sobota, 13 maja 2017

Lasagne z warzywami i pesto















































Znam niewiele osób, które nie przepadają za tą włoską, makaronową zapiekanką.
Lasagne lubię za dużą dowolność, jaką daje przy wybieraniu składników. Można do niej włożyć co tylko się zechce i zawsze wychodzi smaczna. Latem lądują w niej bakłażany i papryki, jesienią dynie, zimą ragù bolognese, a wiosną szpinak lub inne zielone warzywa.
Ja tym razem wybrałam szparagi, bób i żółtą cukinię. Oprócz warzyw obowiązkowo sos beszamelowy, zielone pesto i dwa gatunki sera.


Lasagne z zielonymi warzywami i pesto:
12 płatów makaronu lasagne
pęczek szparagów
450g bobu (mrożonego bądź świeżego)
1 żółta cukinia
1 ząbek czosnku
1 łyżka oliwy z oliwek
sól, pieprz czarny mielony
1 kulka mozzarelli (125g)
80-100g parmezanu

Sos beszamelowy:
2,5 szklanki mleka 0,5 % tłuszczu
50g masła
50g mąki pszennej
sól, czarny pieprz mielony, spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej

Pesto:
50g listków bazylii (1 doniczka XXL)
50g migdałów
50g parmezanu
6-7 łyżek oleju rzepakowego (może być słonecznikowy lub oliwa z oliwek, ja jednak wolę bezwonne oleje)
sól
1 ząbek czosnku

Pesto
Migdały zalewam w miseczce wrzątkiem i odstawiam na 10-15 minut. Namoczone obieram ze skórki i wrzucam do pojemnika blendera. Do migdałów dodaję oberwane i opłukane listki bazylii, obrany i pokrojony czosnek, starty parmezan oraz olej. Miksuję na pastę, na koniec doprawiam odrobiną soli.

Warzywa
Cukinię myję, kroję w cienkie plastry, oprószam solą i pieprzem, dodaję obrany i przeciśnięty przez praskę czosnek, skrapiam oliwą i odstawiam na 5 minut. Później wrzucam na rozgrzaną patelnię i smażę 3-4 minuty mieszając co jakiś czas. Obsmażoną, nieco już miękką cukinię przekładam na talerz.
W dwóch garnkach zagotowuję osoloną wodę.
Do jednego garnka wrzucam bób i gotuję krótko, do miękkości (ok.7-10 minut). Na opakowaniu mrożonego bobu pisze aby gotować go 15-20 minut, ale zdecydowanie polecam sprawdzać stan ugotowania ziaren wcześniej, moje po 8 minutach były dobre, po 10 zaczynały się rozgotowywać. Ugotowany bób odcedzam i zalewam na chwilę lodowatą wodą, aby przerwać gotowanie. Ponownie odcedzam i obieram.
Szparagi myję, odłamuję zdrewniałe końce i kroję wzdłuż na pół. Wrzucam na wrzątek i blanszuję 2-3 minuty. Odcedzam i przelewam lodowatą wodą by przerwać gotowanie.

Beszamel
W rondlu roztapiam masło, dodaję mąkę i mieszam rózgą. Smażę 1-2 minuty, następnie dolewam mleko i energicznie mieszam by połączyć składniki. Doprawiam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając doprowadzam do wrzenia. Gotuję przez ok. 2 minuty, do czasu gdy nieco zgęstnieje.

Makaron
Choć wybieram makaron, którego nie trzeba wcześniej gotować, zawsze to robię. W szerokim garnku zagotowuję wodę, solę ją odrobinę i wrzucam po 3 płaty, na 2 minuty. Nakładam warstwę i znów gotuję kolejne 3 płaty.

Sery
Mozzarellę ścieram na tarce o grubych oczkach, parmezan na drobnych.

Piekarnik nagrzewam do temperatury 200 stopni C.

