środa, 12 grudnia 2018

Wegańskie pulpety grzybowe z sosem tymiankowym


  

Pewnie są wśród Was osoby, które albo nie jedzą mięsa, albo też w święta będą w swoim domu podejmować gości, którzy są wegetarianami bądź weganami.
Większość pewnie głowi się nad menu, bo chcielibyście podać coś eleganckiego, odświętnego, pysznego i kojarzącego się wyraźnie ze świętami.
Jeśli już próbowaliście moich wegańskich propozycji na grzeszne jedzenie, to wiecie że daję radę ogarnąć temat.
Naprawdę długo myślałam nad tym świątecznym przepisem, bo chciałam żeby można było z dumą podać go nawet babci, która w święta przyzwyczajona jest do jadania np. pieczonej kaczki. Chciałam uzyskać prawdziwy, domowy, świąteczny posiłek. Myślę, że zadanie zostało wykonane wzorowo.
Grzybowe pulpety, a do tego koniecznie gęsty i aromatyczny sos tymiankowy z białym winem oraz puree ziemniaczane. Jestem naprawdę dumna z tego przepisu.

To co ważne, to moment przygotowania masy na pulpety. Należy ją zrobić dzień wcześniej. Powinna leżeć przez noc w lodówce, by stężeć. Pamiętajcie, że nie ma tu jajka, a grzyby są dość wilgotne. Uprzedzam pytanie i tak, nie trzeba kupować mąki owsianej jeśli macie możliwość zmielenia płatków na pył, np, w młynku do kawy. Jednak dodatek osianej mąki jest konieczny, by uzyskać pożądaną konsystencję pulpetów i zapobiec ich rozpadaniu się podczas smażenia lub pieczenia. Po uformowaniu nie pomijajcie, ani nie skracajcie czasu chłodzenia w zamrażalniku (20 minut). To bardzo ważny dla zachowania kształtu pulpetów etap.

To co ważne pulpety są nie tylko wegańskie, ale też bezglutenowe. Jeśli chcecie je podać dzieciom, zrezygnujcie z grzybów suszonych. Dzieci do 11 roku życia, nie powinny w zasadzie jadać grzybów. Od święta mogą zjeść ewentualnie pieczarki. Jeśli zrezygnujecie z grzybów suszonych, niestety pulpety stracą swój elegancki charakter i będą już tylko pulpetami pieczarkowymi, które można zjeść np. z makaronem i sosem pomidorowym ;-)


Jeśli gotujecie większą ilość grzybów to mała podpowiedź. 7g to mniej więcej 2 spore kapelusze podgrzybka. Trochę mało, żeby odpalać kuchenkę. Ale przed świętami gotujecie pewnie więcej grzybów. Wtedy wystarczy wyjąć po 45 minutach dwa kapelusze z garnka z gotującymi się grzybami. odlać 3/4 szklanki wywaru grzybowego i w osobnym garnku dogotować te dwa grzybki z kaszą. 

Pulpety grzybowe - 6 sporych pulpetów:
7g suszonych podgrzybków lub borowików
35g suchej kaszy jaglanej
spora szczypta soli do gotowania kaszy jaglanej
spora szczypta lubczyku suszonego
1/3 łyżeczki czarnego pieprzu mielonego
1/3 łyżeczki pasty miso
1 łyżka sosu sojowego do pieczarek
1/2 małej cebuli
1 łyżeczka oleju rzepakowego
4 łyżeczki mąki owsianej
450g brązowych pieczarek
1/4 łyżeczki soli


Grzyby suszone zalałam wrzątkiem i moczyłam dwie godziny, ale najlepiej namoczyć je dzień wcześniej. Wlałam ostrożnie grzyby z wodą z moczenia do garnka, zostawiając paprochy które zebrały się na dnie. Można też przełożyć grzyby do garnka, a następnie całą wodę z moczenia przelać do garnka przez złożoną gazę.
Dodać jeszcze wody, doprowadzić do wrzenia i gotować 60 minut przy uchylonej pokrywce.

