niedziela, 8 marca 2020

Wegański burger inspirowany kanapką BIG MAC



Czy jest ktoś, kto absolutnie nigdy nie był w McDonalds? 
Pewnie znajdzie się trochę takich osób, ale zdecydowana większość odpowie że przynajmniej raz odwiedziła ten przybytek. 
Są też tacy, którzy pomimo tego że starają się prawidłowo odżywiać, czasem po prostu czują że muszą tam wejść i zjeść choćby frytki. Wiem, że są też wierni fani kanapek z maka i regularnie dają się skusić tym burgerom oraz tacy jak ja, którzy raz w roku okazują się stanąć w sytuacji w której splot wydarzeń sprawia, że nie mają wyjścia i muszą tam zjeść. 
Nie ważne w której z grup jesteś. 
To nie ma najmniejszego znaczenia. 
Bo nawet jeśli należysz do grupy, która nigdy tam nie była lub wręcz przeciwnie jadłaś/eś tam i nie zamierzasz już nigdy tego robić, to ten burger i tak jest dla Ciebie!
Dlaczego?
Bo jest pyszny.
No tak. Pozostaje jeszcze temat gotowca, który pojawia się w przepisie. 
Ja nie jestem fanką gotowców i zdecydowanie stawiam na w pełni domowe potrawy. Ale jak każdy mam dni kiedy mi się nie chce, kiedy jestem chora, kiedy nie mam czasu, kiedy chcę żeby było łatwiej. 
I wiem, że nie tylko ja staję przed takimi wyborami. I myślę, że nic w tym złego, by czasem skorzystać z dobrej jakości gotowca. I nie. Nie jest to reklama. 
Kupiłam gotowe roślinne kotlety w sklepie, z własnej nieprzymuszonej woli. Chciałam spróbować czy rzeczywiście są warte uwagi. I wiecie co? 
Jeśli trafi Wam się dzień lenia, niemoc kulinarna lub ochota na burgera jak z maka to nie wahajcie się i kupujcie te gotowe kotlety. Są naprawdę smaczne i doskonale nadają się do przygotowania tej kanapki.


Inspiracją do powstania tej kanapki był przepis z bloga plantifullybasedblog.com
Składniki na 4 porcje:
4 bułki do hamburgerów, najlepiej domowe - przepis na bułki znajdziecie tutaj i jeśli mają być wegańskie wystarczy mleko krowie zastąpić roślinnym, a masło olejem kokosowym
4 liście sałaty lodowej pokrojone w paski
4 plastry sera cheddar lub wegańskiego sera
2-4 ogórki konserwowe pokrojone w cienkie plasterki
1 średnia cebula pokrojona w drobną kostkę, przelana na sitku wrzątkiem i osuszona na ścierce
8 burgerów roślinnych "dobra kaloria" (4 paczki)
sos:
12 łyżeczek majonezu tradycyjnego lub wegańskiego
6 łyżeczek ketchupu
3/4 łyżeczki suszonej cebuli
2 łyżeczki pokrojonego drobno ogórka konserwowego
1 łyżeczka octu jabłkowego
1/2 łyżeczki soli
1 łyżeczka miodu lub brązowego cukru w wersji wegańskiej

Składniki sosu mieszam dokładnie w misce.
W bułce odkrawam nożem do chleba wierzch, a pozostałą część powoli i ostrożnie przekrawam na dwa blaty. Dokładnie jak w przypadku biszkoptu podczas robienia tortu 😉
W piekarniku podgrzewam wszystkie części bułki. 
Na suchej patelni smażę kotlety według wskazówek na opakowaniu. Na spodnich częściach bułki rozsmarowuję połowę sosu, nakładam połowę sałaty, ser, pierwszy kotlet i połowę cebuli. Następnie nakładam środkową część bułki, smaruję pozostałym sosem, nakładam resztę sałaty, plastry ogórka, kotlet, pozostałą cebulę i przykrywam wierzchnią częścią bułki. Dociskam i zjadam.

