niedziela, 29 listopada 2015

Banh mi - wietnamska kanapka














































Dziś wietnamski street food, który staje się coraz popularniejszy na całym świecie.
Wietnamska kanapka banh mi.
Co w niej wyjątkowego? Jest pyszna!
Aby zrobić ją w swoim domu najpierw musimy przygotować proste wietnamskie pikle z białej rzodkwi i marchewki. Kiedy te przegryzają się w lodówce my zajmujemy się przyprawieniem mięsa i przygotowaniem pozostałych dodatków czyli chrupiącego świeżego ogórka, listków kolendry i chili. Wieprzowina doprawiona jest czosnkiem i sosem rybnym przez co zyskuje wielowymiarowy, głęboki smak w którym dominuje słoność. Słodko kwaśne pikle, delikatny majonez, orzeźwiający ogórek i plasterki ostrej papryczki tworzą niesamowitą kompozycję razem ze słonym mięsem.
Jeśli szukacie nowej ulubionej kanapki, to ta ma duże szanse się nią stać.

Wietnamskie pikle do chua:
200g białej rzodkwi
200g marchewki (warzywa ważymy po obraniu)
150g przegotowanej wody
6 łyżek cukru
150ml octu ryżowego
po jednej łyżeczce soli i cukru do wygniatania warzyw

Warzywa obrać, umyć i pokroić w zapałkę. Do pokrojonych warzyw wsypać po łyżeczce cukru i soli, a następnie wygniatać rękami przez 2-3 minuty, do czau gdy będą bardzo giętkie. Miękkie warzywa przełożyć na sitko i odcisnąć nadmiar wody. Duży słoik lub dwa mniejsze wyparzyć i włożyć do niego/nich warzywa. W gorącej wodzie rozpuścić cukier, dolać ocet i ostudzić. Zalewą zalać warzywa, słój/słoje zakręcić i odstawić do lodówki na przynajmniej godzinę.

Nem Nuong - grillowane kotleciki z mielonej wieprzowiny
250g mięsa wieprzowego (szynka, łopatka, a nawet karkówka)
2 łyżeczki sosu rybnego
1 ząbek czosnku
1/2 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1/2 łyżeczki cukru
można dodać szczyptę soli, ale sos rybny powinien nadać wystarczająco dużo słonego smaku
niewielka ilość oleju roślinnego do nasmarowania mięsa przed smażeniem
patyczki do szaszłyków

Mięso umyć, pokroić i zmielić. Czosnek obrać i zetrzeć na tarce o bardzo drobnych oczkach wprost do miski z mięsem. Mięso doprawić sosem rybnym, pieprzem i cukrem. Dokładnie wymieszać i podzielić na dwie części. Uformować podłużne kotlety, na kształt kiełbaski i nadziać je na patyczki do szaszłyków. Na dłoń nalać odrobinę oleju i natłuścić kotleciki. Patelnię grillową dobrze rozgrzać. Układać na niej kotleciki i smażyć po 2-4 minuty z każde strony (smażymy górę, dół oraz boki). Gotowe szaszłyki zdjąć z patyczków i przekroić na pół.

Kanapka:
4 podłużne bułki pszenne
4 gałązki kolendry
3/4 zielonego ogórka
1 średnia papryczka chili 
8 łyżeczek majonezu
4 łyżki pikli z rzodkwi i marchewki

Bułki rozkroić wzdłuż ale nie do końca. Ogórek umyć i pokroić na plastry. Papryczkę chili umyć i pokroić na cienkie plasterki. Kolendrę umyć i osuszyć. 4 łyżki pikli osączyć z zalewy. Każdą bułką posmarować wewnątrz dwiema łyżeczkami majonezu, jedną na dolnej części, drugą na górnej. Na spodzie ułożyć plastry ogórka, na nich mięso, następnie nałożyć pikle, plasterki chili i listki kolendry.

Smacznego!

środa, 25 listopada 2015

Tarta makowa z kremem pomarańczowym















































Makowe wypieki koniecznie muszą stać na świątecznym stole. Zamiast tradycyjnego makowca proponuję tartę na kruchym spodzie z najprostszą domową masą makową i kremem pomarańczowym. Ja do masy makowej nie dorzucam w tym wypadku żadnych bakalii, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sypnąć do niej namoczonych w soku lub likierze pomarańczowym rodzynek czy kandyzowanej skórki z pomarańczy.

Ciasto kruche:
220g mąki pszennej
1 żółtko
90g zimnego masła
40g cukru pudru
4 łyżki bardzo zimnej wody
szczypta soli

Masa makowa:
200g zmielonego wcześniej maku (można kupić już zmielony)
2 szklanki wrzącej wody
1 szklanka mleka
50g cukru

Krem pomarańczowy:
2 pomarańcze
100g cukru pudru
90g masła 
3 średnie jajka

Dodatkowo:
masło do wysmarowania formy

Ciasto
Mąkę z cukrem wymieszać, dosypać szczyptę soli. Dodać masło pokrojone na kawałki i posiekać starannie nożem suche składniki z masłem. Dodać żółtko oraz lodowatą wodę i zagnieść dość szybko ciasto. Kulkę ciasta spłaszczyć przy przypominała koło, zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki na minimum 35 minut.
Piekarnik rozgrzać do temperatury 180°C.

