteczka z pieca i przekładam na talerz do wystudzenia (kiedy zdejmujemy z blaszki są jeszcze lekko miękkie, ale po wystudzeniu staną się chrupiące i kruche).
Ostudzone herbatniki wkładam do słoika lub puszki.
 



piątek, 28 kwietnia 2017

Kompot z rabarbaru i truskawek
















































Uwielbiam domowy kompot.
W ciepłe dni, dobrze mieć dzbanek kompotu w lodówce. Świetnie gasi pragnienie, wszyscy go lubią i można go przygotować w kilka chwil.

Kompot rabarbarowo - truskawkowy:
250g rabarbaru
200g truskawek (w sezonie świeżych, teraz mrożonych)
50-60g cukru
1,1 l wody + 100 ml wody mineralnej niegazowanej


Do dużego garnka wrzucić truskawki. Rabarbar umyć, odciąć liście i pokroić łodygi na 1-2 cm kawałki. Rabarbar dodać do truskawek, dodać cukier (najpierw 50g, jeśli gotowy kompot będzie za mało słodki można go dosłodzić), zalać 1,1 litra zimnej wody. Doprowadzić do wrzenia, gotować 5 minut od czasu zagotowania. Przecedzić na gęstym sicie, przelać do dzbanka,dolać 100ml wody niegazowanej, całość ostudzić i schłodzić w lodówce. Gdyby kompot okazał się dla Was zbyt słodki można dodać do niego łyżkę soku z cytryny.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kotlety ziemniaczano-szpinakowe
















































Niewiele jest bezmięsnych kotletów tak dobrych jak te.
Zdarza się pewnie, że zostają Wam ugotowane ziemniaki z obiadu. Wystarczy pognieść je póki ciepłe i po ostudzeniu odstawić do lodówki. Następnego dnia będą idealną bazą do przygotowania obiadu. Można też specjalnie na okoliczność przygotowywania tych kotletów ugotować potrzebną ilość ziemniaków.
Jedno jest pewne, ten przepis koniecznie trzeba wypróbować.

Kotlety ziemniaczano-szpinakowe (składniki na 8 kotletów):
500g ziemniaków (waga po obraniu)
200g świeżego szpinaku
2 spore ząbki czosnku
60g sera feta (jeśli chcecie może być twaróg skropiony odrobioną soku z cytryny, albo bryndza)
1 średnie jajko
2 kopiaste łyżki mąki pszennej oraz dodatkowo mąka do obtoczenia kotletów
sól, czarny pieprz
olej do smażenia

Dodatkowo:
ulubione warzywa (u mnie jak zawsze gotowany groszek, podany z odrobiną masła) 
kwaśna śmietana, jogurt naturalny lub kefir

Ziemniaki obieram, myję, kroję na mniejsze kawałki. Zalewam zimną wodą, solę i doprowadzam do wrzenia. Gotuję do miękkości. Ugotowane odcedzam i natychmiast przeciskam praską do ziemniaków.
Odstawiam do ostudzenia.

Szpinak płuczę, siekam dość drobno. Czosnek obieram i również drobno kroję. Do szerokiego rondla  wrzucam szpinak z czosnkiem, obficie oprószam solą i podsmażam na średnim ogniu co jakiś czas mieszając. Gdy szpinak zwiędnie, zwiększam płomień i odparowuję nadmiar płynu przez 3-4 minuty. Podsmażony szpinak wykładam na gęste sito i odciskam resztę wody. Dorzucam szpinak do ziemniaków.

Do przygotowanych warzyw dodaję również przeciśnięty przez praskę ser feta.

Do wystudzonych składników dodaję jajko, odrobinę soli do smaku (pamiętamy, że feta jest słona, szpinak został osolony, jak również ziemniaki gotowały się w wodzie z solą) Dosypuję pieprzu do smaku.
Na końcu dodaję mąkę i mieszam wszystko bardzo starannie.
Masę na kotlety wstawiam do lodówki przynajmniej na jedną godzinę.

Na patelni rozgrzewam olej. Z masy formuję niezbyt duże kotlety, obtaczam je w mące i smażę na złoto, po 2-4 minut z każdej strony. Podaję z kefirem lub jogurtem i ugotowanym zielonym groszkiem. 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Podpłomyk z gruszką, niebieskim serem i malinami


















































Z wiekiem coraz więcej mnie cieszy. Drobiazgi potrafią wprowadzić mnie w dobry nastrój, zachwycić, rozweselić. Celebrowanie życia to trudna sztuka, ale odkąd udało mi się ją opanować zdecydowanie częściej się uśmiecham.
Ważne są małe rzeczy, krótkie chwile, które trzeba dostrzec i ucieszyć się nimi.
Czasami już rano robię sobie piękny prezent, który dobrze nastraja na cały dzień. To śniadanie.
Takie bez pośpiechu. Takie z ulubionymi składnikami.
Podaję je na ulubionym talerzu, bo przedmioty których codziennie używamy też są ważne.

Lubię piękne serwetki, sztućce, talerze czy filiżanki i czym jestem starsza tym z większą uwagą dobieram poszczególne przedmioty. Myślałam nawet przez moment, że jestem kapryśna, ale nie w tym rzecz. Jestem wymagająca. Chcę otaczać się przedmiotami, które są nie tylko funkcjonalne, ale także cieszą oko. Podejrzewam, że nie jestem odosobniona w tej kwestii.

Nie chodzi tutaj jednak o to by wydać majątek na nową zastawę. Zdarza mi się nierzadko, że na pchlim targu kupuję coś niezwykłego, co staje się moim talizmanem. Kiedyś kupiłam za całą złotówkę piękny kubek, który nikomu już do niczego nie potrzebny. Mnie natomiast, odkąd weszłam w jego posiadanie, w żadnym innym gorąca czekolada nie smakuje tak dobrze. Macie swoje ukochane przedmioty, które umilają Wam codzienność?


Wracając do śniadania.
Wczoraj  przygotowałam swoje śniadanie idealne.
Podpłomyk z gruszką, niebieskim serem, malinami i rukolą. Do tego miseczka rukoli z malinami, miodem, oliwą  i octem balsamicznym. Pełnia szczęścia.