Uwaga! To jest bardzo duża kanapka i naprawdę sycąca. Jeśli jadacie raczej małe posiłki to przekrójcie bułkę nie na trzy części, tylko na dwie i wykorzystajcie do niej tylko jeden kotlet, połowę sosu, cebuli i sałaty. Wtedy spód bułki posmarujcie sosem, nałóżcie sałatę, ser, kotlet, cebulę, ogórki i przykryjcie wierzchnią częścią bułki.


niedziela, 16 lutego 2020

Śledzie w sosie chrzanowym z jabłkiem

Bliny, śledź w sosie chrzanowym z jabłkiem, kiszona marchewka, koperek



Kocham śledzie, kocham chrzan. Że też nigdy wcześniej te dwie miłości nie spotkały się w mojej kuchni?
Nadrabiam zaległości i zajadam się śledziem w sosie chrzanowym z jabłkiem.


Śledź w sosie chrzanowym z jabłkiem:
3 filety śledziowe z zalewy (kupuję w słoiku śledzie w zalewie z cebulą)
1 łyżka posiekanej cebuli z zalewy
1 duże opakowanie śmietany kwaśnej 12% tłuszczu
1/2 łyżeczki musztardy
1/4 łyżeczki cukru
1/2 łyżeczki pieprzu mielonego
1/2 pokrojonego w kosteczkę jabłka bez skórki
1 łyżeczka soku z cytryny 
1/2 łyżeczki soli
2 łyżki dobrej jakości tartego chrzanu

Jabłko obieram i kroję w kosteczkę, a następnie skrapiam sokiem z cytryny. Do jabłek dodaję cebulę, śmietanę, musztardę, chrzan oraz przyprawy. Mieszam dokładnie. W szklanym pojemniku układam warstwę sosu chrzanowego z jabłkiem, następnie pokrojone na kawałki filety śledziowe, a na nich pozostałą część sosu chrzanowego. Zamykam szczelnie i wstawiam do lodówki. Śledzie przed podaniem powinny leżeć w lodówce przynajmniej 12 godzin, a optymalnie 24 godziny. 

Moje śledzie podałam na blinach - klik
z dodatkiem posiekanej kiszonej marchewki i odrobiną koperku

środa, 12 lutego 2020

Kotlety ziemniaczane


Kotlety ziemniaczane znają pewnie wszyscy i każdy ma na nie swój patent. W moich nie ma pewnie nic odkrywczego, ale może właśnie te zasmakują Wam najbardziej ze wszystkich?
 
Kotlety ziemniaczane - 6 sztuk:
350g ziemniaków ugotowanych w mundurkach zważonych po obraniu
45g sera feta
5g startego parmezanu
spora szczypta soli
spora szczypta pieprzu
1 małe jajko
3 listki świeżej mięty drobno pokrojone
1 łyżka drobno posiekanej zielonej cebulki
1 mały ząbek czosnku obrany i drobno starty

dodatkowo:
1 łyżka mąki do obtoczenia
olej do smażenia

Ziemniaki gotuję w skórkach do miękkości, odlewam wodę i zostawiam do ostudzenia. Jeszcze letnie obieram ze skórki i rozgniatam praską razem z serem feta. Dodaję starty parmezan, jajko, posiekaną mięte oraz zieloną cebulkę, starty czosnek oraz sól i pieprz do smaku. Mieszam dokładnie i odstawiam do lodówki na minimum godzinę. Najlepiej jednak zrobić masę dzień wcześniej. 