Masa makowa
Zmielony mak wsypać do garnka, zalać wrzącą wodą i gotować na małym ogniu co jakiś czas mieszając przez ok. 15 minut. Po upływie tego czasu dolać gorącego mleka i znów gotować bardzo powoli przez kolejne 10-15 minut, do momentu gdy masa mocno zgęstnieje. Pod koniec gotowania maku dodać do niego cukier i dobrze wymieszać.

Formę do pieczenia o średnicy ok. 30 centymetrów wysmarować masłem. Ciasto ułożyć na kawałku folii spożywczej, przykryć kolejnym i rozwałkować tak by uzyskać koło o średnicy odpowiadającej foremce. Zdjąć folię z ciasta i przełożyć je do foremki. Docisnąć ciasto do dna i brzegów formy. Spód nakłuć w kilku miejscach  widelcem. Tak przygotowane ciasto odłożyć jeszcze na 10 minut do lodówki. Schłodzony spód wstawić do rozgrzanego piekarnika i piec przez ok.10 minut. Wyjąć z piekarnika, nałożyć równomiernie masę makową, wstawić z powrotem do piekarnika i piec dalej przez ok. 15-20 minut. Gotowe ciasto wyjąć z pieca i pozostawić do wystudzenia.


Krem pomarańczowy
Pomarańcze wyszorować, jajka dokładnie umyć. Następnie zarówno owoce jak i jaja sparzyć wrzątkiem. Skórką z pomarańczy zetrzeć, pamiętając by ścierać jedynie pomarańczową jej warstwę, biała która znajduje się tuż pod nią jest bowiem bardzo gorzka. Pomarańcze rozroić i wycisnąć z nich sok. Przelać go przez sitko do naczynia ze skórką pomarańczową.

Masło pokroić na kawałeczki.W garnku zagotować niewielką ilość wody. Do miski wbić sparzone wcześniej jaja i roztrzepać je widelcem. Dosypać do nich cukier puder oraz wlać sok z pomarańczy wraz z otartą z niej skórką. Miskę ułożyć na garnku z gotującą się wodą i mieszać rózgą do momentu gdy składniki będą bardzo ciepłe. Zanim masa się zagotuje dodać do niej pokrojone na kawałeczki zimne masło. Mieszać do czasu gdy masło się rozpuści. Gdy składniki dobrze się połączą gotować wszystko razem jeszcze przez 5 do 8 minut, pamiętając by mieszać krem przez cały czas. Krem gotujemy do czasu gdy mocno zgęstnieje. Gotowy krem odstawić przy wystygł.
Chłodny krem rozprowadzić na upieczonej tarcie z makiem. Przykryć folią i wstawić do lodówki na do godziny by krem dobrze stężał.

wtorek, 24 listopada 2015

Zakwas z buraków














































Zbliżają się święta. Na wigilijnym stole w moim domu zawsze stawał barszcz. Nieco słodki, raczej pieprzny (pierny), zakwaszony sokiem cytrynowym dla zbalansowania słodkiego smaku. Zawsze gotowany na dużej ilości świeżych warzyw i buraków.
Barszcz gotuję wprawdzie jak moja mama, ale nie zawsze zakwaszam go cytryną. Bywa że dodatkowo dolewam do gotowej zupy domowy zakwas z buraków. Mój barszcz zyskuje wtedy dodatkową buraczaną moc i naturalną kwasowość.
Przygotowanie domowego zakwasu z buraków nie jest pracochłonne dlatego jeśli jeszcze nie mieliście okazji kosztować barszczu z jego dodatkiem, wypróbujcie jeszcze przed świętami i wyróbcie sobie własną opinię na rzeczony temat.
Nie jest to jednak jedyne dobre przeznaczenie dla tego zakwasu. Mnóstwo ludzi popija czysty, świeży zakwas dla zdrowia.
O jednym jestem przekonana, kto raz go przygotuje, z pewnością będzie to robił częściej.

Zakwas z buraków:
1kg buraków
1l wody (przegotowanej)
1 łyżka soli
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu

Przygotować duży słoik bądź inne pojemne naczynie ceramiczne. Może to być np. gliniany garnek do kiszenia ogórków. Naczynie wymyć, wyparzyć i pozostawić do naturalnego wyschnięcia.
Wodę przegotować, odmierzyć litr, dodać sól i wymieszać. Pozostawić do ostudzenia.
Buraki obrać, opłukać i pokroić na niezbyt duże kawałki. Czosnek w łupinkach zmiażdżyć nieco.
Na dno naczynia wsypać pieprz, dodać 2 ząbki czosnku, nałożyć połowę buraków. Na nich ułożyć pozostałe 2 ząbki czosnku, nałożyć resztę buraków i całość zalać wodą z solą, tak by poziom wody sięgał powyżej buraków. Naczynie przykryć i pozostawić w temperaturze pokojowej na 3 do 5 dni. Zakwas jest gotów gdy na wierzchu zbierze się piana, a całość jest po prostu kwaśna (można śmiało spróbować łyżeczkę płynu). Z gotowego zakwasu zebrać pianę i przecedzić całość. Czysty zakwas zlać do butelki, zamknąć i wstawić do lodówki. Można go przechowywać przez około dwa tygodnie.

