środa, 13 czerwca 2018

Babka ziemniaczana


Zachciało mi się babki ziemniaczanej. W upalny dzień, kiedy wreszcie miałam chwilę wolnego czasu. Ostatnio praca przeplata się z kolejnymi niespodziewanymi zdarzeniami, które angażują cały mój czas i uwagę. Kiedy więc zdarzył się dzień bez niespodzianek, spokojny i toczący się powoli musiałam to wykorzystać. Ugotowałam zupę pomidorową. Upiekłam babkę ziemniaczaną. I odzyskałam choć na chwilę równowagę.

Babka ziemniaczana z tego przepisu jest idealna, zatem jeśli lubicie ziemniaki to koniecznie wypróbujcie ten przepis.

Babka ziemniaczana wegetariańska:
1,5kg ziemniaków
2 jajka
2 średnie cebule
2 łyżki masła
1 łyżka oleju rzepakowego
pieprz czarny mielony
1 i 1/3 łyżeczki soli

Cebulę kroję w drobną kostkę. Na patelni rozgrzewam masło z olejem wrzucam cebulę i na średnim ogniu podsmażam na złocisto. Odstawiam do ostudzenia.

Ziemniaki obieram, myję i ścieram na bardzo drobnej tartce, jak na kluski czy placki. Przelewam masę do miski wyłożonej czystą ściereczką, zbieram jej brzegi u góry i odciskam nadmiar, ale nie całość płynu.
Masę z ziemniaków wrzucam ponownie do miski, dodaję podsmażoną cebulę, sól, pieprz oraz żółtka. Wodę, którą odcisnęłam z ziemniaków powolutku zlewam, tak by nie wylać z nią osadzonej na dnie miski skrobi. Skrobię dodaję do masy ziemniaczanej i mieszam wszystkie składniki dokładnie. Białka ubijam, trzepaczką lub mikserem na pianę. Pianę mieszam z masą dość delikatnie, ale tak by wszystko się połączyło.

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni C.

Przekładam masę wprost do małej silikonowej keksówki. Jeśli używamy keksówki metalowej, smarujemy jej wnętrze masłem i wysypujemy bułką tartą, lub wykładamy ją papierem do pieczenia.
Wygładzam wierzch masy i układam w kilku miejscach po małym kawałku masła.
 Przykrywam folią i wstawiam do nagrzanego piekarnika na ok. 60 minut. W połowie pieczenia zdejmuję folię i pozwalam na zrumienienie się babki. Powinna ona mieć wyraźnie wykształconą skórkę.

Upieczoną babkę wyjmują na talerz i natychmiast podaję. Część można po ostudzeniu przechowywać w lodówce i odsmażać już w plastrach. 

Ja moją babkę podałam z jogurtem naturalnym i natką pietruszki.



niedziela, 10 czerwca 2018

Wegańska pizza leśna i nowa książka



Natrafiłam na tę książkę na jednym z moich ulubionych kont na instagramie (@shisodelicious). 
Sara polecała ją, uprzednio przybliżając też swoim obserwatorom sylwetkę jednego z autorów. 
Po krótkim śledztwie, zarejestrowałam się na amerykańskim Amazonie i zamówiłam swój egzemplarz. "The Wicked Healthy Cookcook" aut. Chad Sarno, Derek Sarno, David Joachim - to właśnie książka, o której tu mowa.
Jest to pozycja absolutnie wyjątkowa, zwłaszcza dla wegan, ale nie tylko. Ucieszy się z niej każdy, kto eksperymentuje z kuchnią i lubi warzywa. Wszystkie przedstawione w niej receptury są opracowane w taki sposób, by uzyskać pyszne  i zdrowe potrawy, wyłącznie z produktów roślinnych.
To jest książka, w której nie ma kompromisów. Tutaj wszystko doładowane jest umami, a różnorodność smaków jakie są  proponowane sprawi, że każdy znajdzie w tej książce coś idealnego dla siebie.
Na moją listę koniecznych do niezwłocznego wypróbowania, wskoczyła większość przedstawionych przez autorów potraw, a to się chyba jeszcze nie zdarzyło.
Na pierwszy ogień poszła pizza green forest. Robiłam wiele lat temu coś podobnego, ale kompozycja smaków, jaką wymyślili bracia Sarno jest wprost doskonała.
Ciasto pszenne na żytnim zakwasie, pesto z bazylii i pietruszki, cienko krojona cukinia, zielone szparagi i grzyby.