Podpłomyk z gruszką, niebieskim serem i malinami (składniki na 2 podpłomyki):
100g mąki pszennej chlebowej 
50g jogurtu naturalnego
1 łyżeczka soli
ewentualnie 1-2 łyżki zimnej wody

Dodatki:
60g niebieskiego sera 
1 dojrzała gruszka
8-10 malin świeżych lub mrożonych
listki rukoli

Mąkę przesiać do miski, dodać sól, jogurt i zagnieść ciasto. Jeśli jest zbyt suche dodać wody. Ciasto wygniatać przez 3-4 minuty, następnie przełożyć do miski, przykryć wilgotną ściereczką i odstawić na 10 minut.
Gruszę umyć, przekroić na pół, wyciąć gniazdo nasienne, a miąższ pokroić na cienkie plasterki.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 150 stopni, najlepiej grzanie od góry lub opcja grill.
Ciasto podzielić na 2 części, każdą rozwałkować na cienki placek. Suchą patelnię rozgrzać mocno. Na rozgrzaną patelnię położyć pierwszy placek i smażyć do czasu gdy na spodzie pojawią się ciemne plamy (2 minuty). Obrócić podpłomyk i na wypieczonej stronie ułożyć połowę plastrów gruszki,pokruszyć niebieski ser i ułożyć kilka malin. Smażyć ok. dwie minuty, następnie ostrożnie zdjąć placek z patelni i przełożyć go na kratkę w piekarniku. Piec 1-2 minuty, aż ser się roztopi.
Z pozostałymi składnikami postąpić w ten sam sposób.
Podawać ciepłe, posypane rukolą.


piątek, 21 kwietnia 2017

Wegańskie ciasto bez pieczenia



Ciasto bez pieczenia, całkowicie wegańskie i obłędnie pyszne. Słodkie, kremowe...och...długo by mówić. Lepiej zrobić i zjeść.
Choć jego przygotowanie nie wymaga wiele pracy, to jednak zabiera sporo czasu, bo orzechy z których powstaje masa trzeba dość długo namaczać, a całość przed podaniem musi stężeć w lodówce.
Zaręczam jednak, że warto!

Wegańskie ciasto bez pieczenia:
spód:
300g suszonych daktyli
100g orzechów nerkowca
25g oleju kokosowego 

Masa:
250g orzechów nerkowca
1 bardzo dojrzałe mango (można zamienić na mrożone maliny, jagody lub truskawki, wtedy bierzemy ok 200g owoców)
90g oleju kokosowego
2 łyżki syropu z agawy (może być miód jeśli nie zależy Wam na tym by ciasto było wegańskie)

Do dekoracji:
Co tylko zechcecie.
Mogą być jadalne płatki kwiatów, posiekane pistacje, migdały, wiórki kokosowe, maliny, jagody, kawałki mango itd. Ogranicza Was jedynie wyobraźnia. 

Masa:
Orzechy potrzebne do zrobienia masy zalać przegotowaną wodą i odstawić na minimum 4 godziny.
Namoczone orzechy odcedzić. Mango umyć, obrać, miąższ pokroić na kawałki. Olej kokosowy roztopić.
W pojemniku blendera umieścić orzechy, pokrojony miąższ mango, syrop z agawy oraz roztopiony olej kokosowy. Miksować do czasu uzyskania gładkiej masy.
Ja mam pojemnik, który nie zmieścił całej masy. Blendowałam partiami, a potem w misce jeszcze raz wszystko razem.

Spód:
Daktyle zalać wrzątkiem i zostawić na 10 minut, odcedzić, przełożyć do pojemnika blendera. Olej kokosowy rozpuścić. Dodać orzechy oraz roztopiony olej kokosowy. Zmiksować wszystko razem z pomocą blendera, ale nie na całkiem gładką pastę.

Tortownicę o średnicy max.22 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wystarczy nałożyć kawałek papieru na spód, zamknąć tortownicę i oberwać reszty papieru wystające z boków.
Na spód tortownicy nałożyć masę z daktyli i orzechów. Rozprowadzić ją na całej powierzchni, a na nią nałożyć masę z orzechów i mango. Rozsmarować dokładnie, wyrównać powierzchnię i wstawić do lodówki na przynajmniej 6 godzin. Moje ciasto stało całą noc i wtedy najlepiej się kroi.






sobota, 15 kwietnia 2017

Dorsz z sosem ziołowym



Życzę Wam spokojnych, zdrowych i rodzinnych świąt. Niech będą wyjątkowe, 
pełne ciepła i bliskości. 

A dziś prosty przepis na obiad z rybą.
Staram się, żeby ryby jak najczęściej pojawiały się na naszym stole, ale przyznam szczerze, że w moim domu tylko ja szaleję za dorszem. Reszta zdecydowanie woli łososia, który dla mnie daleki jest od ideału.
Z ryb najchętniej jadam tuńczyka, dorsza, halibuta, makrelę i śledzie.
Jak dla mnie polędwica z dorsza nie potrzebuje nawet żadnych szczególnych dodatków. Wystarczy by była oprószona solą morską i usmażona bądź upieczona. Czasem jednak lubię gdy w rybnym obiedzie coś ciekawego się dzieje. Ten sposób na rybę z pewnością nie jest nudny.


Dorsz z sosem ziołowym - przepis na 3 porcje:
polędwica z dorsza 450g
sól morska
1-1,5 łyżki mąki pszennej
olej rzepakowy do smażenia

Sos ziołowy:
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny
1 ząbek czosnku
pół pęczka natki pietruszki
listki z 3 gałązek bazylii
sól

Czosnek obrać i drobno posiekać. Zioła umyć, oberwać listki i posiekać bardzo drobno. Do miseczki wrzucić czosnek i zioła. Oprószyć solą, dolać sok z cytryny i oliwę. Wszystko dokładnie wymieszać łyżką, przykryć i odstawić na przynajmniej 30 minut.

Rybę pokroić na kawałki, umyć, osuszyć, oprószyć solą i obtoczyć w mące. Na patelni rozgrzać olej.
Na gorący tłuszcz kłaść kawałki ryby i smażyć po ok. 3-4 minut z każdej strony. Zdejmować z patelni i natychmiast podawać.

Ja do swojej ryby podałam pieczone ziemniaki i szparagi. Jeśli chcecie zjeść obiad jak ten ze zdjęcia już mówię jak zrobić dodatki.
Ziemniaki ugotować w mundurkach, ostudzić, następnie obrać i pokroić na kawałki. ułożyć je na blasze, polać oliwą i wymieszać poprzez potrząsanie naczyniem. Piekarnik rozgrzać do temperatury 200 stopni C. Najlepiej ustawić funkcję grill, jeśli jej nie ma wybieramy grzanie góra-dół, może być z termoobiegiem.
Do rozgrzanego piekarnika wstawiamy blachę lub naczynie żaroodporne z ziemniakami i pieczemy
ok. 20 minut, aż się zrumienią. W trakcie można wyjąć raz blachę i przemieszać potrząsając by ziemniaki upiekły się równomiernie.

W wysokim garnku zagotować osoloną wodę. Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końce. Kiedy złapiemy szparag z dwóch stron i wygniemy odłamie się w odpowiednim miejscu. Szparagi wstawić do garnka z gotującą się wodą i gotować przez 4-6 minut zależnie od grubości. Ugotowane szparagi odcedzić i dodać do nich kawałek świeżego masła.