Na 15-17 minut przed końcem gotowania dodać do grzybów opłukaną kilkukrotnie kaszę jaglaną i gotować wszystko razem pod przykryciem. Jeśli jest zbyt dużo płynu, należy na kilka minut przed końcem gotowania odkryć całkiem garnek i gotować co jakiś czas mieszając tak by płyn całkiem odparował. Kaszę i grzyby zostawiam do ostudzenia w odkrytym garnku. Gdy wrzucam kaszę oceniam oczywiście wstępnie ilość płynu, którego w przypadku kaszy jaglanej powinno być mniej więcej 2-2,5 raza tyle co kaszy.

Pieczarki oczyściłam, pokroiłam w duże kawałki. Cebulę obrałam i pokroiłamw duże kawałki. Na oleju podsmażyłam cebulę do czasu, gdy zaczęła robić się złocista. Dodałam pieczarki, sos sojowy i szczyptę soli. Podsmażałam do czasu gdy puściły nieco wody, następnie całkiem odparowałam co jakiś czas mieszając. Pozostawiłam do całkowitego ostudzenia. Zmieliłam wszystkie składniki (ugotowane grzyby, kaszę oraz pieczarki z cebulą) w maszynce do mielenia mięsa, dodałam sól, pastę miso, pieprz, lubczyk oraz mąkę owsianą. Dobrze wymieszałam, przykryłam i wstawiłam do lodówki na noc.


Z masy uformowałam pulpety. Na desce do krojenia położyłam papier do pieczenia, ułożyłam w ostępach pulpety i wstawiłam je na 20 minut do zamrażalnika. Piekarnik rozgrzałam do temperatury 200 stopni C (grzanie góra-dół bez termoobiegu). Wyjęłam pulpety z zamrażalnika, przełożyłam z papierem do naczynia żaroodpornego, skropiłam olejem i wstawiłam do piekarnika. Piekłam przez ok. 30 minut, a w połowie pieczenia, delikatnie obróciłam pulpety na drugą stronę i włączyłam dodatkowo termoobieg.

Podałam gorące z puree ziemniaczanym, sosem tymiankowym i świeżym tymiankiem.

Sos tymiankowy - 2-4 porcje:
3,5 szklanki domowego bulionu warzywnego
1 łyżka oleju rzepakowego
2 szalotki lub 1/2 średniej cebuli
2 ząbki czosnku
4 łyżki białego wina
2 łyżeczki mąki pszennej
6 gałązek świeżego tymianku
2/5 łyżeczki białego pieprzu mielonego
2 spore szczypty soli 

Cebulę i czosnek obrałam i drobno posiekałam. Na oleju podsmażałam cebulę przez ok.2 minuty. Następnie dodałam czosnek i podsmażałam jeszcze chwilę, wlałam wino i zamieszałam. Dodałam bulion, tymianek oraz sól i gotowałam 15 minut na wolnym ogniu. Wyjęłam gałązki tymianku i zmiksowałam blenderem. Aby zagęścić sos oprószałam go kilkukrotnie mąką (użyłam 2 łyżeczek mąki) i mieszałam w tym samym czasie energicznie rózgą, aby nie powstały grudki. Doprawiłam pieprzem  i gotowałam jeszcze 5 minut. Jeśli sos ma być bezglutenowy, można użyć do jego zagęszczenia mąki ryżowej.

Puree ziemniaczane (wegańskie) - 2 porcje:
500g ugotowanych ziemniaków
1/2 szklanki mleka sojowego
1 łyżka oleju rzepakowego
spora szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
sól

Ziemniaki obrać, opłukać, pokroić na duże kawałki i ugotować do miękkości w osolonej wodzie. Odcedzić starannie i pozostawić chwilę by odparowały. Mleko sojowe nieco dodać do ugotowanych ziemniaków, dolać olej, oprószyć gałką muszkatołową i ugnieść starannie tłuczkiem do ziemniaków na gładkie puree.