Przepis, który Wam prezentuję oczywiście nieznacznie zmodyfikowałam. Jak zawsze zaznaczę, co zmieniłam.

Przepis pochodzi z książki "The Wicked Healthy Cookbook", której autorami są Chad Sarno, Derek Sarno oraz David Joachim.

Pizza zielony las (składniki na 2 pizze):
Ciasto:
350g mąki pszennej typ 00 (kupicie w większych sklepach, to specjalna mąka na pizzę)
80g aktywnego, odkarmionego żytniego zakwasu (wieczorem do startera z lodówki wyciągam starter, dodaję 200g pełnoziarnistej żytniej mąki oraz 200g przegotowanej i ostudzonej wody, mieszam i zostawiam na 12-14 godzin)
3/4-1 szklanki letniej wody
1 i 1/2 łyżeczki soli

Ciasto na pizzę na zakwasie żytnim:
Mąką wsypuję do miski, dodaję sól, zakwas oraz wodę. Zagniatam ciasto i wyrabiam je ręcznie przez 4-5 minut. Nie wolno w tym czasie podsypywać ciasta mąką. Najpewniej będzie się przyklejało do blatu, ale cierpliwie wyrabiając w pewnym momencie dostrzeżenie zmianę. Ciasto przestanie się przyklejać i stanie się bardziej gładkie oraz jednolite. Kulkę ciasta przekładam do miski, przykrywam wilgotną ściereczkę i zostawiam na 50 minut. Po tym czasie zaczyna się składanie. Autorzy zalecają składać ciasto przez 3 godziny co 30 minut. Ja zrobiłam to dwa razy w odstępie 30 minut. Aby złożyć ciasto spłaszczamy je delikatnie dłonią, łapiemy za przeciwległe brzegi, rozciągam nieco i składam jak kartkę papieru. Obracam i ponawiam składanie. Odkładam, przykrywam i powracam do tej czynności po 30 minutach.

Pesto z bazylii i pietruszki (tego pesto wystarczyłoby na 4 pizze, zatem wykorzystacie jedynie połowę):
1/2 szklanki migdałów (w oryginale nasiona pinii)
2 i 1/4 szklanki listków bazylii (więcej niż 1 tradycyjna doniczka)
1/4 szklanki listków zielonej pietruszki
2 ząbki czosnku
1/4 szklanki oleju rzepakowego (w oryginale oliwa)
3/4 łyżeczki soli
odrobina świeżo mielonego pieprzu

Migdały zalewam wrzątkiem i odstawiam na 15 minut. Gdy skórki rozmiękną obieram je i wrzucam do pojemnika blendera. Dodaję opłukane i osuszone zioła, obrany i pokrojony na kawałki czosnek, sól, pieprz oraz olej. Miksuję na pastę. Nadwyżkę pesto przekładam do słoika, zakręcam i chowam do lodówki. 

Dodatki:
4 niezbyt duże brązowe pieczarki (w oryginale szklanka kurek)
1/3 niezbyt dużej cukinii lub jedna mini cukinia
6-8 cienkich zielonych szparagów
2 łyżki podprażonych na suchej patelni nasion pinii (opcjonalne)

Jeśli używacie kurek to należy je oczyścić i na skropionej olejem patelni podsmażać do czasu gdy zmiękną (5-7 minut). Oprószamy je wtedy odrobiną soli i pieprzu. Jeśli jak ja użyjecie pieczarek, wystarczy je opłukać i pokroić na plasterki.
Szparagi myję, odłamuję zdrewniałe końce, kroję na pół w poprzek, a następnie każdy kawałek na pół wzdłuż. Blanszuję wrzucając na lekko osolony wrzątek na 15-20 sekund. Zblanszowane szparagi odcedzam i przelewam zimną wodą.
Cukinię umyłam i pokroiłam wzdłuż, ostrym nożem na cienkie plasterki. 