Optymalnie gdy ziemniaki się dopiekają, wstawić szparagi i zacząć smażenie ryby. Wtedy wszystkie części obiadu powinny być gotowe w odpowiedni momencie.







czwartek, 13 kwietnia 2017

Zupa chrzanowa z plackiem


Wielkanoc coraz bliżej.
W tym roku udało mi się zakupić sprzęt i wreszcie będziemy mogły z P przygotować prawdziwe pisanki. Wcześniej wydawało mi się to bardzo skomplikowane, do momentu kiedy na Katowickim rynku nie natrafiłyśmy podczas jarmarku wielkanocnego na małe warsztaty pisania pisanek. Okazało się, że nie tylko jest to dosyć proste, ale również bardzo przyjemne zajęcie.
Z każdym rokiem, kiedy moja córka jest coraz starsza, przygotowania do wszelkich świąt są coraz ciekawsze, pełniejsze i radośniejsze. Chciałabym, żeby zachowała magiczne wspomnienia i oczekiwała na ten czas z niecierpliwością.
A przepis...jest i przepis.
Skoro Wielkanoc to mnóstwo chrzanu. Propozycja ode mnie na wielkanocny stół - zupa chrzanowa.
Nie podaję jej ani z jajami, ani z kiełbasą, ale w sposób który podpatrzyłam w mojej ulubionej restauracji na Podhalu. Tam podają gęstą i gorącą chrzanową z plackiem ziemniaczanym zatopionym w zupie, a całość jest okraszona zrumienionym boczkiem.
U mnie bez boczku, a placki dla odmiany bardzo grubo starte podałam obok, jako dodatek do zupy. Polecam bo to naprawdę świetna zupa, nie tylko na święta. Zupa nie potrzebuje wielu składników, ale to bez czego na pewno się nie obędzie to dobry, domowy wywar warzywny. Oto sposób na jego przygotowanie:

Wywar warzywny:
1,7l zimnej wody
2 duże marchewki
1 duża pietruszka korzeń
1/6 średniego selera
biała część pora
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka soli morskiej
1/2 łyżeczki oleju rzepakowego
 

Wodę wlać do dużego garnka. Marchew, pietruszkę, seler i czosnek obrać. Warzywa umyć, pokroić na mniejsze części i wrzucić do wody. Por przekroić wzdłuż i umyć staranie między wszystkimi warstwami. Dodać do wody. Dorzucić pieprz, sól, a następnie dolać odrobinę oleju. Na średnim ogniu doprowadzić do wrzenia i gotować przez ok. godzinę.

Gotowy wywar odcedzić, powinno go być mniej więcej litr.

Zupa chrzanowa przepis na 4-6 porcji:
1 litr wywaru warzywnego
4 kopiaste łyżki startego chrzanu ze słoiczka
320g obranych ziemniaków
1 łyżeczka masła
4 łyżki śmietany kremówki
sól
gdyby chrzan okazał się być bardzo kwaśny 1 łyżeczka cukru

Ziemniaki obrać, umyć, odważyć potrzebną ilość. Pokroić w talarki i podsmażać 4-5 minut na łyżeczce masła. Zalać podsmażone ziemniaki wywarem i zagotować. Gotować ok. 15 minut do czasu gdy ziemniaki będę całkiem miękkie. Wyłączyć palnik, dodać chrzan i zmiksować zupę blenderem na gładki krem. Gotową zupę doprawić solą, ewentualnie cukrem. Dodać śmietanę i dokładnie wymieszać.
Podawać gorącą, oprószoną świeżo mielonym czarnym pieprzem, posiekanym szczypiorkiem i plackami.


Placki ziemniaczane:
900g obranych ziemniaków
2 małe cebule
4 kopiaste łyżki mąki pszennej
2 małe jajka
sól
świeżo mielony czarny pieprz
olej do smażenia

Ziemniaki obrać, umyć i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Cebulę obrać i zetrzeć na tarce o drobniejszych oczkach. Dodać sól, pieprz, jajka i mąkę. Wymieszać masę bardzo dokładnie.
Na patelni rozgrzać dobrze olej, następnie nakładać nieduże porcje ciasta (1-1,5 łyżki) i smażyć niewielkie placki na złoty kolor z obu stron.Usmażone placki odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Mazurek migdałowy
















































Pamiętam swój pierwszy mazurek,  który upiekłam jeszcze jako nastolatka. Był bardzo słodki, nieco zbyt kruchy i udekorowany taką ilością orzechów, że nie sposób było zjeść więcej niż jeden kawałek. Potem długo nie piekłam ani mazurków, ani też innych ciast. Teraz chociaż wciąż rzadko, to jednak chętniej piekę słodkości. Być może dlatego, że mam w domu małego łasucha, który uwielbia ciasta i ciasteczka.
Dziś proponuję przepis na mazurek migdałowy. Tylko kruche ciasto i masa migdałowa, którą można zamienić na pastę pistacjową lub masę z innych ulubionych orzechów. Nam zasmakował wariant z migdałami, więc taki pojawi się na świątecznym stole.

Mazurek migdałowy:
Kruche ciasto:
130g mąki pszennej (u mnie typ 650)
60g mąki ziemniaczanej
40g cukru
115g zimnego masła
szczypta soli
1 średnie jajko

Masa migdałowa:
120g migdałów
90g cukru
3-4 łyżki wrzątku

Mąki przesiać do miski, dodać cukier oraz szczyptę soli. Masło pokroić w kostkę i dodać do mąk z cukrem. Siekać nożem, aby powstały jak najdrobniejsze grudki masła. Rozdrobnić ostatecznie masło palcami, aby powstało coś na podobieństwo kruszonki, dodać jajko i szybko zagnieść ciasto.
Ciasto uformować w kulkę, następnie spłaszczyć i uformować w kwadrat. Zawinąć w folię spożywczą i wstawić do lodówki na 45 minut.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 180 stopni. Przygotować blachę kwadratową o wymiarach ok. 22/22cm. Może być też wąska, prostokątna blaszka, ale raczej niezbyt duża. Na blacie rozłożyć kawałek papieru do pieczenia, nieco większy niż rozmiar blachy. Na papierze położyć ciasto, przykryć drugim kawałkiem papieru i rozwałkować. Wyłożyć ciasto wraz ze spodnim kawałkiem papieru na blasze, wyrównać brzegi i wykleić odciętym nadmiarem ciasta ewentualne luki. Ciasto nakłuć widelcem w kilku miejscach i wstawić do rozgrzanego piekarnika. Piec ok. 20 minut. (opcja góra-dół bez termoobiegu, na środkowej półce piekarnika). Wyjąć i ostudzić nie wyjmując z blachy.

Migdał wsypać do miseczki, zalać wrzątkiem tak by były zakryte wodą i odstawić na 10 -15 minut. Namoczone migdał obrać ze skórki i przełożyć do pojemnika blendera. Dodać cukier i kilka łyżek wrzącej wody. Miksować niezbyt długo, do powstania niekoniecznie całkiem gładkiej pasty.