Oczywiście podczas świątecznego obiadu, nie może zabraknąć jakiegoś odświętnego dodatku warzywnego. Możecie postawić na brukselkę, pieczone buraki, albo duszoną czerwoną kapustę. Klasyczna kapusta z grzybami, również będzie idealnie pasowała.

niedziela, 9 grudnia 2018

Wegański bigos


Dobry bigos to ideał na sylwestrową imprezę oraz pierwszy dzień nowego roku. 
Niektórzy mogą się oburzyć, bo przecież jak bigos, to tylko z mięsem. Jeśli jednak prześledzicie historię bigosu, tak jak zrobiłam to kiedyś ja, to znajdziecie najwcześniejsze przepisy, w których nie dość że nie ma kapusty, to bywa że głównym składnikiem jest ryba. 
U mnie głównym składnikiem są boczniaki, które odpowiednio doprawione i posiekane doskonale udają mięso, a może nawet są od niego smaczniejsze. 

Wegański bigos:

500g boczniaków
1 kopiasta łyżeczka pasty miso (miso shiro)
1 łyżeczka czosnku granulowanego
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu
2 łyżeczki wędzonej papryki słodkiej
2 łyżki oleju + 1 łyżka do smażenia
5 łyżek dobrego jasnego sosu sojowego
2 szalotki lub 1 mała cebula

10g suszonych podgrzybków lub borowików
300g kiszonej kapusty
400g poszatkowanej białej kapusty
2 liście laurowe
3 ziarenka ziela angielskiego
10 ziaren czarnego pieprzu
1 łyżeczka dobrych powideł śliwkowych

W dużej misce mieszam pastę miso, sos sojowy, wędzoną paprykę, czosnek granulowany, pieprz mielony i 2 łyżki oleju. Do marynaty wrzucam boczniaki i rękoma mieszam bardzo dokładnie, wcierając przyprawy w grzyby. Odstawiam na minimum godzinę.
Cebulę lub szalotki obieram i kroję drobno.
Suszone grzyby zalewam wrzątkiem i namaczam przez godzinę, następnie przelewam do garnka wraz z wodą w której się moczyły, zostawiając odrobinę na dnie, gdyż znajdują się tam drobinki piasku itp.
Do grzybów dolewam szklankę wody, zagotowuję i gotuję pod przykryciem przez godzinę. Odcedzm zachowując wodę z gotowania. Grzyby kroję na kawałki.

Kapustę kiszoną kroję, wrzucam do garnka, zalewam szklanką wody, przykrywam i zagotowuję. Gdy woda zaczyna wrzeć odlewam ją, płuczę kapustę raz jeszcze zimną wodą, dolewam szklankę czystej zimnej wody oraz wywar z gotowania grzybów. Dorzucam liście laurowe, ziarna pieprzu i ziela angielskiego. Gotuję pod przykryciem przez 40 minut. Białą kapustę szatkuję, wrzucam do drugiego garnka, zalewam szklanką wody, doprawiam 1/2 łyżeczki soli i przy uchylonej pokrywce zagotowuję. Gotuję do miękkości ok.20-25 minut. Ugotowaną białą kapustę dorzucam do ugotowanej kiszonej kapusty, dodaję też ugotowane suszone grzyby.
Na dużej patelni rozgrzewam łyżkę oleju, wrzucam zamarynowane boczniaki oraz cebulę i smażę na silnym ogniu przez 7-8 minut co jakiś czas mieszając. Usmażone boczniaki przekładam na talerz, a gdy ostygną siekam ostrym nożem niezbyt drobno. Dorzucam do garnka z kapustami, dodaję powidła śliwkowe i mieszam starannie. Zagotowuję wszystko razem i przy uchylonej pokrywce gotuję jeszcze 15 minut, co jakiś czas mieszając. Wyłączam, przekładam do słoików, zakręcam i zostawiam do ostudzenia. Schładzam w lodówce, a następnego dnia przekładam znów do garnka, podgrzewam, zagotowuję i gotuję ok 15-20 minut. Wtedy też bigos jest gotów do jedzenia.