Ciasto dzielę na dwie części. Piekarnik rozgrzewam razem z blachą (kto ma kamień, może go wykorzystać) do maksymalnej temperatury ustawiając grzanie góra-dół z termoobiegiem. 

Jedną część ciasta rozciągam palcami na placek o pożądanej wielkości. Nakładam równomiernie pesto, omijając brzegi. Wyjmuję ostrożnie nagrzaną blachę, kładę na niej kawałek papieru do pieczenia, a na nim placek z pesto. Na wierzchu układam plastry cukinii, grzyby oraz szparagi. Brzegi smaruję olejem, skrapiam nim też cukinią. Wstawiam do piekarnika i piekę 7-10 minut. 
Wyjmuję i natychmiast przygotowuję kolejny placek. 
Podaję gorącą (na zimno też dobra) posypaną piniolami.




czwartek, 31 maja 2018

Grzybowy "bekon" i super kanapka



Kiedy zobaczyłam przepis na grzybowy "bekon", który na swoim instagramie pokazał Derek Sarno, natychmiast chciałam go zrobić i spróbować.
Jednak jak zawsze, nie byłabym sobą, gdybym czegoś w przepisie nie zmieniła, zatem u mnie inne grzyby, własna proporcja przypraw i zamiast pieczenia, smażenie. Efekt piorunujący!
Jeśli porwiecie je później w misce dwoma widelcami i podacie mięsożercom jak rwaną wieprzowinę, gwarantuję Wam ogromny sukces. 

"Bekon" grzybowy:
250g grzybów (u mnie boczniaki ostrygowate w całości, w oryginale grzyby shitake pokrojone w plasterki)
4 łyżki sosu sojowego (w oryginale nisko sodowego, u mnie tradycyjny)
1 łyżeczka słodkiej wędzonej papryki w proszku (w oryginale 3/4 łyżeczki)
1 łyżeczka czosnku granulowanego
1/5-1/4 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego (w oryginale pieprz do smaku)
2 łyżki oleju rzepakowego  (w oryginale oliwy)

Składniki marynaty połączyłam w misce, następnie dodałam grzyby i wymieszałam starannie. Odłożyłam na 15 minut. Rozgrzałam mocno patelnię, skropiłam olejem i nałożyłam grzyby. Smażyłam po 3 minuty z każdej strony, tak by były mocno zrumienione, ale nie przypalone. W oryginalnym przepisie, należało rozłożyć grzyby, na wyłożonej papierem do pieczenia blasze i piec przez 30 minut w temperaturze 180 stopni C.

Kanapka z grzybowym "bekonem", sałatką coleslaw i czerwoną cebulą:
1 kromka ulubionego chleba (u mnie mieszany na zakwasie) przekrojona na pół
kilka kawałków grzybowego "bekonu"
łyżka ulubionej sałatki coleslaw
1-2 cienkie krążki czerwonej cebuli 

Podgrzałam  pieczywo w piekarniku (można w tosterze), aby było ciepłe ale nie całkiem chrupiące. Na jedną połówkę kromki nałożyłam grzyby, później surówkę, a następnie cebulę. Nakryłam drugą połówką kromki chleba i docisnęłam. 

W tej kanapce wylądowała następująca sałatka coleslaw:
1/2 główki młodej kapusty
pęczek rzodkiewki
1/2 białej części pora
2 łyżki marynaty z kiszonych cytryn (można zastąpić łyżką oleju lub oliwy wymieszaną z łyżką soku z cytryny)
1/2 łyżeczki cukru 
sól, pieprz do smaku

 Kapustę poszatkowałam, dodałam startą na grubych oczkach rzodkiewkę, pokrojonego drobno pora, oprószyłam cukrem, solą, pieprzem dodałam marynatę z kiszonych cytryn i wymieszałam.

poniedziałek, 28 maja 2018

Makaron ze szparagami, szpinakiem i pomidorami


Szybki makaron z warzywami jest zawsze mile widziany, a szczególnie wiosną, gdy nie mamy ochoty stać długo w kuchni.