Gotową masą wysmarować delikatnie cały wierzch ciasta. Udekorować prażonymi płatkami migdałów lub tak jak ja sokiem z jagód. Przetarłam 1 łyżkę jagód i powstałym sokiem skropiłam nierównomiernie wierch mazurka. 



sobota, 8 kwietnia 2017

Cevapcici
















































Kuchnia bałkańska zawsze do mnie przemawiała.
Lubię dobrze doprawione mięso, paprykę, zioła i naturalny jogurt. Lubię też wszelkiego rodzaju pieczywo, zwłaszcza małe chlebki pita, do których można włożyć różne pyszności.
Cevapcici to po prostu szaszłyki z mielonego lub siekanego mięsa. Doprawia się je w różny sposób, ale ja mam swoje sprawdzone przyprawy. Dodaję do nich czosnek, paprykę słodką i wędzoną oraz natkę pietruszki. Mięso najlepiej by było mieszane, ale nie jest to koniecznością.
Ja uwielbiam jagnięcinę, więc u mnie często pojawia się albo sama jagnięcina, albo wymieszana z wołowiną. Przygotowywałam tę potrawę również z mięsa wołowo-wieprzowego i była równie smaczna. Ja podaję swoje kotleciki w domowych chlebkach pita z dodatkiem czarnuszki. W środku, oprócz mięsa jest domowy ajwar i sos na bazie jogurtu z ziołami, czosnkiem i skórką cytrynową. Jeśli nie macie czasu lub ochoty na przygotowanie ajvaru, skorzystajcie z kupionego w sklepie.


Cevapcici (składniki na 6 porcji):
200g mięsa wołowego (ja użyła udźca)
200g mięsa jagnięcego (udziec, łopatka, karkówka) - można zamienić na wołowinę, cielęcinę lub wieprzowinę
2 niezbyt duże ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę (może być 1 bardzo duży ząbek)
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
3/4 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
3.4 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki w proszku
1 łyżka gazowanej wody mineralnej
1 lub 1 i 1/4 płaskiej łyżeczki soli morskiej
 
Domowe chlebki pita (składniki na 6 chlebków):
350g mąki pszennej tym 650 lub 750 (ja użyłam chlebowej typ 750)
1 szklanka letniej wody
20g świeżych drożdży
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżeczka cukru
nasiona czarnuszki 
  
Sos jogurtowy:
3 łyżki jogurtu naturalnego bałkańskiego
1/2 ząbka czosnku
5 listków świeżej mięty
1 łyżka posiekanej natki
skórka z 1/2 cytryny 

Domowy ajwar:
3 duże czerwone papryki
1 średni bakłażan
2 ząbki czosnku
1,5 łyżki octu jabłkowego
szczypta pieprzu
1/4 łyżeczki ostrej papryki w proszku
szczypta cukru
1 i 1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka oliwy z oliwek


Ajwar:
Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Bakłażana umyć. Czosnek obrać i każdy ząbek przekroić wzdłuż na pół. W bakłażanie zrobić cztery nacięcia i wetknąć w nie kawałki czosnku tak by schowały się całkiem w jego wnętrzu.  papryki umyć. Warzywa ułożyć na blasze. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni, wstawić warzywa i piec przez 40 minut. W połowie pieczenia obrócić je. Po upieczeniu wyłączyć piekarnik i zostawić w nim warzywa jeszcze na 15-20 minut.
Upieczone warzywa ostudzić. Obrać ze skóry, a papryki oczyścić z nasion. Pokroić upieczony miąższ w duże kawałki i włożyć do pojemnika blendera (bakłażana, czosnek oraz paprykę). Zmiksować na pastę. Wlać zmiksowane warzywa do garnka, dolać oliwę oraz ocet. Dodać przyprawy i zagotować. Gotować 20-30 minut. Następnie przełożyć do czystych słoiczków. Przechowywać do tygodnia w lodówce lub po pasteryzacji nawet kilka miesięcy. Ajwaru wyjdzie więcej niż potrzeba do tej potrawy. Można go wykorzystać jako pastę kanapkową, podawać do mięs, serów, czy jajek.

Sos jogurtowy
Natkę,miętę i obrany czosnek drobno posiekać. Cytrynę wyszorować, sparzyć i otrzeć tylko żółtą część skórki. Do jogurtu dodać skórkę cytrynową, czosnek i zioła, oprószyć solą i dokładnie wymieszać. Odstawić do lodówki na 30 minut.


Domowe chlebki pita z czarnuszką:
Mąkę wsypać do miski. W letniej wodzie rozpuścić cukier oraz drożdże i pozostawić w cieple na 5 minut. Do mąki dodać sól, następnie wlać rozbudzone drożdże z wodą i wymieszać. Zagnieść ciasto i wyrabiać je przez ok. 4-5 minut. Gotową kulę ciasta przełożyć do miski, przykryć czystą, wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 35-45 minut.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 220 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto podzielić na 6 równych części. Każdą rozwałkować na niezbyt cienki placek o powierzchni kobiecej dłoni. Przed rozwałkowaniem każdy kawałek ciasta posypać czarnuszką, dzięki czemu podczas wałkowania wbijemy ją mocno w ciasto i nie osypie się po upieczeniu.
Ułożyć pity na blasze i piec przez 6-8 minut. Powinny napęcznieć bardzo mocno tworząc w środku przestrzeń, która później stanie się kieszonką w naszych pitach.
Kotleciki:
Mięso umyć, pokroić i zmielić. Czosnek obrać i przecisnąć przez praskę wprost do mięsa. Dodać pozostałe składniki kotlecików i wymieszać rękoma bardzo dokładnie. Odstawić do lodówki, wyjąć z niej na 30 minut przed smażeniem.
Formować małe podłużne kotleciki (kiełbaski) o długości 5 cm i średnicy 2 cm. (Powinno ich być ok. 12)
Rozgrzać patelnię grillową i smażyć kotleciki na dość silnym ogniu przez 2 minuty z każdej strony (w tym wypadku smażymy z czterech boków czyli łącznie 8 minut)

Chlebki pita rozkroić z jednej strony tworząc kieszonkę. Do środka nałożyć 1,5 łyżki ajwaru, po łyżeczce sosu jogurtowego i po 2 kotleciki.
Najlepiej podać je z sałatką z ogórka zielonego, czerwonej cebuli i pomidorów malinowych. Wystarczy warzywa pokroić, oprószyć solą, skropić odrobiną soku z cytryny i kilkoma kroplami oliwy z oliwek.