sobota, 21 listopada 2015

Piernik
















































Pierniki kojarzą nam się przede wszystkim ze świętami Bożego Narodzenia. Wypiekanie pierniczków jest w wielu polskich domach obowiązkowym punktem przedświątecznych przygotowań. Do wypiekania przystępują babki, matki i dzieci wspólnie wałkując brązowe pachnące miodem i korzeniami ciasto, by zaraz potem wycinać z niego najrozmaitsze kształty. Później gdy są już upieczone wszystkie te choinki, serduszka, bałwanki i gwiazdki dekorują lukrem, kolorowymi posypkami, cukrowymi gadżetami, tworząc małe dzieła sztuki.   
Pierniczki zdobią świąteczny stół, a ich zapasy ukryte w słojach i puszkach zazwyczaj bardzo szybko topnieją. Co roku choć piekę własne dostaję od mamy słoik pełen jej pierniczków, które niosą ze sobą mnóstwo pięknych wspomnień. Piernik staropolski od którego to szaleństwo się wywodzi nie funkcjonował jednak jedynie jako słodkie ciasteczko. Najpierw bowiem jego miejsce znajdowało się na aptekarskich półkach. Ostre przyprawy, które dodawano do piernika miały bowiem pozytywnie wpływać na trawienie. Pierniki były również doskonałą zakąską do kieliszka wódki. Dzięki dodatkowi miodu piernik charakteryzuje się także dość długą przydatnością do spożycia, przez co dobrze sprawdzał się także jako prowiant dla wojska. 
Choć pierniki najprawdopodobniej były znane w Polsce już w czasach wypraw krzyżowych to jednak prawdziwy piernikowy boom przypadł na XVII i XVIII wiek. Pierwsze zapiski, które mówią o naszym rodzimym piernikarstwie wspominają o Krakowie, Wrocławiu oraz Toruniu, wskazując te miasta jako Polskie centra tego wyjątkowego rzemiosła. W 1611 roku w Krakowie powstał pierwszy cech piernikarzy. Najsłynniejsze w Europie były jednak pierniki pochodzące z dwóch innych ośrodków, a mianowicie z Torunia oraz te wypiekane w Norymberdze. Toruński piernik zyskał swoją międzynarodową sławę nie tylko za sprawą doskonałej receptury, ale również przez wzgląd na to jak dopracowane były wizualnie. Pierniki były niezwykłymi dziełami sztuki, a formy do ich odciskania tworzyli najwybitniejsi snycerze.

Pierniki dzielono na te typowo słodkie, które stanowiły wysublimowany deser dla najbogatszych, mniej słodkie pierniki były lubianą przekąską do wódki. O tym jak ważne były atrakcyjne kształty i drobiazgowo wykonane ornamenty świadczą bogate zbiory form piernikarskich zgromadzone na przykład we wrocławskim Muzeum Etnograficznym. Tamtejsza kolekcja liczy aż 253 sztuki. 
Piernikarstwo stało się w krótkim czasie bardzo istotną i poważaną gałęzią rzemiosła. Toruński ośrodek piernikarstwa „Bractwo czeladzi piernikarskiej” powstało w 1670 roku i choć to właśnie ta data uznawana jest powszechnie za początek piernikarstwa w tym mieście to jednak wiadomo że tradycje piernikarskie Torunia sięgają aż XIII wieku, kiedy powstały pierwsze cechy piekarzy. Trzeba bowiem powiedzieć, że początkowo piernikarstwo łączone były z piekarnictwem, dopiero później powstały odrębne cechy piernikarskie. 
Jedną z najbardziej tradycyjnych i najlepiej rozpoznawalnych form piernikarskich jest tzw. „katarzynka”, której historia zaczyna się w XVII wieku. Tradycyjnie wypiekano je w dniu świętej Katarzyny czyli 25 listopada. Co ciekawe, do dziś „katarzynki” wyglądają tak samo. 

Olbrzymiego znaczenia piernika dowodzą obyczaje z nim związane. Dla przykładu panny z mieszczańskich i szlacheckich domów jako jedną z części posagu otrzymywały beczkę z ciastem piernikowym, co wyraźnie zaznacza pozycję tego wypieku na polskich stołach w XVIII wieku. Toruńscy piernikarze stworzyli i kultywowali tradycję  zgodnie z którą, w dniu gdy rodziła im się córka zarabiali ciasto nie piernik i odkładali je do dojrzewania  do czasu gdy będą tę córkę wydawać za mąż. W dniu zaślubin wypiekano z tego ciasta pierniki królewskie, którymi częstowano gości weselnych.  Istotnym elementem przygotowywania pierników, było odpowiednio długie dojrzewanie ciasta, bywało więc że ciasto dojrzewało i przez dwadzieścia lat.