Formę do zapiekania smaruję oliwą. Na dnie rozsmarowuję niewielką ilość beszamelu, układam pierwsze trzy płaty makaronu obok siebie.
Smaruję makaron beszamelem, następnie nakładam porcję pesto i rozprowadzam po całej powierzchni. Nakładam równomiernie ugotowany i obrany bób. Posypuję porcją mozzarelli i parmezanu. Wzrokowo dzielę ser i beszamel tak by wystarczyło na całą zapiekankę.
Na bób nakładam kolejne trzy płaty makaronu obok siebie. Smaruję je beszamelem, pesto, nakładam szparagi nie wzdłuż płatów, ale w poprzek. Zostawiam trzy kawałki szparagów do dekoracji.
Szparagi polewam odrobiną beszamelu, niezbyt równomiernie, posypuję mozzarellą i parmezanem. Układam kolejną warstwę makaronu.
Makaron ponownie smaruję beszamelem i resztą pesto. Nakładam plasterki cukinii. Zostawiam kilka plasterków do dekoracji.
Cukinię polewam nierównomiernie odrobiną beszamelu. Posypuję serami.
Nakładam ostatnią, czwartą warstwę makaronu. Smaruję go beszamelem, dekoruję szparagami i przekrojonymi na pół plasterkami cukinii. Posypuję resztą serów.

Formę z zapiekanką wstawiam do piekarnika i piekę 20-30 minut, zależnie od zaleceń producenta na opakowaniu makaronu. Piekę z funkcją grzania góra-dół bez termoobiegu. Monitoruję na bieżąco wierzch lasagne. Jeśli zbyt szybko się przypieka przykrywam wierzch folią aluminiową na jakiś czas. Jeśli za słabo to pod koniec pieczenia włączam na 5 minut termoobieg.
Po upieczeniu zostawiam lasagne jeszcze na 5 minut w otwartym, wyłączonym piekarniku, następnie wyjmuję i z krojeniem czekam minimum 30 minut. Najlepiej jednak poczekać ok. 45. Zapiekanka wciąż będzie w środku ciepła.
Można też później odgrzewać ją w piekarniku.
Ja również mrożę gotową lasagne. Kiedy całkiem wystygnie kroję na porcje, każdą pakuję w folię aluminiową i wkładam do zamrażalnika. Wyjmuję dzień wcześniej popołudniu do lodówki, następnego dnia krótko podgrzewam w dobrze rozgrzanym piekarniku.

środa, 10 maja 2017

Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami


Wiosna choć chłodna i mokra, to jednak przyniosła ze sobą przynajmniej część tego, czego oczekiwaliśmy. Na straganach jest rabarbar, są również nieśmiałe zagraniczne truskawki. Gdy na dworze ziąb, pozwala to stworzyć choć w kuchni przyjemny klimat na cały dzień. A jeśli przytrafi się piękna pogoda, można spakować drożdżówki do papierowej torby, wetknąć ją do kosza piknikowego i popędzić na łąkę, do lasu lub nad jezioro.


Drożdżówki z rabarbarem i truskawkami - przepis na 6 sztuk:
310g mąki pszennej typ 650
25g świeżych drożdży
140g mleka 0,5% tłuszczu
60g cukru kryształu 

1 średnie jajko
50g masła roztopionego i ostudzonego
szczypta soli
1,5 łodygi rabarbaru
3 duże truskawki  
dodatkowe 2-3 łyżeczki cukru do posypania owoców
Dodatkowo: 
1 jajko + 1 łyżka mleka do posmarowania brzegów drożdżówek
lukier:
1 łyżeczka wody
cukier puder

Do miski przesiewam mąkę, dodaję szczyptę soli. Mleko podgrzewam tak by było letnie, dodaję łyżeczkę cukru i rozpuszczam w nim drożdże. Odstawiam na 5 minut w ciepłe miejsce. Resztę cukru dosypuję do mąki. Jajko wybijam do miseczki i roztrzepuję widelcem.
Gdy drożdże się rozbudzą wlewam rozczyn do mąki z cukrem i mieszam delikatnie łyżką, następnie dodaję jajko oraz ostudzone, płynne masło i dalej mieszam. Ciasto jest dość luźne i kleiste, nie dodajemy mąki, takie ma pozostać.
Zwilżonymi palcami zakładam ciasto od spodu do góry, wyrabiam je w ten sposób 2-3 minuty. Przykrywam miskę z ciastem czystą ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1-1,5 godziny. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.