Z gotowej, schłodzonej masy formuję nieduże kotlety, obtaczam je w mące i smażę na rozgrzanym oleju z dwóch stron na złocisty kolor. Podaję z mizerią i jogurtem/kefirem/zsiadłym mlekiem.
 

poniedziałek, 27 stycznia 2020

Bulion grzybowy z wontonami



 Poznałam azjatycką kuchnię 10 lat temu i to była miłość od pierwszego wejrzenia, choć muszę przyznać że miałam sporo szczęścia by pierwszą z nią styczność mieć w knajpie, w której kucharz niewątpliwie wiedział co robi. 
Później tych lokali testowałam jeszcze kilka i każdy kolejny udowadniał mi, że miałam naprawdę gigantycznego farta za tym pierwszym razem. 
Teraz nie muszę już jednak zawierzać swojego losu obcemu człowiekowi, bo składników w sklepach i w sieci jest tyle, że mogę sama poszukiwać i eksperymentować. 
Bardzo lubię azjatyckie buliony, bo tak naprawdę można tam zutylizować więdnące w lodówce korzenie, które w ciągu niespełna dwóch godzin staję się cudownie rozgrzewającym wywarem. Trzeba tylko odpowiednio to przyprawić, żeby bulion był pełen umami. Są więc grzyby shitake, sos sojowy i pasta miso. Obowiązkowo jest u mnie także czosnek, imbir, pieprz i anyż. Ten ostatni mocno odciska swoje piętno na smaku bulionu, ale nawet jeśli nie byliście nigdy fanami anyżków, to chociaż raz dajcie anyżowi szansę w tym właśnie bulionie. 
Co do pierożków to jeśli nie lubicie lepić, wcale nie musicie wsadzać ich do swojej miski. Wystarczy makaron ramen, udon albo soba. Wtedy warto oprócz grzybów i dymki dorzucić jeszcze coś zielonego. Liście szpinaku, glony wakame lub kapustę pak choi. Można na wierzch dołożyć smażone tofu lub/i gotowane jajo. Jeśli nie znajdziecie grzybów shimeji to wykorzystajcie w ich zastępstwie pieczarki. Też będzie pyszne. 

To co? Gotujemy?


Bulion warzywno-grzybowy z wontonami - przepis na 3-4 porcje:
3g wodorostów kombu + 100g przegotowanej wody
50g selera w kawałki
2 średnie marchewki w kawałki
1 średnia pietruszka w kawałki
1 łyżka oleju rzepakowego
130g białej części pora
3 białe części dymki przypalone na suchej patelni
1 cm plasterek obranego imbiru
8 grzybów shitake
2 ząbki czosnku
1 łyżka sosu sojowego
10 ziarenek pieprzu
1 gwiazdka anyżu
3 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka jasnej pasty miso

Wodorosty kombu zalewam przegotowaną ostudzoną wodą i zostawiam na noc do namoczenia. 
Obieram seler, marchewki oraz pietruszkę, myję i kroję na nieduże kawałki. Na oleju podsmażam warzywa korzeniowe  przez 10 minut, aż się skarmelizują, pamiętając by mieszać je od czasu do czasu. Do skarmelizowanych warzyw dolewam 2,5 litra ciepłej wody, dodaję umytego pora, przypaloną na suchej patelni cebulę, suszone grzyby shitake, obrane ząbki czosnku, anyż, pieprz, plasterek imbiru, łyżkę sosu sojowego i wodę w której moczyły się wodorosty (samych wodorostów nie dodaję).

Zagotowuję i gotuję na wolnym ogniu przez 1,5-2 godziny. Odcedzam, dodaję pozostały sos sojowy oraz pastę miso i dokładnie mieszam, najlepiej rózgą. 