Najstarszym zachowanym przepisem na piernik jest ten pochodzący z „Compendium medicum auctum. To iest krótkie zebranie i opisanie chorób, ich różności, przyczyn, znaków, sposobów do leczenia. (...), Jasna Góra, 1725
”Weź miodu przaśnego ile chcesz, włóż do naczynia, wlej do niego gorzałki mocnej sporo i wody, smaż powoli szumując, aż będzie gęsty, wlej do niecki, przydaj imbieru białego, gwoździków, cynamonu, gałek, kubebów, kardamonu, hanyżu nietłuczonego, skórek cytrynowych drobno krajanych, cukru ileć się będzie zdało, wszystko z grubsza jak miód ostygnie, że jeno letni będzie, wsyp mąki żytniej, ile potrzeba, umieszaj, niech tak stoi nakryto, aż dobrze wystygnie, potym wyłóż na stół, gnieć jak najmocniej, przydając mąki ile potrzeba, potym nakładź cykaty krajanej albo skórek cytrynowych w cukrze smażonych, znowu przegnieć  i zaraz formuj pierniki, wielkie według upodobania porobiwszy, możesz znowu po wierzchu tu i ówdzie wtykać cykatę krajaną, do wierzchu pozyngowawszy piwem kłaść do pieca i wyjąwszy je jak się przepieką, znowu je zyngować miodem z piwem smażonym i znowu po wsadzeniu do pieca"   

  
My skorzystamy po części z tego właśnie przepisu posiłkując się proporcjami podawanymi przez Lucynę Ćwierczakiewiczową w jej książce "Baby, placki i mazurki: praktyczne przepisy pieczenia chleba, bułek, placków, mazurków, tortów, ciastek, pierników itp." Ona zaleca dodanie potażu oraz jaj. Nie ma w jej przepisie również mowy o dodatku cukru. My jednak zrobimy to po staropolsku. 




Kto ma niedosyt polecam serdecznie raz jeszcze sięgnięcie do książki „Pierniki z…apteki Polskie tradycje, kultura i rzemiosło” Marka Perzyńskiego oraz odwiedzenie muzeum piernika w Toruniu. http://www.muzeumpiernika.pl/
W Toruniu nie mogło też zabraknąć święta piernika, które od dwóch lat znów odbywa się w tym urokliwym mieście i miejmy nadzieję, że również w przyszłym roku będzie można udać się tam na tę imprezę. Będę się bacznie przyglądała temu tematowi, by z odpowiednim wyprzedzeniem umieścić na stronie informację o zbliżającym się święcie.
 
Na dziś o pierniku chyba wystarcz







środa, 18 listopada 2015

Bliny z rydzami












































Jesienią dość często przygotowuję bliny bo są idealne na śniadanie, na lunch, obiad i na kolację. Jako przekąska też się sprawdzają i do podjadania ;) Lubię bliny po prostu. Rok temu przygotowywałam dla magazynu Spring Plate przepisy z grzybami i wtedy też po raz pierwszy sięgnęłam po rydze. Natychmiast oszalałam na ich punkcie. Tej jesieni znów raczyłam się blinami ze śmietaną i smażonymi na maśle rydzami. Jeszcze tydzień temu dość swobodnie można było kupić rydze, nie mam pojęcia jak jest teraz.
Kto nie będzie już miał szczęścia niech sięgnie po pieczarki, albo mrożone grzyby leśne.
Ciepłe bliny, smażone na maśle grzyby, odrobina kwaśniej śmietany i orzechy włoskie w solonym karmelu. Przyjemność gwarantowana.


Ciasto na bliny:
180g mąki pszennej
90g mąki gryczanej
260ml mleka 
20g świeżych drożdży
2 jajka
45g masła 
1/3 łyżeczki soli

Grzyby:
12 średnich lub dużych rydzów (można ewentualnie zastąpić pieczarkami poza sezonem)
2 łyżki masła klarowanego
1 mała cebula
sól

Orzechy w solonym karmelu:
20g cukru
1 łyżeczka wody
1/2 łyżeczki masła
garść wyłuskanych orzechów włoskich
spora szczypta soli

Dodatkowo:
12 łyżeczek gęstej kwaśnej śmietany  18% tłuszczu (ok.150g)

Przygotować ciasto na bliny. Jajka wybić do dwóch misek oddzielając żółtka od białek. Masło rozpuścić w małym rondlu i pozostawić do ostudzenia. W letnim mleku rozpuścić drożdże, następnie rozmieszać z mąką pszenną i gryczaną. Do ciasta dodać żółtka, stopione masło, sól i dokładnie wymieszać. Białka ubić na pianę i wmieszać w ciasto. Nakryć miskę z ciastem czystą, wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na ok. 3 godziny.

Gdy ciasto wyrasta można przygotować orzechy w karmelu. 
Do rondelka wsypać cukier, wlać odrobinę wody i podgrzewać na małym ogniu przez ok. 1-2 minuty, następnie dodać masło i wciąż podgrzewając mieszać do czasu gdy powstanie karmel (masa stanie się płynna i brązowa). W tym momencie dodać sól oraz orzechy i dokładnie wymieszać tak by orzechy pokryły się karmelem. Orzechy wyłożyć na papier do pieczenia i pozostawić do ostygnięcia.

Rydze oczyścić, opłukać pod bieżącą wodą i starannie osuszyć. Odciąć zbyt długie trzonki. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Przygotować dwie patelnie. Na jednej będziemy smażyć bliny, a na drugiej rydze.