Wyrośnięte ciasto dzielę na 6 części. Na solidnie obsypanym mąką blacie formuję bułeczki, zakładając ciasto do góry. Uformowaną bułeczkę odwracam i układam na przygotowanej blasze, zachowując odstępy dzięki, którym wyrastające drożdżówki nie zlepią się ze sobą.

Uformowane drożdżówki zostawiam nie przykryte, w cieple do ponownego wyrośnięcia na 20-30 minut.
Piekarnik rozgrzewam do temperatury 180 stopni. Grzanie góra-dół bez termoobiegu.

Rabarbar myję, odcinam liście i kroję łodygę na niezbyt grube plasterki. Truskawki myję, odcinam szypułki i każdą kroję na 4 części.

Gdy bułki wyrosną, w każdej robię bardzo delikatnie wgłębienie w środku, Wtykam do niego kawałki rabarbaru oraz truskawek. Owoce posypuję cukrem. Do miseczki wybijam jajko, dodaję mleko i roztrzepuję widelcem. Smaruję mieszaniną brzegi drożdżówek. Tak przygotowane wstawiam na środkową półkę piekarnika  i piekę 13-18 minut. Trzeba pilnować bo czas pieczenia jest zależny od piekarnika.

Upieczone drożdżówki wyjmuję i studzę na kratce.  Wystudzone polewam lukrem przygotowanym z wody wymieszanej z cukrem pudrem. Aby przygotować lukier biorę 1 łyżeczkę ciepłej, przegotowanej wody i dodaję do niej tyle cukru pudru by otrzymać gęsty, ale jeszcze nieco lejący się lukier.
Przechowuję przykryte ściereczką lub w papierowych torebkach. Upiekłam je rano, a wieczorem były dalej bardzo puszyste i smaczne.


czwartek, 4 maja 2017

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką

































Wiosna...drzewa obsypane kwiatami, cudowny zapach mokrej ziemi po deszczu, pierwsze cieplejsze promienie słońca (wciąż na nie czekamy) i szparagi. Czekam cały rok, na ten najpiękniejszy czas. Nawet kiedy leje deszcz, otwieram szeroko okna i upajam się zapachem tej niezwykłej pory roku. O trzeciej nad ranem za oknem zaczyna się ptasi koncert. Niecierpliwie wyczekuję ciepłych nocy, żeby móc uchylić okno i spać kołysana tym czarodziejskim śpiewem.
Kiedy przychodzi wiosna mam natychmiast ochotę na zielone i różowe warzywa. Łaknę szparagów, szpinaku, botwinki, rabarbaru, rzodkiewek, zielonego groszku.
Zauważcie jakie to niezwykłe, że właśnie wiosną dominują w warzywniakach te kolory.
Po długiej zimie natura obsypuje nas cudownymi barwami, jakby chciała nam zrekompensować ten trudny czas, który za nami.
Kto lubi szparagi, pokocha tę sałatkę.
Idealnie sprawdzi się ona jako dodatek do mięsa, może stanowić samodzielny posiłek, być lunchem zabranym do pracy, szybką kolacją, jednym z przysmaków na pikniku czy podczas grillowania.