Farsz do pierożków przygotowuję z grzybów, które gotowały się w wywarze. Zmieliłam je (można bardzo drobno posiekać). dodałam poszatkowaną drobno kapustę pekińską (3-4 liście), 1/3 pęczka drobno posiekanej zielonej cebulki, 1/2 łyżeczki startego imbiru, starty ząbek czosnku, szczyptę płatków chili, kilka kropel oleju sezamowego, szczyptę pieprzu, sporą szczyptę soli i 1 łyżkę sosu sojowego. Wymieszałam dokładnie i zostawiłam na czas przygotowania ciasta na pierożki. Ciasto zrobiłam z tego przepisu klik, tyle że tym razem 50g mąki pszennej zastąpiłam ryżową. Pierożki zlepiałam według wskazówek znalezionych w internecie, więc polecam Wam również poszukać, najlepiej filmików w których ktoś pokazuje jak to zrobić, ponieważ sposobów na zlepienie wontonów jest co najmniej kilka (przynajmniej tak wynika z filmów, które widziałam). Pierożki gotowałam na parze przez 5-6 minut, pewnie można krócej, ale moje ciasto nie było tak cudownie cienkie jak być powinno. Co do samego ciasta, to wiem że gotowe i pocięte już na kawałki ciasto do wontonów można kupić np. w Kuchniach Świata, to dobry wybór dla tych którzy nie bardzo lubią proces zagniatania i wałkowania. 

Bulion podawałam z pierożkami i grzybami shimeji. Jeśli uda Wam się je kupić, wystarczy odciąć odrobinę ich nasady, a grzybki wrzucić na rozgrzaną, delikatnie natłuszczoną patelnię, następnie wlać 1-2 łyżeczki sosu sojowego, wymieszać i podsmażać 1-2 minuty aż zmiękną. 


Do miseczek nałożyłam pierożki, zalałam gorącym bulionem (trzeba go dobrze zamieszać tuż przed podaniem, aby ponownie rozprowadzić pastę miso), dodałam grzyby shimeji, posiekaną zieloną cebulkę i olej chili (ile kto lubi) - przepis na olej chili.



niedziela, 12 stycznia 2020

Kotlety z kaszy gryczanej z bryndzą

Kotlety z kaszy gryczanej

Wykorzystywanie resztek zawsze prowadzi do stworzenia najlepszych przepisów. 
Zgodzicie się ze mną? 
Tak właśnie powstał przepis na te kotlety z kaszy gryczanej
Ugotowałam za dużo kaszy, więc resztkę wsadziłam do lodówki. Dokupiłam bryndzę, znalazłam w lodówce 2 pieczarki i postanowiłam, że zrobię kotlety gryczane z bryndzą w zgodzie z zasadą #zerowaste. Wyszły tak dobre, że natychmiast musiałam podzielić się przepisem, bo może właśnie ugotowaliście zbyt dużo kaszy gryczanej ;-) 
Jeśli nawet nie, to ugotujcie ją specjalnie do tych kotletów, bo są fenomenalne. Jeśli nie przepadacie za bryndzą, możecie dorzucić innego sera np. fety, koziego twarogu, startego parmezanu, czy nawet goudy. Przepis, który podałam powstał z resztek, więc i proporcje są resztkowe. Wystarczy tego na 4 niezbyt duże kotlety. Możecie jednak zaszaleć i podwoić, a nawet potroić ilość składników i zrobić sobie gryczaną ucztę.

Kotlety z kaszy gryczanej - składniki na 4 kotleciki:
1/2 średniej cebuli
1 łyżeczka oleju
2 pieczarki brązowe
200g ugotowanej kaszy gryczanej
30g sera bryndza
1 łyżka mąki owsianej
2 szczypty proszku z borowików (zmiksowałam garść suszonych borowików na proszek i trzymam w słoiczku, żeby podkręcać smak potraw)
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki soli (Dodajcie soli do smaku, ponieważ ja solę całkiem sporo. Dowodem na to jest fakt, że do pieczarek dodałam szczyptę soli, kasza była gotowana w lekko osolonej wodzie, bryndza jest słona, a ja dodałam jeszcze soli do masy)

bułka tarta do obtoczenia
olej rzepakowy do smażenia

Cebulę obrałam i pokroiłam w kostkę, pieczarki oczyściłam i również pokroiłam w kostkę. Na oleju podsmażałam cebulę przez 3 minuty, następnie dodałam pieczarki, szczyptę soli i podsmażałam kolejne 2-3 minuty. Odstawiłam do wystudzenia. Kaszę oraz pieczarki z cebulą zmieliłam w maszynce do mielenia mięsa. Dodałam sproszkowane borowiki (możecie pominąć), mąkę owsianą, sól do smaku, pieprz i pokruszoną bryndzę. Rękoma wymieszałam dokładnie masę, przykryłam i wstawiłam do lodówki. Masa powinna tam być przynajmniej pół godziny.