1 chlebek pita z dwoma kotlecikami, ajwarem i sosem jogurtowym to 355 kcal
21,17g białka
10,2 g tłuszczu
44,66 g węglowodanów
3,14 g błonnika
34,98 mg wapnia
46,95 mg magnezu
2,89 mg żelaza
3,82 mg cynku
0,29 mg witaminy B1
0,29 g witaminy B2
0,45 mg witaminy B6
0,45 µg witaminy B12
57,9 mg witaminy C

Mamy tutaj sporo białka, przy stosunkowo małej ilości tłuszczu. W potrawie jest sporo witaminy C, witamin z grupy B, żelaza i cynku. 








piątek, 7 kwietnia 2017

Zdrowe śniadanie - omlet z groszkiem i szynką
















































Moje śniadanie musi być wartościowe i pożywne. Zawsze zadziwiają mnie osoby, które potrafią wyjść z domu bez śniadania. Taka jest moja córka, której nie sposób przekonać do tego żeby zjadła coś przed wyjściem do szkoły.
Dla tych którzy mają przed sobą długi i pracowity dzień polecam na śniadanie jajka. Jajka jak żaden inny produkt doskonale sycą i można je przygotować na tak wiele sposobów, że każdy znajdzie coś dla siebie. Od kilku dni w mojej kuchni rządzi omlet.
Kiedy byłam dzieckiem, moja mama przygotowywała właśnie taki omlet z zielonym groszkiem i szynką. Wtedy jednak używała do niego groszku konserwowego, który w mojej kuchni się nie pojawia. Używam mrożonego bo uważam że jest zdrowszy, ładniejszy i smaczniejszy.
Ponieważ zielony groszek to jedno z moich ulubionych warzyw, zawsze mam w zamrażalniku przynajmniej jedną paczkę w zapasie.

Omlet z zielonym groszkiem i szynką (składniki dla 1 osoby):
2 średnie jajka
2 łyżki mleka 0,5 % tłuszczu
2 łyżki mrożonego groszku
plater dobrej szynki wieprzowej
1 łyżeczka oliwy z oliwek
sól

W czajniku zagotować wodę. Do maleńkiego rondelka wrzucić groszek, odrobinę soli morskiej i zalać wrzątkiem. Gotować 5-6 minut, następnie odcedzić.
Jajka wybić do miseczki, dolać mleko, dodać soli i roztrzepać widelcem. Szynkę pokroić w kostkę. Patelnię skropić 1/2 łyżeczki oliwy, wrzucić szynkę i podsmażyć. Zdjąć szynkę na talerz, następnie dodać resztę oliwy i rozgrzać dość mocno. Na rozgrzaną, natłuszczoną patelnię wlać masę z jaj i mleka. Gd tylko brzegi nieco się zetną zagarniać łopatką ściętą masę do środka i manewrując patelnią wlewać płynne jajka w powstałe miejsce. Gdy nie ma już nadmiaru luźnej, płynnej masy nałożyć na wierzch szynkę i groszek. Smażyć jeszcze ok minutę. Podważyć delikatnie omlet z każdej strony. Gdy nie przywiera już do dna patelni, podnosimy łopatką z jednej strony i składamy omlet. Teraz można delikatnie zsunąć go na talerz.

Omlet z groszkiem i szynką to ok. 262 kcal 
18,26 g białka
18,92 g tłuszczu
4,54 g węglowodanów
1,74 g błonnika
67,02 mg wapnia
24,94 mg magnezu
2,87 mg żelaza
2,51 mg cynku
0,27 mg witaminy B1
0,64 mg witaminy B2
0,21 mg witaminy B6
1,72 µg witaminy B12
7,02 mg witaminy C

Wartości dotyczą samego omletu bez pieczywa.
Dla przykładu jeśli dołożymy:
-2 kromki z pszennej bułki ilość kalorii wzrośnie o 84 kcal - łącznie będzie to zatem 346 kcal
- kromkę żytniego chleba razowego (80 kcal) - łącznie uzyskamy 342 kcal


Jak widać jest to pożywne, ale nie wysokokaloryczne śniadanie. Za to zyskujemy sporo białka, żelaza, wapnia, cynku i witamin z grupy B.


czwartek, 6 kwietnia 2017

Lahmacun


Wakacje w Turcji wspominam jako jedne z najlepszych w życiu. Nie odwiedziliśmy z rodziną jednego ze znanych kurortów z pięknymi hotelami, ale wraz z tubylcami mieszkaliśmy kilka tygodni na polu namiotowym tuż przy plaży.
Lokalsi mieli w swoich gigantycznych namiotach dywany, żyrandole, i linię telefoniczną, którą specjalnie na czas urlopu zakładano im w namiocie. Były lodówki, telewizory i zwyczajna codzienność całych tureckich rodzin.
A wśród tego my, równie egzotyczni dla nich, co oni dla nas. 
Takie wyjazdy lubię najbardziej, kiedy można obcować z kulturą kraju w którym się jest, zwłaszcza tą kulinarną. Moja mama pamięta doskonale co miała na sobie każdego dnia tego wyjazdu, ja natomiast świetnie pamiętam smaki.
Smak herbaty podawanej w maleńkich szklaneczkach, świeżych fig, czy sera przypominającego fetę. Co kilka dni wybieraliśmy się z rodzicami na lokalny targ po owoce, piękne serwetki i wielkie czarne oliwki.
Na kempingu nawiązałam wiele znajomości, z których jedną udało się podtrzymać do dnia dzisiejszego.
Graliśmy z dzieciakami w "Okeya" (turecki remik), pływaliśmy godzinami w morzu zbierając z dna muszle, a popołudniu umęczeni zabawą siadaliśmy w barze i zamawialiśmy lahmacun.
Co to była za uczta.
Po latach zaczęłam poszukiwać tego smaku i udało się. Teraz często robię lahmacun w domu i co cieszy najbardziej pozostała część rodziny również pokochała ten placek.

Lahmacun (składniki na 5 placków):
Ciasto:
430g mąki pszennej (typ 650 lub 750)
19g świeżych drożdży
niepełna szklanka letniej wody
1 i 1/3 łyżeczki soli morskiej
1 łyżeczka cukru
Farsz:
350g jagnięciny (ja kupuję w Auchan, najczęściej łopatkę lub karkówkę)
1/2 dużej cebuli
2 ząbki czosnku
2 średnie pomidory
1/2 zielonej ostrej papryczki
8-9 gałązek mięty (używamy tylko listków)
9 gałązek natki pietruszki
4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1/3-1/2 łyżeczki pieprzu kajeńskiego
1 łyżka oliwy z oliwek
1,5 -2 płaskiej łyżeczki soli morskiej
Dodatkowo:
cytryna do skropienia 
ewentualnie natka pietruszki do posypania wierzchu

Mąkę przesiać do miski, dodać sól. W letniej wodzie rozpuścić cukier i drożdże, odstawić na 5 minut by się rozbudził.
Drożdże wlać do mąki, zagnieść ciasto, wyrabiać przez 3-5 minut. Kulę ciasta włożyć do miski, nakryć czystą, wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 45 minut.

Mięso umyć, pokroić i zmielić w maszynce.
Pomidory sparzyć, obrać, oczyścić z nasion i pokroić w kostkę. Czosnek i cebulę obrać i pokroić niezbyt drobno. Papryczkę chili oczyścić z nasion (jeśli lubicie bardzo pikantną kuchnię można zostawić nasiona) i pokroić na mniejsze kawałki. Zioła umyć. Listki mięty oberwać, natkę pokroić na mniejsze fragmenty. Pomidory, czosnek, cebulę, chili, koncentrat pomidorowy i zioła włożyć do pojemnika blendera. Dodać sól, pieprz, pieprz kajeński i zmiksować na pastę. Na koniec dolać oliwę z oliwek.
Powstała pastę wymieszać ze zmielonym mięsem.