Sałatka z pęczaku ze szparagami i rzodkiewką (składniki na 2 porcje):
100g kaszy pęczak
12 zielonych szparagów
4-6 sporych rzodkiewek
30 g sera feta
 sos:
3 łyżki oleju słonecznikowego lub rzepakowego
1 mały ząbek czosnku
2/3łyżeczki miodu (u mnie gryczany)
1-1,5 łyżki soku z cytryny
sól do smaku

Kaszę płuczę w zimnej wodzie, zalewam wrzątkiem, dodaję 1/2-1 łyżeczki soli, przykrywam i gotuję na wolnym ogniu, przy uchylonej pokrywce przez ok. 18-20 minut. Ugotowaną kaszę odcedzam.
Do wysokiego garnka wlewam wrzątek, solę. Szparagi chwytam z dwóch stron i odłamuję zdrewniałe końce. Gdy wygniemy szparag, przełamie się on w odpowiednim miejscu.
W osolonym wrzątku ustawiam szparagi główkami do góry, tak by wystawały one nieco ponad poziom wody. Gotuję szparagi 4-6 minut, zależnie od grubości. Odcedzam i przelewam zimną wodą.
Rzodkiewki myję i kroję w plasterki.
Do słoika wlewam sok z cytryny, miód, olej, dodaję posiekany drobno czosnek i sól. Zamykam słoik i potrząsając energicznie przygotowuję sos.
Na półmisku mieszam kaszę, szparagi i plasterki rzodkiewek, posypuję pokruszoną w palcach fetą i na końcu polewam całość sosem.

środa, 3 maja 2017

Fajitas z kurczakiem

















































Meksykańska uczta, czyli fajitas z kurczakiem i mnóstwo pysznych dodatków.
Najważniejsze tutaj jest mięso. W zasadzie najczęściej przygotowuje się tę potrawę z wołowiny, ale kurczak też jest wykorzystywany.
My najbardziej lubimy wersję z kurczakiem.
Ważne jest by mięso było dobrze doprawione. Marynata odgrywa kluczową rolę. Kiedy gorące aromatyczne mięso z warzywami jest gotowe wystarczy przygotować pozostałe dodatki.

Później już każdy komponuje swojego zawijasa tak jak chce. Na stole obok mięsa z cebulą i papryką, pojawia się guacamole, salsa pomidorowa, kwaśna śmietana, starty ser, czarna fasola, cząstki limonki i jak się uda świeża kolendra (mnie się tym razem nie udało).

Fajitas z kurczakiem:
1 pierś kurczaka (ok.200-250g)
1 duża cebula
1/2 czerwonej papryki
1/2 zielonej papryki
1/2 żółtej papryki
1-2 łyżki oleju rzepakowego
składniki marynaty do mięsa:
2 ząbki czosnku obrane i przeciśnięte przez praskę
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki zmielonego czarnego pieprzu
1 łyżeczka kuminu (kminu rzymskiego) roztartego w moździeżu
1 i 1/2 łyżeczki suszonego oregano
1 i 1/2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszki
1/2 słodkiej wędzonej papryki w proszku
3/4 łyżeczki soli
3-4 skropienia tabasco
2 łyżki oleju rzepakowego

Wszystkie składniki marynaty mieszam dokładnie. Mięso myję, oczyszczam i kroję w paski. Mieszam z marynatą i odstawiam na przynajmniej 30 minut do lodówki. Na 30 minut przed smażeniem wyjmuję z lodówki do ocieplenia.
Cebulę myję i kroję w cienkie piórka. Paprykę myję, oczyszczam z nasion i kroję w paski.
W dużym rondlu z grubym dnem rozgrzewam olej. Na gorący tłuszcz wkładam mięso i obsmażam z dwóch stron. Zdejmuję i odkładam na talerz, a na rozgrzany tłuszcz z pozostałościami marynaty wrzucam cebulę. Podsmażam przez około minutę, po czym dodaję paprykę, oprószam solą i mieszam. Smażę 1-2 minuty co kilka chwil mieszając. Dodaję 1/2 szklanki wody i gotuję na średnim ogniu w odkrytym rondlu. Po ok. 10-12 minutach kiedy papryka zmięknie, a woda niemal całkiem odparuje dodaję podsmażone mięso i podsmażam wszystko raz jeszcze razem przez 2-4 minut.

Podaję z pszennymi tortillami i wymienionymi wcześniej dodatkami.