 
Wiosenny makaron ze szparagami, szpinakiem i pomidorami - 2 porcje:
200g makaronu świderki (może być pełnoziarnisty, gryczany, białkowy, bezglutenowy lub zwykły)
12-14 pomidorów koktajlowych
2 łyżki oleju lub oliwy
1 ząbek czosnku
100g szpinaku baby
6 zielonych szparagów

do podania:
świeża bazylia
parmezan 
2 łyżki orzechów piniowych (mogą być nasiona słonecznika lub płatki migdałowe)

Szparagom odłamuję twarde końce, aby to zrobić wystarczy złapać szparaga za dwa końce i zgiąć, złamie się w odpowiednim miejscu. Szparagi wrzucam na osolony wrzątek i gotuję 4-6 minut w zależności od grubości. Ugotowane szparagi odcedzam, przelewam zimną wodą, kroję każdą sztukę na 3 części, a jeśli są bardzo grube, każdą jeszcze na pół wzdłuż.
Szpinak myję i odrywam twarde łodyżki.
Czosnek obieram i kroję na cienkie plasterki.
Pomidory myję i przekrawam na połówki. 

W garnku zagotowuję osoloną wodę, aby ugotować makaron. Wrzucam go na wrzątek i gotuję według wskazówek na opakowaniu.  Ugotowany makaron odcedzam.
Na dużej patelni rozgrzewam olej z czosnkiem i bardzo krótko podsmażam, dorzucam szpinak i oprószam solą. Po ok. 1 minucie dodaję pomidory, oprószam solą i podsmażam ok. 2 minuty. Na koniec dorzucam szparagi oraz makaron i odparowuję mieszając wszystko razem. 
Rozkładam na talerze, posypuję świeżą bazylią, piniolami oraz świeżo startym parmezanem. Można całość wykończyć odrobiną świeżo mielonego pieprzu. 




piątek, 25 maja 2018

Zdrowe jelita - nakarm swoje bakterie.


Moje zamiłowanie do książek popularnonaukowych nie słabnie. Najchętniej sięgam oczywiście po książki dotykające tematu odżywiania, a ta którą miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie sprawiła, że koniecznie chcę podzielić się z Wami jej tytułem.
"Cicha władza mikrobów" to praca, którą Allana Collen napisała w bardzo przystępny sposób, zawierając w niej jednak sporo naprawdę ciekawych informacji. 
To fascynujące spojrzenie naukowca na ludzkie ciało, jako skomplikowanej, wrażliwej na środowisko i niezwykle tajemniczej farmy drobnoustrojów. Po przeczytaniu tej publikacji z pewnością z większą uwagą będziecie przypatrywać się swojej codziennej diecie, zastanawiając się czy aby na pewno zadowala ona całe wasze ciało, włącznie z mikrobiomem, będącym naszą jak się okazuje integralną częścią.

Analizując prace wielu badaczy oraz dostępną obecnie wiedzę na temat mikrobiomu ludzkich jelit, autorka snuje interesujące i zaskakujące teorie na temat wpływu bytujących w naszym ciele bakterii na występowanie coraz powszechniej takich schorzeń jak otyłość, alergie, choroby autoimmunologiczne, cukrzyca czy autyzm.

Przez wiele ostatnich lat powtarzano nam jak mantrę, jak ważne jest uzupełnianie flory jelitowej po antybiotykoterapii, jednak nikt dotychczas nie mówił specjalnie o tym, jak dbać o tę która już tam żyje. Skład, równowaga oraz siła naszego mikrobiomu, zależy bowiem głównie od tego czym się odżywiamy. Jeśli poszczególne szczepy drobnoustrojów nie otrzymają z pokarmem odpowiedniej pożywki, będą słabsze, dając przy tym pole do rozwoju innym grupom bakterii. Zachwianie tej delikatnej struktury, zaniedbanie jej, powoduje rozmaite problemy zdrowotne, których źródła nikt nie upatruje właśnie w tym punkcie naszego ciała.