środa, 5 grudnia 2018

Sałatka z pieczonych buraków z pomarańczą


 Dla mnie już w zasadzie nastała zima, zatem od jakiegoś czasu sięgam po typowe dla tej pory roku warzywa i owoce. Pieczone buraki to zdecydowanie jedna z najlepszych opcji na bazę do zimowej sałatki. Jeśli jak ja jesteście fanami buraków, to upieczcie ich więcej za jednym razem. Można je przechowywać kilka dni w lodówce i w dowolnym momencie zrobić sobie z nich coś pysznego.

Dziś przepis na prostą sałatkę, która smakowała nawet mojej córce.

Sałatka z pieczonego buraka z pomarańczą - składniki na 2 porcje:
2 buraki upieczone w piekarniku
1 pomarańcza
1 awokado
odrobina ulubionej sałaty np. 2 liście radicchio lub sałaty rzymskiej, garść roszponki lub rukoli, ewentualnie garść mieszanych sałat
garść listków świeżej kolendry
1 łyżka oleju słonecznikowego
2 łyżki soku z pomarańczy
sól do smaku
sok z cytryny do skropienia awokado

Małe buraki myję, osuszam, każdą sztukę owijam folią aluminiową i układam na kratce, w piekarniku. Kratka powinna być ustawiona na środkowym poziomie. Włączam piekarnik, ustawiam temperaturę 200 stopni C i piekę od momentu włączenia przez 60 minut. Wyłączam i zostawiam jeszcze na 10 minut w stygnącym piekarniku. Wyjmuję i zostawiam do ostudzenia.

Dwa buraki obieram ze skórki i kroję na duże kawałki. Pomarańczę myję starannie, obieram ze skóry i kroję na pół wzdłuż, tak jak przebiega szypułka, następnie każdą część kroję na pół plastry.  Najwygodniej używa się noża do chleba. 
Listki kolendry wrzucam do miseczki z lodowatą wodą.

Dojrzałe awokado myję, przekrawam na pół, wyjmuję pestkę, obieram ze skóry. Kroję na kawałki, następnie obficie skrapiam sokiem z cytryny i oprószam solą.
Sałatę myję i osuszam.

Na talerzach rozkładam sałatę, dodaję buraki, oprószam odrobiną soli, dodaję pomarańczę oraz awokado. 
W słoiczku mieszam sok z pomarańczy z oliwą. Można dodać 1/4 łyżeczki miodu lub szczyptę cukru trzcinowego oraz szczyptę pieprzu.
Sosem polewam sałatkę, następnie wyjmuję kolendrę z zimnej wody. odsączam delikatnie na ściereczce i posypuję nią sałatkę.

środa, 28 listopada 2018

Sałatka z pieczonym topinamburem


Topinambur. Brzmi trochę jak Rumburak, topór, rumor i brambor. Myślałam sobie, o co tyle hałasu? Wszyscy tylko topinambur i topinambur. Tu jednak nie ma co za dużo myśleć, tylko trzeba działać. Oskrobać trochę bulw, wrzucić do pieca, poczekać i zjeść.
 Najlepiej jeszcze letnie. 
Najfajniej z dużą ilością natki pietruszki, skórki cytrynowej i włoskimi orzechami. 
Koniecznie z sosem z oliwy i soku cytrynowego z odrobiną czosnku i miodu (syropu z agawy). 
Optymalnie z ulubioną sałatą. 
Zaleca się jeść bez zbędnego wahania i zastanawiania nad podobieństwem smakowym do innych produktów. 
Bo to nie ziemniak.
To nie karczoch. 
To jest po prostu topinambur.