Pico de gallo (salsa z pomidorów):
1 duży pomidor malinowy 
1/4 białej cebuli
1/2 zielonej papryczki chili
sól
sok z limonki lub cytryny

Pomidora myję, usuwam szypułkę i nasiona. Miąższ ze skórką kroję w niedużą kostkę. Obraną cebulę i oczyszczone z nasion chili kroję w drobną kostkę. Jeśli lubicie ostrzejsze smaki nasionka zostawiamy. Oprószam solą, skrapia sokiem z cytryny lub limonki i mieszam.

Guacamole:
1 dojrzałe awokado
1 mały ząbek czosnku
1/3 średniej czerwonej cebuli
sól
sok z limonki lub cytryny

Umyte awokado przekrawam na pół. Wyjmuję pestkę, miąższ nacinam w kratę i wybieram łyżeczką do miski. Skrapiam sokiem z cytryny lub limonki, oprószam solą. Cebulę i czosnek obieram i bardzo drobno siekam. Dodaję do awokado, rozgniatam widelcem do momentu gdy uzyskam papkę. Mieszam wszystko i ewentualnie raz jeszcze do smaku doprawiam solą i sokiem z cytryny.


Tortille pszenne domowe (składniki na 8 placków):
2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki wrzątku
1/4 szklanki oleju rzepakowego
1 i 1/3 łyżeczki soli

Mąkę wsypuję do miski, dodaję sól. W szklance mieszam wrzątek z olejem, wlewam do mąki z solą i mieszam łyżką. Zagniatam ciasto, a później wyrabiam je 3-5 minut. Ten etap jest bardzo ważny i pominięcie go jest wielkim błędem. Dłużej wyrabiane ciasto daje w efekcie bardziej miękkie placki.

Gotowe ciasto wkładam do miski, nakrywam ściereczką i odstawiam na 20 minut.
Ciasto dzielę na 8 części, każdą wałkuję na cienki placek i smażę na suchej, dobrze rozgrzanej patelni po 1-2 minuty z każdej strony (do czasu pojawienia się sporych pęcherzy powietrza i ciemnych plam na spodzie).
Domowe tortille nie pozostają wiecznie miękkie jak te sklepowe. Robimy je tuż przed podaniem. Gotowe wystarczy podgrzać przed podaniem, być może wystygną, ale z pewnością pozostaną sprężyste. 



niedziela, 30 kwietnia 2017

Herbatniki waniliowe
















































Kawa czy herbata?

W moim wypadku zdecydowanie herbata. Był krótki okres fascynacji kawą, ale herbata zawsze wygrywa.
Faktem jest, że przyszedł dzień w którym mój żołądek zbuntował się przeciw kawie i do tej pory kiedy podejmuję próbę wypicia takowej, brzuch natychmiast sygnalizuje niezadowolenie.
Na całe szczęście herbata mu odpowiada.

Mówiąc o herbacie nie mam bynajmniej na myśli wszechobecnych torebek. Pył, który się w nich znajduje to resztki pozostające z obróbki herbacianych listków. W pośpiechu mogą być ledwie namiastką prawdziwego herbacianego naparu.
Ci którzy kochają herbatę przywiązują dużą wagę zarówno do jakości listków, jak również do sposobu jej przygotowania. Nie inaczej jest ze mną. Rytuały związane z zaparzaniem herbaty są dla mnie przyjemnością samą w sobie, a napar ich uwieńczeniem.

W sklepach specjalistycznych mamy do wyboru tyle gatunków herbat, że aż może się zakręcić w głowie.
Ja jestem zdecydowaną miłośniczką herbat czarnych. Częściej sięgam po te bez dodatków, ale oczywiście nie zawsze. Przykładem może być tutaj "earl grey" czyli czarna herbata aromatyzowana olejkiem bergamotowym.
Cenię bardzo herbatę Darjeeling, ale nie jestem wierna jednej herbacie. Tak jak w kuchni, cenię możliwość smakowania różnych jej rodzajów, pochodzących z różnych miejsc.