Co lubi jeść Twój mikrobiom?
Za czym nie przepada?

Każdy z nas ma swój indywidualny skład mikrobiomu. Faktem jest, że w obrębie rodziny i jednego gospodarstwa domowego mikrobiomy są stosunkowo podobne do siebie. Jednak to nasza dieta oraz zażywane antybiotyki decydują finalnie o indywidualnym składzie mikrobiomu u każdego człowieka. 
Aby wspierać swoje ciało nie wystarczy regularne jadanie kiszonek, kapsułek z probiotykami i picie fermentowanych napojów mlecznych. Aby pożyteczne bakterie mogły w naszych jelitach tworzyć zróżnicowaną, zdrową kolonię, powinniśmy zadbać o to by dać jej paliwo do wzrostu i prawidłowego funkcjonowania.

Mikrobiom uwielbia regularne dostawy błonnika. Chodzi o błonnik prebiotyczny, czyli taki, którym bakterie się karmią i z którym chętnie pracują. Pożądanymi elementami błonnika są np. inulina i beta-glukan. Pewnie można znaleźć je w kapsułkach, ale nasze ciało zostało przecież zaprogramowane na to by otrzymywać te dostawy wraz z pokarmem, a nie pastylkami.
Błonnik o którym mowa, znaleźć można w wielu produktach spożywczych, które powinniśmy włączyć do swojej codziennej diety. Pamiętajcie! Aby Wasze jelita maksymalnie skorzystały z tych produktów, należy je jeść na surowo. Są jednak wyjątki, produkty które również po obróbce termicznej doskonale spełniają swoją rolę. Oprócz samych produktów, podrzucę Wam również kilka pomysłów jak je wykorzystać.
Aby karmienie mikrobiomu było skuteczne, potrzeba co najmniej 5g błonnika prebiotycznego na dobę. Pamiętajcie, że jeśli nie jadacie zbyt wiele produktów bogatych w błonnik, by dokładać je do diety stopniowo. Również w sytuacji jeśli chorujecie na jakiekolwiek schorzenia przewodu pokarmowego, zmianę diety na bogato resztkową należy skonsultować z lekarzem lub dietetykiem, gdyż nie każdemu duża ilość błonnika służy.

1. POR 
Aż 16% błonnika zawartego w porach to inulina, która wspiera namnażanie w naszym jelicie grubym bakterii z rodzaju Bifidobacterium. W 100g por zawiera 2,7 g błonnika, zatem aż 0,43g stanowi inulina.
- surówki
- pasty rybne
- pasty jajeczne

2. CZOSNEK 
Aż 11% całego błonnika w czosnku pochodzi z inuliny, a kolejnych 6% z oligosacharydów, które fantastycznie wspierają rozwój prawidłowego mikrobiomu.
- dodatek do pasty twarogowej
- posiekany do posypania sałatki z pomidorów

3. CEBULA 
Mniej więcej 10% błonnika w cebuli to inulina, natomiast ilość tego składnika w postaci oligosacharydów wynosi ok. 6%
- sałatka z pomidorów
- pasta jajeczna
- pasta rybna

4. BANANY
- samodzielnie jako przekąska
- sałatka owocowa
- koktajle

5. LIŚCIE MNISZKA LEKARSKIEGO 
W 100g listków mniszka znajdziemy aż 4g błonnika, z czego spora część to inulina, która to właśnie tak zbawiennie wpływa na mikrobiom, a w szczególności na bakterie z rodzaju Bifidobacterium.
- sałatki
- pasty twarogowe
- posypywanie zup