Ze schłodzonej masy formowałam kotleciki, obtaczałam w bułce tartej i smażyłam na dobrze rozgrzanym oleju po dwie minuty z każdej strony. 

Kotlety z kaszy gryczanej można wykorzystać do zrobienia burgerów, ale także zjeść z ziemniakami i surówką. Ja zjadłam swoje pogryzając przy tym mizerię z ogórków.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Tagine z bakłażana

Tagine z bakłażana

Orientalna uczta nie wymaga wcale wiele pracy, bo arabskie kucharki to mistrzynie potraw jednogarnkowych. Upodobanie do tego rodzaju potraw znalazło także swój wyraz w wyposażeniu kuchni o czym zaraz się dowiecie.
Tagine (tażin, tajine, tadżin) to specjalne marokańskie naczynie z gliny, w którym przygotowuje się potrawy z mięsa i warzyw lub samych warzyw. Ja nie mam oryginalnego naczynia (jeszcze 😁), ale równie dobrze możecie wykorzystać do przygotowania tagine jakiekolwiek naczynie z pokrywką. Ja użyłam garnka żeliwnego, który w tym przypadku doskonale się sprawdza. Ten przepis na tagine z bakłażana jest dziecinnie prosty w wykonaniu, a najważniejsze to mieć odpowiednie przyprawy. Jedyne co możecie ewentualnie pominąć to kiszona cytryna. Robiłam ten tażin bez niej i był równie dobry. Jeśli jej nie używanie możecie dodać łyżeczkę soku z cytryny i trochę otartej skórki z cytryny. Czego z pewnością nie można pominąć przygotowując tagine z bakłażana to pasta harissa. Ona nadaje odpowiedniej pikantności tej potrawie, która musi być wyrazista w smaku.

Tagine z bakłażana - składniki na 2-3 porcje:
1 średni bakłażan
1/2 dużej cebuli
1 ząbek czosnku obrany i przeciśnięty przez praskę
1 karton krojonych pomidorów (Optymalnie takich bez kwasu cytrynowego. Wiem że pomidory marki Melissa Primo Gusto są bez dodatku kwasu cytrynowego, zatem jak tylko mam okazję kupuję zapas) lub latem 2-3 świeże malinówki oczyszczone z nasion i pokrojone w kostkę
35g rodzynek
sok z 1/4 pomarańczy
1/2 łyżeczki miąższu kiszonej cytryny
1/4 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki brązowego cukru (jeśli macie pomidory z kwaskiem można dodać więcej)
1/2 łyżeczki mielonego kuminu
1/4 łyżeczki ostrej papryki w proszku
1/2 łyżeczki soli (ja sporo solę, zatem dodajcie soli do smaku)
2 łyżeczki harissy (wychodzi dosyć ostre)
3 łyżki oleju rzepakowego

Bakłażana pokroiłam w plastry o grubości ok.1 cm, oprószyłam z dwóch stron solą i pozostawiłam na 30 minut. Po tym czasie plastry opłukałam, osuszyłam i pokroiłam w dużą kostkę (plaster w zależności od wielkości na 2 lub 4 części).
Cebulę obrałam i pokroiłam w cienkie pióra.
Rodzynki zalałam wrzątkiem i po chwili odcedziłam, następnie zalałam sokiem pomarańczowym i pozostawiłam na 10 minut.
W garnku żeliwnym rozgrzałam olej, wrzuciłam pokrojoną cebulę i podsmażałam na średnim ogniu co jakiś czas mieszając przez ok. 4 minuty. Dodałam bakłażana i smażyłam mieszając 2-3 minuty, następnie dodałam przyprawy, czosnek, rodzynki razem z sokiem pomarańczowym oraz pomidory. Przykryłam i dusiłam 25 minut. Odkryłam i gotowałam jeszcze 15 minut by odparował nadmiar płynu.