Wyrośnięte ciasto podzielić na pięć części. Każdą rozwałkować na dość cienki placek.

Piekarnik rozgrzać do temperatury 250 stopni. Na blaszce ułożyć pierwszy placek, nałożyć na niego porcję farszu i rozprowadzić palcami po całej powierzchni. Piec przez 6-7 minut. Z resztą ciasta i farszu postępować tak samo.
Gotowe placki można przekroić na cztery części, owinąć folią aluminiową każdy kawałek i zamrozić.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Prosta zupa miso w słoiku - na wynos
















































Ci którzy mnie znają, wiedzą jak bardzo lubię orientalne smaki. Ten przepis jest bardzo prosty i pozwala na przygotowanie orientalnej zupy "instant", którą przed zjedzeniem wystarczy zalać tylko wrzątkiem, zakręcić, solidnie potrząsnąć by esencja smaku znajdująca się na dnie wymieszała się z wodą.
Taki słoik można więc zabrać do pracy, na uczelnię i gdziekolwiek tylko zapragniecie, pod warunkiem, że będziecie mogli dostać tam szklankę wrzącej wody.

Zupa miso w słoiku - składniki na 1 porcję:
baza do zupy:
1 łyżka pasty miso
1 łyżeczka startego korzenia imbiru
1,5 łyżki jasnego sosu sojowego
0,5 łyżeczki oleju sezamowego

75g (jedna wiązka) makaronu soba

marynowane i smażone tofu:
1 opakowanie tofu (ok.180g)
1 łyżka sosu teriyaki
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka soku z cytryny
1 ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
1/2 łyżeczki oleju sezamowego
1 łyżeczka oleju rzepakowego do usmażenia tofu

1/3 pęczka pokrojonej niezbyt drobno dymki
ewentualnie 2 grzyby shitake (należy zalać wrzątkiem, namaczać przez godzinę i zagotować)

Tofu odcisnąć, pokroić w kostkę. Wymieszać w słoiku składniki marynaty, dorzucić tofu, zamknąć słoik i wymieszać. Odstawić na przynajmniej 30 minut.
Na patelni rozgrzać łyżeczkę oleju i usmażyć tofu na złoty kolor z obu stron.
Makaron ugotować według wskazówek na opakowaniu. Ugotowany makaron odcedzić i przelać zimną wodą.
Składniki bazy do zupy wymieszać na dnie słoika (nie ma to być litrowy słoik, ale nieco mniejszy)
Na bazie ułożyć makaron, usmażone tofu, posypać dymką i dodać grzyby jeśli ich używamy. Słoik zakręcić. Kiedy zechcemy przygotować i zjeść zupę wystarczy do słoika wlać nieco ponad 3/4 szklanki wrzątku. zakręcić i potrząsać przez jakiś czas by baza rozpuściła się w wodzie i rozprowadziła dokładnie.

Do zupy można dorzucić zamiast grzybów np. pokrojoną w plasterki rzodkiewkę, ulubione kiełki, ugotowany bób.



piątek, 31 marca 2017

Domowe burgery wołowe
















































Uwielbiamy burgery. Kiedy pytam moją córkę co najchętniej zje na obiad to są one jednym z pierwszych wyborów. W grę wchodzą jednak tylko burgery w wersji slow, zrobione w 100% z wołowiny.
Dziś przepis na podstawową wersję burgera, gdzie pierwsze skrzypce gra mięso.

Domowe hamburgery - przepis na 4 spore kanapki:

Burgery:
500g wołowiny  - udziec lub łopatka
300g wołowiny  - szponder, koniecznie tłusty bo o tzw. kruchy tłuszcz z tego elementu nam chodzi
1-1,5 łyżeczki nasion kolendry
2 ząbki czosnku
1 średnia cebula
2 łyżki wody lub bulionu (warzywnego lub wołowego)
1/2-1 łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
sól 

Dodatki:
4 bułki do hamburgerów, najlepiej domowe
2 liście sałaty lodowej lub 4 sałaty masłowej
4 plastry pomidora malinowego
8 łyżeczek dobrego ketchupu
4-8 łyżeczek majonezu
1/4 cebuli pokrojonej w drobną kostkę
sałatka szwedzka lub plastry ogórka konserwowego - po ok 3-6 plasterków na kanapkę

Wołowinę zarówno udziec jak i szponder kroimy, a następnie mielimy. Kolendrę rozcieramy w moździerzu i dodajemy do mięsa. Cebulę i czosnek obieramy i ścieramy, cebulę na papkę, a czosnek na tartce o drobnych oczkach. Dorzucamy starte warzywa do mięsa. Doprawiamy całość kolendrą, pieprzem i solą. Ja na tę ilość mięsa dają 1 i 1/3 płaskiej łyżeczki soli. Na koniec dodajemy nieco wody lub wywaru i wyrabiamy masę. Najlepiej kilka razy ująć całą masę w ręce i z wysoka wrzucić do miski, wkładając w to nieco siły. Wyrabiamy masę 1-2 minuty, po czym odstawiamy na 30 minut do ocieplenia.

Bułki rozkrawamy na pół.
Sałatę myjemy i osuszamy. W przypadku masłowej używamy do hamburgerów całych liści, gdy korzystamy z lodowej kroimy ją w paseczki.
Cebulę drobno kroimy.
Pomidora kroimy w niezbyt cienkie plastry.
Plastry ogórków odsączzamy dobrze z zalewy na sitku

Rozgrzewamy patelnię grillową. Z mięsa formujemy 4 kotlety, spłaszczamy je nieco, poklepujemy otwartą dłonią wierzch każdego i nacinamy tępą stroną ostrza noża w kratkę. Do formowania kotletów nie używamy oleju ani oliwy, nie natłuszczamy dłoni ponieważ ma to negatywny wpływ na ostateczną strukturę burgera.
Układamy na rozgrzanej patelni naciętą strono do dołu i smażymy przez ok. 6 minut, po czym przewracamy. Zanim przewrócimy naciąć w podobny sposób wierzch. Z drugiej strony smażymy również 6-7 minut. Na koniec wyłączamy palnik i zostawiamy kotlety na patelni.
W czasie gdy burgery się smażą podgrzewamy bułki, po czym na spód każdej nakładamy po łyżeczce majonezu i ketchupu, sałatę, pomidora (oprószamy go solą i ewentualnie pieprzem), cebulę oraz ogórki. Na ogórkach układamy burgera. na wewnętrznej stronie, wierzchniej części bułki rozsmarowujemy ketchup i ewentualnie majonez. Składamy burgera, dociskamy górną część bułki i zajadamy.