6. KASZA JĘCZMIENNA 
W 100g tego ziarna można znaleźć od 3 do aż 8 gramów beta-glukanu, warto zatem wprowadzić ją do diety. Więcej błonnika zawiera kasza perłowa, nieco mniej pęczak, jednak każdy z wymienionych rodzajów odznacza się sporą jego zawartością.
- gotowana jako dodatek do potraw warzywnych lub mięsnych
- gotowana jako baza sałatki
- gotowana w zupach

7. PŁATKI OWSIANE
- koktajle
- owsianka
- posypka do sałatek, smoothie bowl

8. JABŁKA
- samodzielnie jako przekąska
- w sałatkach owocowych
- jako element koktajli

9. SUROWE CIEMNE KAKAO
- mus czekoladowy
- koktajle

10. SIEMIĘ LNIANE
- w wegańskich ciastach, plackach i naleśnikach jako zamiennik jajka
- koktajle
- do pieczywa
- posypywanie kanapek, zup, sałatek, smoothie bowl

11. OTRĘBY
- koktajle
- owsianki
- do pieczywa
- posypywanie kanapek, zup, sałatek, smoothie bowl

12. WODOROSTY
- sushi
- ramen
- ongiri
- posypywanie orientalnych sałatek

Oczywiście produktów jest znacznie więcej, jednak nie wszystkie są dostępne w naszym kraju, zatem pomijam je w tej liście. 
To co równie istotne, to fakt że wymienione tutaj produkty mają zarazem sporo innych walorów zdrowotnych. 
Teraz pewnie padnie pytanie ile zjadać tych produktów, żeby wykarmić swój mikrobiom jak należy.
Wystarczą tak naprawdę drobne zmiany, żeby ciało zaczęło pracować inaczej. Gdy macie ochotę na przekąskę sięgnijcie po jabłko, a nie po batonik. Częściej jadajcie kasze, zamiast makaronów. Gdy najdzie Was ochota na coś słodkiego, niech to będzie np. banan.

Czego nie lubi Wasz mikrobiom? 
Zdecydowanie nie przepada za nadmiarem tłuszczu. 
Oczywiście jest to składnik, z którego rezygnować nie można, chyba że jest ku temu jakiś zdrowotny powód. Ograniczenie tłuszczu jest jednak bardzo dobrym posunięciem, ponieważ duża część z nas zjada go zbyt dużo.
Jak tam Wasze bakterie?
Są szczęśliwe?
 Dostają codziennie choć trochę swojego ulubionego jedzenia?
;-)

Pozdrawiam Was ciepło
Kasia





wtorek, 22 maja 2018

Wegańskie tacos z fasolą w sosie bbq i pieczonym ananasem



Poprzednie tacos, które pokazywałam były dedykowane tym, którzy lubią naprawdę ostre jedzenie. Tym razem propozycja jest skierowana głównie do tych, którzy lubią słodko-dymny smak, bez piekielnego finiszu. 
Oczywiście nie ma przeciwwskazań do tego, by do sosu BBQ z wiśniami dorzucić posiekaną papryczkę chipotle, czy po prostu jalapeno. Wtedy również miłośnicy pikantnej kuchni oszaleją z radości. 
Pamiętajcie, że tacos dają wiele swobody i pozwalają na zabawę smakiem, zatem nie obawiajcie się eksperymentów.
To co odkrywcze (przynajmniej dla mnie) w tym przepisie, to placki z mąki z niebieskiej kukurydzy. Nawet gdy ostygną, wciąż są miękkie i łatwo je podgrzać. Są elastyczne i smakowite, a przy tym zdrowe. W tym cieście na placki jest tylko mąka kukurydziana, sól i woda. Żadnego oleju, zatem tortille są mniej kaloryczne i bezglutenowe.
 