Sałatka z pieczonym topinamburem - 2 porcje:
450g topinamburu
4-5 liści sałaty radicchio lub 3 garście mieszanych sałat
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
skórka otarta z 1 cytryny
1,5-2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki soku z cytryny
3/4 łyżeczki miodu lub w wersji wegańskiej syropu z agawy
1 mały ząbek czosnku
2 spore szczypty soli
spora szczypta mielonego czarnego pieprzu

Topinambur obrałam ze skórki, można nawet powiedzieć że oskrobałam, ponieważ jego skórka jest bardzo cienka. Umyłam, wrzuciłam do naczynia żaroodpornego wyłożonego papierem do pieczenia. Skropiłam odrobiną oliwy z oliwek, przykryłam wystającymi brzegami papieru i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni C. Piekłam 25 minut. Moje bulwy były bardzo małe, na zdjęciu możecie zobaczyć jakiej były wielkości. Piekłam je w całości. Jeśli jednak kupicie większe bulwy, po obraniu potnijcie je odpowiednio na 2 lub 4 części, w zależności od wielkości.
Topinambur po upieczeniu ma być miękki.

Sałatę umyłam i osuszyłam. Liście porwałam na mniejsze kawałki. Ja użyła radicchio, która może być dość gorzka. Tak było w moim przypadku. Jeśli nie przepadacie za gorzkimi sałatami, pomieszajcie ją z sałatą rzymską, albo użyjcie samej sałaty rzymskiej. 

Do słoiczka wlałam oliwę, miód, sok cytrynowy. Dodałam posiekany ząbek czosnku, sól oraz pieprz. Zakręciłam słoik i energicznie potrząsając, wymieszałam dokładnie sos.

Na talerzach rozłożyłam sałatę, posypałam posiekaną natką pietruszki, skórką cytrynową, ułożyłam upieczony topinambur i posypałam orzechami włoskimi. Całość polałam sosem.

wtorek, 27 listopada 2018

Brukselka z grzybowym bekonem


Brukselka to jedno z moich ulubionych zimowych warzyw, zresztą nie tylko ja za nią szaleję. Moja córka może jeść brukselkę codziennie i najchętniej jada ją w najprostszej wersji, czyli z masłem i bułką tartą. Niektórzy twierdzą, że brukselka jest gorzka, ale prawdę mówiąc tylko raz trafiłam na totalnie gorzką, której nie dało się zjeść. Było to pod koniec sezonu i była miejscami żółtawa, co powinno skłonić mnie do zastanowienia jeszcze przed jej zakupem. Jeśli jednak kupicie świeżą brukselkę o pięknych, zdrowych, zielonych listkach, możecie być pewni, że goryczy nie będzie, a jeśli nawet się zdarzy, to będzie ledwie wyczuwalna.
Są podobno różne metody na poprawę smaku brukselki. Jedni zalecają przemrozić, albo kupować ją po pierwszych przymrozkach. Niektórzy każą dodawać cukru do gotowania. Ja gotuję w osolonej wodzie, a później kombinuję z dodatkami.
Jednym z popularnych dodatków do brukselki jest boczek wędzony. Jeśli staracie się unikać mięsa, to wbrew pozorom nie musicie całkiem rezygnować z tego połączenia. Jest bowiem wegański grzybowy "bekon", który idealnie zastąpi ten prawdziwy.

Brukselka z grzybowym bekonem:
300g brukselki
50g boczniaków
1 łyżka sosu sojowego
1/4 łyżeczki wędzonej papryki w proszku
1/4 łyżeczki czosnku granulowanego
1,5 łyżki oleju rzepakowego
1/4 małej czerwonej cebuli drobno posiekanej
1 łyżka posiekanych orzechów włoskich
sól, pieprz
opcjonalnie odrobina świeżego tymianku do posypania