Grzyby oraz bliny trzeba będzie smażyć partiami. Jedną z patelni nasmarować niewielką ilością oleju rzepakowego lub słonecznikowego. Rozgrzać, po czym nakładać porcje ciasta na bliny (po ok.1,5-2 łyżki ciasta na jeden placek, na patelni powinny zmieścić się 3-4 bliny). Smażyć bliny po ok.2 minuty z każdej strony tak by nieco się zrumieniły. Usmażone bliny odkładać na talerz i smażyć kolejną partię. W razie potrzeby dolewać niewielką ilość oleju na patelnię. Kiedy już wszystkie bliny są usmażone przykryć je ściereczką i zacząć smażyć grzyby.
Na drugiej patelni rozgrzać łyżkę masła klarowanego, dodać połowę posiekanej cebuli i ułożyć grzyby blaszkami do góry (na patelni powinno zmieścić się 6 grzybów). Przykryć patelnię pokrywką. Smażyć 4 minuty z jednej strony po czym przewrócić grzyby na drugą stronę, oprószyć solą i smażyć pod przykryciem na średnim ogniu przez kolejne 3-4 minuty.  Zdjąć rydze oraz cebulę, po czym przetrzeć patelnię ręcznikiem papierowym, nałożyć łyżkę masła klarowanego, dodać resztę cebuli i usmażyć w ten sam sposób pozostałe grzyby.

Na bliny nakładać po jednym usmażonym rydzu z cebulą, obok łyżeczkę kwaśnej śmietany, a całość posypać niewielką ilością pokruszonych orzechów w karmelu.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Brownie cookies















































Moja córka to prawdziwy ciasteczkowy potwór. Wczoraj miałam upiec jej ulubione chocolate chip cookies, ale w wyniku mojej nieodpartej chęci spróbowania czegoś nowego z pieca wyszły mocno czekoladowe brownie cookies. To co je odróżnia od większości ciasteczek to fakt, że nawet po wystudzeniu pozostają miękkie i lekko ciągnące w środku. Kto uwielbia czekoladę będzie zadowolony.


Brownie cookies (składniki na 12 ciastek):
200g czekolady (ja użyłam 100g gorzkiej i 100g mlecznej)
2 średnie jajka
170g cukru
35g mąki pszennej
50g masła
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli

Na garnku z niewielką ilością gotującej się wody umieścić ceramiczną, szklaną lub metalową miskę. Do miski włożyć masło i połamaną na kostki czekoladę. Rozpuścić wszystko w kąpieli wodnej co jakiś czas mieszając. Gdy wszystko rozpuści się, a czekolada z masłem dobrze się połączą zdjąć miskę z garnka i odłożyć by masa przestygła.

Do miski wbić jajka, dodać cukier i utrzeć ręcznym mikserem na puszystą, jasną masę. Powinno to zabrać 2-4 minut.
Do masy z jaj i cukru dodać czekoladę z masłem i dobrze wymieszać, następnie dosypać mąkę, szczyptę soli i proszek do pieczenia. Całość wymieszać mikserem do połączenia składników.
Miskę z ciastem przykryć folią spożywczą i wstawić do lodówki na godzinę.

Piekarnik rozgrzać do 170°C.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Nakładać po jednej dużej łyżce ciasta na jedno ciastko, zachowując odstępy, bowiem kuleczki ciasta w trakcie pieczenia rozpłyną się przybierając kształt sporego koła każda. Na blasze jednocześnie mieści się 6 ciastek. Tak przygotowane do wypieku ciastka włożyć do pieca i piec ok.10 minut. Gdy ciastka się pieką przygotować drugi kawałek papieru do pieczenia i nałożyć na niego porcje ciasta. Po wyjęciu blachy z piekarnika zdjąć z niej papier z gorącymi ciasteczkami na kuchenny blat i pozostawić je na 10-15 minut do ostudzenia. Na blachę naciągnąć przygotowany papier z porcjami ciasta i wstawić do piekarnika. Drugą partię piec i studzić tak jak pierwszą. 

sobota, 14 listopada 2015

Bajgle














































Od kilku lat regularnie piekę w domu pieczywo i z coraz większym trudem przychodzi mi ewentualne jedzenie pieczywa zakupionego w piekarni. Nie ma zbyt wiele takich przybytków, które sprzedawałyby naprawdę przyzwoitej jakości chleb czy bułki. W wypadku pieczywa nie potrafię pójść na ustępstwa, a w zasadzie nie chcę bo i po co. Jeśli chcecie trochę więcej dowiedzieć się o różnego rodzaju wypiekach w tym również o chlebie i jego tradycjach na polskim stole to odsyłam was do fascynującej lektury książki "Pierniki z...apteki Polskie tradycje, kultura i rzemiosło" autorstwa Marka Perzyńskiego.

























Sporo tam też i piernikarstwie, ale o tym już wkrótce. A dziś przepis na bajgle. Czasochłonny bo ciasto wyrabiamy wieczorem dnia poprzedzającego pieczenie. W zamian za cierpliwość rano możemy zjeść prawdziwe nowojorskie kanapki z bajgli, wypełnione czym dusza zapragnie.

