niedziela, 18 lutego 2018

Ravioli z ricottą i wędzonym łososiem


 Są takie dni gdy pomysły falami dopadają mnie przed snem.
 Leżę w łóżku, jest ciemno, cicho i wtedy właśnie mój mózg zaczyna układać smakowe puzzle. Do głowy wpada najpierw myśl o jednym składniku, potem pojawiają się kolejne, łączą się w całość i wiem, że muszę niezwłocznie ugotować to, co urodziło się w mojej głowie. Zazwyczaj na jeden zrealizowany pomysł przypada kolejnych siedem do przygotowania, zatem siłą rzeczy muszę z pewnych koncepcji rezygnować. Jeśli zbyt długo czekają na realizację, ulegają naturalnie modyfikacjom lub popadają w niełaskę. Ten pomysł nie czekał długo w kolejce i bardzo dobrze, bo pierogi z ricottą i wędzonym łososiem okazały się być pyszne. 

 Ravioli z ricottą i wędzonym łososiem - przepis na 2-3 porcje:
 ciasto:
280g mąki pszennej typ 550
135g wrzątku
1 żółtko

nadzienie:
150g sera ricotta
80g wędzonego łososia
2 spore szczypty pieprzu cytrynowego
szczypta soli morskiej

do podania:
pieprz cytrynowy
skórka z cytryny
świeża melisa
masło

Łososia siekam drobno ostrym nożem, dodaję go do ricotty, dosypuję pieprz i sól, całość mieszam dokładnie. Odkładam do lodówki. 

 Mąkę wsypuję do miski, robię na środku dołek. Do dołka dodaję żółtko i mieszam łyżką z mąką, dolewam wrzątek i szybko mieszam łyżką wodę z mąką. Zagniatam ciasto i wyrabiam przez 2-3 minuty do czasu gdy zacznie się robić gładkie i zmieni nieco konsystencję. Zawijam w wilgotną (nie mokrą!) ściereczkę i odstawiam na 10-15 minut. 

Gotowe ciasto dzielę na dwie części. Każdą rozwałkowuję cienko, wykrawam kółka szklanką o średnicy 5-6 cm, następnie na połowę kółek nakładam po łyżeczce farszu. 
Kółko bez farszu smaruje na brzegach białkiem (nie jest to konieczne) i nakładam na kółko z farszem. Delikatnie dociskam dookoła, zlepiając brzegi, następnie dokładnie zlepiam. Można do tego użyć widelca i dociskać brzegi miejsce przy miejscu dookoła. 

Tak postępuję z całym ciastem. Resztki ciasta oczywiście również zagniatam i rozwałkowuję. Robię pierożki do czasu gdy zabraknie ciasta lub farszu. 

W dużym garnku zagotowuję osoloną wodę. Pierogi wrzucam na wrzątek i mieszam co jakiś czas. Gotuję 4-6 minut od wypłynięcia.
Na patelni rozpuszczam łyżkę masła i partiami podsmażam odcedzone pierożki. Podaję posypane pieprzem cytrynowym, świeżo otartą skórką cytrynową oraz świeżą melisą. 

Aby pozyskać skórkę cytrynową, która nam nie zaszkodzi kupujemy ekologiczne cytryny, bądź po prostu dobrze przygotowujemy te zwyczajne. Należy dobrze wyszorować je w gorącej wodzie używając szorstkiej strony gąbki i kropli płynu do naczyń. Następnie dokładnie opłukać i sparzyć wrzątkiem. Najlepiej włożyć wyszorowaną cytrynę do wrzątku na 30 sekund. Ścieram jedynie żółtą część skórki, na tarce o drobnych oczkach.




piątek, 16 lutego 2018

Sałatka mocy #1



Każdy ma z pewnością takie dni kiedy od świtu do zmierzchu jest zabiegany. Wtedy najłatwiej o to by zbłądzić żywieniowo. Szybki obiad na mieście jest kuszący, a wybór nie zawsze pada na coś zdrowego. Postarajcie się znaleźć czas, żeby przygotować w domu coś zdrowego i zapakować to do pudełka. Sałatka, którą widzicie na zdjęciu, po tym jak zrobiłam to zdjęcie, została przerzucona właśnie do lunchboxu i powędrowała ze mną w świat. Drugą porcję zapakowałam mojej córce i w porze obiadu mogłyśmy zaspokoić głód zdrowym posiłkiem.