Ja mój tażin z bakłażana podałam z moim ulubionym bulgurem z warzywami i jogurtem naturalnym, ale można też przygotować kaszę kuskus.

poniedziałek, 25 listopada 2019

Jaskra - dlaczego warto chodzić do okulisty, nawet jeśli dobrze widzimy.


Cześć.
Dziś chciałam poruszyć ważny dla mnie temat, a mianowicie porozmawiać o chorobach oczu.

Na początku pragnę także dodać, że artykuł ten nie jest poradą medyczną i nie może zastąpić konsultacji z lekarzem. Jest to tekst powstały wyłącznie na bazie moich osobistych doświadczeń, znalezionych przeze mnie w sieci badań (klik), do których odnośniki tutaj zamieszczam  oraz literatury medycznej. 

źródło: https://pixabay.com/pl/


Pierwszy tekst z tego cyklu poświęcę jaskrze.


Czym jest jaskra?

Jest to choroba narządu wzroku, w skutek której nasz nerw wzrokowy ulega powolnej i systematycznej degradacji, aż do całkowitego jego zniszczenia. Jest to najczęstsza na świecie przyczyna nieodwracalnej ślepoty. Światowe statystyki są przerażające, bowiem mówią o ponad 5,7 miliona ludzi którzy aktualnie niedowidzą z powodu jaskry. Rodzajów jaskry jest wiele, a ich przebieg różni się, jednak ostatecznie zawsze choroba ta prowadzi do utraty wzroku.
Jaskra w zasadzie i najczęściej nie daje żadnych objawów, przez co kiedy pacjent się o niej dowiaduje, zazwyczaj choroba jest już w zaawansowanym stadium. A wystarczyło by regularne stawianie się na kontrolne badanie u okulisty, bowiem pierwsze symptomy które sugerują na możliwość rozwoju jaskry da się wykryć w badaniu dna oka oraz mierząc regularnie ciśnienie wewątrzgałkowe. Jeśli dodatkowo któreś z naszych rodziców lub dziadków chorowało lub choruje na jaskrę, to jest to dodatkowy powód żeby regularnie się badać. Co do pomiaru ciśnienia to ten kto nigdy nie miał go mierzonego może przerazić się stwierdzeniem „ciśnienie wewnątrzgałkowe”, jednak jest to badanie nie inwazyjne, więc nie musicie się go absolutnie obawiać. 

Choć najczęściej to właśnie podwyższone ciśnienie w oku jest przyczyną jaskry, to nie można bagatelizować faktu, że nie jest ono jedyną przyczyną tego schorzenia. Spore znaczenie w rozwoju jaskry mają także inne czynniki, do których zaliczany jest tzw. stres oksydacyjny, autoimmunizacja oraz ekscytotoksyczność. Te właśnie czynniki zapewne są przyczyną jaskry u pacjentów, którzy ciśnienie wewnątrzgałkowe mają w granicach normy. 

Dorośli przed 40 rokiem życia którzy nie mają problemów z ostrością widzenia lub innych dolegliwości związanych z narządem wzroku powinni stawiać się w gabinecie okulisty raz na 2-3 lata, natomiast po 40 roku życia konieczne jest kontrolne badanie przynajmniej raz w roku. Taka częstotliwość kontroli pozwala w miarę wcześnie wykryć rozpoczynającą się jaskrę i wdrożyć odpowiednie leczenie, które ma na celu pozwolić na to by pacjent cierpiący na to schorzenie do końca życia zachował wzrok. Dynamika rozwoju chorób wzroku, w tym również jaskry jest osobnicza. Nie ma dwóch identycznych przypadków, a pacjenci różnie reagują na leki. Szybkość rozwoju choroby jest więc różna, ważne zatem by zachować regularność badań i nie bagatelizować ich znaczenia. 