Fasola w sosie BBQ z wiśniami
1 puszka pomidorów w całości lub krojonych (jeśli się uda kupcie takie bez dodatku kwasku cytrynowego)
1-2 łyżki oleju rzepakowego
1 kopiasta łyżka cukru trzcinowego
50g mrożonych wiśni
1/2 łyżeczki soli
1 kopiasta łyżeczka papryki wędzonej
2 szczypty cynamonu
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1 łyżeczka octu jabłkowego
1 łyżeczka sosu sojowego
1 puszka czarnej fasoli w puszce
1/2 białej cebuli
1 ząbek czosnku

tortille z mąki z niebieskiej kukurydzy (ok. 20 małych placków o średnicy ok.8 cm):
200g mąki z niebieskiej kukurydzy
160g gorącej wody + woda do uzyskania konsystencji plasteliny
1 łyżeczka soli

pieczony ananas
1 mały ananas
2 łyżeczki cukru trzcinowego (można pominąć)
2 spore szczypty cynamonu
2 spore szczypty ostrej papryki w proszku

Dodatkowo:
awokado skropione sokiem z limonki lub cytryny i oprószone solą morską
czerwona cebula pokrojona w piórka
cząstki limonki lub cytryny 
świeża kolendra

Czarna fasola w sosie BBQ z wiśniami
Cebulę obieram i kroję w kosteczkę. Czosnek obieram i kroję w cienkie plastry. Na oleju podsmażam cebulę na złocisto (ok.5-6 minut), następnie dodaję czosnek i podsmażam 15-20 sekund. Do podsmażonych czosnku i cebuli dodaję pomidory oraz mrożone wiśnie i dodaję przyprawy. Gotuję ok. 20-25 minut, następnie miksuję. Fasolę odcedzam i płuczę, dorzucam do sosu i gotuję jeszcze chwile. Całość ma być gęsta, tak by później nie spływała z placka. W przepisie pojawia się 1 puszka fasoli, wtedy ilość fasoli i sosu jest mniej więcej podobna. Jeśli macie ochotę, możecie dorzucić jeszcze jedną puszkę. Wtedy jednak może się okazać, że część fasoli w sosie Wam zostanie. Można wtedy ją zamrozić lub zjeść po prostu z ulubionym pieczywem.

Tortille z niebieskiej kukurydzy:
Mąkę wrzucam do miski, dodaję sól oraz gorącą wodę. Zagniatam ciasto i wyrabiam przez 2-3 minuty. Wkładam do miski, przykrywam i zostawiam na 30 minut. Można je oczywiście zostawić na dłużej. Przed smażeniem placuszków dodaję jeszcze kilka łyżek gorącej wody i zagniatam. Finalnie ciasto nie może się kruszyć. Powinno mieć konsystencję plasteliny. Ta mąka przyjmuje sporo płynu, zatem nie przejmujcie się, że dolewacie kolejne łyżki wody. Gdy ciasto jest już jak plastelina odrywa kawałki i formuję w dłoniach kulki wielkości orzecha włoskiego lub nieco większe. Na blacie rozkładam kawałek folii spożywczej, na niej kładę kulkę z ciasta i przykrywam drugim kawałkiem folii. Przygniatam stanowczo deską do krojenia by rozpłaszczyć kulkę na placek. Poruszam nieco deską na boki i równomiernie rozpłaszczyć ciasto. W ten sposób przygotowuję 3 niezbyt duże placki i smażę je na suchej, dobrze rozgrzanej patelni. Z każdej strony smażę je po 1,5-2 minuty. Nie czekam na pojawienie się ciemnych plam. Gdy się smażą przygotowuję kolejną partię placków i gdy zdejmę pierwszą, natychmiast nakładam kolejne. Smażę do wyczerpania ciasta.

Pieczony (grillowany) ananas:
Ananasa obieram, kroję na plastry, wykrawam twardy środek i każdy klaster kroję na pół. Układam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posypuję cukrem, następnie odrobiną cynamonu i ostrą papryką. Jeśli chcecie by ananas był bardziej wytrawny nie używajcie cukru. 
Piekarnik rozgrzałam do 200 stopni C i wstawiłam do niego blachę z ananasem na 15 minut.
Kawałki ananasa rozłożyłam na talerzu i posypałam posiekaną papryczką chili (optymalnie, jeśli będzie to papryczka jalapeno) oraz porwaną w placach świeżą kolendrą. Można również upiec ananasa w koszyku na grillu lub usmażyć na patelni grillowej.