środa, 29 marca 2017

Babeczki z kremem orzechowo-czekoladowym

















































Jeśli szukacie zdrowych słodkości to te babeczki są idealne. Zasługują na to miano głównie za sprawą kremu, który znajduje się na wierzchu. Jest pełen składników mineralnych, witamin i wartościowych tłuszczy, a przy tym nie dodajemy do niego ani grama cukru. Czy jest słodki? Jest obłędnie słodki, dlatego jedna babeczka do kawy w zupełności wystarczy. Czy to wiele kalorii? Jedna babeczka to ok. 266 kcal czyli jak na "coś do kawy" to wcale nie tak wiele. Krem zainspirowany został przepisami na domową nutellę ze strony jadlonomia.com

Babeczki bananowe z kremem orzechowo-czekoladowym (12 babeczek):
Ciasto:
125g miękkiego masła
180g mąki pszennej tortowej
2 łyżeczki ciemnego kakao 
2 średnie jajka
30g brązowego cukru
150g mleka 0,5% tłuszczu
2 średnie bardzo dojrzałe banany
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Krem:
100g orzechów laskowych
100g daktyli suszonych
1 i 1/3 szklanki wrzątku 
2 łyżki ciemnego kakao

Dodatkowo:
2 łyżeczki cukrowej posypki

Daktyle zalać gorącą wodą i odstawić. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, wysypać na nią orzechy, wstawić do rozgrzanego pieca i prażyć 7 minut. Wyjąć, przesypać na talerz i zostawić do przestudzenia.
Temperaturę w piekarniku zmniejszyć do 170 stopni.
Daktyle odcedzić zachowując wodę z moczenia. Do pojemnika blendera włożyć daktyle oraz orzechy obłuszczone pobieżnie z resztek przypieczonej skórki. Dolać pół szklanki wody z moczenia daktyli, dosypać kakao i zmiksować blenderem na gładką pastę.

Masło pokroić w kostkę i zostawić w misce na pół godziny by się ociepliło. Dodać do niego cukier i utrzeć mikserem na gładką masę, następnie dodawać po jednym jajku i dokładnie wymieszać za każdym razem. Banany umyć, obrać i na talerzu rozgnieść ich miąższ widelcem na papkę.  Do połączonych masła, cukru i jaj dosypywać po łyżce mąki z proszkiem do pieczenia i kakao. Kiedy wmieszamy już wszystkie suche składniki dolać mleko oraz pogniecione banany i raz jeszcze wymieszać do połączenia składników.
Do foremki na muffiny włożyć papierowe papilotki. Nalewać po ok. 2 łyżki masy, wstawić foremkę do piekarnika i piec 22-23 minuty. Wyjąć, ostudzić na kratce, następnie dekorować kremem i ewentualnie cukrową posypką.

1 babeczka to ok. 266 kcal
5,08 g białka
15,46 g tłuszczu
26,59 g węglowodanów
2,29 g błonnika
48,12 mg wapnia
37,37 mg magnezu
1,16 mg żelaza
0,71 mg cynku
0,06 mg witaminy B1
0,12 mg witaminy B2
0,08 mg witaminy B6
0,15 µg witaminy B12
2,42 mg witaminy C

poniedziałek, 27 marca 2017

Ciasto cytrynowe z owocami leśnymi

















































Tęsknię za ciepłem i owocami lata, dlatego sięgnęłam kolejny raz po mrożone owoce. Tym razem jednak zamiast zdrowego koktajlu, upiekłam ciasto. Miękkie, wilgotne, pyszne.

Ciasto cytrynowe z owocami leśnymi:
Ciasto:
140g mąki tortowej + 1-2 łyżki do obtoczenia owoców

110g cukru pudru
3 średnie jajka
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
sok z połowy cytryny
skórka z 1 cytryny - Przed starciem skórki umyć i wyparzyć  cytrynę. Ścieramy tylko żółtą warstwę skórki.
100g owoców świeżych lub mrożonych (maliny, jeżyny, jagody - ja pomieszałam te owoce, można użyć np. tylko jagód lub malin) 
szczypta soli

Lukier:
sok z połowy cytryny
cukier puder - tyle ile zabierze sok
ewentualnie kilka jagód do zabarwienia lukru

Masło wyjąć z lodówki, pokroić w kostkę, wrzucić do miski i zostawić na kuchennym blacie na 30 minut. Wyjąć z lodówki jajka i również pozostawić do ocieplenia.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 170 stopni.
Keksówkę o wymiarach 10/20cm wyłożyć papierem do pieczenia.
Mąkę przesiać z dodatkiem proszku do pieczenia i szczypty soli.
Jajka wybić do 3 szklanek.
Do masła dodać cukier i ucierać mikserem do czasy gdy dobrze się połączą i utworzą puszystą masę. Następnie dodawać po jednym jajku i każde dokładnie wmieszać do masy.
Mąkę dodajemy po jednej łyżce i dokładnie mieszamy. Na koniec dodajemy sok i skórkę cytrynową.
Owoce świeże, bądź zamrożone obtaczamy w mące i wrzucamy do masy. Delikatnie mieszamy łyżką i przekładamy ciasto do przygotowanej foremki. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 45-55 minut. Ja piekę w opcji góra-dół bez termoobiegu.

Upieczone ciasto wyjąć na kuchenną kratkę i pozostawić do ostudzenia.
Wycisnąć sok z połowy cytryny i dodawać stopniowo cukier puder, aż do uzyskania gęstego, ale wciąż nieco płynnego lukru. Można dodać przetarte przez małe sitko jagody by nadać mu różowy kolor.
Gotowym lukrem polać wierzch ciasta i zostawić by stężał.
Można tężejący lukier dodatkowo posypać skórką cytrynową. 



sobota, 25 marca 2017

Pizza na zakwasie

















































Pizza w domu to żadna nowość. Nie znam osobiście nikogo, kto przynajmniej raz nie próbowałby zrobić jej samodzielnie. Nie będzie to więc przepis odkrywczy, ale nieco inny od tradycyjnego. W zamian za część drożdży piekarskich użyłam dzikich drożdży w postaci żytniego zakwasu. Ciasto przez noc leżakowało w lodówce co naprawdę dobrze wpłynęło na jego strukturę. Dodatki proste bo pizza to prosta potrawa. Wystarczy sos pomidorowy, mozzarella i świeża bazylia.
Zimą sos robię z krojonych pomidorów puszkowych lub takich z kartonika. Duszę z odrobiną oliwy, soli morskiej i niestety często dodatkiem cukru, ponieważ pomidory w puszkach i kartonach często są zbyt kwaśne.
Latem na dwa placki starczą trzy pomidory malinowe obrane i oczyszczone z nasion. Kroję miąższ w drobną kostkę i duszę z dodatkiem oliwy z oliwek i odrobiny soli. Dobrze jest taki prawie gotowy sos przetrzeć przez sito, żeby był gładki. Potem wystarczy tylko solidnie odparować resztę wody, żeby był odpowiednio gęsty.