Jeśli jesteście gotowi to:

Bajgle (składniki na 8 bajgli):
400g mąki pszennej
1 łyżeczka soli
10g świeżych drożdży
1 łyżeczka cukru
200-210g letniej wody

Do gotowania bajgli:
3 litry wrzątku
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżki cukru

Na wierzch:
1 jajko
mak
sezam

Wieczorem przygotować ciasto. W letniej wodzie rozpuścić drożdże wraz z cukrem. Pozostawić w cieple na 5 minut. Mąkę przesiać do miski, dodać sól. Gdy drożdże się spienią wlać rozczyn do mąki z solą i zagnieść ciasto. Wyrabiać do czasu uzyskania gładkiej kulki elastycznego ciasta. Włożyć je do miski, przykryć czystą, wilgotną ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na godzinę. Po upływie tego czasu odgazować ciasto uderzając w nie pięścią, przykryć miskę folią spożywczą i wstawić do lodówki na noc.

Rano wyjąć ciasto z lodówki, podzielić na 8 części. Każdą część spłaszczyć, następnie zakładając boki do środka uformować napięte bułeczki. W każdej zrobić po środku dziurkę, a następnie poszerzyć ją tak by pomieściła dwa palce. Uformowane bajgle ułożyć w odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć czystą ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na godzinę lub dłużej. Ciasto w tym czasie ociepli się, po czym zacznie ponownie wyrastać.

Włączyć piekarnik i ustawić na 210°C. 

W dużym garnku zagotować 3 litry wody, dodać cukier oraz sodę oczyszczoną. Wyrośniętym bajglom poszerzyć ponownie dziurkę i wrzucać po 4 bułeczki na wrzątek. Gotować po minucie z każdej strony. Osuszyć każdą partię na ściereczce i układać ponownie na blasze wyłożonej papierem.
Jajko rozkłócić ze szczyptą soli. Posmarować starannie wierzch wszystkich bajgli jajem, następnie posypać makiem, sezamem lub mieszanką nasion.
Bajgle włożyć do dobrze nagrzanego piekarnika i piec 8-15 minut. (moje piekły się 12min.)

Studzić na kratce.

Przykładowe kanapki:

- kremowy serek + wędzony łosoś + koperek (szczypiorek)
- kozi ser + suszone pomidory
- feta + oliwki + oregano
- pieczony kurczak (indyk) + awokado + kiełki
- pasta z tuńczyka, sałata, rzodkiewka (dziś taka kanapka u mnie)
- twarożek + miód + orzechy
- twarożek + ulubiony dżem

piątek, 13 listopada 2015

Tofu teriyaki z pikantnym sosem śliwkowym, ogórkiem i dymką












































Ostatnio zafascynowała mnie kuchnia wegańska i na nowo odkrywam dobrze znane mi i lubiane potrawy w wersji pozbawionej produktów zwierzęcych.
Jednym z moich ulubionych dań mięsnych jest kaczka po pekińsku. Zastanawiałam się więc czy weganie mogą przygotować podobną potrawę i oczywiście natychmiast pojawił się pomysł wykorzystania tofu. Bo tofu to absolutnie niesamowity składnik. Nawet moja córka ostatnimi czasy za nim szaleje i nie nadążam smażyć kolejnych porcji.
Tofu teriyaki jest u nas zdecydowanym faworytem. Żeby danie przypominało kaczkę po pekińsku, podajemy tofu w placuszkach mandaryńskich z dodatkiem nieco pikantnego sosu śliwkowego, chrupiącego świeżego ogórka i zielonej cebulki. Choć szaleję za kaczką, to wersja z tofu wygrywa. Dlaczego? Smakuje równie dobrze, tyle że nie wymaga aż tyle pracy. Odpowiednie przygotowanie kaczki do oryginalnego przepisu to dość duży nakład czasu i energii. W tym przepisie wszystko robi się błyskawicznie. I żeby nie było, w tym wypadku szybko nie znaczy wcale byle jak. Kto jeszcze nie przekonał się do tofu to z tym przepisem ma realną szansę na to by zakochać się bez pamięci.
Polecam przygotowanie tej przekąski jako jednej z przystawek na imprezie. Smakuje na zimno równie dobrze co na ciepło, można więc przygotować wszystko wcześniej. Goście sami mogą nakładać kolejne składniki decydując czego dają więcej, a czego mniej. No i oczywiście zawsze jest szansa, że w ten właśnie sposób przekonacie choć jednego mięsożercę, że wegańska kuchnia jest niebywale smaczna.

Jeśli jesteś gotów to startujemy!

składniki na 20 małych zawiniątek:

tofu:
2 opakowania tofu po 180g każde
4 łyżki sosu teriyaki
6 łyżek sosu sojowego jasnego
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka oleju sezamowego

Tofu odcisnąć i pokroić w niezbyt duże kawałki. W słoiku lub ewentualnie plastikowym, zamykanym pojemniku, który pomieści całe tofu rozmieszać marynatę. Wlać sos teriyaki, sos sojowy, olej sezamowy, dodać obrane i przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku. Do składników marynaty dorzucić tofu, zamknąć i potrząsając wymieszać wszystkie składniki. Odstawić do lodówki na minimum godzinę. W czasie gdy tofu się marynuje postarajmy się przynajmniej raz znów nim potrząsnąć by wszystko wymieszać.