Sałatka mocy - przepis na 2 porcje:

3 łyżki suchej kaszy jaglanej
2 średnie bataty
1 dojrzałe awokado
garść rukoli
50g sera feta
pestki z 1/4 owocu granatu
1/2 kwiatu brokuła
garść orzechów włoskich
3 łyżki oleju rzepakowego
sól morska, pieprz czarny mielony, sok z cytryny

Kaszę wsypuję do garnka i zalewam zimną wodą, mieszam przez chwilę, po czym odlewam wodę. Robię tak 3-4 razy, następnie zalewam wrzątkiem z czajnika, mieszam i znów odlewam. Zalewam kaszę 3/4 szklanki wrzątku, dodaję sól i gotuję pod przykryciem (zostawiam odrobinę uchyloną pokrywkę) 17-18 minut.  Kasza powinna pochłonąć całą wodę. Ugotowaną kaszę oprószam czarnym pieprzem, skrapiam odrobiną oleju i soku z cytryny. Mieszam.

Bataty obieram, kroję w dużą kostkę i układam w wyłożonym papierem do pieczenia naczyniu żaroodpornym. Skrapiam równomiernie łyżką oleju i mieszam dłonią by pokryć tłuszczem wszystkie kawałki słodkich ziemniaków. Piekarnik rozgrzewam do temperatury 200 stopni C, wstawiam naczynie z batatami i piekę je do miękkości (ok.20-30 minut). Wyjmuję i odstawiam do wystudzenia. 

W garnku zagotowuję osoloną wodę. Brokuły kroję na różyczki, myję i wrzucam na wrzątek. Gotuję 6-9 minut. Odcedzam i przelewam zimną wodą by przerwać proces gotowania.  Skrapiam odrobiną soku z cytryny.
Awokado przekrawam na pół, wyjmuję pestkę, obieram ze skóry, kroję w dużą kostkę, skrapiam obficie sokiem z cytryny i oprószam solą. 

Granat przekrawam na pół, połówkę owocu ściskam by poluzować nasiona. Odwracam, stukam a nasiona same wypadają. Jeśli nie chcą, pomagam im palcami.
Orzechy siekam niezbyt drobno.
Rukolę płuczę i osuszam czystą ściereczką.

W misce umieszczam kaszę, rukolę, bataty, brokuły porwane w placach na mniejsze kawałki oraz awokado. Mieszam delikatnie dłońmi. Nakładam porcje na talerze lub do pudełek, oprószam solą morską i skrapiam niewielką ilością oleju. Posypuję nasionami granatu, pokruszonym w palcach serem feta oraz siekanymi orzechami. 



Porcja sałatki to ok. 588 kcal
Zawiera ona ok.:
15,32 g białka
36,46 g tłuszczu (są to głównie zdrowe tłuszcze roślinne pochodzące z oleju, awokado i orzechów)
49,73 g przyswajalnych węglowodanów
11,61 g błonnika pokarmowego
1512,55 mg potasu
256,86 mg wapnia (mniej więcej połowa pochodzi z sera feta)
138,58 mg magnezu
4,02 mg żelaza
2,97 mg cynku
7,5 mg witaminy E
0,55 mg witaminy B1
0,64 mg witaminy B2
0,96 mg witaminy B6
0,42  µg witaminy B12
98,84 mg witaminy C

Jest to idealna propozycja nie tylko dla tych, którzy dbają o linię, ale przede wszystkim dla tych którym zależy na zdrowym sercu, dobrym wzroku i odpowiedniej kondycji układu nerwowego. 



wtorek, 13 lutego 2018

Tosty z serem - najlepsze!!!


Zrobienie najlepszych tostów z serem nie trwa długo. Trzeba tylko wiedzieć jak się do tego zabrać. Wystarczy dobry chleb, masło, ser i patelnia. Żądnych specjalnych urządzeń.

Żeby zrobić tosta jak ten używamy dwóch gatunków sera. Mozzarella i cheddar to para idealna. Mozzarellę trzeba jednak odpowiednio przygotować, żeby tost był chrupiący, a nie rozmoczony. Ja kulkę mozzarelli wyjmuję z opakowania, kładę na sitku. Sitko na miseczkę, przykrywam całość folią i wstawiam na noc do lodówki. Następnego dnia mam idealnie odsączoną z wody mozzarellę do tostów. 