Dodatki:
Awokado myję, rozkrawam na pół, usuwam pestkę, obieram ze skórki i kroję na kawałki. Skrapiam obficie sokiem z cytryny i oprószam solą. Czerwoną cebulę obieram i kroję w piórka. Liście kolendry zanurzam na 15-20 minut w lodowatej wodzie, następnie wyjmuję, osuszam i rwę w placach lub kroję niezbyt drobno.

piątek, 18 maja 2018

Pieczony kalafior z odlotowym, pikantnym majonezem



Odlotowy, to zdecydowanie najlepsze słowo dla dipu, który Wam dziś pokażę. 
Przyda się gdy na stół wjeżdża pieczony kalafior, ale nie tylko. 
Tym którzy jedzą mięso przyda się podczas grilla. Reszta może posmarować nim kanapkę 
 albo moczyć w nim frytki.
 Sos nie jest wegański, gdyż zawiera miód i tradycyjny majonez. Można jednak zamienić majonez na wegański, a miód na cukier. To samo odnosi się do kalafiora, bo choć mój panierowany jest w jajku i bułce tartej, to weganie z powodzeniem mogą jajko zamienić na niewielką ilość mleka roślinnego.

W przepisie pojawią się natomiast 3 składniki, których na nic zamienić się nie da. 
Wędzona papryka w proszku, tabasco oraz sos, w którym zanurzone są papryczki chipotle. Jednorazowo to na pewno spory wydatek (puszka papryczek chipotle ok. 12 zł, torebka wędzonej papryki ok. 1,8-2 zł, sos tabasco ok. 10 zł), ale są to przyprawy bardzo wydajne i można je długo przechowywać.  Papryczki chipotle razem z sosem po otwarciu puszki przekładam zawsze do suchego, wyparzonego wcześniej słoika i trzymam w lodówce. Sos tabasco po otwarciu również tam przechowuję. Bardzo często korzystam z tych przypraw, więc jeśli je kupicie, bez przeszkód przygotujecie np. moją ognistą meksykańską fasolę.

Pieczony kalafior z pikantnym majonezem:
kalafior:
1 kwiat kalafiora (1 kalafior)
2 jajka (można zamienić na 1/2 szklanki mleka roślinnego)
bułka tarta

odlotowy pikantny majonez:
3 łyżki majonezu (można zamienić na wegański majonez)
1 łyżeczka sosu adobo z puszki z papryczkami chipotle
1 łyżeczka dobrego ketchupu
1 łyżeczka miodu (można zamienić na cukier trzcinowy)
1 łyżeczka octu jabłkowego
1/2 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki w proszku
3 krople sosu tabasco
1 łyżka soku z cytryny
 
Kalafior dzielę na różyczki, zalewam w garnku wrzątkiem z czajnika, solę i gotuję 7 minut. Natychmiast odcedzam i przelewam obficie zimną wodą by przerwać gotowanie.
Ja obgotowuję kalafior, gdyż lubię gdy ostatecznie jest naprawdę miękki i dopieczony. Można oczywiście panierować surowe warzywo, wtedy trzeba wydłużyć czas pieczenia do 20-25 minut.

Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C. Na blasze rozkładam papier do pieczenia. Jajka wybijam do miski i roztrzepuję widelcem z odrobiną soli. 
Każdy kawałek kalafiora obtaczam w roztrzepanym jajku, a następnie w bułce tartej i układam je na blasze. Skrapiam równomiernie olejem (tutaj sprawdzi się olej w atomizerze, którym można spryskać każdy kawałek dokładnie, nie używając przy tym dużej ilości tłuszczu). Wstawiam do piekarnika i piekę ok. 10-15 minut. W połowie pieczenia obracam kawałki kalafiora, aby ładnie przyrumieniły się z każdej strony. 

Do miseczki nakładam majonez, dodaję pozostałe składniki sosu i mieszam dokładnie łyżką. 

Gorące kalafiorowe kąski podaję natychmiast z miseczką ostrego majonezu.