Sos śliwkowy:
 4 łyżki powideł śliwkowych (optymalnie żeby były domowe, jeśli nie macie takich szukajcie tych, które mają w składzie jak najmniej składników)
3 łyżki sosu sojowego jasnego
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka soku z cytryny
1/4 łyżeczki ostrej papryki w proszku
1/4 łyżeczki startego świeżego imbiru
1 ząbek czosnku obrany i starty na tarce o drobnych oczkach 

Wszystkie składniki umieścić w małym rondelku. Podgrzewać na wolnym ogniu cały czas mieszając do czasu gdy sos się zagotuje. Sos przelać do słoiczka lub miseczki i odstawić do ostudzenia. Wystudzony wstawić do lodówki i schłodzić.


Dodatki:
zielony ogórek
pęczek zielonej cebulki

Ogórka obrać, przekroić, wybrać łyżeczką nasiona, a miąższ pokroić w słupki o długości ok 7-8cm. Dymkę pokroić w tej samej długości kawałki.

Placki mandaryńskie:
2 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki gorącej wody
olej sezamowy

Mąkę wsypać do miski. Do mąki wlać wodę, wymieszać wszystko łyżką następnie zagnieść ciasto. Gdyby zaszła taka potrzeba dosypać odrobinę mąki bądź dolać odrobinę wody. Ciasto powinno być gładkie i plastyczne, ale kawałki nie powinny przyklejać się do rąk. Ciasto podzielić na 20 części. Bierzemy po dwa kawałki ciasta, każdy z nich rozwałkowujemy bardzo delikatnie na placek o średnicy 3-4 centymetrów. Jeden z nich skrapiamy odrobiną (2-3 krople) oleju sezamowego i rozsmarowujemy go po całej jego powierzchni. Nakładamy drugi placek i razem ostrożnie rozwałkowujemy na placek o średnicy ok. 10cm. Aby praca szła nam sprawnie po przygotowaniu 2 lub 3 porcji możemy zacząć smażyć i jednocześnie wałkować kolejne. Placki kładziemy na suchą, rozgrzaną patelnię i smażymy po 1-2 minuty z każdej strony. Obracamy gdy pojawią się na spodzie brązowe plamki. Dobrze usmażone placki bez trudu można rozdzielić. Rozdzielamy je i układamy na talerzu. Przykrywamy ściereczką i smażymy kolejne. Gdy na patelni smażą się placki wałkujemy kolejne według tej samej metody. Postępujemy w ten sposób do wyczerpania ciasta.

Przed podaniem każdy placuszek smarujemy niewielką ilością sosu śliwkowego (1/2-1 łyżeczki), nakładamy kilka kawałeczków usmażonego tofu, kilka słupków ogórka i 2-3 źdźbła dymki. Zwijamy zawiniątka niezbyt starannie tuż przed włożeniem ich do ust. 

Smacznego
Pozdrawiam
Kasia









niedziela, 8 listopada 2015

Gofry z pieczarkami, jajkiem i parmezanem

Niedzielne śniadanie musi być wyjątkowe. Dziś wstałam z wielką chęcią na gofry, ale nie podawane na słodko z bitą śmietaną czy dżemem.
Zdecydowanie wolę wersje na słono.
Dziś zjadłam gofry z jajkiem, smażonymi pieczarkami, odrobiną parmezanu i posiekaną dymką. Ciekawa jestem czy celebrujecie niedzielne śniadania?


Gofry:

2 średnie jajka
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1/3 łyżeczki soli
50g roztopionego masła
1 i 1/3 szklanki mleka 0,5% tłuszczu
1 i 1/2 płaskiej łyżeczki proszku do pieczenia

Jeśli zostanie Wam ciasta na gofry dodajcie do niego łyżeczkę cukru, wstawcie do lodówki, a na podwieczorek wyczarujecie gofry na słodko. Do tego bita śmietana, dżem lub świeże owoce.

Dodatki (podaję ilość na 2 gofry) :
2 duże pieczarki
łyżka startego parmezanu
łyżeczka posiekanej dymki
jajko ugotowane na półtwardo (jajko wkładamy do wrzącej wody i gotujemy 6-6,5 minuty, wyciągamy z wody ale nie chłodzimy)
odrobina masła do smażenia pieczarek
sól, świeżo zmielony czarny pieprz


Masło rozpuścić w rondlu na wolnym ogniu i pozostawić do ostudzenia. Do miski wsypać mąkę, następnie dodać proszek do pieczenia, sól, mleko i jajka. Wszystkie składniki starannie wymieszać z pomocą rózgi. Do dobrze rozmieszanej masy na gofry dodać masło i raz jeszcze dokładnie połączyć wszystkie składniki. Ciasto przykryć i odłożyć na 20 minut. 

Dymkę opłukać i drobno pokroić. Parmezan zetrzeć na tarce o drobnych oczkach.