Chleb kroję na grubsze kromki. Dużą kromkę chleba kroję na pół. Smaruję masłem z dwóch stron. Na jednej połowie układam cienkie plasterki mozzarelli (1/4-1/3 kulki na 1 dużą kromkę) i pokrywam ją startym na tarce o grubych oczkach cheddarem (ok.20-25g). Posypuję jeszcze płatkami suszonych pomidorów i przykrywam drugą połówkę kromki chleba. 

Patelnię rozgrzewam na średnim lub nieco większym niż średnim ogniu. Na rozgrzaną patelnię kładę tost, a na nim mały talerzyk i dociskam solidnie. Smażę przez 2-3 minuty z każdej strony, obracając co jakiś czas. Tosty mają być chrupiące i rumiane na wierzchu, a w środku ma być mega ciągnący się ser. 

Do moich tostów tym razem podałam jeszcze kilka suszonych pomidorów odsączonych z oleju. 

Czyż to nie jest obłędne śniadanie?

Pozdrawiam
K

sobota, 10 lutego 2018

#veganweek dzień 7

Cześć!!!

Ostatni dzień wegańskiego tygodnia zaczął się od badań. Dziś akurat musiałam zrobić dość szczegółowe badania krwi, zatem wyszłam z domu głodna i spragniona.
Na szczęście obok poradni są delikatesy, więc od razu po badaniu ruszyłam szukać śniadania. Chciałam przetestować sojowe parówki. Słowo parówka wywołuje u mnie dreszcz obrzydzenia. Prawdziwej "mięsnej" parówki nie dotknęłabym nawet kijem, dlatego choć wyrób którego szukałam w sklepie jest sojowy to jego nazwa sprawiała, że czułam nico oporu. Przemogłam się jednak po przeczytaniu składu. Marka w naszym kraju znana jest z produkcji sojowych serków tofu oraz wędlin sojowych. Choć w składzie produktu znalazłam substancję, która jest kontrowersyjna, to jednak w końcowej części listy składników. Jak na produkt przetworzony, skład parówek był więc przyzwoity. Gdybym miała jeść je często wahałabym się, ale skoro to ostatni dzień, warto było spróbować. 
Były smaczne, a soj-dog którego sobie z taką parówką przygotowałam był pyszny. 
Takie produkty dobrze mieć w lodówce na awaryjne sytuacje. Sprawdzą się kiedy nie mamy sił przygotować zdrowej pasty kanapkowej, albo wtedy gdy nie mamy czasu wyskoczyć po nic zdrowego, a lodówka świeci pustkami.  
Mojego soj-doga przygotowałam w bułce pełnoziarnistej z musztardą, ketchupem, sałatą, surówką z czerwonej kapusty i dymki oraz prażoną cebulką. 
To była nagroda dla dzielnego pacjenta.

Mój ostatni wegański dzień przypadł w dniu pizzy, więc na obiad nie mogłam przygotować nic innego jak tylko pizzę. Oczywiście bez sera. Na wierzchu wylądowały czarne oliwki oraz pieczarki. Nie mogło zabraknąć też pysznego domowego sosu do pizzy z oregano oraz zwieńczenia gotowego placka, w postaci płatków drożdżowych.


Niestety ostatniego dnia, moje ciało zaczęło sygnalizować braki. I nie chodzi bynajmniej o wzmożony apetyt na jakiekolwiek niedozwolone produkty, a raczej objawy, które sugerują, że zaczyna w ustroju brakować ważnego składnika. Chodzi o WAPŃ.

Gdy wieczorem wgryzałam się w mojego ostatniego tego dnia soj-doga nagle pojawiło się uczucie, którego ostatni raz doświadczyłam w 2009 roku, gdy urodziła się moja córka. Zęby wydawały się być chwiejne i czułam jakby miały zostać w tej bułce. Nie było to uczucie na taką skalę jak wtedy, gdy urodziła się Paulinka, a moje ciało szykowało się do produkcji pokarmu, natomiast było to dokładnie to uczucie tylko w nieco mniejszym natężeniu. Oczywiście moje zęby są na miejscu, natomiast wyraźnie zaczął się zaznaczać niedobór ważnego pierwiastka w mojej diecie. 