Aby z dobrej jakości listków wydobyć to co najlepsze trzeba nauczyć się sztuki parzeni herbaty. Różne herbaty potrzebują odmiennej temperatury wody. Ważna jest również ilość listków, której użyjemy do jej przygotowania, czas parzenia, a nawet miękkość wody. Najlepiej wodę filtrować, chyba że Wasza woda w kranie jest miękka.
Potrzebny będzie także zaparzać i porcelanowa lub szklana filiżanka. Nie wyobrażam sobie po zaparzeniu wyjątkowego naparu, wypić go z kubka.
Filiżanki do herbaty wyróżniają się tym, że przy dnie są węższe, a ku górze rozszerzają się. Do zaparzania natomiast służą niedrogie metalowe zaparzacze, albo dzbanki z zaparzaczem.

Aby mieć pewność idealne temperatury parzenia, można skorzystać z termometru ze szpikulcem (mam taki w związku z domową produkcją sera).
Duża ilość herbat czarnych parzy się w temperaturze od 90-96 stopni. Gdy woda w waszym czajniku zawrze, a wy wlejecie ją natychmiast po tym do kubka to w ciągu kilku-kilkunastu sekund osiągnie temperaturę 95-95 stopni C. Po minucie lub półtorej spadnie ona do 90 stopni C.
Przeciętnie na filiżankę (ok.150 ml wody) potrzebujemy 2-3g listków.

Kupując herbatę na wagę w dobrym sklepie, od sprzedawcy uzyskacie szczegółową informację o tym skąd pochodzi herbata i jak ją zaparzyć, by zrobić to perfekcyjnie.

Herbata towarzyszy mi przy śniadaniu, gdzie zastępując kawę, pozwala mi się obudzić. W ciągu dnia wypijam kilka filiżanek, często różnych rodzajów, zależnie od nastroju. Popołudniu często herbacie towarzyszy jakaś słodkość, a najlepiej żeby były to herbatniki.

Kiedy mam czas i najdzie mnie chęć do pieczenia, prędko robię szybkie domowe herbatniki waniliowe.
Są aromatyczne, maślane, kruche i można przechowywać je w puszcze lub słoiku do tygodnia. Nikt jednak nie zweryfikował tego do końca, gdyż jeszcze nigdy nie dotrwały do wieczora.

Pozdrawiam Was słonecznie i zostawiam z przepisem na ulubione herbatniki
K

Herbatniki waniliowe:
180g mąki pszennej typ 500 lub 550
90g zimnego masła
100g cukru
1 jajko
nasiona z 1 laski wanilii (należy przekroić strączek wanilii wzdłuż, rozchylić i zeskrobać z pomocą noża nasiona znajdujące się we wnętrzu)
szczypta soli

Mąkę przesiewam do miski. Dodaję do niej sól, cukier oraz nasiona wanilii.
Masło kroję w kosteczkę, dodaję do mąki, siekam nożem bardzo starannie.
Kiedy masło jest dobrze posiekane z mąką, rozdrabniam jeszcze bardziej grudki masła palcami tworząc coś na kształt kruszonki, dodaję jajko i szybki zagniatam ciasto. Kulkę ciasta zawijam w folię spożywczą i wkładam na 30 minut do lodówki.
Piekarnik nagrzewam do temperatury 180 stopni C.
Blachę wykładam papierem do pieczenie.
Schłodzone ciasto wałkuję dość cienko (2-3 mm) w razie potrzeby podsypuję odrobiną mąki, by nie kleiło się do blatu.
Wykrawam ciasteczka i układam na blasze.
Piekę 10-12 minut, na środkowej półce piekarnika, najlepiej grzanie góra-dół, bez termoobiegu.
Ciasteczka mają się lekko zezłocić z wierzchu.
Wyjmuję ciasteczka z pieca i przekładam na talerz do wystudzenia (kiedy zdejmujemy z blaszki są jeszcze lekko miękkie, ale po wystudzeniu staną się chrupiące i kruche).
Ostudzone herbatniki wkładam do słoika lub puszki.
 



piątek, 28 kwietnia 2017

Kompot z rabarbaru i truskawek
















































Uwielbiam domowy kompot.
W ciepłe dni, dobrze mieć dzbanek kompotu w lodówce. Świetnie gasi pragnienie, wszyscy go lubią i można go przygotować w kilka chwil.