Pieczarki obrać, odciąć większą część trzonka. Na patelni rozgrzać niewielką ilość masła, układać pieczarki blaszkami do góry, oprószyć solą, smażyć po kilka minut z każdej strony aż się zrumienią.

Jajka włożyć do wrzątku i gotować 6 - 6,5 minuty.

Gofrownicę rozgrzać do maksymalnej temperatury. Nakładać porcje ciasta i piec ok 8-12 minut, zależnie od gofrownicy. Gotowe gofry powinny być choć odrobinę chrupiące i zrumienione.

Na gorących gofrach ułożyć pieczarki, obok ułożyć rozkrojone na pół, ugotowane jajko, oprószyć pieprzem, posypać dymką oraz parmezanem.


Smacznego!








sobota, 7 listopada 2015

Wegański ramen

A ściślej rzecz ujmując wegański miso-ramen.





Ramen to japoński rosół, który najczęściej powstaje w wyniku długiego gotowania mięsa z kością. Może to być mięso wieprzowe, drobiowe, a nawet wołowe. Często doprawia się ramen bulionem dashi, który powstaje z wodorostów kombu oraz płatków bonito. Ale czy da się zrobić smaczny, pełen umami ramen dla wegan? Nie jestem weganką, ani nawet wegetarianką i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić że wegańska wersja ramenu jest bogata w umami nie mniej niż wersja dla mięsożerców. Mój ramen powstał na bazie bulionu warzywnego doprawionego sosem sojowym i pastą miso. Z dodatków wybrałam smażone tofu, które wprost ubóstwiam oraz rzodkiewkę, kiełki rzodkiewki, dymkę oraz świeże chili. To ostatnie można pominąć, zwłaszcza jeśli chcecie poczuć nie zakłóconą niczym pełnię smaku ramenu. Jeśli natomiast cierpicie na katar lub jak ja na zapalenie zatok polecam jednak dodać chili. W połączeniu z gorącym bulionem skutecznie pomaga oczyścić nos (przynajmniej na kilkanaście minut) no i doskonale rozgrzewa.
Jeśli chodzi o dodatki to tak naprawdę ogranicza nas jedynie nasza fantazja. Makaron ramen można kupić w delikatesach lub przez internet. W większych sklepach łatwo dostępny jest natomiast makaron mie, który też doskonale się sprawdza. Pastę miso kupiłam w delikatesach, swobodnie można ją również kupić w sieci. No to co? Zaczynamy?

Bulion (2-3 porcje):


biała część pora
1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu 
2cm kawałek imbiru
2 ząbki czosnku
2 marchewki
1 pietruszka
1/2 niezbyt dużego selera
1 cebula pokrojona na kawałki i przypalona na suchej patelni
13 szklanek ziemnej wody 
1 łyżeczka soli

Dodatkowo:


4 łyżki sosu sojowego
2 łyżki pasty miso
Por rozkroić i opłukać wewnątrz. Imbir obrać i pokroić w plasterki. Czosnek obrać i przekroić każdy ząbek na pół. Marchewkę, pietruszkę i seler obrać i opłukać. Cebulę obrać, pokroić na kawałki i przypalić na suchej patelni. Warzywa w garnku zalać wodą, dodać pieprz w ziarenkach, sól i gotować na wolnym ogniu 3,5 godziny. W przeciwieństwie do tradycyjnego rosołu, który ledwie mruga, mój bulion na ramen gotował się, aczkolwiek niezbyt gwałtownie. Na końcu otrzymacie dość ciemno bursztynowy bulion w ilości pozwalającej na zalanie 2-3 miseczek makaronu.Gotowy bulion doprawić pastą miso i sosem sojowym.

Tofu: 
180g tofu 
2 łyżki sosu teriyaki
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżka octu ryżowego
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki oleju sezamowego
1 ząbek czosnku

W dużym słoiku wymieszać sos teriyaki, sojowy, olej sezamowy, ocet ryżowy, sok z cytryny i obrany, przeciśnięty przez praskę czosnek. Tofu odcisnąć, pokroić na kawałki, wrzucić do słoika z marynatą, zamknąć słoik i potrząsnąć tak by tofu pokryło się marynatą. Odstawić do lodówki na minimum godzinę. Po pół godzinie dobrze jest znów potrząsnąć słoikiem by wymieszać ponownie tofu z przyprawami. 
Przed podaniem ramenu wyjąć tofu z lodówki. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju (rzepakowego lub słonecznikowego) i usmażyć tofu na złocisto z obu stron.

Dodatki:

makaron ramen (można użyć makaronu mie, udon a nawet soba) - na każdą porcję biorę mniej więcej 60g suchego makaronu
usmażone tofu teriyaki
kiełki rzodkiewki
kilka rzodkiewek pokrojonych w plasterki
2-3 łyżki posiekanej dymki
po kilka plasterków chili na porcję

Makaron ugotować według instrukcji na opakowaniu. Do miseczek nałożyć porcje makaronu, a na nim kawałki usmażonego tofu, kiełki, plasterki rzodkiewki, posiekaną dymkę. Kto lubi ostre potrawy dodaje jeszcze kilka plasterków papryczki chili. Do tak przygotowanych miseczek dolewamy gorący bulion.


Prawda że proste?


Pozdrawiam
K