Nie prowadziłam suplementacji, ponieważ sugerowałam się tym co znalazłam w internecie polskojęzycznym. Taka decyzja wynikała z faktu, że wielu ludzi przechodząc na dietę wegańską nie konsultuje się ze specjalistami z zakresu odżywiania, a poszukuje wiedzy w sieci najczęściej na forach i blogach. Choć ja tę wiedzę posiadam (z wykształcenia jestem dietetykiem) to chciałam w tym eksperymencie postawić się w ich sytuacji. Nie znalazłam w sieci zbyt wielu informacji o wapniu w wegańskiej diecie. Jego rola jest bagatelizowana, a większość osób wyciąga  liczby z tabeli wartości odżywczych, nie mając wiedzy o wchłanianiu składników odżywczych.

Jeśli w naszej diecie nie dostarczymy odpowiedniej ilości wapnia, to nasze ciało zacznie uwalniać go z kośćca. Wpływa to na zmniejszenie jego gęstości. Konsekwencją przewlekłego niedoboru wapnia w ustroju może więc być utrata zębów oraz osteoporoza, ale nie tylko.
Z internetów dowiecie się, że owszem są produkty roślinne bogate w wapń, ale niestety nikt już nie kwapi się powiedzieć o tym, że przez wzgląd na obecność w tych produktach związków fitynowych, kwasu szczawiowego czy błonnika, przyswajalność wapnia jest sporo mniejsza, aniżeli w przypadku produktów mlecznych. Te z kolei mają sporo substancji, które to wchłanianie usprawniają, dlatego są tak dobrym jego źródłem. Prezentowanie tabeli z zawartością wapnia w produktach mija się więc z celem. 
 Z kolei suplementacja wapnia bez nadzoru, może mieć przykre konsekwencje zdrowotne do których należą między innymi kamienie nerkowe.

 Dlatego jedynym słusznym rozwiązaniem jest wizyta u lekarza lub dietetyka, do której gorąco namawiam każdego kto zechce zmienić swoją dietę na wegańską.



piątek, 9 lutego 2018

#veganweek dzień 6

Witajcie!

Kolejny wegański dzień zastał mnie u mojej mamy. Ferie moja córka spędzała u moich rodziców, więc co 2 dni zjawiałam się u nich z krótką wizytą.

Co zjeść na śniadanie, gdy się wcześniej o nim nie pomyślało? Z pomocą przyszedł mi lokalny sklep, którego właściciele są dość postępowi i sprowadzają ciekawy asortyment, również dla wegan.

Znalazłam zatem hummus z suszonymi pomidorami popularnego producenta żywności i deser sojowy o smaku kokosowym znanej marki tworzącej produkty wegańskie.

Na śniadanie bułka z hummusem (ok. 2,90zł za 80g + 0,5zł za bułkę) , a na drugie wspomniany deser (ok.3,70 zł za 125g).
Żaden z tych produktów nie zawiódł mnie smakiem. Były pyszne, miały odpowiednią konsystencję i wszystko byłoby spoko, gdyby nie skład tego drugiego.
Gdyby nie fakt, że nie miałam zbyt wiele czasu, a miałam ochotę na coś słodkiego to w życiu nie sięgnęłabym po taki produkt. Jego głównym składnikiem była woda i cukier, dopiero później na liście składników pojawiła się niewielka ilość mleka kokosowego i soja. Wolę domowy mus czekoladowy. Przynajmniej ma jaką wartość odżywczą i jest o niebo lepszy niż kupne gotowce.  Chciałam jednak spróbować kilku gotowych produktów, żeby wyrobić sobie o nich opinię. Dlatego pojawią się tutaj jeszcze. Co do składu hummusu nie miałam żadnych zastrzeżeń. Nie będę podawała nazw producentów. Wiem, że mogę liczyć na Wasz rozsądek i jestem pewna, że będziecie czytać etykiety i sami oceniać skład.

W porze obiadu postawiłam na makaron z pomidorami. Pół kartonika pomidorów, pół ząbka czosnku, łyżka oleju, szczypta cukru, soli i oregano. Zredukowałam, do tego spaghetti ugotowane al dente i 2 łyżeczki płatków drożdżowych do posypania gotowego już dania. Porcja takiego makaronu to ok. 5zł. Potwierdzam od razu, że płatki drożdżowe doskonale imitują parmezan.

Wypas i podwajając składniki można mieć porcję dla towarzysza lub obiad na dzień kolejny. Jedyny minus tego dania to znikoma ilość białka. Dużo lepsze byłoby wegańskie bolognese, albo przygotowanie dodatkowo np. sałatki na bazie soczewicy lub fasoli.

Na kolację zrobiłam sobie szybką zupę miso z tofu. Koszt tej zupy to 7,9 zł za miseczkę.