W garnku zagotowałam osoloną wodę. Brukselkę umyłam, wrzuciłam na wrzątek i gotowałam 12 minut. Czasami gotowanie trwa krócej, czasami nieco dłużej. Po 8 minutach warto wyjąć jedną brukselkę i sprawdzić. Ugotowane brukselki odcedziłam, przelałam zimną wodą i każdą przekroiłam na pół.
W miseczce wymieszałam sos sojowy, paprykę wędzoną, szczyptę pieprzu, czosnek granulowany i 1 łyżkę oleju. Do miseczki z marynatą włożyłam grzyby i natarłam je solidnie przyprawami. Odstawiłam na 15 minut. Rozgrzałam na patelni 1/2 łyżki oleju, ułożyłam na niej grzyby, wlałam resztkę marynaty i smażyłam na złoto, po ok. 1 minucie z każdej strony. Zdjęłam z patelni aby się ostudziły, następnie pokroiłam drobno w kostkę. Na patelni z pozostałościami marynaty podsmażyłam kilka sekund cebulę, następnie dodałam posiekane grzyby i podsmażałam razem ok 30 sekund. Dodałam pokrojone, ugotowane brukselki i smażyłam kolejne 2 minuty, co jakiś czas mieszając.
Gotową brukselkę przed podaniem posypałam posiekanymi orzechami włoskimi.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Bucatini z bułką tartą, pietruszką i suszonymi pomidorami


Nowa książka Jamiego Olivera "Jamie gotuje po włosku", na powrót wyzwoliła u mnie naturalne i swobodne gotowanie. Ostatnio wciąż obmyślałam przepisy, tworząc je w głowie od podstaw, z dbałością o to żeby wszystko w nich pasowało. Tworzenie wegańskich receptur, które pozwalają dla przykładu poczuć smak i konsystencję sera jest wyzwaniem i wymaga nieco zastanowienia, przed rozpoczęciem pracy. Bynajmniej nie chcę twierdzić, że to wybitnie trudne zajęcie, bo tak nie jest, ale miło jest czasem poczuć, że nie obowiązują żadne zasady.
Tak było z tym makaronem.
Przeczytałam najnowszą książkę Jamiego i natychmiast kilka przepisów zapragnęłam odtworzyć. Zrobiłam więc pizzę z winogronami i rozmarynem, a potem zaplanowałam makaron. Jednak nie jestem stworzona do tego, by wiernie trzymać się przepisu. 
Z oryginalnego został, więc tylko makaron i bułka tarta.
Wyszło niesamowicie smacznie, więc nie mogłam nie podzielić się tym przepisem.


Bucatini z bułką tartą, pietruszką i suszonymi pomidorami - 2 porcje:
1 łyżeczka masła
1 łyżka oliwy
2 łyżki bułki tartej
skórka z 1 cytryny
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
2 łyżki orzeszków pinii (mogą być obrane ze skórek i drobno posiekane migdały)
szczypta pieprzu
50g sera grana padano (może być parmezan)
1 łyżeczka oliwy
1/4 szklanki wody z gotowania makaronu
250g makaronu bucatini
4 połówki suchych suszonych pomidorów


W garnku zagotowałam osoloną wodę na makaron.
Gdy woda się podgrzewała, przygotowałam pozostałe składniki.
Suche suszone pomidory są dość miękkie, więc pokroiłam je w kosteczkę. Można je wcześniej namoczyć przez 10 minut w odrobinie wrzątku, ale ja tego nie zrobiłam.
Orzeszki pinii podprażyłam na suchej patelni przez ok. 50 sekund po czym przestudziłam i posiekałam z grubsza.
Natkę pietruszki posiekałam niezbyt drobno. Ser starłam bardzo drobno.
Niewoskowaną cytrynę umyłam starannie i starłam z niej żółtą część skórki, na tarce o drobnych oczkach.
Na patelni rozgrzałam 1 łyżkę oliwy oraz 1 łyżeczkę masła, wrzuciłam bułkę tartą i podsmażałam przez 2 minuty, następnie dodałam pokrojone pomidory i podsmażałam jeszcze 1-2 minuty razem. Przesypałam do miseczki. 
Makaron wrzuciłam na wrzątek i ugotowałam zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Odcedzając zachowałam 1/4 szklanki wody z jego gotowania.
Na patelnię po smażeniu bułki tartej wlałam łyżeczkę oliwy z oliwek, rozgrzałam na średnim ogniu, dorzuciłam makaron, posypałam równomiernie startym serem i wlałam zachowaną wodę. Zwiększyłam nieco płomień i mieszałam chwilę do rozpuszczenia sera. Dodałam posiekane orzechy oraz natkę, szczyptę pieprzu i wymieszałam raz jeszcze. Wyłączyłam płomień, dodałam skórkę cytrynową, zamieszałam i natychmiast nałożyłam na talerze. Posypałam każdą porcję bułką tartą z suszonymi pomidorami i natychmiast podałam.