Kolejnym faktem jest, że rodzajów jaskry jest kilka. Różnią się między sobą, zatem ich przebieg też będzie nieco odmienny. Powszechnym mitem jest np. informacja, że w przebiegu jaskry zawsze mamy do czynienia z podwyższonym ciśnieniem w oku. Są jednak przypadki kiedy diagnozowana jest jaskra u pacjenta, którego wartość ciśnienia w gałkach ocznych jest zupełnie prawidłowa. 

Jak leczy się jaskrę? 

Wciąż jedynym sposobem leczenia jaskry pozostaje obniżanie ciśnienia śródgałkowego oka za pomocą środków farmakologicznych, laserowo, bądź operacyjnie. Bynajmniej nie kończy to definitywnie naszego problemu, jednak pozwala spowolnić postęp degradacji nerwu wzrokowego, a co za tym idzie dłużej zachować zdolność widzenia. 

Nie znaczy to że pacjenci oraz okuliści nie poszukują możliwości dodatkowego wpływania na obniżanie ciśnienia wewnątrzgałkowego. Prowadzono badania, które miały na celu zweryfikowanie tego czy poprzez odpowiednią dietę można wpłynąć na obniżenie się ciśnienia w oku. A efekty tychże badań są dość interesujące. Oczywiście sama dieta nie pomoże nam uchronić oczu przed jaskrą, ani też przed konsekwencjami jej obecności. Jednak w przypadku osób takich jak ja, które spodziewając się w najbliższych latach zdiagnozowania jaskry, odpowiednie postępowanie dietetyczne z pewnością jest dobrym wyjściem. Również osobom u których już jaskrę stwierdzono, odpowiednie odżywianie nie zaszkodzi o ile będzie traktowane wyłącznie jako uzupełnienie konwencjonalnej terapii prowadzonej w odpowiedniej poradni okulistycznej. 

Badania o których wspominam pozwoliły wytypować nie tylko produkty, dzięki które mogą wpływać na obniżenie ciśnienia wewnątrz oka, ale również takie które wpływają na jego podwyższenie. Nie są to nowe badania, tylko rezultat obszernej analizy różnych badań które zostały wykonane na przestrzeni ponad 50 lat (między 1966, a 2017 rokiem). 

Analiza wyników różnych badań pozwoliła dojść do bardzo ciekawych wniosków, o których piszę w dalszej części tekstu.

Pierwszym z nich jest wpływ otyłości na ciśnienie wewnątrzgałkowe. W wielu przeanalizowanych wynikach badań przewija się właśnie związek między podwyższonym wskaźnikiem BMI, a zwiększonym ciśnieniem w oku. Nie stwierdzono dokładnie na czym polega ta relacja, a koncepcji jest kilka, jednak faktem jest że w wyniku badań dowiedziono iż osoby dotknięte otyłością mają też nierzadko podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe. Kolejne badania zachwiały teorią jakoby wysokie BMI miało związek ze zwiększonym ciśnieniem w oku. Nie znaczy to że otyłość nie przyczynia się do podwyższenia ciśnienia w oku, bo ten fakt potwierdzono w kolejnych badaniach. Oznacza to jedynie tyle, że wskaźnik BMI nie jest doskonały w przypadku dokładnej oceny stanu organizmu osoby otyłej, czy dotkniętej nadwagą. 

W kolejnych wynikach pojawiają się dowody na to, że nie tylko otyłość, ale również inne schorzenia wchodzące w skład tzw. zespołu metabolicznego mogą predysponować do rozwoju jaskry i mieć wpływ na podwyższenie ciśnienia śródgałkowego. Szczególnie dotyczy to osób dotkniętych cukrzycą i nadciśnieniem tętniczym (zarówno występującym pojedynczo, jak i razem).