 Jak w poprzednich dniach byłam najedzona, pełna energii i nie opuszczał mnie dobry nastrój.  

Zbliżam się do finiszu. Przede mną ostatni dzień wegańskiego tygodnia. 
Jestem ciekawa jak moje ciało po zakończeniu eksperymentu przywita jajka i sery. O mięsie póki co nie myślę. To produkt o którym nie pomyślałam ani razu przez tych 6 dni. To dla mnie ważny sygnał, który zamierzam wziąć pod uwagę w planowaniu mojego odżywiania w przyszłości.

Pozdrawiam Was ciepło
Kasia

czwartek, 8 lutego 2018

#veganweek dzień 5

Cześć!

Dzień piąty rozpoczęłam z infekcją. Miałam popędzić rano na zakupy, ale niestety nie miałam siły. Dobrze, że w lodówce była ćwiartka ananasa, a na kuchennej szafce leżał banan i grejpfrut. Wycisnęłam sok z grejpfruta, dodałam obrany i pokrojony banan, pokrojonego w kostkę ananasa i łyżeczkę cukru trzcinowego (zazwyczaj używam miodu, ale tym razem zamieniłam go na cukier z oczywistych przyczyn). Zmiksowałam i w 2 minuty wyczarowałam sobie pożywne i pełne witamin śniadanie.


Mogę też mówić o ogromnym szczęściu w związku z tym, że w lodówce została  porcja mojej ognistej fasoli, ananasowej salsy i kawałek awokado. Wystarczyło zrobić tortille i obiad w zasadzie był gotów. Po obiedzie czułam się już znacznie lepiej. 



Na kolację były pieczone frytki z batatów, które zjadłam po prostu z ulubionym ketchupem. Prawdę mówiąc od dawna miałam na nie ochotę.

Wieczorem po porannej infekcji nie było śladu. Pozytywna energia towarzyszyła mi przez cały dzień.  Czułam się również syta przez długi czas po każdym posiłku. 
Mam wrażenie, że zaczynam w inny sposób odczuwać niektóre smaki i zapachy. Przykładem może być kolendra, która do tej pory nie była moim szczególnie ulubionym ziołem, a w tym dniu nagle zaczęła smakować mi tak szalenie, że każde taco było nią niemal zakryte. 

Jeśli macie jakiekolwiek pytania piszcie! 

Pozdrawiam
Kasia



środa, 7 lutego 2018

#veganweek dzień 4

Dzień dobry!

Mój czwarty wegański dzień zaczął się świetnie. Na śniadanie zjadłam onigiri i choć nałożyłam sobie trzy kawałki po to drugim poczułam się syta. Dwa kawałki onigiri to koszt ok 3,4zł.

Czwartego dnia wreszcie przestałam mieć natrętne myśli o tym co będę później jadła.
Myślę, że wynikały one nie z faktu iż nie mogę jeść pewnych produktów, a raczej z braku poczucia bezpieczeństwa kulinarnego. Bałam się na początku tego, że jeśli odpowiednio wcześnie nie zaplanuję co będę jeść później to nie będę mogła nic zjeść, bo w domu zastanę tylko same zakazane produkty. Ten etap już minął i czuję się pewnie.
Na obiad przygotowałam ognistą meksykańską fasolę w sosie pomidorowym z chipotle. Tym razem w garnku wylądowała czerwona fasola, a nie czarna jak poprzednim razem gdy szykowałam to danie. Moją fasolę podałam z pszenno - kukurydzianymi tortillami, salsą z ananasa, kawałkami kremowego awokado i świeżą kolendrą. To było totalne szaleństwo, ponieważ uwielbiam takie pikantne jedzenie.
Porcja 4 placuszki + połowa fasoli w pomidorach + połowa salsy + awokado i kolendra to koszt ok. 10,2 zł. 
 Na kolację zjadłam kolejne dwa kawałki onigiri.

Jak w dniach poprzednich miałam mnóstwo energii i nie dokuczał mi głód.
To był zdecydowanie najlepszy z wegańskich dni, być może za sprawą ulubionego jedzenia, a być może na skutek tego, że przestałam tak intensywnie koncentrować się na tym co w tej diecie wykluczone.
Co najciekawsze, gdy zaczynał się mój wegański tydzień, byłam przekonana, że to właśnie czwartego dnia może przyjść kryzys, który doprowadzi do tego, że się poddam.