sobota, 17 listopada 2018

Gofry serowe ze smażonymi pomidorami



No dobra! 
Udowodniliście, że też lubicie gofry z wytrawnymi dodatkami. 
Tłumne odwiedziny wpisu z ostatnim przepisem na gofry, przekonały mnie do dalszych eksperymentów.
Dziś postawiłam na ulubiony ser mojej córki.
Paulina nie lubi sera. Od zawsze gardziła wszelkimi odmianami, a ja wciąż bez ustanku próbuję ją przekonać. Znalazł się wreszcie jeden gatunek, który jada chętnie i bez oporu.
To nasz rodzimy Bursztyn. Nie jest to żadna reklama, a jedynie dowód na to, że jeśli Wasze dzieci też deklarują awersję do sera, to jest jednak cień nadziei, że kiedyś jakiś ser im zasmakuje.
Zatem nie poddawajcie się i testujcie kolejne. 
Możliwe jednak, że jest tak, że wszyscy domownicy kochają ser. Wtedy z pewnością ucieszą się z tych gofrów.

Gofry - ok.10 sztuk:
250g mąki pszennej 
315g mleka
3 średnie jajka
90g masła
1 łyżeczka cukru
1 i 1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
spora szczypta soli
80-90 g startego sera bursztyn lub innego ulubionego twardego sera
1/4 - 1/3 pęczka dymki  drobno posiekanej

Dodatkowo: 
ok. 25 pomidorów koktajlowych
odrobina oleju rzepakowego
sól, pieprz czarny świeżo mielony
2 łyżki posiekanej natki pietruszki


Mąką wymieszałam z proszkiem do pieczenia. Masło rozpuściłam w rondelku i odstawiłam do ostudzenia. Jajka wybiłam rozdzielając białka od żółtek. Białka ubiłam ze szczyptą soli na niezbyt sztywną pianę. Używając rózgi rozmieszałam żółtka z mlekiem i cukrem, następnie dodałam ostudzone masło i dalej mieszając dodawałam stopniowo mąkę z proszkiem do pieczenia. Gdy wszystko dobrze się połączyło, wmieszałam do masy pianę z białek. Na koniec dodałam starty ser oraz posiekaną dymkę i bardzo delikatnie wymieszałam całość.
Rozgrzałam dobrze gofrownicę. Nakładałam porcje ciasta, ale nie tak by było go dużo. Trzeba pamiętać, że proszek do pieczenia spowoduje wyrastanie ciasta. 
Piekłam gofry przez 3-4 minuty na złoty kolor.

 Pomidory umyłam, osuszyłam, każdy przekroiłam na pół. Na patelni rozgrzałam odrobinę oleju, wrzuciłam na mocno rozgrzaną pomidory i smażyłam na mocnym ogniu przez 2-3 minuty, co jakiś czas mieszając. Mają być miękkie, a niektóre nawet przypieczone. Na koniec oprószyłam solą, pieprzem oraz pietruszką.
Gotowe gofry podałam z ciepłymi pomidorami.