Pizza na zakwasie - przepis (składniki na 2 małe pizze):
Ciasto:
50g zakwasu żytniego odkarmionego 8-12 godzin wcześniej (rano wystarczy do porcji zakwasu dodać 100g mąki żytniej oraz 125g letniej przegotowanej wody, wymieszać i zostawić w ciepłym miejscu do wieczora)
300g mąki pszennej chlebowej typ 750
150g letniej wody
2 g świeżych drożdży piekarskich
1 łyżeczka soli morskiej

Sos:
krojone pomidory w puszce lub kartonie lub 3 pomidory malinowe w sezonie (z 1 puszki lub kartonika wychodzi sos na 4 pizze - jeśli zostanie można przechowywać go 3 dni w lodówce lub zamrozić).
sól morska
1 łyżka oliwy z oliwek 
cukier - tylko w sytuacji jeśli pomidory z puszki czy kartonu są zbyt kwaśne, wtedy dodajemy do według uznania - ok. 1 łyżeczki

Dodatki:
90g mozzarelli (3/4 kulki)
świeża bazylia


Pomidory krojone przełożyć do rondla (świeże sparzyć, obrać, oczyścić z nasion, pokroić w kostkę), dodać oliwę, sól i ewentualnie cukier. Dusić 15-20 minut. Przetrzeć przez gęste sito, następnie odparować sos.

Mozzarellę pokroić w cienkie plastry. Ja użyłam swojej mozzarelli, na którą przepis pojawił się niedawno na blogu. Nie topi się ona tak dobrze jak mozzarella ze sklepu. Jeśli miałabym porównać jej stopień topienia się do innego sera to byłby to oscypek.

Mąkę wsypać do miski, dodać sól, drożdże, zakwas oraz wodę. Wymieszać i zagnieść ciasto. Ciasto wyrabiać przez 5-10 minut. Staramy się nie podsypywać mąką, jeśli jest konieczność używamy dosłownie odrobiny mąki. Wyrobioną kulę ciasta wkładamy do miski, przykrywamy czystą, wilgotną ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 1,5-2 godziny do wyrośnięcia. Wyrośnięte ciasto składamy kilka razy do środka jak kopertę, przykrywamy szczelnie folią spożywczą i wkładamy na noc do lodówki. Na 2 godziny przed pieczeniem wyjmujemy ciasto z lodówki do ocieplenia. Na 20 minut przed pieczeniem formujemy dwa placki.
Rozgrzewamy piekarnik do maksimum (u mnie 250 stopni). W piekarniku rozgrzewamy blachę lub kamień do pizzy. Pizzę smarujemy sosem pomidorowym, układamy na wierzchu plastry mozzarelli i wkładamy do pieca, Pieczemy 7-9 minut.
Podajemy posypaną listkami bazylii.

czwartek, 23 marca 2017

Domowa mozzarella - przepis



















































Kto myśli, że porzuciłam robienie serów, jest w błędzie. Miałam tylko przerwę, ponieważ dużo pracuję nad kolejnymi zdjęciami i czasem brakuje tchu. 
Dziś jednak postanowiłam zrobić szybką domową mozzarellę. Kto chce zacząć przygodę z serami polubi ten przepis. Jest prosty, na efekt nie trzeba długo czekać i można się później cieszyć np. pizzą z dodatkiem własnoręcznie zrobionej mozzarelli. Ja moją zrobiłam właśnie z myślą o pizzy. Nie będzie to zwykła pizza bo ciasto zrobiłam już wczoraj, na zakwasie i przez noc wypoczywało w lodówce. Będzie też sos z pomidorów cherry, które wprost eksplodują słodyczą. Na wierzch świeża bazylia i nie trzeba nic więcej. Rozgadałam się o następnym przepisie, a najpierw trzeba przecież zrobić ser.

Domowa mozzarella składniki na jedną sporą kulkę:
-2 litry świeżego mleka (prosto od krowy lub takiego, które jest przechowywane w sklepie w lodówkach. Jeśli kupujemy w sklepie wybieramy mleko o zawartości 2% tłuszczu)
-chlorek wapnia (potrzebny jeśli korzystamy z mleka sklepowego) - ilość mieszcząca się na końcu noża, mniej więcej tyle proszku ile wykruszylibyście z jednej małej tabletki)
-podpuszczka w płynie - ilość według wskazówek na opakowaniu - u mnie 1 kropla na 1 litr, w związku z czym użyła dwóch kropel. 
-3/4 łyżeczki kwasku cytrynowego
sól niejodowana



Potrzebujemy dwóch dużych garnków w tym jednego z pokrywką, łyżki cedzakowej, długiego ostrego noża, kilku małych łyżeczek, 3 szklanek, termometru i sitka. Wszystkie narzędzia wyparzamy. Ja do garnka z pokrywką wlewam wrzątek, wsadzam drobne przedmioty, przykrywam i gotuję 2-3 minuty. Wylewam wodę i rozkładam narzędzia na blacie obok kuchenki. Blat oczywiście wcześniej starannie umyty i wytarty czystą ściereczką do sucha. 

W garnku z pokrywką umieszczam mleko. Odlewam do szklanki 2-3 łyżki zimnego mleka, mieszam w nim chlorek wapnia. Do pozostałych dwóch szklanek nalewam po 3 łyżki wrzątku i zostawiam do ostudzenia.
Mleko podgrzewam do temperatury 32 stopni, dodaję chlorek wapnia i mieszam.

Do jednej szklanki z wodą dodaję kwasek cytrynowy, do drugiej podpuszczkę. Do mleka wlewam kwasek, mieszam dokładnie, następnie wlewam podpuszczkę i mieszam przez pół minuty łyżką cedzakową, zagarniając mleko od spodu garnka do góry. Przykrywam i zostawiam na 20-30 minut, żeby powstał skrzep.  Gotowy skrzep kroję nożem na kwadraty o boku 1-2cm. 
Pokrojony skrzep podgrzewam na wolnym ogniu, delikatnie mieszając do momentu gdy osiągnie temperaturę 40 stopni. Wyłączam palnik i mieszam jeszcze przez 2 minuty.  Po tym czasie przelewam przez gęste sito. (Można zachować serwatkę na domową ricottę).

W drugim garnku podgrzewam wodę do temperatury 87-90 stopni.  Do gorącej wody wkładam sitko z odcedzonym skrzepem i podgrzewam do czasu gdy skrzep osiągnie temperatury 57 stopni. Wtedy wyjmuję sitko, czekam moment by nieco przestygł, oprószam ¾ łyżeczki soli morskiej i wygniatam. Co kilka chwil zanurzam skrzep ponownie wraz z sitkiem w gorącej wodzie na 10 sekund i ponownie wyjmuję, wygniatam, rozciągam. Po 4-5 razach konsystencja skrzepu zaczyna być gładsza błyszcząca, nieco rozciągliwa. Wygniatam i rozciągam 8-10 razy, aż do uzyskania gładkiej masy serowej. Formuję kulkę i zostawiam na sitku do ostudzenia.
Do słoika wlewam 350ml wrzątku, dodaję 1 łyżeczkę soli morskiej i dokładnie mieszam. Do wystudzonej solanki wkładam ser i przechowuję w lodówce do 7 dni.