Tacos z czerwoną fasolą, salsą z ananasa i awokado:

Pszenno-kukurydziane tortille (składniki na 8 niezbyt dużych placków, o średnicy 12-13 cm):
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka mąki kukurydzianej
 115 g gorącej wody (nieco więcej niż 1/2 szklanki)
60g oleju rzepakowego (nieco ponad 1/4 szklanki)
1,5 łyżeczki soli
Fasola w pikantnym sosie pomidorowym:
240-250g ugotowanej czerwonej fasoli (może być z puszki)
500g przecieru pomidorowego z kartonika bez dodatku kwasu cytrynowego (nie mylić z koncentratem) 
1/2 szklanki wody
 1 łyżeczka słodkiej wędzonej papryki w proszku
1/2-1 łyżeczka soli (każdy używa nieco innej ilości soli, ja akurat solę sporo)
1/2 łyżeczki kuminu (odmierzam całe nasiona i rozdrabniam je w moździerzu)
1 papryczka chipotle w sosie adobo
1/4 białej cebuli
2 łyżki oleju 
1 ząbek czosnku obrany i posiekany drobno

salsa z ananasa:
gruby plaster ananasa
1/2 zielonej papryczki chili oczyszczonej z nasion
1-2 plasterki czerwonej cebuli 

dodatkowo:
1 dojrzałe awokado
sok z cytryny
świeża kolendra 
Czarna fasola w pikantnym sosie pomidorowym
Jeśli używam suchej fasoli, zalewam ją na noc przegotowaną, ostudzoną wodą i odstawiam do namoczenia. Rano odlewam wodę, nalewam świeżej, zimnej wody i gotuję fasolę przez 50-60 minut. Solę ją pod koniec gotowania. Nadmiar pakuję do foliowych woreczków i zamrażam.
Jeśli używam fasoli z puszki, odcedzam ją a później płuczę na sitku.
Cebulę obieram i kroję w kosteczkę, czosnek obieram i również drobno siekam. W garnku podgrzewam olej i wrzucam cebulę. Podsmażam przez 1-2 minuty, po czym dodaję kumin. Podsmażam jeszcze chwilę i wlewam przecier pomidorowy. Do kartonika po przecierze wlewam 1/2 szklanki wody, płuczę i zawartość również wlewam do garnka. Do powstającego sosu dodaję sól,  posiekany czosnek, pokrojoną papryczkę chipotle oraz wędzoną paprykę. Sos gotuję przez ok. 20 minut, następnie dodaję fasolę i na wolnym ogniu gotuję całość do czasu gdy sos naprawdę mocno zgęstnieje. Może to potrwać nawet 20-30 minut. Co jakiś czas mieszam by sos nie przywarł oraz po to by ocenić jego konsystencję.

Salsa:
Gruby plaster obranego ananasa kroję w niezbyt dużą kostkę. Dodaję posiekaną papryczkę chili oraz pokrojoną drobno czerwoną cebulę. Oprószam solą i mieszam.
Awokado myję, przekrawam na pół, wyjmuję pestkę. Obieram skórę, miąższ kroję w kostkę, oprószam sporą ilością soli i skrapiam obficie sokiem z cytryny.
Pszenno-kukurydziane tortille:
Mąki wsypuję do miski i dodaję sól. Do szklanki wlewam wrzątek, dolewam olej, mieszam łyżką. Wlewam olej z wodą do mąk i mieszał dokładnie łyżką. Zagniatam ciasto i wyrabiam je przez 4-5 minut. W razie potrzeby podsypuję nieco mąką, ale powinno być dość wilgotne, aczkolwiek nie przyklejać się. Ciasto wyrabiam starannie i nie skracam nigdy czasu. Skrócenie czasu sprawia, że placki po usmażeniu kruszą się i nici z utrzymania w nich nadzienia.
Ciasto na placki przekładam do miski, przykrywam czystą ściereczką zostawiam na 15 minut.
Ciasto dzielę na 8 części. Każdą podsypuję mąką pszenną i rozwałkowuję na placek 
o średnicy 12-13 cm. 
Suchą patelnię mocno nagrzewam i smażę na niej każdy placek po ok. 1 minutę z każdej strony. Są dobre gdy na smażonej stronie pojawiają się ciemniejsze plamy. 
Na każdy placek nakładam porcję fasoli w pikantnym sosie, nieco salsy z ananasa, kawałki awokado i świeżą kolendrę.