Kontrowersyjnym punktem tekstu o który się opieram jest akapit poświęcony alkoholowi. Badania na które powołują się autorzy artykułu dowodzą jakoby alkohol miał wpływ na lepsze ukrwienie nerwu wzrokowego, zapobiegając przy tym rozwojowi Pierwotnej Jaskry Otwartego Kąta. Ja jednak nie będę nikogo, ani również siebie przekonywała to tej części tych badań, ponieważ logicznie rzecz biorąc alkohol jest przyczyną stresu oksydacyjnego, który jak wcześniej już pisałam jest łączony z rozwojem jaskry. 

Kolejnym analizowanym elementem diety była kofeina, która znajduje się nie tylko w kawie, ale np. w niektórych napojach gazowanych czy energetycznych. Wykazano iż spożywanie kofeiny może mieć związek ze zwiększeniem ciśnienia wewnątrzgałkowego zarówno u osób chorych na jaskrę, jak i zdrowych. Dowiedziono również, że chorzy regularnie przyjmujący kofeinę mieli średnio wyższe ciśnienie w oku od tych którzy jej unikali. Inne badania z kolei nie odnajdują związku kofeiny z podwyższonym ryzykiem wystąpienia jaskry. 

Bazując na moim doświadczeniu powiem Wam, że w moim przypadku kawa zdecydowanie podwyższa ciśnienie śródgałkowe i wywołuje u mnie migreny z aurą oraz przejściowe zaburzenia widzenia. Dlatego też już jakiś czas temu zmuszona byłam zrezygnować z niej całkowicie. 

Zupełnie inaczej sprawa ma się z herbatą, która bogata jest w polifenole. Te z kolei wykazują działanie ochronne poprawiając przepływ krwi i redukując stres oksydacyjny. 

Bardzo ciekawe są wyniki badań prowadzone nad ekstraktem z miłorzębu japońskiego, znanego pod nazwą Ginko biloba. Według wyników badań ma on mieć pozytywny wpływ na mikrokrążenie w oku, wykazywać działanie ochronne w stosunku do siatkówki oka oraz zmniejszać stres oksydacyjny. 

Co do warzyw i owoców to jest oczywiste iż  mają w swoim składzie elementy, które pomagają zachować wzrok w dobrej kondycji. Przede wszystkim chodzi o antyoksydanty, których są bogatym źródłem. W badaniach stwierdzono, że u kobiet których dieta obfitowała w warzywa i owoce bogate w witaminę A, karotenoidy oraz witaminę C, ryzyko wystąpienia jaskry jest mniejsze. Szczególną uwagę badacze zwrócili na pozytywny wpływ na oczy zielonych warzyw liściastych. 

Ciekawe badania przeprowadzone zostały na temat wpływu szafranu na rozwój jaskry, a wykonali je  naukowcy z Iranu. Dowiedli oni w nich pozytywnego wpływu tej przyprawy na ciśnienie w oku, jednak nie udało się określić jaki jest mechanizm jego pozytywnego działania.  

Co z tego wszystkiego wynika dla nas? 

Przede wszystkim by chronić wzrok należy się regularnie badać i przestrzegać zaleceń lekarza okulisty. Od siebie możemy dodać utrzymanie prawidłowej masy ciała, ograniczenie kofeiny i zwiększenie spożycia warzyw i owoców. Nikt nie zagwarantuje nam, że nie zachowujemy na jaskrę, ani też nie umożliwi nam przewidzenia jej ewentualnego przebiegu. Ale sami sobie możemy ofiarować szansę na zachowanie wzroku do końca życia, badając się odpowiednio często. 

Jakie badania wykonywać?

Obowiązkowa i bezwzględnie konieczna jest cykliczna kontrola u lekarza okulisty, nawet jeśli w naszej opinii widzimy dobrze.
Podczas takiej wizyty lekarz powinien zbadać dno oka oraz ciśnienie wewnatrzgałkowe. Nie wystarczy badanie ostrości wzroku. 
W sytuacjach wątpliwości co do stanu naszego wzroku lekarz powinien skierować nas w pierwszej kolejności na badanie pola widzenia. 

Dajcie znać czy chcecie tutaj czytać więcej takich tekstów.