Kompot rabarbarowo - truskawkowy:
250g rabarbaru
200g truskawek (w sezonie świeżych, teraz mrożonych)
50-60g cukru
1,1 l wody + 100 ml wody mineralnej niegazowanej


Do dużego garnka wrzucić truskawki. Rabarbar umyć, odciąć liście i pokroić łodygi na 1-2 cm kawałki. Rabarbar dodać do truskawek, dodać cukier (najpierw 50g, jeśli gotowy kompot będzie za mało słodki można go dosłodzić), zalać 1,1 litra zimnej wody. Doprowadzić do wrzenia, gotować 5 minut od czasu zagotowania. Przecedzić na gęstym sicie, przelać do dzbanka,dolać 100ml wody niegazowanej, całość ostudzić i schłodzić w lodówce. Gdyby kompot okazał się dla Was zbyt słodki można dodać do niego łyżkę soku z cytryny.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Kotlety ziemniaczano-szpinakowe
















































Niewiele jest bezmięsnych kotletów tak dobrych jak te.
Zdarza się pewnie, że zostają Wam ugotowane ziemniaki z obiadu. Wystarczy pognieść je póki ciepłe i po ostudzeniu odstawić do lodówki. Następnego dnia będą idealną bazą do przygotowania obiadu. Można też specjalnie na okoliczność przygotowywania tych kotletów ugotować potrzebną ilość ziemniaków.
Jedno jest pewne, ten przepis koniecznie trzeba wypróbować.

Kotlety ziemniaczano-szpinakowe (składniki na 8 kotletów):
500g ziemniaków (waga po obraniu)
200g świeżego szpinaku
2 spore ząbki czosnku
60g sera feta (jeśli chcecie może być twaróg skropiony odrobioną soku z cytryny, albo bryndza)
1 średnie jajko
2 kopiaste łyżki mąki pszennej oraz dodatkowo mąka do obtoczenia kotletów
sól, czarny pieprz
olej do smażenia

Dodatkowo:
ulubione warzywa (u mnie jak zawsze gotowany groszek, podany z odrobiną masła) 
kwaśna śmietana, jogurt naturalny lub kefir

Ziemniaki obieram, myję, kroję na mniejsze kawałki. Zalewam zimną wodą, solę i doprowadzam do wrzenia. Gotuję do miękkości. Ugotowane odcedzam i natychmiast przeciskam praską do ziemniaków.
Odstawiam do ostudzenia.

Szpinak płuczę, siekam dość drobno. Czosnek obieram i również drobno kroję. Do szerokiego rondla  wrzucam szpinak z czosnkiem, obficie oprószam solą i podsmażam na średnim ogniu co jakiś czas mieszając. Gdy szpinak zwiędnie, zwiększam płomień i odparowuję nadmiar płynu przez 3-4 minuty. Podsmażony szpinak wykładam na gęste sito i odciskam resztę wody. Dorzucam szpinak do ziemniaków.

Do przygotowanych warzyw dodaję również przeciśnięty przez praskę ser feta.

Do wystudzonych składników dodaję jajko, odrobinę soli do smaku (pamiętamy, że feta jest słona, szpinak został osolony, jak również ziemniaki gotowały się w wodzie z solą) Dosypuję pieprzu do smaku.
Na końcu dodaję mąkę i mieszam wszystko bardzo starannie.
Masę na kotlety wstawiam do lodówki przynajmniej na jedną godzinę.

Na patelni rozgrzewam olej. Z masy formuję niezbyt duże kotlety, obtaczam je w mące i smażę na złoto, po 2-4 minut z każdej strony. Podaję z kefirem lub jogurtem i ugotowanym zielonym groszkiem.